Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Inteligentna jazda > Rocznicowe przemyślenia
Aegidius
Aegidius Maruda od 14 sierpnia 2003 | Słodzi. No, prawie
2004-08-02 01:48:57 Zgłoś
Dalekim od bałwochwalczego czczenia powstań narodowowyzwoleńczych za to tylko, że były. Co więcej, w przypadku większości tych, które się na ziemi naszej odbyły, jak sądzę, pokpiono sprawę. Zawsze źle przygotowane, zawsze w niewłaściwym momencie, zawsze z tym niezrozumiałym dla mnie romantycznym "mierzyć siły na zamiary", z bezrozumnym szafowaniem ludzkim życiem, bez większej nadziei na powodzenie. I zawsze kończące się tak samo - śmiercią tysięcy tych, którzy w innym czasie, innych okolicznosciach, może...

Ale w przypadku Powstania Warszawskiego tak nie potrafię. Chłodna kalkulacja zysków i strat ustępuje emocjom. Bo w tym przypadku nie było i nie mogło być, dzięki Zaprzyjażnionej Armii Śpiących za Wisłą, której powstanie było wyjątkowo nie na rękę, dzięki zdradzie aliantów, którzy podzielili sobie już Europę zgodnie z życzeniem wujcia Józia, bardziej sprzyjających okolicznosci, lepszego czasu... Jak się wydaje, mogło być tylko gorzej. Skoro "wyzwoliciele" robili z AK-owcami to co robili, mimo tego heroicznego zrywu, pod zarzutem (sic!) rzekomej kolaboracji z okupantem, co robiliby, gdyby powstania nie było? I co z tego, że Powstanie było z góry skazane na porażkę, skoro bez niego byłoby może jeszcze gorzej? Skoro rzekomy wyzwoliciel był w rzeczywistości kolejnym okupantem i z radością powitałby bierność AK, mogąc dzięki niej obwieścić światu, że skoro AK-owcy nie podjęli walki z Niemcami, to widać im sprzyjali?

Nie było słusznego - patrząc pod kątem korzyści - rozwiązania. Czasem tak jest, kiedy trafia się między młot a kowadło. Czy pozostanie się biernym, czy też będzie się walczyć, efekt zapewne będzie taki sam. Ale walka jest przynajmniej rozpaczliwym krzykiem niezgody na taki obrót spraw... I za to powstańcom - za to że mimo rozpaczliwości swego położenia nie położyli biernie głów pod topór względnie sierp - cześć i chwała.

A na Onecie przeczytałem dzisiaj "A na tygrysy mamy visy Rzeczywiście, jest co świętować " z tymi głupawymi uśmieszkami. I ten tekst zasłyszany przez Iskierkę... Ech...

--
Nie czytaj! Książki gryzą! https://www.youtube.com/watch?v=KhrCozn5mi0
strzelec
strzelec Przeklęty Gypsy King od 22 kwietnia 2003 | Gdynia
2004-08-02 13:50:27 Zgłoś
Powstanie Warszawskie tym właśnie różniło się od innych, że miało szansę powodzenia. Nie zgadzam się z tezą, że było ono z góry skazane na porażkę, że był to zryw nieprzemyślany. A tak w wielu mediach jest przedstawiane. Niestety, powstańcy zostali pozostawieni sami sobie, spodziewana pomoc nie nadeszła. Mimo tej świadomości warszawiacy dalej zaciekle walczyli z niemieckim okupantem. W sumie 63 dni. Chwała im za to.

Jestem dumny z tego, że to w Polsce najsilniej rozwinięte było podziemie, że Polacy jak rzadko który naród tak zaciekle bronili swojej niepodległości i tożsamości, wolności i godności. Podczas gdy w niektórych krajach (Belgia, Francja) wielu obywateli zaciągało się do faszystowskiej armii, gdy innym brakowało odwagi do stawienia oporu najeźdcy, Polacy walczyli z faszystowskimi Niemcami na niemal wszystkich frontach. Polskim żołnierzom dziękował m.in. zaproszony do Warszawy na obchody 60 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, reprezentujący rząd brytyjski John Prescott. Norman Davies z kolei powiedział, że z dumą wziąłby wraz z Polakami udział w Powstaniu Warszawskim.

Tegoroczne obchody rocznicowe zrobiły na mnie duże wrażenie. Pomyśleć, że przez tyle lat skrywana była prawda o powstaniu. Na tyle skutecznie, że nawet po roku 1989 r. na świecie, ale i w Polsce mylono to powstanie z powstaniem w gettcie warszawskim. Jednak dzięki takim uroczystościom, upamiętniającym tak ważne dla nas wydarzenia, jest możliwe przekazywanie wiedzy historycznej kolejnym pokoleniom.

To wydarzenie zmusiło mnie do refleksji i postawienia pewnych pytań, które zawsze w takiej chwili się pojawiają. Jak ważne dla dzisiejszych Polaków są takie symbole jak barwy biało-czerwone i godło - orzeł biały ? Czym dla Polaków jest dziś ojczyzna ? Co są dla niej w stanie zrobić ? Czy jesteśmy skorzy do poświeceń ? Na ile zmienił się od tamtych czasów nasz sytem wartości ? Te pytania, szczególnie w kontekście często ostatnio ujawnianych afer korupcyjnych na najwyższych szczeblach władzy państwowej wydają mi się niezwykle ważne. Mam wrażenie, że coś z tego wszystkiego zgubiliśmy. Że stało się z nami, jako narodem coś niedobrego. Po częsci winny jest temu system socjalistyczny, wyzuty z jakichkolwiek wartości, ale czy tylko ?

Myślę, że jedną z form naprawy tego jest pamięć o historii i o wspaniałych, heroicznych wyczynach naszych rodaków. Także tych, biorących udział w powstaniu. Cześć ich pamięci!


--
..:.. mistrz EZB 2013 2014 2015 | wicemistrz PLT 2013
madka
madka Superbojownik od 22 maja 2004 | 100 lica | GG: 5021691 ii
2004-08-02 14:38:49 Zgłoś
Już myślałem, że będę mógł sobie podyskutować, a tu niestety wypadałoby się zgodzić z przemyśleniami . Rzeczywiście, byliśmy poprostu kartą przetargową (i to pewnie wcale nie tak dużą) w rozgrywkach między większymi tego świata. Ale też nie można się na nich oburzać, w końcu bliższa ciału koszula. To jest to co sami wciąż podkreślamy, że powinniśmy dbać o Polskę, a nie jej kosztem o inne kraje. No i osobiste doświadczenia nie pozwalają mi też patrzeć na to obojętnie. Jeden dziadek zginął pierwszego dnia powstania, drugi walczył w Żywicielu, i do końca życia chodził z odłamkiem przy kręgosłupie.
A co do głupawych tekstów piosenek "a na tygrysy mamy visy", to juz zabawa poetów. Humor też pomaga ratować się jak jest żle.
Inna sprawa, że czasami sami się podkładamy tworząc przeróżne mity, które póżniej inni wykorzystują przeciwko nam. Polecam książkę "Siedem polskich grzechów głównych"-Z. Załuskiego. To polskie dzieło "Lotna" propagowało na całym świecie obraz polskiego ułana szarżującego z lancą na czołgi. Piękny obrazek na ekranie. Tylko, wystarczy zajrzeć do regulaminu walki Polskiej Kawalerii, i zobaczyć jakie było przewidziane wykorzystanie koni w czasie walki.

--
Logic is a systematic method of coming to the wrong conclusion with confidence.
Izium
Izium Superbojownik od 22 czerwca 2004 | Cyntrala
2004-08-02 20:29:13 Zgłoś
Warto uświadomić sobie, że cała z tą rocznicą związana wielka pompa nastąpiła w zasadzie w ostatniej chwili. Za parę lat nie będzie już świadków. Będzie można przekazać temat do muzeum z komentarzem o takim zabarwieniu, jakie komu będzie wygodne. I oczywiście jest duże ryzyko, że dla wygody uczącej się młodzieży powstanie lekkostrawna papka, oparta na najmniej dyskusyjnym miciku.
Druga największa zbrodnia sowiecka to zabijanie prawdy.

Strzelec: Myślę, że tyle się od tamtych czasów zmieniło, że cieszyć się wypada, iż gdzieniegdzie słowo ojczyzna ma swe pierwotne znaczenie.
A bo to po pierwsze ostatnia wojna pokazała definitywnie, że przegrywają maluczcy, a wielcy rzadko. I nie ten naraża swe życie, kto wojnę prowadzi, tylko mięso armatnie.
Pokazała też, jak wspaniałe idee, które porywają umysły i ciała, jednoczą pod sztandarami całe społeczeństwa - prowadzą do najwstrętniejszych mordów.
Nam, Polakom, zabrała wzory do naśladowania i umysł narodowy, tępiąc planowo najlepszych z nas. A kiedy morderstwa wyszły już z mody, aparat zastraszał i pompował w nas nieprawdę o czynach godnych szacunku.
Po wojnie (i po Jałcie) nastał tak stabilny pokój w Europie, jakiego dawno nie było. Po wyleczeniu ran, pod opieką świeżo wynalezionego państwa opiekuńczego, kwestie odwagi osobistej schodziły na drugi plan, bo spadło zapotrzebowanie.
Wreszcie i to, że postęp poleciał tak szybko, że strasznie trudno potomstwu szlachetne wzory przekazywać, bo z trudem wyobrażają sobie świat, do którego wzory te pasowały jak ulał.
A do tego dzisiaj wojna to przede wszystkim makabryczne filmiki z efektami bumbum po drugiej stronie szybki. Istny show, który można sobie wyłączyć, gdy nudzi przy kolacji. I myśleć nie trzeba, bo wszystko skomentowane.
Cieszmy się więc, że mimo wszystko udało się przekazać młodszym nie tylko symbole, ale i ich zrozumienie.

--
Gdyby życie było takie proste, to nie byłoby takie skomplikowane
lujeran
lujeran exSuperbojownik od 29 lipca 2004 | Kotenhafen
2004-08-02 23:40:26 Zgłoś
~Izium, przepraszam, nie powinienem moze zabierac głosu po tych wszystkich przedmówcach ale mam nadzieję , że w jednym sie mylisz. Myślę, że "tamte" wzorce są zawsze aktualne i nadal pasują do naszego świata. Problem w tym, że to my sami coraz częściej gubimy się w tym świecie i pozory bierzemy za rzeczywistość. Młodemu pokoleniu trzeba tylko zwracać uwagę, że wszystkie zdobycze cywilizacji to tylko narzędzia, środki a nie cele. pisałem kiedyś pracę dot. historii starożytnej a mam zwyczaj pisząc dyskutować głośno z każym kto akurat ma pecha i jest w pobliżu. Tym razem padło na moją żonę, która nic z historią nie ma wspólnego. Słuchając moich wywodów doszła do prostego wniosku, że starożytni...niczym sie od nas nie różnili! I miała rację! 6 tys.lat cywilizacji to za mało by w konstrukcji psychicznej człowieka zaszły jakieś zasadnicze zmiany. Zmienia się tylko otoczenie, nazwijmy to - techniczne. na tym właśnie opieram twierdzenie, że stare wzory nie straciły na aktualności. Pozdrowienia.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
MarcinKulik Superbojownik od 10 września 2001
2004-08-02 23:48:40 Zgłoś
Czy rzeczywiście decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszwskiego była uzasadniona ? Cały czas mam rozterki... Polecam artykuł z weekendowego wydania Gazety Wyborczej, przedstawiający wątpliwości nie tylko natury politycznej, ale też militarno-logistycznej: <https://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2206463.html>

Zadaję sobie pytania, czy oczekiwanie na pomoc aliantów było wówczas uzasadnione ? Po Wrześniu 1939 r., kiedy to pozostawiono nas samym sobie, nie reagując nawet na sowiecką agresję 17 września ? A czegóż można było realnie oczekiwać od Stalina ?...

--
Izium
Izium Superbojownik od 22 czerwca 2004 | Cyntrala
2004-08-03 00:18:38 Zgłoś
Lujeran: a czemu masz nie zabierać głosu?
Właśnie elegancko i z wdziękiem zharatałeś moją ideologię, aż miło było czytać.
No to ja Ci tak: muszę to sobie przemyśleć.
Bo niby pewien jestem swego, ale z Twego punktu widzenia dawno na to nie spoglądałem. Dziękuję.

--
Gdyby życie było takie proste, to nie byłoby takie skomplikowane
Dziobas
Dziobas Odrażający Drab od 11 lutego 2003 | Mieszkanie zagracone - duża ilość książek
2004-08-03 00:45:18 Zgłoś
Tak w zasadzie dyskutanci rzekli wszystko, co może i ja bym powiedział. Poza jednym: dla mnie prawda o Powstaniu nigdy nie była ukrywana. Moze dlatego, że przynajmniej pół rodziny z dziada pradziada warszawska ...
ale jeszcze jeden linek - jeszcze jedno spojrzenie, kontrowersyjne może, ale warte chyba uwagi, na sens Powstania...
I kolejne pytania, co by było, gdyby...

--
Modele i makiety
Herr Mannelig i inne utwory - znów online!
strzelec
strzelec Przeklęty Gypsy King od 22 kwietnia 2003 | Gdynia
2004-08-03 09:21:05 Zgłoś
MK, nie jestem historykiem, więc trudno mi precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Wątpliwości na pewno były i są.

W przytoczonym przez ciebie fragmencie przeczytać mogliśmy, że dowództwo AK czekało na sygnał świadczący o tym, że Rosjanie będą chcieli wejść do Warszawy. Takim sygnałem miała być wiadomość przekazana przez płk Antoniego Chruściela ps."Monter" o tym, że rosyjskie czołgi zajęły Okuniew, Radość i Miłosną oraz dotarły do Pragi. Już po wydaniu rozkazu do rozpoczęcia walk nadeszły informacje dementujące rozbicie przyczółku mostowego na Pradze oraz wiadomości o przygotowywanym kontrnatarciu wojsk niemieckich.

Warto zaznaczyć, z czego wynikał ten pośpiech i jaka była przyczyna wybuchu powstania. Po tym, jak po konferencji w Teheranie Polska została włączona do strefy wpływów ZSRR, nie chciano dopuścić do przyjęcia sowieckiego dyktatu. Uważano, że opanowanie stolicy przez AK i objęcie w niej władzy przez krajowe agendy rządu RP na uchodźstwie zmusi ZSRR do uznania suwerennych praw Polski.

W dodatku na parę dni przed wybuchem powstania Niemcy szykowali się do masowych aresztowań i wywozu znacznej liczby mieszkańców Warszawy. Zadając sobie pytanie o to, czy słusznie postąpiono wywołując powstanie musimy więc też odpowiedzieć sobie na pytanie, co by się stało, gdyby do powstania nie doszło. Takie pytanie już wcześniej zadawał także Aegidius:

<I>Skoro "wyzwoliciele" robili z AK-owcami to co robili, mimo tego heroicznego zrywu, pod zarzutem (sic!) rzekomej kolaboracji z okupantem, co robiliby, gdyby powstania nie było? I co z tego, że Powstanie było z góry skazane na porażkę, skoro bez niego byłoby może jeszcze gorzej?</I>

Na pewno teraz, z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że naiwne były oczekiwania na pomoc z zewnątrz jak i to, że powstanie nie było do końca dobrze przygotowane. Ale to wszystko wiemy już po fakcie, mając możliwość szerszego spojrzenia na sprawę i przestudiowaniu wielu dokumentów. Wtedy trzeba było podjąć szybką decyzję.

Jakby nie oceniać rozkazów dowództwa AK, nie mogą one umniejszać bohaterstwa powstańców, którzy przynajmniej w pierwszych dniach byli głęboko przekonani o tym, że pomoc nadejdzie a ich poświęcenie nie pójdzie na marne. Walczyli więc pełni wiary w to, że nie jest to misja straceńcza, lecz krok w kierunku wyzwolenia stolicy i ocalenia własnej niepodległości. I za to im chwała.


--
..:.. mistrz EZB 2013 2014 2015 | wicemistrz PLT 2013
lujeran
lujeran exSuperbojownik od 29 lipca 2004 | Kotenhafen
2004-08-03 10:14:48 Zgłoś
Muszę teraz bo mam remont i wrócę dopiero wieczorem. ~Izium, ja niczego nie chciałem haratać. mam po prostu inną perspektywę czasową, którą daje historia.
Też wychowuję młode pokolenie (bardzo dzikie!) i uczę je dystansu do tzw. cywilizacji technicznej. Z czasem to daje efekty. Argument najstarszy z możliwych: przekopywałem sie kiedys przez okres 11 - 8 ty. p.n.e. czyli tzw. rewolucji neolitycznej, która sprowadzała się, najkrócej mówiąc do "wynalezienia" rolnictwa. Jak już je wynaleziono - zaczęły się sypać nasępne udoskonalenia, budowano miasta no i w ogóle zaczęło być przewspaniale! Tymczasem wszystkie najstarsze teksty religijne (z których potem korzystali autorzy Biblii) powtarzają mit o wygnaniu z raju! Co jest?! Przecież w stosunku do koczowników zbieraczy zrobiono istotny postęp! Prawidłowa odpowiedź brzmi: g...prawda! Udowodniono doświadczalnie, że zbieracz dziko rosnącej pszenicy w ciągu kilku tygodni zbierał jej więcej niż mógł wyprodukować przez cały rok zaharowany rolnik. Gastrolodzy dowiedli, że zbieracz odżywiał się bardzo zdrowo bo z dużym urozmaiceniem - w jego jadłospisie było kilkaset pozycji podczas gdy w menu rolnika tylko kilkadziesiąt. A więc ewidentne cofnięcie się wstecz! Dlaczego? Konieczność! W obfitującym w żywność "złotym trójkącie" człowiek (jak każde zwierzę w takich warunkach) zaczął się nieprzytomnie rozmnażać i jadełka zaczęło brakować. Rolnictwo nie było więc "postępem" tylko koniecznością - ratunkiem przed biologiczną katastrofą! ( przy okazji: kłopoty z rosnącą liczbą gąb do wykarmienia mogą być wyjaśnieniem negatywnej roli kobiety - Ewy - we wszystkich mitach - to ona rodziła!)
Mając taki dystans patrzę spokojnie na bieżące zachwyty nad cywilizacją (co to w ogóle jest?) i wiem, że nawet najstarsze zasady gdzieś tam w człowieku tkwią. Popatrz na myśliwych. psychologia mówi, że myśliwi zarażeni są atawizmem. Nie mówi jednak jakim. Moim zdaniem to nie chodzi o jakąś "odwieczną" żądzę krwi czy przyjemność z mordowania zwierzątek lecz nieuświadamianą przyjemność powrotu do Edenu - krainy dzczęśliwośći.
Reasume: postęp to rzecz złudna i tego ucz młodycz - reszta przyjdzie sama.
Jezu, ale się rozpisałem! Lecę malować bo młode pokolenie się już wydziera!

--
strzelec
strzelec Przeklęty Gypsy King od 22 kwietnia 2003 | Gdynia
2004-08-03 12:17:00 Zgłoś
Izium, nie jest wcale jedynym i najważniejszym dowodem patriotyzmu fakt oddania życia za ojczyznę. Ten patriotyzm można wyrażać na wiele innych sposobów. Choćby poprzez właściwą postawę obywatelską rozumianą jako zdobywanie wykształcenia, uczciwą pracę, przestrzeganie pewnych zasad moralnych ogólnie przyjętych przez społeczeństwo, aktywność w sprawach mających znaczenie dla lokalnej społeczności, pomoc innym etc. Każdy z nas więc może być wzorowym patriotą.

Tymczasem coraz częściej ludzie myślą tylko o sobie. O tym, jak zdobyć stanowisko, jak zgarnąć jak najwięcej kasy, jak się urządzić. Liczą się układy. Cenić się zaczyna ludzi, którzy skutecznie potrafią oszukać własne państwo. Którzy dzięki różnym machlojkom kosztem innych potrafią sami wzmocnić swoją pozycję. Przestaje się liczyć ojczyzna, przestają się w tym momencie liczyć inni obywatele.

Niestety, ten rak korupcji i prywaty, sieć wzajemnych, chorych powiązań tylko i wyłącznie osłabia Polskę. Tym zjawiskom ulegają nie tylko Ci u góry, ta choroba zaczyna dotykać powoli coraz większą część naszego społeczeństwa. Kiedy dochodzą mnie informacje o przestępstwach popełnianych przez posłów, wysokich urzędników państwowych czy wielkich przedsiębiorców, zaczynam odnosić wrażenie, że to dotyczy wszystkich obywateli. Tylko o tamtych się mówi, bo są znani i robią może większe przewały niż my.

Prawda jest taka, że szczerość, uczciwość, poswięcenie są w odwrocie. Coraz częściej ludzie myślą o tym, jak oszukać. Sąsiada, klienta, urząd skarbowy. Oszukując się nawzajem tworzymy sytuację, w której każdy jest w stosunku do drugiej osoby nieufny. Nie mamy zaufania do wlewanego nam do baku paliwa. Nie mamy zaufania do przepisywanych nam przez lekarza medykamentów. Nie mamy zaufania do kupowanych w hipermarkecie wędlin. Nie mamy zaufania do kolejnego premiera obiecującego nam poprawę naszego bytu. W ten sposób niestety tylko się staczamy. Na dno. Bez wzajemnego zaufania, uczciwości i szczerości nie da się utworzyć zdrowego państwa.

Temu zaradzić mogłyby autorytety, ludzie o wielu cnotach, powszechnie poważani, będący wzorem do naśladowania. Niestety, takich ludzi jest coraz mniej. Coraz częściej też owszem, zgadzamy się z nimi, podziwiamy ich, słuchamy, potakujemy głową, ale potem dalej robimy swoje. Inaczej. Źle.

Takie mam swoje spostrzeżenia i takie mam własne obawy. Mam cichą nadzieję, że się jednak mylę, że może nie jest tak źle. Że może skala tego zjawiska jest mniejsza niz mi się zdaje. Że wciąż są ludzie, którzy będą w stanie temu zaradzić. Że nie wszyscy są źli i to oni w końcu będą mieli wpływ na to, co się u nas dzieje. Tym niemniej problem jest i trzeba mu w jakiś sposób zaradzić. Regulacje prawne wszystkiemu nie zaradzą, choć chore prawo także, miast walczyć z tą chorobą, tylko ją wzmaga. Myślę, że najważniejsze jest właściwe kształcenie następnych pokoleń. Wpajanie im właściwych zasad moralnych i wskazywanie właściwych postaw. Także nauka własnej historii narodu. Ale nie taka polegająca wyłącznie na wbijaniu do głowy dat i nazwisk.

Tylko kto ma to zrobić ?
Kto ma tego uczyć ?


--
..:.. mistrz EZB 2013 2014 2015 | wicemistrz PLT 2013
Izium
Izium Superbojownik od 22 czerwca 2004 | Cyntrala
2004-08-03 17:02:58 Zgłoś
Strzelec: Do Twego opisu nie potrafię już nic dodać. Może tylko tyle, że sytuacja według mnie jest groźna, bo widzę samonapędzający się mechanizm bylejakości życia codziennego (nie wiem, czy piszę zrozumiale), a na takim tle bardzo trudno ustawiać rzeczy solidne, piękne i godne naśladowania.

Pytasz: Kto ma to zrobić? Jeśli trzymać się tego, co napisałeś, to wybór jest nieduży. Oczywiście najpierw dom i rodzina. Tyle, że warunki zewnętrzne mocno skłaniają do poluzowania zasad w imię bytowania. Trudno udawać w domu kogoś innego, bo to się wyda i jeszcze gorzej. A poza tym, jeśli praca, to z zasady brak czasu. Znajomy profesor zwrócił mi uwagę, że Polska składa się z bezrobotnych i przepracowanych. Brak stanów pośrednich. Znam to z autopsji.
Szkoła? Ogólnie tragicznie, ale są pojedyncze odstępstwa. W wielkim mieście. Czy poza miastem mogą pojawiać się, nie wiem.
Ale jest coś, co ewentualnie daje szansę. Mniej lub bardziej formalne grupy młodych. Tutaj wcale nie musi, ale może pojawić się ognik (chciałem napisać iskierka) zainteresowania czymś innym, niż dookoła. Z ciekawości, z protestu, a nawet na przekór. Z poczucia więzi grupowej, z potrzeby własnej wartości, jak to w grupie. Wreszcie to młodzi chcą zmieniać świat. Może tutaj warto zainwestować trochę serca, pieniędzy i pracy?

--
Gdyby życie było takie proste, to nie byłoby takie skomplikowane
lujeran
lujeran exSuperbojownik od 29 lipca 2004 | Kotenhafen
2004-08-03 17:27:57 Zgłoś
Do ~strzelca: kto to ma robić ? My. Ty , ja, on, ona. Żaden autorytet nie zastąpi przykładu z rodziny. Sam mówisz: my to , my tamto robimy źle. No to nie róbmy. Masz w swoim otoczeniu osobę nieuczciwą? A stać cie na to by przestać się z nią kontaktować? Nie podać ręki? I powiedzieć dziecku: tata się z tym panem nie bawi bo pan jest nieuczciwy. Zacząc musimy od siebie. Wiem, że to trudne ale nigdy nie było łatwe wbrew temu co sobie czasem wyobrażamy o tzw. dawnych czasach.
Nie czekaj na autorytety bo co to w końcu jest? Autorytety nie powstają z niczego ani nie kończą studiów o tym kierunku. To w gruncie rzeczy my je stwarzamy.(i niszczymy) Przecież to my siedząc przed telewizorem komentujemy często nie przebierając w słowach różne programy, wystąpienia ludzi. A dziecko słucha i nasiąka. Zanim dorośnie już wie, że każdego można nazwać kretynem, idiotą itd. Do kogo będzie miało szacunek?
Co do historii i jej nauczania to musimy kiedyś wrzucić osobny wątek bo tu moderatorka by nie wytrzymała. A jest o czym gadać. Zdrówka...

--
strzelec
strzelec Przeklęty Gypsy King od 22 kwietnia 2003 | Gdynia
2004-08-03 19:17:19 Zgłoś
Izium - masz rację mówiąc o bylejakości życia codziennego. Niestety, co już dawno stwierdzano, żyjemy coraz szybciej i coraz intensywniej, ciągle przez coś i przez kogoś gonieni. A wtedy nie mamy czasu na coś bardzo ważnego. Coś, czego nie można przełożyć na pieniądze. Coś znacznie bardziej cennego.

Z tego braku czasu biorą się także problemy z wychowaniem. Często dziś rodzica zastępuje ciocia, babcia, opiekunka czy przedszkolanka. A gdy rodzic wróci już do domu, dalej zwykle na nic nie ma czasu. Bo trzeba coś w domu zrobić, bo obiad, bo mecz, bo jest już zmęczony.

Szkoła natomiast już dawno przestała pełnić rolę wychowawczą. Mamy co najwyżej chlubne wyjątki. Brakuje takich wychowawców z wielką charyzmą i autorytetem, jacy byli przed wojną a o których przykładowo opowiadali mi moi dziadkowie. Nauczyciele nie są przygotowani do takiej roli. Nie tego się od nich wymaga na studiach. Teraz nauczyciele tylko przekazują wiedzę i egzaminują. A często robią tylko to drugie.

Kiedyś doskonale tę misję wychowawczą wspierały związki harcerskie. Ludzie uczyli się solidarności, poszanowania dla drugiej osoby, jakiejś dyscypliny. Młodzież poznawała, co jest dobre a co złe. Uczyła się także miłości do ojczyzny.

Co do młodzieży - tak, w młodzieży zawsze pokłada się duże nadzieje. Jako tej części społeczeństwa najmniej zmanierowanej, pełnej jeszcze zapału i wspaniałych ideałów. Czy jednak da ona radę ? Czy wchodząc w dorosłe życie nie zmieni się, nie porzuci swoich ideałów ? Czy jest w stanie sama udźwignąć ten ciężar ? Tym bardziej, że przecież jest niejednorodna. Czego bowiem spodziewać się po człowieku, który mówi o powstańcach "frajerzy" ? Zresztą frajer to modne słowo ostatnio. Bardzo na czasie. Bardzo trendy. Teraz nie opłaca się poświęcić, bo wyjdzie się na frajera. A frajer to taki trochę naiwniak, człowiek, którego można zrobić na szaro, z kogo można zakpić. Nieżyciowy, nie przystosowany do życia w obecnej rzeczywistości. Często w parze na określenie takie człowieka idzie drugie słowo: idiota. A nikt przecież nie chce być idotą. Taki jest jednak obowiązujący większość pogląd. Większość nie znaczy wszystkich.

Lujeran - na pewno tak, na pewno należy przede wszystkim wymagać najpierw od siebie i siebie zmieniać na lepsze. Podobnie jak swoje otoczenie. Natomiast myślę, że jednak nie doceniasz roli autorytetów w kształtowaniu ludkich poglądów i postaw.



----------------------
ale mnie cholera wciągnęło w dyskusję ;)

--
..:.. mistrz EZB 2013 2014 2015 | wicemistrz PLT 2013
lujeran
lujeran exSuperbojownik od 29 lipca 2004 | Kotenhafen
2004-08-03 20:04:13 Zgłoś
~strzelcu, ja doceniam autorytety tylko mówię, że to my je stwarzamy i niszczymy. Pewnie, że fajnie jak pokaże się dziecku pozytywny przykład ale czy nie jest tak, iż najłatwiej nam wszystko i wszystkich krytykować? Najlepszemu człowiekowi na świecie przypina sie łatkę - i wtedy czujemy się jakoś lepiej. Nie wiem czy to uroki wolności i demokracji ale jak ty pochwalisz kogoś to 10-ciu go opluje. twoje i moje dzieci tego słuchają. I co? Do głównego tematu: obchodzimy rocznicę. Tymczasem moje dziecko siada do kompa i na Onecie (np.) czyta, że to idioci, głupki itd. Przecież każdemu wolno wszystko napisać...

--
Izium
Izium Superbojownik od 22 czerwca 2004 | Cyntrala
2004-08-03 23:51:35 Zgłoś
Strzelec: Jak Cię już wciągnęło, to masz i ode mnie:

Z tą młodzieżą masz oczywiście rację, ale nie o to mi chodziło. Ja liczę na to, że poza owczym pędem i skłonnością do naśladownictwa jest jeszcze chęć odróżnienia się od tła i średniej. I tu może się coś rozpalić, a propos tego ognika. Bo stare, tradycyjne, owiane legendą itd. są niezłym punktem zaczepienia. Popatrz na różnej maści bractwa rycerskie. Nikt nie będzie obnosił się ze swoją uczciwością, bo = frajer. Ale co innego poznawać szlachetne wzory jako konieczny, chwilowo niemodny, dodatek do swej nowej pasji. Wyróżnienie się nietypową pasją lub światopoglądem zwraca uwagę cennych jednostek, szczególnie odmiennej płci, zaś przez szarą, bełkocącą przecietność jest bardziej lekceważone, niż tępione. I tutaj właśnie widzę małe drzwiczki od tyłu, dla cichej dywersji. Bo od frontu cwaniacy zadepczą to dla zasady, aby swoje łudowodnić. O to mi chodziło.

A w domu? Nie jestem ideałem, bo muszę nakarmić. Poza tym taki ze mnie bohater, jak przejście podziemne dla pieszych. Po dużym namyśle i wymacaniu gruntu wyszła mi taka oto taktyka:
Pokazać lewą i prawą stronę medalu. Nie nauczać, ale wyjaśniać. Bo mniejsze ludzie składają się w 90% z pytań.
Wyjaśnić, jak działa wyścig szczurów, dlaczego niższe ceny zwyciężają, dlaczego w wielkich korporacjach przeciętny jest najlepszy, pokazać jak można manipulować i jak rozpoznać bełkot. Wyjaśnić, jak to działa i skąd to się bierze.
Wyjaśnić, że jest prostsza opcja, dająca luz duszy, dobre samopoczucie i spokojny sen. Pokazać, jak uczciwość upraszcza układy między ludźmi i jak ułatwia ludziom przyszłość. Rozszyfrować wzniosłe słowa, którymi często bełkot się zasłania, ale które praktycznie działają tylko tutaj.
Niech wiedzą. Rozumiejąc sytuację mają z jednej strony lepsze szanse w wyścigu szczurów, a z drugiej strony wiedzą, co ile naprawdę warte są dla ludzi wyższe wartości. I tak o swoim życiu zdecydują samodzielnie.

Koniostopy: to je zaraźliwe. Miało być krótko, a wyszło jak widzisz .

--
Gdyby życie było takie proste, to nie byłoby takie skomplikowane
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Warchol Superbojownik od 31 maja 2004
2004-08-11 00:08:13 Zgłoś
Witam.

~Dziobas, artykuł czytałem (w tygodniku), i moim zdaniem (pomijając wtręty w oczywisty sposób polityczne) jest to dość rzetelna ocena szans postępowania. Moim zdaniem dowódcom należał się sąd - za zbrodnię, jaką było rozpoczęcie beznadziejnej walki - a szeregowym powstańcom wiekopomna chwała - walczyli dzielnie, oddali życie za Ojczyznę - większego daru być nie może.

Co do polemiki Strzelca, Izium i lujerana na temat krzewienia wartości i wartości samych w sobie, to nasuwają mi się takie wnioski:

Owszem, wartości nie giną, są takie same jak tysiące lat wstecz - ale zmienia się ich wzajemny układ - to już zależne od wychowania. Bo krzyżowiec idący walczyć za wiarę (i miejscówkę w niebie) hołdował zupełnie innym ideałom niż holenderski kupiec 500 lat później, czy Marco Polo niemal mu współczesny. Nie tylko wychowanie wpływa jednak na ludzkie ideały i pragnienia. Dziś największym mocarstwem są Stany - więc króluje styl życia - w tym również ideały - amerykańskich yuppies - tzn. kasa i wygoda w zamian za ciężką harówkę. Dołóżmy do tego nasze, polskie realia - biedę i bezrobocie. W ten sposób młodzi ludzie (do których zaliczam również siebie) mają przed sobą - zamiast zapewnionej spokojnej, dostatniej, wręcz "świetlanej" przyszłości obraz skrajnej beznadziei. Mam szczęście chodzić do naperawdę dobrego LO, a mimo to nie wiem, co będę ze sobą robił w życiu - na co będzie zapotrzebowanie na rynku pracy. Nie czuję się człowiekiem bez ideałów, wręcz przeciwnie - mam się nawet za idealistę, ale perspektywa studiów historycznych, które chciałbym skończyć - bo to właśnie lubię - jest związana z wizją ogonka w pośredniaku - dlatego w LO wybrałem klasę informatyczną - bo to może zapewnić mi byt. Takie warunki nie sprzyjaja ideałom. Jesteśmy (my, młodzi ) zmuszeni do myślenia o życiu w sposób bardzo pragmatyczny - operty na zasadzie "co mi się opłaci?". Taka jest smutna rzeczywistość. Być może jestem inny, nadzwyczajny nawet, bo wierzę, że ideały są potrzebne. Może wypływa to z mojego zainteresowania historią i szacunku dla tych, którzy zginęli broniąc swoich ideałów. Nie wiem. I nie chcę wierzyć, że jestem gatunkiem ginącym, choć może tak właśnie jest.

pozdrowienia

P.S. Wyróżnienie się nietypową pasją lub światopoglądem zwraca uwagę cennych jednostek, szczególnie odmiennej płci no, to mnie podbudowało trochę

--
Forum > Inteligentna jazda > Rocznicowe przemyślenia
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj