On miał jednego zęba,
A kolor oczu miał zielony,
Lubił popijać alkohol
i zajmował się biciem żony,

Potomka miał też jednego,
Na więcej nie miał ambicji,
Gdy przyszło pięćstet plus,
to spłodził kolejnego (w ramach inwestycji),

Znał go dzielnicowy,
Znały go starsze sąsiadki,
W bramie słynął głównie,
Z częstego sikania do klatki,

Należy dodać coś więcej,
O tym starym gałganie,
Gałgana będzie niewiele,
więcej o biznesplanie,

Otóż od czasu, do czasu,
Jako źródło utrzymania,
Wraz ze starszym synem,
Plądruje ludziom mieszkania,

Policja jest raczej bezradna,
Bo ma on żółte papiery,
Ponadto trzeba dodać,
Że to typ rabusia-sknery,

To co kradnie najchętniej,
To napoje alkoholowe,
Lubi też inne graty,
Byle nie były nowe,

I tak oto nasz gałgan,
Z tego co mu z cudzego skapnie,
Mimo wątpliwej legalności,
Wiedzie życie dostatnie,

Mimo, że go potępiam,
To sam go nie osądze,
Wszak majętniejszy ode mnie,
Może pożyczy pieniądze?

--
http://joemonster.org/blog/Powierzchowny