Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Archiwum Kawałów Mięsnych > Historyjki, długie, niektóre śmieszne
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mickey Superbojownik od 2 lutego 2003 | Żory | GG: 1068018
2003-03-26 12:45:20 Zgłoś
Historyjki:

1.
Na poczatku podstawowki wszystkie dzieci chcialy byc Wojowniczymi
Zolwiami Ninja. No i zebralo sie nas czterech, ale chcial sie z nami
bawic jeszcze jeden koles. Niestety zolwie byly tylko 4, wiec on
zostal "Szrederem" (zly pan w bajce :]). No i ow Szreder stal sie
ofiara bardzo wielu niewybrednych i okrutnych zartow. Pewnego
pieknego, zimowego dnia, na przerwie powiesilismy Szredera na haku od
anteny. Anteny telewizyjne bywaja na zewnatrz budynku, wiec hak
rowniez. Za koszulke dyndal tak sobie na zewnatrz (pierwsze pietro!) i
darl gebe tak, ze chyba wszyscy go slyszeli. Przybiegla wychowawczyni
i zsiniala, jak zobaczyla Szredera rzucajacego sie za oknem. :]
Pan Konserwator pod dluzszej chwili sciagnal go stamtad, a my
dostalismy nagany i spotkanie z pedagogiem szkolnym.

2.
Ukradlismy z kumplem (pozdrawiam, czyta ta grupe! Jak Ci sie cos
przypomni z naszych przypalow to dopisz :]) sterte prac z sali od
plastyki (jakies grafiki, rysunki itd.).
Tego samego dnia musielismy przyniesc jakies zmywacze, aceton itd., bo
czyscilismy krzesla i lawki za kare, ze pomazalismy je markerami.
Anyway... Tego acetonu kapke nam zostalo, wiec postanowilismy go
zuzyc, a dobra kombinacje stanowil z tymi pracami z sali plastycznej.
Polozylismy na drzwiach przy schodach na korytarz w poblizu sali od
WFu. A wlasciwie pod tymi drzwiami. Polalismy acetonem rowno i
dokladnie, zapalka i mamy wspaaaniaaaaale ognisko. Nie przewidzielismy
jednak, ze drzwi, bedace z drewna, rowniez sie zajma. Zauwazywszy ten
fakt dokonalismy strategicznego odwrotu na z gory upatrzone pozycje
(no dobra... spieprzalismy :]). Niestety zostalismy ujeci przez pania
od basenu, ktora wlasnie wracala z jakas klasa z tegoz basenu. Drzwi w
tym czasie juz zdrowo sie palily. Ktos je ugasil, ale w skrzydle od
WFu bylo siwo przez dluzszy czas. A nas czekalo oczywiscie wezwanie
starych, nagana i spotkanie z pedagogiem szkolnym.

3.
Na polskim, jakos w 7-8 klasie, tez byl fajny walek. Polonistka bardzo
nas nie lubila, chocby z uwagi na fakt, ze byla od nas wszystkich duzo
nizsza. A mnie szczegolnie za to, ze spralem pare razy jej syna :]
Siedzielismy na polskim i jakies dzieciaki potwornie darly mordy i
bluzgaly pod oknami. Dala sie uprosic i pozwolila nam pojsc ich
uciszyc. W miedzyczasie postawila sobie krzeslo kolo okna i patrzyla
co sie dzieje. Weszla na krzeslo doskonalym momencie zeby zobaczyc,
jak jej synek dostaje regularny wpieprz od nas na jej polecenie :]]]

4.
Pamietam tez, jak wrzucilismy do kibla petarde pt. korsarz. Juz ktos o
tym pisal. Wrzucilismy takiego naprawde konkretnego korsarza, juz
jakos w polowie czy pod koniec 8 klasy. Ewakuowalismy sie natychmiast
i dobrze, bo to, co zostalo z toalet mozna porownac tylko z widokiem
Sarajewa w trakcie wojny...

5.
Przy tym mnie juz nie bylo, bo na tej wyprawie byla klasa starsza od
mojej.
Poszli do ZOO Wroclawskiego z babka od plastyki, ktora byla duza i
baaaardzo gruba i w dodatku wszyscy sie jej bali i nie lubili jej. No
bo to zla kobieta byla :]
W kazdym badz razie klasa z plastyczka dostarla na stoisko szympansow.
I pani nauczycielka chciala byc dowcipna i zaczela przedrzezniac
szympansa (drapiac sie po glowie, pod pacha i robiac "UUU-UUU-UUU").
Szympans ciekawie sie przygladal, po czym ekspresowo wyproznil jelita
na reke i rzucil w plastyczke. Zrobil to o tyle celnie, ze trafil ja w
klatke piersiowa, na zakiecik :]
Ech, lata budowania autorytetu na marne ;]]]

----------------------------
Swojego czasu kupiliśmy sobie motocykle jawa 350, nowość była, nowoczesność,
dwa cylindry. Pojechaliśmy w kilka motorów do lasu, suchego lasu. Różne
toczyły się rozmowy na temat mocy silników itp. W pewnym momencie jeden z
niezmotoryzowanych stwierdził, że utrzyma ruszający z miejsca motorek
Jawa... nie utrzymasz...jak to nie utrzymam..ja nie utrzymam?, utrzymam !!!
Ok... gość wygodnie złapał z tyłu jawę za rurki od migaczy, rozkraczył
się wygodnie zarywając piętami w piaszczystym terenie. no jak .. można ?
ok, ruszaj ! Koleś ruszył dodając solidnie gazu. Piach, kurz, igliwie
wyrwane spod koła dość grubym bieżnikiem dokładnie pokryło dzierżącego
za migacze. My pospadaliśmy z motorów ze śmiechu a on jednak utrzymał.
----------------------
U nas w zkole byl wypadek nastepujacy:
Klasa ktorastam szla do teatru narodowego na jakas opere. Sami faceci
(technikum). Opera nudna, to cyk po piwku (na widowni).
Niestety, kilku przecholowalo i zaczelo sie... A wlasciwie skonczylo -
ktorys narzygal z balkonu na widownie ponizej. Epilogu nie
pamietam. fakt, ze bylo malo wesolo...
-----------------------
Z klimatow, zabytkowo motocyklowych. Kolega od kogos kupił taki zabytek jak
motocykl SHL, chyba z 1961 roku. Paliło to na pych, inaczej nie działało.
Zobaczyłem 1szy raz to cudo u kumpla za domem. Nie wiedziałem, że to jezdzi.
Patrzę, z tyłu, cięgło hamulca jest zakończone taką ładna ozdobną wielka
nakrętką. miałem wówczas jakiegoś chyba Rometa. nic nie mówiac wziałem
zabrałem tą śrubę, wkrecając tam, byle nakrętkę. Koleś miał dom na wysokiej
i stromej górce. SHLka, nie posiadała linki do przedniego hamulca. Gdy
chciał z kumplami pojezdzic, to z daleka widziałem, jak panicznie wciska
hamulec, a potem zza zakrętu słychać było hałas i stek wyzwisk. Potem po
cichu mu ta srubę podrzuciłem do garażu)
---------------------
Warsztaty szkolne:
Wszyscy uczniowie nosili sliczne fartuchy w kolorze nijakim. Najważniejsze,
że materia była dosc solidna (jakies plotno).
Byly dwa warianty zabawy: pierwszy polegał na wkreceniu w solidnie
przymocowane do stołu imadło kawałka fartucha niczego nie podejrzewającej
ofiary (pasek lub koncowka dolna fartucha). Następnie szło się z drugiej
strony delikwenta i mówiło mu coś miłego w stylu "ty ch....u" albo "synu
brzydkiego wielbłąda...". W każdym zdrowym uczniu natychmiast zwyciężała
chęć pomszczenia zniewagi i ruszał ostro w kierunku rzucającego obelgę.
Niestety pasek od fartucha pozostawał niewzruszony w imadle, lub poła
fartucha oczywiście. Klient orientował się w podstępie dopiero czując opór i
dźwięk rozdzieranej materii...
Drugi wariant: miał miejsce w ostatniej klasie, gdzie mieliśmy tzw.
laboratorium i obowiązywały białe, lekarskie fartuszki z cienkiej materii i
co ważne dla całej zabawy, fartuszki nie posiadały żadnych pasków. Tam już
imadła nie występowały. Numer nazywano różnie, zapamiętałem tylko "BATMAN".
Należało podejść wyjątkowo cicho zwierzynę od tyłu, przykucnąć, złapać mocno
za poły fartucha i mocnym szarpnięciem tzw. rozpierdak w fartuchu podnosiło
się przynajmniej o 30 do 50 cm. Jak fartuch był mocno sprany albo już po
zdaniu testu na batmana to wytrawnym łowczym udawało się rozpruć fartuch
ofiary aż do samego kołnierzyka. Ofiara, goniła nas natychmiast a rozwiane
poły fartucha sprawiały wrażenie, że goni nas BATMAN.
--------------------------
Inna ciekawostka:
Lekcja polskiego. W ławce przede mną koleś, który trenował judo. Ogromniasta
torba w której mieściły się jego chyba trzy zmiany ubrań, zapasy jedzenia na
miesiąc na syberii, i mnóstwo innych ciekawych rzeczy. Z kumplem
ustaliliśmy, że brak mu tam jakiegoś kwiatka. Podczas zapisywania ważnyc
rzeczy na tablicy nauczycielka oraz nasz kumpel judoka, nie zauważyli jak do
torby dołożyliśmy podłużną doniczkę z dwoma kaktusami. Na oko 3 do 5 kg.
Tego dnia miał raczej pustawo a nie chcieliśmy żeby podupadł na
formie.....Jak on tego nie zauważył? Do dziś nie wiem. Gdy zadwonił dzwonek,
to pierwszy wyrwał z klasy bo spieszył się na autobus. Ważne, że kaktusy
oddał...a my musieliśmy chodzić pod ścianami przez jakiś czas...
-----------------------
Ta moja szkoła miała co nieco wspólnego z prądem. Ważne, żeby wiedzieć co to
jest kondensator. Któregoś dnia koleś stał się prekursorem "nowej świeckiej
tradycji" (to chyba z MISIA). Zauważył, że kondensatory, kóre mają nominalne
napięcie pracy od 250 V i więcej nadają się do przenoszenia ładunków
elektrycznych także między ludźmi. Wkładało się końcówki takiego
kondensatora na ułamek sekundy do gniazdka 220 Volt (powszechnie występują w
każdej szkole nawet na korytarzach). Ładunek, który się w nich gromadził
wystarczał na nieprzyjemne szarpnięcie. Żeby ofiara się nie zorientowała to
wołano do kogoś kto stał kilka metrów dalej i rzucając mówiło się "łap".
Zwykle klient łapał. Najczęściej natychmiast dotykał dwóch drucików
wystającyh z kondensatora i dostawał kopa prądem. Losy kondensatora są tu
nieistotne. Po jakimś czasie, gdy ktoś krzyczał "łap" to każdy grzecznie się
odsuwał....
------------------
Historia ze studiów (ekonomia):
Gość miał całkiem ciekawy wykład z teorii rynków równoległych. Rozpisał się
na całej tablicy z różnyi równaniami i zużywał kolejne litery alfabetu
greckiego na kolejne zmienne. Przeszedł do drugiej tablicy i zaczął pisać
właściwie to samo, dla odróżnienia zmienne znacząc tzw daszkiem....Wykład
byl naprawdę prowadzony ciekawie co się rzadko zdarzało na ekonomii. Tak na
oko to wszyscy słuchali i notowali. Wszystko było dobrze aż do momentu kiedy
facet dojechał do PI z daszkiem......... Pierwszy raz widziałem na twarzy
wykładowcy wypisaną klęskę.....Koleś obok nasmarkał w zeszyt....
--------------------
1. Kiedys sprawdzalem przy jakiej predkosci uda mi sie zejsc z roweru, i
wyhamowac, za ktoryms razem jechalem za szybko. Efekt: zdarte lewe kolano i
lokiec oraz siniak na czole (od ramy rowerowej) do domu wracalem prowadzac
rower.

2. U mnie za szkola podstawoawa sa tzw "gorki" zima jest tam wymarzone
miejsce do zjezdzania na sankach, trasa zjazdu ma jeden mankament, slup na
samym srodku, omija sie go z lewej lub prawej strony ( po kilkudziesieciu
zjazdach tor jest juz wyzlobiony, sanki same jada) ja pojechalem prosto
Efekt: juz nie mam sanek
--------------
w podstawowce mielismy taka zabawe, ze wrzucalismy petarde do kibla i
spuszczalismy wode. bryzgalo gownami po scianach, albo pietro wyzej w
kiblach 'wrzala' woda :P (najlepiej jak ktos wtedy siedzial na klopie,
niemal uciekal ze spuszczonymi gaciami)
tylko ze ktoregos razu kibel nie wytrzymal i wylecial w powietrze :]
----------------------
Rozpalilem w kuchni ognisko z zapalek, potem wrzucilem tam pusta luske od
kbks (ale splonka zostala). mialem lat 7, a w uchu dzwonilo (tzw. bija
dzwony ) mi przez tydzien))
Poza tym wszystkie na wszystkie przekrety nie ma miejsca. Ich dokladna mapa
znajduje sie w postaci blizn na moim ciele pozdrawiam
----------------------
cooz, bawilismy sie kiedys w wojne. mialem piekny pistolet na kapiszony.
uciekalem przed napierajacymi silami wroga ze schodoow. oczywiscie musialem
sie w tym momencie odwracac i strzelac do wroga. to chyba jasne. mialem
pecha. schody mialy nieroowne krawedzie. o jedna zaczepilem. w tym momencie
scenarzysta zwolnil mi film. lecialem dobre kilka minut. zeby przebily mi
dolna warge. od tamtej pory mlodszy brat wqrw... mnie moowiac ze udawalem
batmana. zeby tego jeszcze bylo malo po wyladowaniu na loozeczku u irurga na
widok igly wielkiej jak widelec spanikowalem. 3 osoby mnie musialy trzymac a
ja krzyczalem ... TYLKO BEZ PRZEMOCY....
------------------------
Na studiach kumple zrobili sobie zawody. Na siłowni biegła przez środek
sali taka rurka-drążek i goście konkurowali w tym,żeby wziąć rozbieg,
złapać z wyskoku rurę, rozhuśtać się i polecieć jak najdalej.

Pierwszy wykonał piękny lot koszący i wylądował na plecach. Drugi go
przebił.Miał taką prędkość początkową, że w pewnym momencie obróciło go
nogami do góry - wykonał półsalto w locie i wylądował na głowie. To, że
idiocie nic się nie stało to był autentyczny megafuks,wszyscy myśleliśmy,że
po nim.
-----------------------
A ja kiedyś łaziłem po takiej dużej ślizgawce, miała chyba z 3 m wysokości.
Oczywiście zamiast łazić po schodkach, właziłem po takich rurach z boku. I
nagle
świat się obrócił do góry nogami i coś mnie uderzyło w głowę. Jak się
zorientowałem o co chodzi, okazało się że spadłem z wysokości i walnałęm
głową w
piasek - jakieś 30 cm od mojej głowy był betonowy cokół ślizgawki. Brrrr...

A propos ognisk, z bratem kiedyś wrzucaliśmy opakowania po dezodorantach i
chodu
za działkową budę. Łuuup. Albo najlepsze było, jak dostaliśmy działkę.
Cała
zarośnięta, jakieś zielska na 1,5 m. No to co, trzeba to spalić!
Podpaliliśmy te
trawsko, ogień był chyba na 3 metry w górę, zabawa na całego. :-D A jak się
wszystko spaliło, to się okazało, że w tych chwastach były krzaki malin...

----------------
Kumpel opowiadał mi kiedyś jak jeszcze inni jego kumple dręczyli kota.
Przywiązali mu do ogona jakąś łatwopalną szmatę i z bananem na twarzy
patrzyli
jak kot się miota po podwórku. Mina im zrzedła jak kot poleciał do....
stodoły.
Kot przeżył, po stodole śladu nie zostało.
------------------------
1. Wyścigi z siostrą na rowerach (dramatyczny pojedynek Pelikan versus
Jubilat) - kto szybciej dojedzie przez boisko do betonowego murku. Bardzo
nam obojgu zależało na wygranej i przez większą część drogi patrzyliśmy
czyje koło jest bardziej z przodu. Niestety nie pamiętam kto wygrał, chyba
jednocześnie wyrżnęliśmy w ten murek Nadmieniam, że gdybyśmy wybrali
drogę w przeciwnym kierunku mielibyśmy około 20 metrów idealnie skoszonego
trawnika na wyhamowanie...

2. Bawiliśmy się z kumplami nożem sprężynowym kupionym gdzieś na ruskim
bazarze - to było na koloniach w Związku Radzieckim. Ostrze fajnie się
zatrzymywało na ręce, nodze, klatce piersiowej, więc czemu nie na czole, no
nie? Nawet nic nie poczułem, bo i ranka była niewielka, dopiero obfita
strużka krwi coś mi zaczęła mówić... Kumple podnieśli alarm i jakoś
wytłumaczyli kolonijnym pielęgniarkom co się stało... tyle że chyba kiepsko,
bo zobaczyłem przez okno dwie przerażone kobieciny, które biegły w moją
stronę z długimi szczypcami i toną opatrunków. Zdaje się myślały, że ja mam
ten nóż wbity w głowę... Chodziłem później przez dwa tygodnie ze znaczkiem
na czole - wyglądało to niczym hinduskie bindi. No i starszaki pokazywali
mnie palcami. :P

3. Pewnej niedzieli dawno temu, założyłem się z siostrą czy przejdę przez
dziurę po brakującej jednej deseczce w ławeczce (ławeczka zwykła, jakich
pełno w mieście). Zdecydowałem się na wybór drogi od dołu - wszedłem pod
ławeczkę, przecisnąłem głowę przez szczelinę i... tu zaczął się dramat.
Dalej nie mogłem się ruszyć, wrócić też nie za bardzo. Siostra zanosząc się
śmiechem pobiegła do domu po pomoc, a ja jak debil siedziałem na ziemi z
głową przeciśniętą przez szczelinę jakąś godzinę i musiałem znosić dziwne
spojrzenia i zduszony śmiech ze strony ludzi wracających z kościoła.
Myślicie że ktoś mi pomógł? Lipa.

-----------------
4. Pracowałem sobie kiedyś z kumplami nad morzem u rybaków. Techniki połowów
są różne, ale siatki na flądry przewozi się ostatnimi czasy w beczkach.
Gaziki są bardzo wygodnym środkiem transportu naziemnego owych beczek,
pomijając już tę niewątpliwą zaletę, że odkrytymi gazikami fajnie jeździ się
po plaży i wydmach. Pewnego wieczoru jechaliśmy sobie plażą, kolega
prowadził, miejsce obok niego również było zajęte, a ja stałem z dwiema
beczkami - każda ważyła jakieś 50-60 kg. (ważne!) Jadąc jeszcze plażą
zauważyłem dziewczynę, która szła na zachód słońca - bardzo mi się podobała
i koniecznie chciałem jej zaimponować. Stanąłem sobie więc wydymając klatę,
opierając się od niechcenia o beczki i wyglądałem tak luzacko na ile
pozwalała mi sytuacja. I wtedy właśnie kumpel znalazł dogodne miejsce na
wjazd na wydmę - pewnie też chciał komuś zaimponować Gazik wjeżdżał pod
kątem ok. 50 stopni, beczki siłą ciążenia zjechały w dół, a moja lewa noga
znalazła się dokładnie w szczelinie między dwiema beczkami a tylną klapą od
paki gazika a ja ku uciesze nielicznych już o tej porze plażowiczów... poza
gazikiem. Patrzyłem do góry nogami na świat, morze, sunąc rękami po piachu i
dziękując Bogu, że dziewczyna nie odwróciła się nawet na moment, tylko
poszła sobie oglądać zachód słońca. Pfff


na razie tyle bo nie wiem czy komus chce sie to czytac....

--
kurdebele
kurdebele Superbojownik od 18 marca 2003 | Gorzyczki | GG: 1759857
2003-03-26 12:50:08 Zgłoś
:O

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
mila_2 Misiek od 10 grudnia 2002 | Zgierz / Łódź | GG: 2309775
2003-03-26 12:50:19 Zgłoś
:mila
ostatnia sentencja - najtrafniejsza

PS. A ja chyba nie z tych czasów, jak chodziłam do podstawówki nikt chyba nie słyszał o żółwiach jakiś tam

--
kurdebele
kurdebele Superbojownik od 18 marca 2003 | Gorzyczki | GG: 1759857
2003-03-26 12:50:35 Zgłoś
niezły z Ciebie

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
artech Superbojownik od 5 stycznia 2003 | Wrocław
2003-03-26 13:32:02 Zgłoś
Miłe historyjki, ja dołożę tylko jeden autentyk:

Kiedyś nasza wychowawczyni w ogólniaku postanowiła rzucić perły przed wieprze i zaprowadziła naszą klasę na muzykę poważną, bodajże na „Requiem” Mozarta. Razem z kilkoma kolegami przed samym spektaklem wypiliśmy kilka piw, po czym udaliśmy się kontemplować dzieło.

Muzyka klasyczna ma to do siebie, że raz jest głośno jak cholera, a za chwilę znowu takie cichusieńkie pitu-pitu. W pewnym momencie dźwięk zaczął stawać się coraz cichszy i cichszy, ledwie słyszalny, takie pianissimo. I wtedy nagle jeden z moich podchmielonych kolegów zerwał się na równe nogi, zaczął bić szaleńczo brawo i krzyczeć „Bis!”. Muzycy musieli być mocno zdziwieni, bo jeszcze nie skończyli i sporo im tych nut w partyturach do końca pozostało, ale widownia dała się nabrać. Ludzie myśleli, że to już koniec i dołączyli się do wznieconego przez kolegę entuzjastycznego aplauzu. Bili brawo aż huczało. Sami melomani na sali.

Aha, muzycy zachowali się, mimo niewątpliwego zdziwienia, jak profesjonaliści: z kamienną twarzą grali nadal, jak gdyby rzęsiste brawa ich nie dotyczyły...

--
Człowiek myśli, że jest gigantem, a jest gówniarzem, kolego.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mickey Superbojownik od 2 lutego 2003 | Żory | GG: 1068018
2003-03-26 13:47:38 Zgłoś


--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Mickey Superbojownik od 2 lutego 2003 | Żory | GG: 1068018
2003-03-26 13:48:24 Zgłoś
ups przedobrzyłem
To ja już sobie pójdę

--
ishtar
ishtar Superbojowniczka od 25 maja 2002 | Kraków | GG: 2487213
2003-03-26 17:02:29 Zgłoś
najlepsze to z panią od plastyki

--
"Gdy otworzysz oczy wydaje ci się już, że widzisz." Johann Wolfgang von Goethe
Forum > Archiwum Kawałów Mięsnych > Historyjki, długie, niektóre śmieszne
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj