Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Narzekalnia! > Przewodnik. [Spoiler - tak, zgadza się, długie jak jasna cholera.]
Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 05:38:37 Zgłoś

W dzisiejszym odcinku zaprezentujemy państwu przewodnik po zabytkach rodzimego urokliwego miastka, znajdującego się w absolutnej dupie terenów wyzyskanych; który to tekst jest dedykowany niejakiemu Franciszkowi F, na którego wyraźną sugestię został popełniony. Pragniemy zaznajomić państwa tym samym z jedną z najpopularniejszych tras widokowo-turystycznych w moim mieście, zwaną Per aspera ad astra. Zacznijmy zatem od wyjścia z domu, z przedwojennej kamienicy, naprzeciwko której znajduje się jeden z najszpetniejszych budynków w okolicy, bloczysko wybudowane w latach '50 przez ruskich, którzy w swej zawsze słusznej asymilacyjnej gorliwości, uznali za stosowne pozbyć się tak przecież ohydnego, poniemieckiego parku z ażurowo wyciętymi, bielonymi drewnianymi altankami i pięknym, cembrowanym stawem. W bloczysku mieszka wmontowana całorocznie w okno babuszka, której nazwiska nie poznam już chyba nigdy, natomiast jej majaczącą na tle fanatycznie gęstej i żółtawej firany, niczego nie wyrażającą kamienną twarz, niczym bóstwo sprawiedliwości obserwującą ulicę, na której nigdy nic się nie dzieje; zapamiętam na całe życie, jako że z powodu faktu, że nasze ona są dokładnie naprzeciwko siebie, od zawsze mi towarzyszyła. Babuszka w zimie używa parapetów w charakterze lodówki, wystawiając tam malowniczo przypalone garnki z poobijaną w fantastyczne wzory emalią, natomiast ja i Najlepszy Brat Na Świecie co roku zakładamy się który spadnie pierwszy. Oczywiście najczęściej jest to absurdalnie wielki, brązowy gar, który dziwnym trafem nie skurczył się przez te wszystkie lata i nigdy się na wąziutkim, ruskim parapecie nie mieścił, ale ponieważ jest on czarnym koniem wyścigu, ja i NBNŚ, w honorowym duchu sportu, nigdy go nie typujemy w naszym zakładzie o dwumiesięczne sprzątanie kociej kuwety. W lecie natomiast jest nam dane podziwiać kunsztownie uwieszone przez okienną babuszkę sznurki, na których prezentuje dumnie nowoczesną, szeroko komentowaną oraz tchnącą urzekającym turpizmem wystawę artystyczną, zatytułowaną metafizycznie: "Poszarzałe gacie mojego starego".

Naprzeciwko drzwi mojej klatki jest Piekarnia, która jako flagowa przystań mojego dzieciństwa, pisana jest z wielkiej litery. To tam chodziło się w podstawówce na burżujskie połówki gorącego jeszcze chleba, który parzył w język i pachniał tak pięknie, jak tylko świeżo upieczony chleb pachnieć potrafi. To tam chleb sprzedawany jest po cztery złote sztuka i mimo to Piekarnia nie dość, że nadal istnieje, to w dodatku rozbudowali ją do monopolowego, co jest oczywiście naturalną koleją rozwoju rzeczy w rodzimym piekarnictwie. Po przejściu przez ulicę, na której jako siedmioletnie pacholę w poplamionej truskawkami komunijnej kiecce, dumnie sypałam z koszyczka zwiędnięte kwiecie na pochodzie z okazji Bożego Ciała, która to okoliczność jest jedynym zarejestrowanym przypadkiem mojego uczestnictwa w tej radosnej zabawie; należy skręcić w prawo, co powinno nas doprowadzić do jakiejś tam ulicy, której wypisana na brązowawej plakietce nazwa, złuszczyła się około okresu Gierkowskiego, co - mimo umieszczenia nowych słupków ze ślicznymi tabliczkami - skutecznie udaremniło mi zapamiętanie rzeczonej nazwy. W podróży naszej, nazwaną na cześć dnia wczorajszego "podróżą o pracę", obieramy azymut na cmentarz vel azymut na krzyż, po drodze mijając - ważne! - Biedronkę, w której nie robię zakupów nie dlatego, że nie jestem biedna, ale dlatego, że zawsze jest tam uniemożliwiająca jakiekolwiek poruszanie się masa ludzi, poza tym stetryczały pan ochroniarz, który na oko ma zaawansowaną osteoporozę biodra i całkiem możliwe, że sądząc z groteskowo zawyżonego rozmiaru spodni, nosi pieluchę dla dorosłych, zawsze upiera się przy przeszukaniu mojego plecaka, co nota bene jest średnio legalne i mu na to nie pozwalam, dlatego nie wpuszcza mnie on na idiotycznie mały teren sklepu.

Trasa z azymutem 'na krzyż' jest wyjątkowo łatwa, ponieważ umieszczony na wzgórzu trzydziestometrowy, metalowy krucyfiks z przybitym doń cierpiącym Chrystusem z brązu, bez którego to nabytku żadne szanujące się polskie miasto się nie obędzie; to zjawisko, które trudno przeoczyć. Z krzyżem wiąże się wspomnienie przejmującego chłodu, kiedy podczas jego kwietniowej ceremonii inauguracji Wasza uniżona, oczywiście honorowo będąca w poczcie sztandarowym swojego ogólniaka, odziana w przepisową białą bluzkę oraz przepasana patriotyczną szarfą, trzęsła się z zimna, w trakcie niemożebnie długiej i nudnej mszy. Mniej-więcej w połowie następujących po mszy iście partyjnie długich przemówień gadających głów, nie bacząc na konsekwencje, owinęłam się w gruby i cieplutki sztandar naszego arcyelitarnego liceum, z radością wdychając zapach stęchlizny, co w ogromnym tłumie niebieskawych z zimna innych sztandarowiczów, zostało na szczęście kompletnie niezauważone.

Za krzyżem znajduje się stary niemiecki cmentarz, na którym straszy, co zresztą udało mi się zweryfikować podczas szczeniackiego wieczornego wypadu celem szukania duchów, podczas którego wśród nocnych szelestów i zrujnowanych, zarośniętych nagrobków, w cieniu upiornego anioła ze złamanym nosem, nasza zaawansowana w dziecięcej wyobraźni grupa badawcza, prawdopodobnie, prawie na pewno, na 80%, no dobra 70% widziała kilka cienistych gałęzi, które w rachitycznym świetle umierającej latarki złożyły się na cmentarną hienę. Wypad skończył się porwanymi spodniami, zgubionym w szaleńczej, okraszonej nieludzkim wrzaskiem ucieczce butem oraz dwutygodniowym szlabanem na szlajanie się z popaprańcami. Jakkolwiek w haśle "azymut na cmentarz", nie o ten cmentarz chodzi. Za nim bowiem, jedynie po przejściu przez osiedle nowo wybudowanych jednorodzinnych domków, kliniki dentystycznej, całej masy chaszczy, stacji wymiany opon oraz ogródków działkowych "Tulipan" - znajduje się cmentarz właściwy, tzn. komunalny.

W jakże wspaniałym dniu wczorajszym, który dostarczył mi energii, weny oraz okoliczności do napisania tego przewodnika, minąwszy wszystkie powyższe urocze kamienie milowe Zadoopskiej historii narzekiem pisanej; wkroczyłam w bramy rzeczonego cmentarza. Celem moim nie było jakkolwiek miejsce spoczynku większości moich bliskich, ale to, co się za cmentarzem znajduje - bowiem na wygwizdowie absolutnym, za którym jest już tylko zakole rzeki, okoliczne wsie i następna masa chaszczy, stoi manufaktura naczyń kamionkowych, w której NBNŚ lepi garnki. Kadrową w tymże przybytku znienawidzonej przez większość moich rówieśników pstrokatej ceramiki, wspaniałością której karmiono nas od czasów żłobka, jest jedna z rozlicznych znajomych mojej mamy, która - jako osoba w odpowiednim wieku - zna absolutnie wszystkich. Ponieważ wedle norm społecznych i socjalnych, powinnam mieć pracę, jako że siedzenie w domu i pisanie pracą przecież zupełnie i kompletnie nie jest, pani kadrowa, jako osoba wspaniałomyślna i dobrze mi życząca, taką pracę mi znalazła. Jakkolwiek - już na wstępie, zanim zostałam oświecona w kwestii charakteru pracy, dowiedziałam się, że problemem jest moje wykształcenie, tzn. jest za wysokie. Potem zostało mi ze smutkiem zakomunikowane, że wprawdzie płynnie posługuję się angielskim i francuskim, to niemieckim niestety nie, a orzekła to osoba, która swą karierę w biurze zaczynała za Gierka, jest aż po maturze i bardzo słabo zna łacinę podwórkową. Skomentowane zostały moje nieprzyzwyczajone do pracy, delikatne rączki, które przez dwa lata w Anglii zarabiały na życie kelnerzeniem dwanaście do szesnastu godzin na dobę oraz moja idiotyczna chęć studiowania dalej, a komunikowanie komukolwiek tej absurdalnej ambicji zostało mi absolutnie i surowo zakazane. To wszystko oczywiście w ramach Dnia Dobroci Dla Zwierząt a.k.a. Dnia Dziecka, w bardzo szczerej i prawdziwej chęci pomocy w znalezieniu pracy. Praca natomiast, do której jestem tak zupełnie nieadekwatna, jakkolwiek do dostania której zostałam tak profesjonalnie przygotowana, polega na sortowaniu według stempelkowych wzorów kubeczków, miseczek, pater, talerzyków, filiżanek, podstawek, pojemniczków, serwetników, pokrywek i innego ceramicznego inwentarza oraz pakowaniu ich w papier ochronny, przygotowując do wysyłki. Praca jest pełnoetatowa, od 6 do 14 (pomijam już nieco mnie bawiącą wizję własnej osoby radośnie zwlekającej obolałe ciało z łóżka, o godzinie 4.30), na akord i za - uwaga - całe 950zł netto miesięcznie. Po godzinnym przekonywaniu mnie, że ja się zupełnie do tej pracy nie nadaję, bo moje wysokie kwalifikacje jakimś niepojętym cudem czynią ze mnie osobę o niskich kwalifikacjach; dowiedziałam się, że pracę otrzymałam. Pani kadrowa ucałowała mnie w czoło, uśmiechając się maniakalnie, dumna z siebie, że pomimo mojego badziewnego życiorysu, pomimo idiotycznie zawyżonych ambicji - była w stanie znaleźć pracę dla tak beznadziejnego przypadku. Należy jeszcze nadmienić, że w usiłowaniu przekonania swoich zwierzchników do zatrudnienia mnie na tym ważkim stanowisku, dobroduszna kobieta wymalowała mój obraz jako absolutnej życiowej niedojdy, która nie dość, że własnej dupy nie znajdzie bez mapy, to w dodatku jest tak biedna, że nie starcza jej na sól, by doprawić nieco wcinany pasjami ścienny tynk.

Oszołomiona jej piramidalnie groteskowo pojmowaną dobrocią, siedziałam na skrzypiącym niebieskim krześle, nie za bardzo wierząc w to wszystko. Tymczasem został wypełniony druczek, będący skierowaniem do lekarza medycyny pracy, po chwili żegnana radosnymi uśmiechami zostałam wypchnięta na dziedziniec fabryki, z powtórzonymi trzy razy instrukcjami, jak dostać się do rzeczonego lekarza, jako że moje oszołomienie zostało prawdopodobnie wzięte za i tak z góry założoną lekką życiową tępotę, na którą zwykle cierpią ludzie przewlekle inteligentni. Nieco zmechanizowanym krokiem, z wciąż kołaczącymi się po umęczonej bezsennością głowie instrukcjami, skierowałam się jakby bezwiednie w stronę siedziby lekarza medycyny pracy, który okazał się być zdziadziałym starcem, któremu pielęgniarka musiała nie tylko wetknąć w zesztywniałe paluchy pióro, ale również palcem pokazywać gdzie powinien postawić krzyżyk. Czekając trzy godziny w kolejce, wśród ludzi pracy, charakteryzujących się poczerniałymi dłońmi i uzębieniem ofiary szkorbutu, zastanawiałam się, co poszło do cholery nie tak. Przypomniała mi się Ola, moja - no, niech będzie - koleżanka z podstawówki, siedząca ławkę za mną, która kiblowała dwa razy w czwartej klasie i nie potrafiła własnego nazwiska napisać bez błędu; Ola, której sprawdzałam prace klasowe i dawałam jej odpisywać zadania domowe z matematyki, w odwiecznej kujońskiej chęci bycia zaakceptowanym przez nie-kujonów. Ola, która doprawdy nie wiem jak ukończyła rachunkowość w legendarnej już Legnickiej Wyższej Szkole Malowania Gumiaków, szkole prywatnej, zatem jak większość tego typu regionalnych przybytków edukacji - zupełnie bez żadnych ambicji, poza tą, by wszystkich z tej szkoły wypchnąć. Otóż Ola pracuje jako księgowa, za trzy tysiące złotych miesięcznie w firmie produkującej skórzane pokrowce na fotele samochodowe. Natomiast ja, zawsze i wszędzie wzorowa we wszystkim uczennica, zawsze robiąca wszystko pod linijkę, zawsze wszystko najlepiej; ja, która za pieniądze z nadal spłacanego kredytu, ukończyłam Uniwerek Królowej Jadwigi, który pomimo różnych niesnasek i kwasów krążących w wiekowych żyłach, jest jednak jednym z lepszych w naszym cudownym kraju Uniwersytetem; właśnie zostałam zatrudniona na stanowisku pracownika fizycznego za niecałe tysiąc złotych miesięcznie. Ściskając w dłoni medyczny papierek potwierdzający moją zdolność do wykonywania tej jakże wymagającej pracy, który nota bene został wystawiony tak bezwiednie, że równie dobrze mogłabym tam przyjść obsypana fascynująco zieloną wysypką, garbata i bez jednej ręki; wlokłam się do domu, świętując mój Dzień Dziecka.

Po drodze minęłam kiczowato żółte gmaszysko kościoła z kompletnie do niego nie pasującą, neogotycką wieżą z poczerniałego piaskowca, pod którym to kościołem jakieś dwa miesiące temu próbowałam się dla zakładu odlać na stojąco, oczywiście w pijackim widzie, wracając z nielegalnej popijawy pod chmurką. Minęłam pomnik carskiego generała, Kutuzowa, który jest czarnym obeliskiem, rżniętym pozłoconą cyrylicą, w środku którego podobno zostało wmurowane generalskie serce, co zawsze uznawałam za lekko obrzydliwe. Obelisk podtrzymują dwa czarne lwy o krzywych pyskach, na których jako dziecko stoczyłam ogromną masę bitew, obtłukując im dziecięcymi sandałami farbę z malowanych boków. Minęłam także tak bardzo wbudowane w świadomość, że niemal niezauważalne mury obronne miasta, na drewnianej bramie których widnieje metalowy, gięty znak Polski Walczącej, teraz upstrzony biegnącym na skos oczojebnie zielonym napisem "KU*WA", z którym to hasłem bardzo się w owej chwili utożsamiałam. Minęłam w końcu staw z fontanną, w którym nawet żyją jakieś ryby, choć podejrzewam, że są one tam z wiosną wpuszczane, jako że są to japońskie koi, pierzchające poza widoczność przed dwoma mieszkającymi na wysepce łabędziami, toczącymi wieczną terytorialną bitwę ze stadem kaczek. Dotarłam wreszcie do domu, przechodząc obok wyzwalającego kaskady wspomnień budynku mojej podstawówki, który to budowany z czerwonej cegły, przedwojenny gmach, będący zresztą kiedyś szpitalem, do dziś jest sceną dla większości moich zwyczajowo krwawych koszmarów. Tym samym kończę opisywanie trasy Per aspera ad astra, tłumaczeniem nazwy której nie będę się trudzić, jako że i tak nasadziłam zwyczajowo olbrzymią ilość tekstu; poza tym ufam, że ktokolwiek, kto dotarł tak daleko jest w stanie wykoncypować wytłumaczenie sam.

Dzwoniąc domofonem, uświadomiłam sobie, że płaczę. Jako osoba cholernie emocjonalna, zazwyczaj wyję praktycznie przy każdej okazji, a czasem nawet i bez okazji, gubiąc hektolitry łez i łkając teatralnie. Ale zawsze dzieje się to świadomie. Wczoraj natomiast, chyba po raz pierwszy w życiu, udało mi się dramatycznie zapłakać nad własnym losem, zupełnie omijając naumyślne włączanie tragicznych spazmów. Jakkolwiek w domu czekał na mnie NBNŚ i mama, z pudełkiem Rafaello oraz śmietankowymi lodami w ramach Dnio Dzieckowego obiadu, a przede wszystkim z całą masą zrozumienia i ciepłych słów, które pomimo narzekającej wiecznie mej natury, są w stanie mnie wyciągnąć z czerniejących dziko otchłani dyskursu z własnym mózgiem.

Tradycyjnie, wszystkim, którym się chciało , a tym którym się nie chciało - po dniu wczorajszym doprawdy niewiele jest mnie w stanie wqrwić, zatem piszcie se co tam sobie chcecie.

--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
pies_kaflowy
pies_kaflowy Bęcwał Dnia od 2 czerwca 2008 | ni to miasto,ni to wieś,ni co kupić,ni co zjeść
2011-06-02 05:53:29 Zgłoś
Eeeeee...... tak z rana? I żadnych dialogów? Może później.

--
prond
prond Superbojownik od 28 grudnia 2008 | GG: 3217426
2011-06-02 05:56:25 Zgłoś
Z ciekawości, co studiujesz?

--
Podaruj obiad kliknięciem
Żarty medyczne
Trzeba zmienić sygnaturkę...
prond
prond Superbojownik od 28 grudnia 2008 | GG: 3217426
2011-06-02 05:57:04 Zgłoś
Myślałaś nad wydaniem książki?

--
Podaruj obiad kliknięciem
Żarty medyczne
Trzeba zmienić sygnaturkę...
lukashero
lukashero Fejk od 21 marca 2003 | dokladnie 222 km od Swinoujscia.na polnocn.
2011-06-02 08:06:06 Zgłoś
mozemy pisac co nam sie chce?dzieki

dupa

--
Lepiej spróbowac, niz nie spróbowac i żałować.
ufo84
ufo84 Superbojownik od 13 listopada 2004 | Kato / Żory
2011-06-02 08:38:22 Zgłoś
ktoś streści?

--
oh yeah!!! they will come for me
kashpir
kashpir Superbojownik od 11 lipca 2005 | Warszawa
2011-06-02 08:41:07 Zgłoś
ukryty chwalpost, managerowie zabijają się o Ciebie, w dodatku kończysz pracę już o 14. no i cv się rozrasta.

--
Co tydzień te same cele: przeżyć do piątku, nie umrzeć do poniedziałku.
tytezterefere
tytezterefere Dyżurna Domina od 21 września 2006 | Gdz
2011-06-02 09:47:27 Zgłoś
przeczytałam całość

myślałaś o wyjeździe do większego miasta, gdzie być może miałabyś większe możliwości znalezienia pracy za choć trochę więcej? choć fakt, że wtedy dochodziłyby dodatkowe wydatki...

--
Veni, Vidi, Vilson. Uprzejmie informuję, że odpowiedzialność ponosić mogę jedynie za to, co sama napisałam. Nie za czyjeś domysły, dopowiedzenia, nadinterpretacje, halucynacje, takie sytuacje.
Wooster
Wooster Superbojownik od 15 kwietnia 2004
2011-06-02 10:18:02 Zgłoś
Też przeczytałem. A co, mam czas, bo dzisiaj tu święto, a rodzinę wysłałem hen na długi weekend.

:tytezterefe słusznie prawi.
:nimradil, Ty naprawdę musisz żyć w cieniu jednego z najznamienitszych okazów europejskiej architektury kolejowej? Młoda, wykształcona, urodziwa, świat stoi przed Tobą otworem.

BTW bunzlauer keramik z nieznanych mi bliżej przyczyn cieszy się wielką estymą wśród Wikingów. W sklepie byle talerz kosztuje 150+ złotych. Gdybyś kiedyś jechała na północ, weź ze sobą kilka sztuk wyrobów lokalnych na upominki lub sprzedaż na czarną godzinę.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Vidmo Superbojownik od 27 czerwca 2005
2011-06-02 11:00:49 Zgłoś
Pikne pani
Gdybym był znanym piłkarzem, gwiazdą estrady, tudzież dyrektorem, to sam bym ciebie zatrudnił... za dużo więcej niż 950zł (no comment).
To już chyba 'kelnerzenie' w Anglii było lepsze
Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia

--
Kto się smuci, jest smutasem. Kto się kłóci, jest... :>
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
fabick bAnalny Samiec Beta od 6 lipca 2005 | Hanysoshire
2011-06-02 11:01:28 Zgłoś
No skoro można pisać co się chce, to ja chciałem napisać o mojej ciotce. Miała na imię Klara. Kiedyś z bratem i kuzynem wyjęliśmy jej wszystkie lampy z takiego zabytkowego telewizora i tłukliśmy je na ulicy. Ale fajnie strzelały
No ale ciocia już nie żyje niestety. A fajna z niej była ciocia.

--
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 11:07:09 Zgłoś
Streszczam: jestem taka zdolna i inteligentna a jakieś tępaki i ritardy zarabiają więcej ode mnie buhuhu

Witaj w dorosłym życiu bejbe

--

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Zunrin Superbojownik od 28 grudnia 2006 | Chocianów | GG: 2423712
2011-06-02 11:49:38 Zgłoś
Czekam na ciąg dalszy. I może być tak samo długi - całkiem nieźle się to czyta.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu Superbojownik od 9 maja 2003 | Toruńsk | GG: tajne/poufne
2011-06-02 12:16:31 Zgłoś
:wooster "świat stoi przed Tobą otworem"

taa, tzw. brazowe oczko

--
Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytanie niniejszego tekstu bez pisemnej zgody surowo wzbronione.
gherbid
gherbid Superbojownik od 28 października 2004 | SixFeetUnder
2011-06-02 12:18:18 Zgłoś
PMS?

--
Vae victis!
Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 12:57:30 Zgłoś
Jak tak czytam niektóre re, to mi - o ile to możliwe jeszcze smutniej. Jakkolwiek utwierdza mnie to w przekonaniu, że u niektórych biednych ludzi po dwudziestce mózgi zwijają się do rozmiaru fistaszka, pozostawiając tylko ośrodek zupełnego idiotyzmu i nieinteligentnej złośliwości.

:tytezterefere i inni, którzy nie napisali głupot, za co wdzięczność moja jest bezgraniczna - dzięki, jakkolwiek narzek powyższy nie powstałby w ogóle, gdybym mogła wyjechać z Zadoopia. Ale nie bardzo mogę.

:gherbid, jeśli Twoje rozumienie kobiet, ogranicza się do konstatowania, że wszelkie bóle, żale i złości spowodowane są PMS-em, to szczerze i z całego serca współczuję jakiejkolwiek obcującej z Tobą kobiecie.

--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 13:01:50 Zgłoś
W imieniu repostowiczów oraz moim chciałem przeprosić, że poziom naszych re (zarówno merytoryczny jak i literacki) tak boleśnie odstaje od finezji tematu macierzystego

--

Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 13:04:01 Zgłoś
Ależ ja doprawdy nie mam Wam aż tak bardzo za złe, ale zastanawia mnie przyczynowość takich działań. Tłumaczenie: po co się odzywać, jeśli nie ma się nic do powiedzenia...?

--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
discordia Naturalne Dobro Mazowsza od 28 października 2005 | discordia
2011-06-02 13:09:46 Zgłoś
jedna z najlepiej zarabiających znanych mi osób koncertowo uwaliła pisemną maturę z polskiego
i nie, nie była matematycznym geniuszem
i nie twierdzę, że jak ktoś nie umie sklecić poprawnie zdania w ojczystym języku, to jest debilem. no może po cichu tak myślę
co nie zmienia faktu, że przyzwyczaiłam sie już do tego, że więcej ode mnie zarabiają ci, co w szkole odpisywali ode mnie pracę domową
ale... ale mam to w dupie, bo w sumie dobrze mi życiu

skoro nie możesz wyjechać, to musisz chyba przeczekac ;)
a opisana przez ciebie praca jest rozwojowa. to bedzie niewyczerpane żródło absurdalnych narzeków

--
***** ***
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 13:11:40 Zgłoś
nie no, sorry, że rozj*bujemy Ci epicki narzek

--

gherbid
gherbid Superbojownik od 28 października 2004 | SixFeetUnder
2011-06-02 13:15:22 Zgłoś
:nimradil
Przepraszam, najwyraźniej trafiłem kilka dni za wcześnie
Opisałaś szarą, zwykłą codzienność w tym kraju. Czego sie spodziewałaś? Że nad Twoim finezyjnym, acz nadmiernie rozbudownym narzekiem ludzie pochylą z zadumą głowy i powiedzą: Wow, jakież to głębokie i egzystencjalne?

Czytałem narzek kolegi hellfire_ i powiem z ręką na sercu, że mnie ruszyło. Zaś Twoim przypadku?
Blebleble, stara kobieta w okinie, bleble ide do pracy, blebleble, chlip chlip ona zarabia więcej ode mnie chlip chlip a ja jestem mądrzejsza i piękniejsza i lepsiej wykształcona, chlip chlip blebleble...

Nudne to, mdłe i niejakie.

--
Vae victis!
Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 13:23:43 Zgłoś
Serio? :hellfire_ cię ruszył...? To melodramatyczne łkanie nad tym, jak bardzo jest się dupkiem...? No to ja już, kurffa, nie mam pytań

Aaa, teraz rozumiem, bo to facet był, to oznacza, że miał rację i pisał prawdziwie, a ponieważ ja jestem kobietą, to oznacza, że przesadzam, płaczę, roztkliwiam się itd.

Może to i jest nasza szara rzeczywistość, co nie znaczy, że nie można jej z rozmachem opisać. Poza tym skoro to takie nudne i mdłe i bleble nijakie nie niejakie, BTW - to po jaką ciężką cholerę czytasz...?

--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 13:30:05 Zgłoś
Dupkiem nie dupkiem, czasem człowiek słabszy psychicznie wpadnie się w depresję i ciężko samemu się z niej podźwignąć.
Może to trochę żałosne, ale prędzej mnie ruszy jego post niż przegadane, melodramatyczne łkanie nad niesprawiedliwością losu, który nie poznał się na takiej perle tudzież dyjamencie

Rozumiem, że Twój post jest w stylu narzeków Franka, ale szczerze mówiąc trochę Ci brakuje (abstrahując, od wrażenia, które mam przeważnie przy jego postach, że dużą część wykonfabulował )

--

gherbid
gherbid Superbojownik od 28 października 2004 | SixFeetUnder
2011-06-02 13:33:58 Zgłoś
Bo myślałem, że będzie ciekawie, a tymczasem siedzę w pracy, udaję zaangażowanie nad projektem, który skończyłem wczoraj, ale deadline mam na jutro, więc staram się nie przemęczać, a teraz nosi mnie, bo najchętniej bym zapił Twoje gorzkie żale Jagermeisterem, tak mnie zemdliło.

I tak, hellfire_ miał odwagę, by się przyznać do depresji, do bezradności i nikogo nie rozliczał z tego co robia, ani jakie ma wykształcenie i ile zarabia dzięki układom, dupie, czy innemu urokowi osobistemu.

" Potem zostało mi ze smutkiem zakomunikowane, że wprawdzie płynnie posługuję się angielskim i francuskim, to niemieckim niestety nie, a orzekła to osoba, która swą karierę w biurze zaczynała za Gierka, jest aż po maturze i bardzo słabo zna łacinę podwórkową."

"Ola, która doprawdy nie wiem jak ukończyła rachunkowość w legendarnej już Legnickiej Wyższej Szkole Malowania Gumiaków, szkole prywatnej, zatem jak większość tego typu regionalnych przybytków edukacji - zupełnie bez żadnych ambicji, poza tą, by wszystkich z tej szkoły wypchnąć. Otóż Ola pracuje jako księgowa, za trzy tysiące złotych miesięcznie w firmie produkującej skórzane pokrowce na fotele samochodowe."

Ja piertolę, taka alfa i omega ja Ty, będzie zasuwała jak zwykły robol za tysia miesięcznie. Powinnaś się cieszyć, że masz jakąkolwiek pracę, bo pozwoli Ci to na uciułanie paru groszy, dzięki którym być może wrócisz na Wyspy do kelnerzenia.

Jesteś taka cudowna, że zapewne iskrzysz niczym bochaterowie "Zmierzchu", gdy srasz tęczą a towarzyszy temu zapach fiołków i chóry anielskie...


--
Vae victis!
Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 13:35:45 Zgłoś
Nie, mój drogi, mój post jest w moim i tylko moim stylu. Nie w stylu Franka. I gratuluje literackiego smaku, możesz wrócić do czytania "Zmierzchu".

A wogle to właśnie przestało mi się chcieć, zupełnie, absolutnie i szczerze.

--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
gherbid
gherbid Superbojownik od 28 października 2004 | SixFeetUnder
2011-06-02 13:35:57 Zgłoś
bohaterowie, kurtwa...

--
Vae victis!
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 13:38:05 Zgłoś
Ojej

--

Nimradil
Nimradil Superbojowniczka od 23 września 2004 | Zululand | GG: 39361558
2011-06-02 13:39:58 Zgłoś
OJP!! Jeżeli ktokolwiek przy zdrowych zmysłach odczytał to wszystko jako chwalpost, to niniejszym tracę wiarę. Nie jestem anielska, nie jestem cudowna, tęczą nie sram, mam absurdalnie wielką masę kompleksów, do których nie przyznaje się publicznie i wprost. Teraz widzę, że dużo lepiej bym zrobiła, kompletnie bez polotu opisując moją chroniczną od trzech lat depresję i pisząc, jaka to jestem biedna, bo mnie nikt nie kocha.


--
Kłamstwo jest poniżej prawdy, fikcja artystyczna powyżej. Hugo Dionizy Steinhaus
gherbid
gherbid Superbojownik od 28 października 2004 | SixFeetUnder
2011-06-02 13:42:22 Zgłoś
No proszę, jednak potrafisz szczerze napisac o sobie.
Jakie czynniki Cię ograniczają w związku z ewentualnym wyjazdem? Rozważałas powrót na Wyspy?

--
Vae victis!
O_o
O_o Przeklęty drań, a czasem Kulka od 16 października 2006
2011-06-02 13:46:33 Zgłoś
Post postem, może się podobać lub nie, można popodziwiać albo poszydzić, jak to na narzekalni, ale zdaniem: ":hellfire_ cię ruszył...? To melodramatyczne łkanie nad tym, jak bardzo jest się dupkiem...?" mnie zniesmaczyłaś, zupełnie serio.

--

Forum > Narzekalnia! > Przewodnik. [Spoiler - tak, zgadza się, długie jak jasna cholera.]
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj