Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Kawały Mięsne > Cycki Shameusa ™ - Part Three
Shameus
Shameus - Superbojownik · 2 miesiące temu
Love parade w klubie „Błękitna Ostryga”

Dojechaliśmy do celu, mojego hotelu. Mój hotel był mój, zaś dziewczyny miały rzekomo zarezerwowane kimanie u ciotki Beaty, która mieszkała w Zielonej Górze. Ja, jak to ja, wszystko zaplanowałem: wziąłem ciuchy na zmianę, kasę na ekstra wydatki, trzypak prezerwatyw (przeterminował się w roku 2001, dwie karty TP z impulsami 50 i 100 na wszelki wypadek oraz spisałem numer do pomocy drogowej (trzy numery), z książki telefonicznej. Pragmatyzm od zawsze był moją wadą. Bo ja, to ja i ja o siebie dbam. Ale tego dnia (i wieczoru) miałem dbać o dwie panny. Panny napalone, panny chętne i pijane.
Zanim jednak wieczór nastał, zanim usta moczyłem w alkoholu, nadarzyła się pewna rzecz lub, jak to mawiają, pewna sekwencja wydarzeń.
Wchodzę do lobby hotelu z dziewczynami. Zostawiam dowód osobisty u pani recepcjonistki, ona natomiast pyta o koleżanki. Tutaj nie ma żadnych „ale” i melduję się ja. Koleżanki mają „meldunek” u ciotki Beaty. Jak już dopełniłem obowiązków – a była to godzina czternasta zero zero – idę do Beaty i dopytuję szczegółów imprezy.
W tym miejscu, po raz pierwszy, okazuje się że życie to nie bajka. A Beata jest blondynką wartą Księcia... Saudyjskiego.
Rozpoczyna się dość osobliwy dialog pomiędzy mua a Beti (Be):
- Dobra, mów gdzie i jak idziemy! – mówię ja, ponieważ jesteśmy już na miejscu i czekam z niecierpliwością na detale.
Beata jest ciut napruta... najebana i łączy wątki. Chwilę jej zajmuje zakumanie, że jest w hotelu.
- Nooooo, wiesz..., jest impreza..., siuuuu, bawimy się...
- Wszystko rozumiem, Be, ale gdzie ta impreza?
- Uuu, noooo, tego....
- Konkrety, Be, Konkrety! – próbuję coś z niej wykrzesać. Ja jestem trzeźwy, ona bardzo, bardzo nie.
- Eeee, no, tutaj, jest klub, Błękitna Ostryga, i tam mamy się spotkać...
Kurwa. SERIO?
Dopytuję Beatę, ale powtarza Błękitną Ostrygę ze trzy razy. Olewam Beti i idę do Żelki, która jakby bardziej kontaktuje.
- Ale, Stefan, co jest? – Żelka staje murem za Beti i mnie widzi, jako wroga. W sensie, że ukrócę jej zabawę.
- Marta, ty mów gdzie jest ta impreza.
- Nie wiem... nie nie wiem.
- Jak to, kurka, nie wiesz?
- Nie wiem, Becik ma numer. Becik... ma numer – mówi i czka.
Widzę jednak, że kontaktuje.
W końcu wyciąga serwetkę czy coś takiego z numerem. Kierunkowy się zgadza w te rejony.
Ide do budki telefonicznej. Dzwonię.
Odbiera facet.
Przedstawiam się z imienia i nazwiska, mówię też że na imprezy przyjechały dwie panny.
Rozmówca rozłącza się i następuje cisza.
Idę do Beti.
- Be, co to wszystko jest? Jaka impreza? Gdzie? – Próbuję zrozumieć sytuację.
Beata, całkiem nawalona, zlepiona w pół jak animek, mówi:
- Tuuuu, tutaj jest impreza... idziemy zaraz...
Ja byłem akurat trzeźwy:
- W Błękitnej Ostrydze?!
- Noooooo
Wziąłem Żelkę na stronę, bo ona akurat się jakoś trzymała.
Po krótkiej rozmowie wyszło na jaw, że te dwie blondynki są głupsze niż ustawa przewiduje: poznały tydzień wcześniej blond DJa, który ponoć prowadził imprezy na Love Parade w Berlinie a teraz prowadzi je w Zielonej Górze. Dziewczyny, jak już zdołałem ustalić, poleciały w ciemno za opowiastką, ja z nimi i zrobił się kwas. Kwas o tyle gorszy, że faktycznie zostałem z dwiema dziewczynami: ja trzeźwy, one naj... wstawione dość mocno. Telefon, który wykonałem, był (jak się okazało kilka dni później) do zakładu ksero, bo ten DJ zostawił go dla żartów.
No, co ważne: DJ przekazał im super info, że impreza jest w klubie Błękitna Ostryga.
W Zielonej Górze nie było takiego klubu. Nigdzie go nie było – ale tego raczej się domyślacie.
Co dalej? Ano, to że trzeba ustalić segment „Co ja robię tu, uuuuu / Co ty tutaj robisz?! Uuuu”.
Dziewczyny zamulały już konkretnie i nie dało się ukryć, że zaliczają zgona. W barze, w hotelu, zamówiłem kilka różnych flaszek i pod pretekstem rozruchu zaprosiłem dziewczyny do pokoju. Musiałem to zrobić (w sensie, zamówić flaszki), żeby te dwie babki mogły tam swobodnie wylądować. Wylądowały i poszły spać – usnęły w przeciągu minuty. Teraz mogłem zadziałać.
Przyjechałem się bawić i będę się bawić! – określiłem swoją misję oraz cel.
Wyszedłem na miasto i oceniłem, gdzie i jak można tutaj zagrzać miejsce. Były dwa bary (jeden to zajebista mordownia, ale ciekawa), w których można było się rozbić. Na rynku (chyba to był rynek) była też impreza, ale otwarta od wieczora, więc nie wiem, co tam mogło się dziać. Gdy wracałem do hotelu z rekonesansu, napotkałem taksówkarza, który czuwał przed budynkiem w swoim Wartburgu.
Rozmawiałem z nim chwilę: zdradził mi tajniki Zielonej Góry, imprezy, knajpy i takie tam. Wzbogacił moją wiedzę znacząco i bardzo mnie to ucieszyło: miałem, dzięki niemu, plan na wieczór.
Bo akurat byłem świadomy, że Love Parade się nie odbędzie, a bawić się chciałem.
Dziewczyny spały do godziny dwudziestej. Zaczęły się ogarniać. Myślałem, że zaczną od jakiegoś jedzenia, ale nie – w termosie był drink, więc zacząłe z grubej rury. Tragedia wisiała na włosku.
Ja z kolei dałem im czas na ogarnięcie się – wyszedłem do najbliższego baru.
Mogłem uraczyć się piwem i to właśnie zamierzałem zrobić.
Piję piwo, czuję się wspaniale, ale dostrzegam na końcu kontuaru kobietę, która zerka na mnie nader często.
To i ja zerkam na nią.
Ona zerka na mnie jeszcze bardziej. Zamawiam drugie piwo.
Gdy biorę łyk, ta kobieta (laska jak jap3rdolę) wstaje z krzesła idzie do mnie i siada na hookerze obok.
- Hej, przystojniaku - zagaja
- Hej! – odpowiadam z entuzjazmem.
- Co powiesz na pięć dyszek? Możemy się zbawić!
- Od pani, kochana, to bym nawet złotówki nie wziął!

--
I am the law!

Persoona
Persoona - Superbojowniczka · 2 miesiące temu
@Shameus zaczęły*

Miła opowiastka

--
Zapominajka to taki kwiatek, przypominajka to, jak na niego spojrzysz i przypomnisz sobie kolor błękitu... tego czajnika, co go zostawiłeś na gazie, na razie!

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
bacardi - Superbojownik · 2 miesiące temu
Lubię Twoje opowieści bo, jak ktoś znany o kimś innym stwierdził - nawet jak nieprawda, to świetnie opowiedziane. Tym razem mam drobiazg, żeby się przyczepić. Przeżyłem PRL od mojego urodzenia, do jego upadku w Trójmieście, ...dzieści lat i nie przypominam sobie Wartburga taksówki. Skleroza, czy miałem szczęście?

--
Myślę optymistycznie: nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej.

Shameus
Shameus - Superbojownik · 2 miesiące temu
@bacardi nie wiem. U mnie w Mieście jeździły wartburgi na potęgę tak do 1995. Nawet Wołgą jechałem na sylwestra 1999!

--
I am the law!

Krzychpl
Krzychpl - Superbojownik · 2 miesiące temu
@bacardi Trójmiasto to jednak wybrzeże, marynarze mieli kasę
Zielona Góra może i wydała na świat moją matulę i Lisa, Tomasza, ale to jednak dziura "między" Poznaniem i Wrocławiem

--
Kłamstwo obiegnie cały świat, zanim prawda zdąży włożyć buty. Terry Pratchett - Prawda

Peppone
@bacardi - nawet w Wawie widziałem warczyburgi na taxi (po 1989 nawet jakby więcej, bo weszły te z silnikami VW 1.3 litra 4-suwowymi). W B-stoku też się zdarzały.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
No shitlings, no cry!

Ynez
Ynez - Mistrzyni Środowych Tłumaczeń · 2 miesiące temu
Cycki to jest fajna rzecz. Nawet dwie (zazwyczaj) rzeczy. Do pooglądania, do podotykania... Ale żeby o nich pisać, to to się musi nazywać "pieśń nad pieśniami" lub coś podobnego kalibru.
Tu nawet cycków nie ma. Ani fabuły.

--
To nieprawda że w czwartek 22 X 2020 nasz piękny kraj cofnął się w czasie do średniowiecza. W średniowieczu, owszem, poziom medycyny, technologii, i generalnie wiedzy o świecie, był o wiele niższy - ale z tej wiedzy KORZYSTANO.
Forum > Kawały Mięsne > Cycki Shameusa ™ - Part Three
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj