Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Inteligentna jazda > Granica "humoru" w reklamie
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq Szkielet Szachisty od 18 stycznia 2002 | Warszawa, Inferno
2007-06-07 10:08:11 Zgłoś
Post zainspirowany jest niedawną reklamą pewnego produktu... Albo nie, bez "poprawności" - reklamą nowego smaku "Dog in the Fog". W końcu po to robią reklamę, żeby ludzie wiedzieli, kto i jak co reklamuje.

Bez wdawania się w szczegóły reklama przedstawia człowieka na krześle elektrycznym, dookoła którego kręcą się kaci w policyjnych mundurach i wszyscy żartują, podśmiewają się, etc... Puenta: "Nie odbieraj życia zbyt poważnie".

Przyznam szczerze: kiedyś ta gra słów przyszła mi do głowy w ramach szukania pomysłów na dowcipy. Nie wrzuciłem tego nie dlatego, że było to zbyt ponure (nie taką czerń można spotkać na Kawałkach Mięsnych), tylko dlatego, iż nie udało mi się tego przekuć w dowcip, który uważałbym za dobry. Ale w reklamie to co innego. Może uderzać w wielu ludzi, jednym słowem: moim zdaniem ta reklama przekracza granice dobrego smaku, jeśli chodzi o zabawę słowami.

A raczej: do niedawna myślałem, że przekracza. A teraz stwierdziłem, że być może nie może tego robić z prostego powodu - bo tej granicy już dawno nie ma.

A Wy jak myślicie? Czy jest jakaś granica, jakaś świętość, której nigdy żaden reklamodawca nie odważy się naruszyć?

Pozdrawiam,

--
Pietshaq na YouTube
KrissDeValnor
KrissDeValnor Superbojowniczka od 23 marca 2005 | daleko :)
2007-06-07 19:29:02 Zgłoś
Jeśli założyć, że raklama jest rodzajem sztuki to... nie ma granic ani świętości. Reklama wchodzi teraz na całkiem nowe tory, minęły już czasy wyświechtanych sloganów w reklamach piwa typu: krystaliczny smak, busztynowy kolor, głębia smaku bla bla bla...
Weźmy taką "głębię smaku" czy jesteś w stanie powiedzieć, w reklamie którego piwa użyto tych słów??? A czy jesteś w stanie powiedzieć, w reklamie którego piwa użyto słów "Nie odbieraj życia zbyt poważnie"??? I o to chodziło. Jest taki typ reklamy, która nastawiona jest na działanie szokowe, zaczepianie o emocje itd. Tutaj nie było celem pokazanie Ci jak dobre jest to piwo, tutaj chodziło o zwrócenie Twojej uwagi, chodziło o to byś zapamiętał nazwę i jak widać reklama odniosła skutek.

Granice dobrego smaku narzucamy sami sobie, wg Ciebie granicę przekroczono, ja wprawdzie nie widziałam owej reklamy ale po Twoim opisie stwierdzam, że nie przekroczono.
Tak jak mówiłam uważam reklamę za taką jedną z nóżek sztuki i chcąc stawiać granice reklamie, musiałabym postawić granice całej sztuce a tego nie chcę i nie zrobię.

Pozdrawiam
KDV

--
atitta
atitta Babcia Straszy Prąciem od 23 kwietnia 2005 | z przypadku stolica- na razie:))
2007-06-08 11:11:10 Zgłoś
A to się moi drodzy nawet nazywa shockvertising. KDV ma rację, ma być szokująco, obrazoburczo ale tak, żeby zapamiętali. Nie jest to pierwsza tego typu reklama. Pamiętacie "Przyj Marysiu" dotyczącą ciastek, czy reklamę butów sportowych z czarnym Jezusem na krzyżu?
Jedyna reklama, która mnie oburza, to reklama leków i adresowana do dzieci bo one nie wychwycą ironii, przyjmują bezkrytycznie przekaz reklamowy i płaczą mamie, że lalka nie macha rączką tak jak w reklamie.

--
Mrrrrr.... Wiesz co jest najbardziej przerażające? Zdychanie w poczuciu że się tak naprawdę nie żyło...
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq Szkielet Szachisty od 18 stycznia 2002 | Warszawa, Inferno
2007-06-08 15:44:03 Zgłoś
Odnośnie reklamy leków: sam ten fakt mnie nie wkurza. Już bardziej irytuje mnie, że takie leki, jak większość reklamowanych istnieje. Nie dlatego, żebym uważał je za niepotrzebne, ale dlatego, że nowy lek robiący to samo co dotychczasowy, tylko pod inną nazwą, marką i zarabiający na inną firmę, w ogóle nie powinien zostać dopuszczony do produkcji (vide większość przeciwbólowych). Z tego powodu, na który często powołują się krytycy reklam leków: że delikwent, który chce coś zażyć i przeczyta, że zażył już 8 apapów i więcej mu w danym dniu nie wolno, przerzuci się na ibuprom, bo tego jeszcze dziś nie jadł. Z drugiej zaś strony: czy można winić firmy produkujące leki, że ludzie nie czytają ulotek żrąc to? Przecież każdy z nich ma jak wół napisane, że zawiera tyle i tyle paracetamolu oraz jaka jest dawka paracetamolu dozwolona dziennie. Czy jeśli ktoś jest na tyle tępy, że myśli, iż panadol ma inny paracetamol niż ... (nazwy mi się skończyły), to naprawdę jest wina państwa lub tych firm? Sorry, ale przy tak sformułowanych "instrukcjach obsługi" na ulotkach nawet w amerykańskim sądzie nie przeszłoby odszkodowanie za zrujnowane zdrowie, bo "firma nie uprzedziła".

A co do reklamy skierowanej do dzieci - zupełnie mnie nie wkurza. Po pierwsze dlatego, że robi się z tego hipokryzję: jest niby zakaz kierowania jakiejkolwiek (jakiejkolwiek!!!) reklamy do dzieci, ale gdy reklamowano (niekomercyjną, ale niewyjętą spod tego zakazu) akcję "czytaj swemu dziecku 20 minut dziennie", to nikt nie podnosił larum. A z komercyjnych względów mogłyby to robić choćby telewizje, które obok internetu konkurują z książkami o wolny czas dzieci, do których - w sposób nachalny - kierowano te reklamy. Więc jeśli tam wolno, to niech będzie wolno analogicznie przekazywać treść "siedź w internecie co najmniej 20 minut codziennie". Po drugie: nie wyobrażam sobie dobrej reklamy zabawek nieskierowanej do dzieci. Przy założeniu oczywiście, że mówimy o zabawkach bez walorów edukacyjnych, za to z walorami estetycznymi z dziecięcego punktu widzenia oraz innymi istotnymi (śpiewa, pokazuje język, chodzi do tyłu na rozkaz, etc...). Więcej powiem: nie wyobrażam sobie sprzedającego się produktu tego typu, którego sam wygląd nie byłby reklamą skierowaną do dzieci. Proponuję eksperyment: dwie identyczne lalki, różniące się tylko tym, że tam, gdzie jedna z nich jest różowa, druga z nich jest szara. I dowolna ilość dzieci mówiących, którą wolą. A potem - w myśl zakazu - przemalowanie wszystkich lalek na szaro, bo różowy okazał się reklamą skierowaną do dziecka. Po trzecie: jeśli się wkurzać, że dzieci nie wychwycą ironii, to może również wkurzać się na każdą bajkę, w której występuje jakakolwiek rzecz fizycznie niemożliwa w rzeczywistym świecie? Na przykład spadanie dopiero wtedy, gdy zobaczy się brak gruntu pod nogami? Obowiązkowo należałoby wówczas zakazać również dzieciom czytać fantastykę, z tych samych powodów. Po czwarte: z podobnych powodów, co reklamy skierowane do dzieci (i reklamy leków), można próbować dyskredytować reklamy skierowane do dowolnych grup społecznych pod lepszym lub gorszym pretekstem. Na przykład reklamy funduszy powierniczych: teoretycznie każdy człowiek powinien wiedzieć, że można na tym stracić, choćby dlatego, że napisane jest to w broszurze informacyjnej, której przeczytanie trzeba poświadczyć podpisem przed zakupem jednostek funduszu. Ale można się przyczepić, że reklama adresowana jest do tych, którzy potrzebują dodatkowych pieniędzy, a tacy ludzie mogą dać się omamić i ponieść stratę, której w budżecie nie załatają. Można też powołać się na przykład leków i stwierdzić, że ludzie i tak nie czytają ulotek i broszur. Świetnie, tylko co w zamian? Obowiązek umieszczania w reklamie wszystkich niekorzystnych informacji tłustym drukiem? Po piąte wreszcie: dzieci będą tak czy siak narażone na reklamowy przekaz. Czy to, że ich klasowy idol ma komórkę konkretnej marki, pozostanie bez wpływu? Różnica jest tylko w kosztach tej reklamy i w tym, z czyjej kieszeni idą, ale przecież nie o to chodzi przeciwnikom takich reklam, prawda? Reklama nie staje się lepsza lub gorsza, gdy poznajemy źródło jej finansowania, w każdym razie nie powinna.

Generalnie (co może nie wynika z treści mojego pierwszego posta): jestem za wolnością reklamodawców, ale bez wprowadzania w błąd klientów. Ograniczyłbym ją być może dwoma obostrzeniami. Po pierwsze: wszelkie widełkowe profity klienta należy podawać "od". Po drugie: wszelkie widełkowe wydatki klienta należy podawać "do". Czyli odwrotnie, niż się praktykuje. Nie "komórki od złotówki" tylko "komórki do 999 złotych". Natomiast jeśli reklama się nie podoba z innych powodów, zawsze pozostaje bojkot konsumencki, który naprawdę potrafi być skuteczny.

Pozdrawiam,

--
Pietshaq na YouTube
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
kolnay Superbojownik od 22 czerwca 2004
2007-06-09 10:37:06 Zgłoś
Po co ustalać nieistniejące granice? Przecież tylko odbieramy sobie nimi wolność. Wszelkie tabu, tematy zakazane, po co to?
Naprawdę aż tak przeraża Cię ten żart w tej reklamie, żeby zakazać używania takich motywów?
Według mnie nie powinniśmy aż tak się czepiać o to, co nas uraziło.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq Szkielet Szachisty od 18 stycznia 2002 | Warszawa, Inferno
2007-06-10 10:05:10 Zgłoś
:kolnay - nie przeraża mnie tak, żeby zakazywać. Zniesmacza mnie i zastanawiam się, jak daleko jeszcze się reklamodawcy posuną. Nie jestem od tego, żeby proponować prawne granice.

--
Pietshaq na YouTube
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
maclaw13 Superbojownik od 7 maja 2003 | Breslau
2007-06-10 18:53:32 Zgłoś
A pamiętacie reklamę "Moja pierwsza komórka"? Pewnie jeszcze pamiętacie, jaka to sieć taką reklamę zrobiła.

Uważam, że powinna być jedynie (być może sztucznie) ustalona granica produkt/wiek tak, żeby nie wciskać dzieciom produktów dla dorosłych (np. "moja pierwsza komórka" właśnie). Można się jeszcze zastanawiać nad granicą wiek/metody, ale w dobie coraz szybciej dorastających dzieci będzie ona trudna do zdefiniowania.

Tak poza tym, wcale nie uważam, żeby reklamie były potrzebne jakieś granice - rynek konsumentów wyznacza je sam bardzo skutecznie.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Kvak Superbojownik od 18 czerwca 2003 | Noir City
2007-06-14 19:03:11 Zgłoś
Jeśli chodzi o reklamy "szokowe" to jestem za. Może inaczej: jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek tabu. Cokolwiek by nie pokazali, będzie to wytwór ludzkiego umysłu, a wszyscy jesteśmy ludźmi.

Jeśli zaś chodzi o reklamę dla dzieci - na rodzicach leży obowiązek uświadomienia dziecku, co jest prawdą, a co nie. Na nich powinien leżeć obowiązek selekcji zajęć dla dziecka - uważam, że telewizja to bardzo zły pomysł (z wyłączeniem kanałów edukacyjnych/wiadomości).

Osobiście wydaje mi się, że czasy reklamy się niedługo skończą, ewentualnie zejdą jeszcze "niżej" z poziomem. Dlaczego? Otóż spójrzmy na społeczeństwo: są tam różni ludzie, mniej, bardziej inteligentni. I teraz, czy osoba inteligentna, zdrowo i samodzielnie myśląca, rzuci się do sklepu i kupi np. oranżadę, bo reklamuje ją jakaś gwiazda? Zadzwoni i kupi tabletki na łysienie, bo podejrzany "doktor" z telewizji powiedział, że to działa? Nie. Reklamy skierowane do tej części społeczeństwa (których jest bardzo mało... zarówno osób jak i reklam), będą raczej informacjami na temat dostępności nowych marek/produktów. Na przykład: nowy model Mercedesa (obraz pokazuje np. jadący samochód) - już w sprzedaży. Człowiek inteligentny obejrzy taką reklamę, i gdy będzie kupował samochód, może się zastanowić nad ww. Mercedesem, ale nie kupi go, bo reklama była fajna. Kupi go (być może), jeśli zobaczy, że jego parametry, wygląd, komfort i cena są lepsze niż produkty konkurencji. Reklama tylko poinformuje go, że coś takiego istnieje.

Drugim biegunem są reklamy dla profanum vulgus, żeby nie powiedzieć "idiotów". (Piszę tu cały czas o osobach dorosłych!).
Dla nich są reklamy, które dominują teraz w telewizji: gadające przedmioty kuchenne, fakty wyssane z palca, znane osoby zachwalające produkt. Ktoś taki pójdzie do sklepu, i kupi tę margarynę, którą poleca aktorka z jej ulubionej telenoweli. Bo przecież tacy ludzie nie wezmą kilku pudełek do ręki, nie założą okularów, i np. poczytają o składzie, o użytych chemikaliach itd. To za skomplikowane.


Nie rozumiem tylko jednego: reklam telefonii komórkowej, (ale to pewnie dlatego, że nie doceniam motłochu). Czy ludzie naprawdę kupują telefon/kartę sim u danego operatora, bo miał fajniejszą reklamę? Rozdał więcej ulotek? Czy przed podjęciem decyzji na temat wyboru firmy, do której ktoś odprowadzi całkiem sporo pieniędzy w najbliższym czasie, ten ktoś nie weźmie dokładnych cenników i regulaminów wszystkich operatorów, i nie przeliczy sobie tego, dostosowując opcje do swoich potrzeb? Naprawdę?

--
migajek
migajek Superbojownik od 7 października 2005 | Gdynia
2007-06-22 23:25:21 Zgłoś
:Kvak, dokładnie zgadzam się z tym co napisałeś. Nie ukrywam że większość reklam uważam za debilne (a najbardziej te od produktów spożywczych i środków czystości typu Dosia, Wizir). Z drugiej strony są reklamy które mi się podobają - są dowcipne, przedstawiają coś ładnego dla oka (a często i ucha).
Odnośnie jednak operatorów, moim zdaniem część reklam działa tutaj na zasadzie infromacyjnej (o nowych promocjach) o kótrej napisałeś. A reszta ? No cóż, chyba tylko żeby przyciągnąć uwagę. Stałem kiedyś w kolejce do "okienka" właśnie u mojego operatora, a klientka przede mną kłóciła się właśnie z pracownikiem że coś tam jest "nie tak jak w reklamie". Wniosek - wychodzi na to że nie zainteresowała się warunkami tylko wzięła umowę "bo reklama mówiła że ... "

--
The user you're trying to reach is currently unavailable. Please DO NOT try again later ;)
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
small_memo Scenarzystka od 12 lipca 2006
2007-08-04 22:13:54 Zgłoś
W części reklam nie chodzi o to aby pokazać się jak najlepiej na tle konkurencji (vide sieci komórkowe), ale aby SIĘ pokazać i wzbudzić sympatię odbiorcy.

Reklama ma być zapamiętywalna i fajna - każdy z nas to słowo rozumie inaczej. Są tacy, którzy fajnością określą naigrywanie się z elektryczngo krzesła, inni za fajną uznają reklamę TINY z dziewuchą ze Złotopolskich (moim skromnym zdaniem - za to dzieło powinni kogoś posadzić w pierdlu na wiele lat!).

To samo dotyczy poziomu debilizmu, skądinąd coraz bardziej wyczuwalnego

w kwestii granic - uważam, że żadne nie istnieją. Pieniądz rządzi światem i jeśli firmy mogą na czymś zarobić, to - uważam - nie cofną się przed niczym aby do głów wbijać nam "kup, kup, kup", czy to w pewnej inteligentnej, czy debilnej formie.

--
Forum > Inteligentna jazda > Granica "humoru" w reklamie
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj