Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawałki mięsne 2005 > "Z TYŁU SKLEPU"
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
...czyli benefis Zenona Laskowika

Program zarejestrowany podczas XVIII Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu - czerwiec 1980r.

Pamiętacie te czasy? :P Starsze Bojowniczki i starsi Bojownicy będą pamiętać... ale myślę, że młodym też się spodoba
Specyficzne czasy... specyficzny humor...

Wykonawcy: Zenon Laskowik, Bohdan Smoleń, Aleksander Gołębiowski, Rudi Shuberth

Z.L.: - Poczekajcie zanim się wypnę najpierw się zapnę... poczekajcie.
W pierwszym rzędzie witamy wszystkich siedzących!!
Witamy gorąco i serdecznie naszych sympatycznych znajomych z tyłu sklepu warzywniczego nr. 80 w Opolu
B.S.: - Gorąco i serdecznie witamy "tyłowłazów"... czyli "tyłoientów" u nas.
Z.L.: - Tak. Proszę państwa witamy gorąco i serdecznie sympatyków witamin.
B.S.: - Bo o sympatyków białka już coraz trudniej.
Z.L.: - Przepraszam. Jest późno i nie myśli. Co ty... ? Sympatyków białka przybywa, tylko z białkiem mamy przejściowe chwilowe... prawda.
Proszę państwa, to że jesteście "tyłoientami", "tyłowłazami" świadczy o waszej inteligencji, świadczy o waszej bystrości umysłu, świadczy po prostu o tym, że stać was było na to, aby dać nam w łapę stówę i spokojnie czekać na towar. Proszę państwa...
B.S.: - A nie mieszać się tam z tym motłochem.
Z.L.: - Proszę państwa powiedzmy sobie szczerze, że jak towar przywiozą... to i tak dla wszystkich nie starczy... i dlatego będziemy obsługiwać poza kolejnością... i tak w pierwszej kolejności poza kolejnością... kto tam jest w sklepie zawsze, kto tam jest?
B.S.: - Inwalidzi.
Z.L.: - Ooooo... artyści najpierw dostaną... tak... dalej, kto tam jeszcze?
B.S.: - Ciężarni.
Z.L.: - No... pracownicy radio komitetu... prawda... i kto tam jeszcze jest?
B.S.: - Oraz odbywający Zasadniczą Służbę....
Z.L.: - No... pracownicy Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Dobrze, proszę państwa, na szereg pytań, które napłynęły do naszego sklepu nie możemy wam odpowiedzieć. Nie możemy wam odpowiedzieć na pytanie ile nam przywiozą tego towaru.
B.S.: - Nie możemy wam powiedzieć co nam przywiozą.
Z.L.: - Nie możemy wam powiedzieć kiedy nam przywiozą.
B.S.: - I nie możemy wam powiedzieć czy w ogóle kiedykolwiek przyjadą.
Z.L.: - Słuchajcie.. ale... ale możemy wam odpowiedzieć na pytanie co mamy. Zapytajcie się głośno tak jak jesteście: „co mamy?”. Trzy... czte.. ry...
WIDOWNIA: - CO MACIE?!?!?!?!?!
Z.L. i B.S.: - ROK 1980!!!
Z.L.: - Chcecie sobie coś krzyknąć? Niech żyją warzywa i owoce.
WIDOWNIA: - NIECH ŻYJĄ!!!
Z.L.: - Bardzo dobrze... bardzo dobrze...

W tle ktoś wali do drzwi.... puk puk puk
Z.L.: - Która jest godzina?
B.S.: - Pięć po...
GŁOS z WIDOWNI: - w pół do dwunastej
Z.L.: - W pół do dwunastej. A myśmy o dziesiątej mieli otworzyć... hehehe
B.S.: - No taka firma.
Z.L.: - Jaka?
B.S.: - Społem...
...Społem i za późno wstołem...
Z.L.: - Społem, bo się przeprocowołem... chciałeś powiedzieć...
B.S.: - Chyba przepiołem...
Z.L.: - Też prawda. Też prawda. Proszę państwa niestety no pije... trzeba przyznać czas pije, ale pije przez prasę...
B.S.: - A ja piję przez słomkę.
Z.L.: - Nie rozumiesz... ja mówię, że piję, bo jakiś dziennikarz napisał o mnie, że ja jestem „spirytus movens”. Spirytus to wiem... a movens...
B.S.: - To ci wczoraj odebrało.

W tle pukanie: puk puk puk
Z.L.: - Idź zobacz kto tak kulturalnie puka do sklepu... no idź. Tera cicho... cicho tera...
B.S.: - Przyszedł ten co się w zeszłym tygodniu zapisał na nać pietruszki.
Z.L.: - A krew oddał??? .... Co jo godom co jo godom? Którego dzisiaj mamy?
B.S.: - Dwudziesty trzeci.
Z.L.: - To powiedz mu, że mamy dwudziesty czwarty. I jeszcze mu idź powiedz, żeby tutaj nie przeklinał, bo tu jest sklep. I żeby nie mówił „nać”. Idź mu powiedz.
B.S.: - A co ma mówić?
Z.L.: - Odrosty... ma mówić. Idź...
B.S.: - Halo...
A.G.: - No...
B.S.: - Panie...
A.G.: - Tak...
B.S.: - Czy zamiast odrostów od pietruszki mógłby pan wziąć odrosty od marchewki?
A.G.: - A to co.. to ja jestem królik?
B.S.: - A propos jak się pan nazywa?
A.G.: - Zając...
B.S.: - To kicaj pan z tego sklep... HAAALO
A.G.: - NOOO...
B.S.: - Paaanie Zaaaając..
A.G.: - Taaaak?
B.S.: - A śrutu pan niechce????
Z.L.: - hehehehe

Z.L.: - Dzień dobry. Faktura.... gdzie jest faktura?
B.S.: - Kto to jest?
Z.L.: - Zoopatrzenie...
B.S.: - A co przywieźli?
Z.L.: - Pyry...
B.S.: - A ile tego jest?
Z.L.: - Tona
B.S.: - To jest tona?
Z.L.: - Tona rachunku. To znaczny.. tona... yyyyy... to na rachunku. A to na zaplecze.
B.S.: - To razem dwie tony.
Z.L.: - Tak...

W tle pukanie do drzwi: puk puk puk
A.G.: - Są ogóreczki?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - A są marcheweczki?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - A jest brukselka?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - A co jest?
B.S.: - Ja jestem.


Z.L.: - Drodzy państwo. Słuchajcie nasi znajomi, kochani, serdeczni. Zapomnieliśmy powiedzieć o bardzo ważnej sprawie, mianowicie...
B.S.: - BOLEK!!!
(wchodzi Bolek – Rudi Shuberth)
Z.L.: - Weź te skrzynki i ustaw tam... tutaj ustaw. Trzeba ci mówić sam nie wiesz? Zapomnieliśmy powiedzieć o bardzo ważnej sprawie, mianowicie złożyć przysięgę warzywom... proszę państwa.. warzywom... no. Żeby wiedziały, że na nie liczymy... prawda... lubimy je... itd. Dobrze? Proszę powtarzać za mną: „Bo my musimy być silni i zdrowi....”
WIDOWNIA: - Bo my musimy być silni i zdrowi...
Z.L.: - „...choćby na skrobi, choćby na skrobi....”
WIDOWNIA: - ...choćby na skrobi, choćby na skrobi...
Z.L.: - „...bo my musimy być dziś mniej pazerni...”
WIDOWNIA: - ...bo my musimy być dziś mniej pazerni...
Z.L.: - „...roślinożerni, roślinożerni”
WIDOWNIA: - ...hehheh... roślinożerni... hehe... roślinożerni
Z.L.: -Tak.
B.S.: - Tak.... silni jak czterej pancerni...
Z.L.: - Ale to nie koniec. „Nam polędwica oraz schab...”
WIDOWNIA: - Nam polędwica oraz schab...
Z.L.: - „...nie smakuje tak jak szczaw”
WIDOWNIA: - ...hehe... nie smakuje tak jak szczaw.
Z.L.: - Dobra. Proszę państwa....
B.S.: - Słuchaj ty nie marudź... tylko chodź tu ze mną obieraj. Za chwilę przyjdą ci co mają talony na pomidory.
Z.L.: - No to... aha... BOLEK!!! Przynieś olejną... będziemy robić pomidory. Taaaa proszę państwa... ładnie obierze... pociągnie się ładnie olejną... i pójdą sto złotych za kilo... nie?
B.S.: - Sto pięćdziesiąt, bo to będzie sprzedaż expresowa.
Z.L.: - A jak pójdziemy na giełdę... to dwieście.
B.S.: - A miały być po sześćdziesiąt siedem.

Z.L.: - To jest Bolek. Ma życiorys tak prosty jak robotę, która tu wykonuje. Urodził się i koniec.
B.S.: - Bo nie miał innego wyjścia.
Z.L.: - Ale to nie wszystko. Posłuchajcie... wy się śmiejecie, ale Bolek to jest egzemplarz... słuchajcie... Bolek na przykład ma takie widzimisie i nie mówi „R”. No... Bolek... chodź no tutaj. Powiedz „towar”.
R.S.: - „towaj”.
Z.L.: - hahaha. A powiedz „rabarbar“.
R.S.: - „jabajbaj”.
Z.L.: - A „worek”.
R.S.: - „wojek”
B.S.: - A powiedz „rebus”...
Z.L.: - No no no weź ten worek i idź tam na jednego...

B.S.: - O BULWA JAKI ZIEMNIAK.
Z.L.: - Tego zostaw. Zaniesiemy do TV to może chociaż raz powiedzą o tych anomaliach w rolnictwie.
Mały... ty ... ty.. skrob równo nie rób kantów do diabła.
B.S.: - Wiesz co ci powiem? To wszystko to jest jeden wielki kant.
Z.L.: - Nie mów teraz o filozofach... tylko równo.
B.S.: - A słuchaj powiedz mi co się z nami stanie, ja się ludzie zorientują, że to nie są pomidory tylko zwykły ziemniak malowany.
Z.L.: - Jak co się stanie? Nic... hyh

W tle pukanie do drzwi: puk puk puk
A.G.: - Są śliweczki?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - A są gruszeczki?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - A są owoce południowe?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - Dlaczego?
B.S.: - Bo już jest wieczór.
A.G.: - No no no... a może jest koperek?
B.S.: - Nie ma.
A.G.: - No to co jest?
B.S.: - Inwentura.
A.G.: - NIE NO... to ja poproszę książkę życzeń i zażaleń
B.S.: - A starą czy nową?
A.G.: - Obojętnie.
B.S.: - Stara zginęła, a nowej żeśmy jeszcze nie założyli.
A.G.: - Paaanie... panie, nie bądź pan taki dowcipny, bo panu łeb urwe i Hamleta zagram.
B.S.: - hehehehehehe.
Z.L.: - Spokój!!! Co tu jest? Spokój. Co jest?
B.S.: - On chce dla mnie Hamleta zagrać.
Z.L.: - Uważaj, bo z twoim łbem chce zagrać.
B.S.: - No to mu powiedz, że tego nie lubię!!
Z.L.: - Co mu będę mówił... łeb ci urwie będziesz głupio wyglądał. Taki mały i nie umie być dyplomatą.
A.G.: - No właśnie i on mi się nie podoba i na niego napisze.
Z.L.: - Dlaczego?
A.G.: - No bo on jest taki mały, że na pewno sprzedaje spod lady.
Z.L.: - Proszę pana, co pan chce od tego człowieka? Ja go znam, jest normalnie porządny człowiek.. ma dom, żonę, dzieci... zarabia te 3 800 złotych.. dojeżdża tym rowerem do pracy... oszczędza jak może... jak mu kierownik działu powiedział, że niestety nie możemy dać pewnej ilości zapotrzebowania... to co on jest winien???
A.G.: - To ja na tego kierownika działu napisze.
Z.L.: - A co kierownik działu jest winien? Proszę pana.... tak samo jak my normalny człowiek... ma dom, żonę, dzieci... jeździ maluchem... stara się oszczędzać... jak mu dyrektor zjednoczenia powiedział, że niestety....
A.G.: - A ja do tego dyrektora zjednoczenia... proszę bardzo.
Z.L.: - Paaanie... tłumacze panu... a co dyrektor zjednoczenia? Tak samo... ma dom, żonę, wille... stara się jak może... ma te 10 000 plus 5 000 premii... stara się.. jeździ tym polonezem marki polonez... no co???? Jeżeli mu....
A.G.: - No kto, no kto?
Z.L.: - Dokończ mu.
A.G.: - No kto? Dyrektor departamentu?
Z.L.: - No.
A.G.: - A kto jest nad nim?
B.S.: - No... mam powiedzieć?
A.G.: - No.
B.S.: - Wiceminister.
Z.L.: - Chce pan książkę?
A.G.: - To ja przyjdę jutro...
Z.L.: - Nooooo...

I teraz leci sobie piosenka

Z.L.: - No proszę państwa, zapomnieliśmy powiedzieć, że cały czas przygrywa zespół „Konsumy 80”.... a ten w białym garniturze to oczywiście dyrygent... Zbigniew Górny po czesku Nahorny. Tak. Musimy... muu....
R.S.: - Towaju nie będzie... tjaktoj się zepsół.
Z.L.: - Ty Bolek.... przestań szerzyć defektyzm. Nie tra... tja.. tjakto... tfuuuu.. .nie traktor się zepsuł.. tylko koło się zepsuło.
R.S.: - Jak koło jest zepsute to cały tjaktoj jest....
Z.L.: - BOLEK!!! Nie jesteś na budowie. Chwileczkę... ile traktor ma kół?
R.S.: - Cztejy.
Z.L.: - Ile się zepsuło?
R.S.: - Jedno.
Z.L.: - To ile jest dobrych?
R.S.: - Tjzy.
Z.L.: - No... to nie można tak powiedzieć, ze trzy są dobre???
R.S.: - Pjzecież to to samo.
Z.L.: - Ale jak brzmi!!! Trzy DOBRE!!! Weź tą beczkę wytocz.
R.S.: - Sam?
B.S.: - A co???? Może ze mną??? hyh.
Z.L.: - A z kim? Bolek? Tak Boluś.. chodziło się na wagary trzeba dźwigać ciężary.
B.S.: - Nie chciało się nosić teczki... trzeba ciągnąć dziś woreczki.
Z.L.: - Nie chciało się uczyć pilnie całe ranki ze swej zreformowanej pierwszej czytanki.
B.S.: - A mama rano mówi: „Boluś napij się mleka”. A Boluś co?
Z.L.: - No.
B.S.: - Na drzewo ucieka.
Z.L.: - Tak Boluś... jak byś się uczył byłbyś kimś.
B.S.: - A tak to jesteś brakującym ogniwem w teorii Darwina.
Z.L.: - Ty nie mów tak do niego, bo on nie rozumie o co chodzi. Boluś... ucz się bracie, ucz... masz duży łeb, dużo ci wiedzy wejdzie.

Boluś (Rudi Shuberth) śpiewa piosenkę

W tle pukanie do drzwi: puk puk puk
A.G.: - Jest kapusta?
B.S.: - Jest.
A.G.: - Co???
B.S.: - JEST!!!
A.G.: - Niech se pan ze mnie nie żartuje.
B.S.: - Jak mówię, że jest to jest.
A.G.: - No to poproszę.
B.S.: - Jest z małżonką.

Z.L.: - Ty weź idź zamknij budę.... wywieś karteczkę: „jezdem na studiach i koniec”. Dawaj. Proszę państwa, ja tak sobie....
B.S.: - Słuchaj.
Z.L.: - Co?
B.S.: - A nie wiem jak się pisze Oxford.

Z.L.: - Proszę państwa, tak myślę sobie, że macie szczęście, że jesteście naszymi znajomymi i żeśmy was tutaj wpuścili na zaplecze.... słuchajcie... strach pomyśleć co się stanie jak w pewnym momencie nas wywalą.... ooooh co ja gadam, co ja gadam... jak na własną prośbę odejdziemy... prawda... słuchajcie.. co wy wtedy zrobicie, powiedzcie? Czy wy chociaż znacie podstawowe terminy, które w handlu są? Obowiązujące... Wiecie co to znaczy SKLEP? Powiedz.
B.S.: - No S.K.L.E.P. to jest skrót... Stój Kliencie Lub Ewentualnie Poproś.
Z.L.: - Tak jest. No proszę państwa musicie o tym wiedzieć... tak jak musicie wiedzieć o tym, że gość stojący po jednej stronie lady to jest ekspedient... się nazywa.
B.S.: - Nie mylić z ekspertem.
Z.L.: - Broń Boże. A ten z drugiej strony lady to „ladaco”. No i ladaco lada moment przywiozą towar no i lada moment się skończy... prawda... Proszę państwa, a czy chociaż wiecie jak się jeszcze normalnie kupuje, pamiętacie? Czy nie? Nie pamiętacie? To trzeba was nauczyć ludzie od podstaw. No. Musicie się ludzie normalnie kupować, bo to kurcze niewiadomo... no... za rok... dwa... może będziemy normalnie kupować... no. Zrobimy teraz dla was lekcje poglądową... uwaga, Wszyscy się uczą. Proszę państwa tu jest sklep warzywniczy, tak jak widzicie. Prawda... tutaj jest tego... ja jestem kierownikiem... idź za drzwi... tam.
B.S.: - A czemu ty?
Z.L.: - Co?
B.S.: - Czemu ty?
Z.L.: - Etat mam(Laskowik pokazuje na swój brzuch)... nie widzisz?
B.S.: - Chyba masz półtorej etatu.
Z.L.: - Idź.
B.S.: - Ale czemu nie odwrotnie na przykład?
Z.L.: - No, ale jak odwrotnie? Tyłem do klienta? Frontem do klienta.
B.S.: - A to jak tak obaj jesteśmy... to jest front jedności... tak?
Z.L.: - Można powiedzieć. Proszę państwa, wszyscy się uczą...
B.S.: - A kim ja jestem?
Z.L.: - Jak to kim? A ty tym... no... tym... co się szwęda po sklepach.... no... klientem. No idź... idź za drzwi... no... gramy sztukę od początku... musi być tak.... idź....
B.S.: - Już jestem za drzwiami?
Z.L.: - Nie, no jeszcze kawałek, przecież duży sklep jest współczesny... teraz już na ulicę żeś wszedł... chodź tutaj...
B.S.: - No... właśnie czuje, że coś mi tutaj przejechało.
Z.L.: - No dobra... uważaj... jest poniedziałek... uczymy się... jest poniedziałek... godzina dziesiąta... wchodzisz. Ty klient... stanął koło kina i stoi... prawda... wchodzisz...
B.S.: - Ja mam czas w poniedziałek o dwunastej dopiero otwierasz. Patrz jaki mam luz.... hihihi... od środy tu stoję... hehe...
Z.L.: - Słuchaj nie denerwuj mnie... bo jak wywieszę karteczkę: „Jezdem w terenie”, to mnie nie znajdziesz... wchodzisz
B.S.: - Zaraz tylko korzenie se powyrywam.
Z.L.: - Uważaj, bo zakwitniesz... wchodzisz.
B.S.: - taaaaa taaa taaa tara ta ta tam tam tam.... (Smoleń śpiewa hejnał z wieży mariackiej)
Z.L.: - Ludzie.... pierwszy raz w życiu słyszę klienta, któremu wesoło pod sklepem jest... heheh...
B.S.: - To nie ja to hejnał z wieży mariackiej. Ty nie marudź... otwieraj.... bo ci kopnę w szybę i się skończy.
Z.L.: - ŁOTKU GLODKU GLIMAPA BRZDĘK SRU!!!
B.S.: - Co się stało?
Z.L.: - Zabezpieczenie puściło... wchodź. Klamry, łańcuchy, sztaby puściły... wchodzisz... otwarte masz. TIU AL. LA LULULULULULU TUM TUM TUM FIU FIU FIU FIU FIU...
B.S.: - Co to kanarka sobie kupiłeś?
Z.L.: - Kamery TV włączyłem. Żeby podpatrywały takich co chcą wyjść z ogórkiem i nie płacić. Dawaj... wchodzisz.
B.S.: - EMMMMMMMMMMHHHY...
Z.L.: - Rozumiem.... klient bogatszy zajechał maluchem.
B.S.: - To drzwi ci skrzypią.
Z.L.: - Bo nie na oliwione.... hehe.... wchodzisz.
B.S.: - Dzień dobry...
Z.L.: - Cooooo tyyyyy... noo luudzie... ty słyszałeś, jak ktoś wchodząc do sklepu dzień dobry mówił??? Kulturę zmieniasz? Obyczaje wprowadzasz nowe? Gramy pod hasłem: „Prawda czasu, prawda ekranu”..... a jak do SAM-u wchodzisz to dzień dobry mówisz??? Łapiesz za kosz i w regały lecisz... nie???? Będzie się kłaniał, żeby ktoś mu koszyk zabrał... jeszcze raz wchodzisz...
B.S.: - To ja mam z koszykiem po jedną suszoną śliwkę iść?
Z.L.: - Dla przykładu mówię ci, że tu jest SAM... Tu też jest sam, bo ja jestem sam.. niczego nie ma... idź jeszcze raz. Co za tępy klient, to go nie wiem.. no.. wchodzisz....
B.S.: - Uważaj wchodzę!!!
Z.L.: - No nie rób tak, bo się nauczą i będą tak robić jutro: ”UWAGA WCHODZĘ”!!! Co to kogo obchodzi? Ty masz wejść i być... i rozglądać się... i podziwiać. Nie bój się... ja cię sam zauważę... wchodzisz.
KHMMM.... KHMMM... już cię zauważyłem.
B.S.: - Ja ciebie też.
Z.L: - Czego?
B.S.: - Proszę?
Z.L.: - Pytam się grzecznie... czego? ....pan sobie życzy.
B.S.: - Czy jest.... yyyy.... a możeee.... yyyy... czy jest coś?
Z.L.: - To co pan widzi.
B.S.: - No to niewiele.. to ja w takim razie idę do drugiego sklepu. Do widzenia panie kierowniczku.
Z.L.: - Taaaa.... gdzieeee?!?! Akcja się toczy na wsi.... jeden sklep jest... tutaj będziesz kupował. Będzie se chodził... hehe No...
B.S.: - Jest agrest?
Z.L.: - Nie ma.
B.S.: - A może są...
Z.L.: - Nie ma.
B.S.: - ...porzeczki?
Z.L.: - Nie ma.
B.S.: - Aaaa...
Z.L.: - Nie ma... nie ma.... nie ma.... nie ma... ale to jest fucha... ludzie... 8 godzin: ”nie ma, nie ma, nie ma....” A 3200 jest na koniec
B.S.: - No to ja nie wiem co robić... no?
Z.L.: - Dzieci rób jak nie wiesz co robić... idź... próbuj....
B.S: - A to ja sobie przypomniałem, że nie lubię warzyw.
Z.L.: - Nooo... to co będziesz jadł?
B.S.: - Noo co jo godom, co jo godom.....
Z.L.: - No... to idź.... dawaj... wchodzisz.... próbuj.... wszyscy się uczą ludzie.
NO NO TYLKO BEZ TEGO... BEZ ŁAPÓWEK.... BEZ ŁAPÓWEK... MŁODZIEŻ JEST NA SALI!!!
B.S.: - Ja się chciałem zapytać, czy nie masz rozmienić?
Z.L.: - Nie mam! Naprzeciwko może będą mieli... tam jest monopolowy... to może będzie
B.S.: - To ja w takim razie poproszę z dyrektorem albo z jego zastępcą !!!! Bo jak ja się zdenerwuję i jak ja powiem kogo ja znam w tym mieście...
Z.L.: - Spokój!!!
B.S.: - Jak ja tu komuś wystrzele za chwilę...
Z.L.: - Noooo co ty... co ty... wiesz kim ty jesteś? klientem... hehehe... Patrz jak klient wygląda... patrz już jestem... na ulicy jestem to już myślę co będę robił... rozumiesz? Miękko w kolanach.... ręce po sobie.... niziutko... skromniutko... niewinnie.. wchodzisz... lekko... rozglądasz się... bracie jesteś, nie ma cię.... wiesz jesteś, taki wiesz.... taki szczurek jesteś... dawaj.
B.S.: - Ja nie umiem szczurka grać... co ja? W zoologu jestem, czy jak?
Z.L.: - Chcesz być zdrowy?
B.S.: - Tak.
Z.L.: - Chcesz mieć witaminy?
B.S.: - Tak.
Z.L.: - Próbuj.... nooo jeszcze niżej... niżej kolana... jeszcze niżej... oooo teraz widać gdzie klient gdzie kierownik.... widziałeś? Wchodzisz.
B.S.: - EGE SIEGEDRE CIOGOLO MASAJOT OSTO PUDO HOJO TODO BUROKI...
Z.L.: - Coś ty powiedział.... że co?
B.S.: - No tak gościu powiedział w Budapeszcie i buraki kupił.
Z.L.: - Widzisz te góry?
B.S.: - Widzę.
Z.L.: - To Karpaty. Wracaj do kraju piorunem... do kraju... gdzie przez Himalaje??? Gdzie najkrótszą drogą.... Ja ci się poszlajam po obcych landach... zobaczysz... bracie... tutaj proszę.. oooo.... pole do popisu... próbuj...
B.S.: - Panie kierowniku.
Z.L.: - Co jest?
B.S.: - Ja mam taki mały interes.
Z.L.: - To nie moja wina... nie?

W tle pukanie do drzwi: puk puk puk
Z.L.: - Otwarte. Niech pan podejdzie bliżej. Wpuście go państwo on tu już był. Słucham pana. Co się pan rozgląda?! Słucham pana?!
A.G.: - Panie to tu teraz robili warzywny?
Z.L.: - No jak pan widzi.
A.G.: - A gdzie jest ten sklep co tu był?
Z.L.: - Tam gdzie monopolowy.
A.G.: - A gdzie jest monopolowy?
Z.L.: - Tam gdzie była księgarnia.
A.G.: - Panie a gdzie teraz księgarnia?
Z.L.: - Tam gdzie meblowy.
A.G.: - Cholera.... panie to gdzie ja teraz mieszkam?
Z.L.: - Tam gdzie dawniej... bo co?
A.G.: - Chwała Bogu... pozamieniali to wszystko psia krew... pogubić się można. No to do więzie... do widzenia.
Z.L.: - Dziadku... a tak witamin nie łaska trochę?
A.G.: - Aaaaa... panie... a ten sklep co tu rano był to on jeszcze jest?
Z.L.: - A jest... bo co?
A.G.: - Bo panie tam przed wojną, to tam był sklep kolonialny... nie? I stojały beczki a w nich czarny kawior, czerwony kawior, biały.... cholera komu to przeszkadzało panie...

Z.L.: - Co się stało? Czemu tak mało światła? Fazy nie ma znowu? Co jest? No widzicie ludzie... oszczędność oszczędnością... wiecie jak to było.... dawno, dawno, dawno temu...
B.S.: - A to jest bajka?
Z.L.: - Historia... słuchajcie... dawno temu... jeszcze przed narodzeniem Mieszka... to byliśmy poganiani... pogania... pogani...
B.S.: - Poganami.
Z.L.: - Ta poganami.... to dzisiaj jesteśmy poganiani... tak.... no i proszę państwa... to wszystko Mieszko, no oczywiście kawalerem był... kawalerem... takim jurnym... takim przystojnym.... takim... takim... dużo szczawiu jadł... nie? Też... prawda....
B.S.: - Koło Nowej Huty mieszkał.
Z.L.: - No.... no i on prawda... tutaj tego.... ten Mieszko... co to ja chciałem powiedzieć? Nie i ten.... Mieszko oczywiście.... pojechał w pewnym momencie do Czech i on tam spotkał miłość swojego życia... Dąbrówka jej było... pamiętacie, nie?
B.S.: - Córka górnika i kelnerki z baru Skoda.
Z.L.: - Taak.... no tego nie wiedziałem...
B.S.: - No bo to raz piszą a raz nie.
Z.L.: - Taak... no i wiadomo oni się tam zakochali... no coś i to tam jakiś tam anonim opisuje, że tam na spacer poszli... no i na tym spacerze wiadomo... tam dam dam da da dam... potem do lasu skręcili....
B.S.: - ... a ten anonim za nimi.
Z.L.: - Taaak... no i prawda.... iiii..... ona mu tam dała.... taki kielich wysadzany kamieniami... jako posag... a on jej dał.. co?
B.S.: - No i on jej dał za to daaaaał....
Z.L.: - Trzymaj się faktów.... będzie ta faza czy nie?
B.S.: - Ciemno jak w starożytnym Egipcie.
Z.L.: - Czemu starożytnym?
B.S.: - No bo do dziś dnia się mówi:” egipskie ciemności”.
Z.L.: - Co ty mały opowiadasz....?
B.S.: - No bo tak... tak tam było tak, że tam masy były ciemne a umysły były jasne.
Z.L.: - I co z tego?
B.S.: - No i oni sobie założyli kulturę starożytną.... a u nas nową żytnią... I wtedy tam rządził Ramzes i on miał starszego brata....
Z.L.: - No nazywał się Kryzys...
B.S.: - Ten Ramzes umarł....
Z.L.: - A Kryzys żyje.... hehhehehe... nie będziemy tutaj ludziom rozumiesz.... głupot opowiadać.... trzeba im krótko powiedzieć... czemu nie ma prądu...
B.S.: - No powiedz...
Z.L.: - No bo nie ma bo ludzie u nas nie ma minusów.... tylko same plusy... nie?
B.S.: - To, że nie ma to pół biedy.... ty a cała bieda by była gdyby zgasło nasze słonko... ono jest podstawą wegetacji... ty .... patrz... są podobno na świecie takie kraje, gdzie się ziemniaki sadzi w sobotę, a w poniedziałek się je wykopuje...
Z.L.: - No, a gdzie wegetacja?
B.S.: - No, a jeść trzeba...

Piosenka o słonku

Z.L.: - Już? Dzień dobry.
B.S.(pani Pelagia): - Dobry....
Z.L.: - Czy może nam pani powiedzieć na terenie jakiego zakładu się obecnie znajdujemy?
B.S.: - Tego nie mogę powiedzieć, bo to jest tajemnica państwowa... mogę tylko powiedzieć, że mam 5 złotych od bombki.
Z.L.: - cicho....cicho... jak pani ma na imię?
B.S.: - Pelagia. Jestem starszą pracownicą w tym zakładzie. Pracuje już tutaj... ho ho ho ho .....a może i dłużej. Mój mąż i dzieci też tu pracują, a ich zdjęcia są za zakładem.
Z.L.: - Przed zakładem.
B.S.: - Za, bo się rozbudowujemy.
Z.L.: - Znaczy za starym.
B.S.: - Stary też tam wisi... z zakładem jesteśmy bardzo związani szczególnie przez kasę zapomogowo-pożyczkową.
Z.L.: - Pani się uspokoi, to wszyscy tak mają. Pani Pelagio, czy pani jeszcze może...
B.S.: - noooo peeeewno...
Z.L.: - Czy Pani jeszcze może... nam powiedzieć. Jakie bombki produkujecie?
B.S.: - Panie, różne, różniste... tu się robi tak: kuliste, w kształcie grzyba i cygara.
Z.L.: - Yyyyy... cały czas mowa o bombkach choinkowych...
B.S.: - Też...
Z.L.: - cicho... cicho...
B.S.: - Panie, wiem pan jaki mamy asortyment? hehe... od „a” do „n”...
Z.L.: - cicho... cicho...
B.S.: - To się wytnie... hehe...
Z.L.: - cicho.... Pani Pelagio.... tutaj widzę ma pani napisane na karteczce... yyyy... Brygadzistka oraz „miszcz” zmian..... no ale mistrz się inaczej piszę....
B.S.: - Wiem... sama pisałam. Tak coś czasem kombinuje... jak tak siądę i myślę....
Z.L.: - To na starość głupieje... niech pani nam powie, ile pani sama takich bombek zrobi?
B.S.: - Sam jak siądę i zrobię... to zrobię gdzieś tak 283.
Z.L.: - To jest norma dzienna?
B.S.: - A dla kogo ten wywiad?
Z.L.: - To jest dla telewidzów Dziennika Wieczornego.
B.S.: - Ooo to bez kozery powiem pincet.... dziesięć tysięcy... pięćdziesiąt... milion.....


Pozdrowienia dla wszystkich

P.S. Było dużo pisania.... uffff

--
"Pogrożę mu tylko palcem" - rzekł, kładąc go na cynglu.

Kukn
kukn - Superbojownik · przed dinozaurami
nie dalem rady. niech to ktos stresci.
trzeba bylo dac "dlugie" i bez tego czegos w tytule.
niech mnie ktos zastrzeli...

--
wypylymyby

tk421
tk421 - Superbojownik · przed dinozaurami
też nie dotrwałem...:|

--
tk421

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
anieliczka - Dziewica w łokciach · przed dinozaurami
dla mnie też za długie, wolę ich oglądać niż czytać...

--

kaprys
kaprys - Superbojowniczka · przed dinozaurami
Widzisz coś narobił?!
Kukn, wszystko będzie dobrze...

--
Kot Schroedingera poszukiwany - żywy lub martwy.

Kukn
kukn - Superbojownik · przed dinozaurami
- dzieki za troske :cmok
musi byc. bo gorzej juz nie moze. chyba mi czerep peknie.
aaaa niech peka. zadna strata.

--
wypylymyby

wookiee
wookiee - Superbojownik · przed dinozaurami
skecz jest kultowy, to nie podlega dyskusji, ale nie rozumiem czym się kierowałeś wrzucając to tutaj? chyba każdy widział to w TV chociaż raz lub słyszał na wydanej w zeszłym roku płytce

--
I may live in Poland but I bleed Oaklands Silver & Black...

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
no właśnie... najlepiej to usłyszeć albo zobaczyć w tv.... ale jak ktoś to już widział to ma wyobrażenie i wie o co chodzi... dlatego to wrzuciłem, żeby odświeżyć zapomniane czasy

--
"Pogrożę mu tylko palcem" - rzekł, kładąc go na cynglu.

Kukn
kukn - Superbojownik · przed dinozaurami
nie uwierze w to ze ktos zapomnial Zenona i reszte z Tey-a
tego sie nie da zapomniec.

--
wypylymyby

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
fakt nie da sie tego zapomnieć, ale przypomnieć sobie można... nie zaszkodzi.

--
"Pogrożę mu tylko palcem" - rzekł, kładąc go na cynglu.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
trzyem - Superbojownik · przed dinozaurami
dla mnie BOMBA ... przeczytalem cale, ogladalem takze.

buddy
buddy - Superbojownik · przed dinozaurami
dla mnie bomba TEZ, widziałem kiedyś, a teraz przeczytałem od początku do końca. Mieszkam na zadupiu świata i... nie mam zeszłorocznej płytki.

Dzięki, Wicherku Pustyni

--
yeah, right...
Forum > Kawałki mięsne 2005 > "Z TYŁU SKLEPU"
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj