Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > Przygody młodego Shamusa – prywatne KacVegas w PięćDe!
Shameus
Shameus - Superbojownik · 2 miesiące temu
Orbituję, badam - może się przyjmie. Coś autentycznego i takie tam... Jakby co, to jest dość sporo takich historii, które ( być może ) warto powiedzieć.
---

Autorem jestem ja, Shameus, znany też jako Stefan. Czyli to, co poniżej przeczytacie, to część mojego życia. Nie będę zabiegać o uwierzenie. Nic z tych rzeczy. Powiem tylko, że mając prawie 45 lat na karku cieszę się z tego, co mam i morda mi się cieszy na myśl o tym, co miałem. Było tego trochę... wiele historii, wiele wspomnień. A, że wszyscy jesteśmy dorośli, lubimy browar, kobiety i śpiew, więc co? Potrzymaj mi piwo!

Idziemy na imprezę.

Tutaj bez fajerwerków. Dobry ubiór, nowe buty, perfum, trochę ciężarków coby mięśnie stały jak trzeba, gotówka i solidny plan. Plan dość prosty – lecim na podryw i rozrzucamy sieci. Ja, trzech kumpli i ogromna chęć do poznania płci przeciwnej. Kroiła się gruba impreza i z takim nastawieniem opuszczałem dom. Nawet dokładnie pamiętam, że jeszcze przed zamknięciem drzwi oceniałem, czy chata Samotnego Wilka nadaje się do sprowadzenia kobiety, gdyby łowy poszły po dobrej myśli. W lodówce były trunki różne, dom ogarnięty tak, że pięć gwiazdek z zamkniętymi oczami. Tutaj nie ma co spieprzyć, tutaj trzeba... Sami wiecie co!

Witam w prawdziwym świecie!

Budzę się... Nie. Budzi mnie okrutny ból głowy. Taki, który mówi już we śnie, że coś jest nie tak. Otwieram oczy i widzę jasno. Jasno, to kurwa jest na dworze, ale nie tak, że jasno bo już dzień, ale wstaje słońce. I poza tą refleksją dotyczącą pory dnia, mam ogromne przeczucie, że głowa boli mnie ponad wszelką miarę, i drugie przeczucie, że czuję ten fakt jasno aż nadto. Aż nad to, co do stanu właściwego.
Gdzie, ja..., kurwa, jestem?
W domu. Tak, byłem w domu. I poza tym, że była pustka w mojej pamięci, nie mogłem nic innego ustalić. Tak kompletnie, kompletnie, kompletnie nic. Ale głowa bolała w sposób, który mogę nazwać istną mordęgą. Myślę sobie, że ten ból to taki fakap, że trzeba wziąć tabletkę. I tutaj zaczyna się pewna poj3bana historia.

Wstaję z łóżka, żeby doczłapać się do kuchni, do apteczki. Ale jedna z nóg jest nazbyt ciężka. Toteż patrzę, co ją przytrzymuję, i widzę własną nogę w gipsie od kolana aż do palców. Cokolwiek bym powiedział o swoim stanie, nie byłoby prawdą: głowa mnie napi3rdala, świat wiruje, a tę lewą nogę mam w gipsie i nawet nie wiem czy boli. Po prostu noga jest w gipsie i z tym faktem nie mogłem dyskutować. Zaraz, zaraz... ja MAM NOGĘ W GIPSIE!!!

Tutaj miałem pierwszy wyrzut świadomości. Już ustaliłem, że głowa mnie mocno boli (spoko, bywa i tak) ale właśnie patrzę na nogę, która jest w gipsie. I to jest moja noga. I nic poza tym, co stwierdziłem, nie przychodziło mi do głowy. Wyciągam telefon, aby zobaczyć połączenia – nie ma tam ani jednego sprzed wyruszenia na „łowy” i żadnej wiadomości. W tym miejscu stwierdziłem, niczym Sherlock, że coś jest na rzeczy. Dzwonię do kumpla...
Okazało się, że jest godzina 7:03 i chłop nie odbiera. Ponowiłem kilka razy połączenie, ale bez rezultatu. Doczłapałem się do własnych drzwi, we własnym domu i całkiem trzeźwo obmacałem marynarkę. Może jest tam jakiś rachunek za taxi, za bzykanko? Cokolwiek!
Nic z tych rzeczy. W klapie marynarki był złożony na cztery części wypis ze szpitala. Wypis – ze – szpitala!

Back to teh future!

Trochę spanikowałem. Nie będę ukrywać i wymyślać, że olałem temat lub miałem wszystko w dupie. Miałem nogę w gipsie i wypis ze szpitala i o żadnej z tych rzeczy zielonego pojęcia. Potraktowałem rzecz na serio. I co ciekawe (o tym dalej) byłem całkiem trzeźwy i ogarniałem otoczenie. Około godziny ósmej dodzwoniłem się do drugiego kumpla i poinformowałem go o moim odkryciu. Był zdziwiony, a nawet zaskoczony, ale obiecał że mi pomoże.
Na wypisie ze szpitala była adnotacja „konsultacja w ciągu 24h w szpitalu”. I taki miałem zamiar, aby pojechać do szpitala i dowiedzieć się co i jak, Dodam, że noga mnie kompletnie nie bolała.
Przed godziną dziewiątą, tegoż samego ranka, przyjechał po mnie kumpel i zabrał mnie do szpitala na konsultacje. Oczywiście, nasłuchałem się o swojej nieodpowiedzialności, głupocie itd. Nawet on sam mnie zapytał, skąd mam ten pieprzony gips. Czyli.. hmmm, on też nie wiedział.

W drodze do szpitala przyszło zmęczenie. Okrutnie bym powiedział, ale walczyłem z powiekami. Jechaliśmy piętnaście minut, kumpel sadził mi morały, a ja walczyłem z powiekami. Dotarliśmy...
W przychodni szpitala pokazałem papier. Tutaj poszło bez problemów, tylko należało czekać.
Odkrycie dekady – nie mam nowych butów. Kiedy włożyłem stare? To znaczy się, jednego buta, bo na drugiej nodze miałem gips. Ale nie to było ważne, bo – jak dobrze zauważyłem – gdy wychodziłem z domy tych białych adidasów też nie było. Pytania mnożyły się w iście szybkim tempie, a do odpowiedzi nie było chętnych...
Ledwo usiedziałem w fotelu, czekając na przyjęcie do lekarza ortopedy. Serio, oczka mi się zamykały, kumpel trajkotał jak moja przyszła żona i ogólnie chujowo czas mijał. Ale przyszła godzina dwunasta (pięć godzin czekania) i mnie przyjęli.
Wchodzę, pokazuję wypis ze szpitala, kładę kartkę na biurku. I.... i...
Lekarz, którzy mnie przyjął kładzie się na biurku, zaczyna rechotać w głos, leży i kwiczy. Śmieje się chłop, a ja próbuję złączyć wątki. Nic mi do głowy nie przychodzi.
- Pan tutaj poważnie przyszedł? – pyta lekarz, dławiąc śmiech.
- Jak widać...
Koleś bierze papier (ten mój wypis ze szpitala) i ogląda jednym okiem.
- Ha, ha, ha... Pan chyba był pijany, co?
- Tak mogło być...?
- Pan ma wypis i kontrolę w innym szpitalu!
Kurwa.
- Nie może pan przyjść na kontrolę tutaj, bo my nie wystawiliśmy dokumentów... – mówi lekarz i patrzy na mnie krótka chwilę. – Pan był pijany, co?
- Taaa.
- Musi pan jechać do lekarza, który wystawił dokument, ale to inny szpital...
- Serio?! – Jego śmiech i drwina już mnie wnerwiły. Z drugiej strony, i tak nic nie pamiętam.

Verba volant, scripta manent

Kumpel wiezie mnie do WŁAŚCIWEGO szpitala. Już mam wszystkiego dosyć, ponieważ zmęczenie daje mi się we znaki. Ogólnie tego południa powiedziałbym, że jestem nie w sosie, ale nie czuję alkoholu w sobie. Jest okrutne zmęczenie i noga w gipsie jednak NIC poza tym.
Siedzimy sobie w kolejnej poczekalni i rzecz trwa kolejne trzy godziny. Około piętnastej lekarz wzywa mnie do siebie. Idę.
- Oooo, to pan!!!
Łooooo, no chyba mnie zna!
- To ja?!
- Pan w ogóle kojarzy fakty?
- Nie... – odpowiadam. Widząc jego minę i reakcję, muszę stwierdzić że chyba wie więcej, niż ja.
- Jak noga?
- W gipsie...
- To wiem, sam ją tam zamontowałem.
Facet mnie rozbroił. Ta jego pewność siebie i fakt, że mnie pamięta – a ja go nie... Wiecie..., ON WIE!
- Czy coś mi dolega? – pytam grzecznie, wręcz uniżenie.
- Poza tym, że pan był pijany i wpadł pod taksówkę, i przywiozła pana policja w kajdankach to chyba nic...
ZARAZ ZARAZ. Cdk?
- Że, co?! – wzbudziłem się nie na żarty
- Pan naprawdę nic nie pamięta?
- Nic???
Otrzymuję garść informacji: byłem pijany, poszedłem po taksówkę, wpadłem pod taksówkę, wstałem i zrobiłem awanturę taksówkarzowi a potem dostałem w ryj od taksówkarza, następnie zebrali się inni taksówkarze i przyjechała policja. Policja mnie zgarnęła na dołek w kajdankach, potem okazało się, że mnie jednak taksówkarz potrącił i policja wezwała karetkę, a karetka przywiozła mnie do szpitala. W szpitalu byłem agresywny i lekarz (ten, który mnie przyjmował) stwierdził, że RTG się nie da zrobić i zalecił gips i konsultację. Policja pojechała, bo – podobno – nie zgłaszałem przestępstwa. Lekarz dla świętego spokoju nafaszerował mnie kroplówkami i stwierdził, że gips to jednak słuszna decyzja.

Tego samego dnia miałem już normalne prześwietlenie i zdjęto mi gips.
Brakowało tylko tych nowych butów, co je założyłem na imprezę.
Gdy wracałem ze szpitala – a była to godzina szesnasta – buty leżały w krzakach. To znaczy jeden but. Wrzucił go tam taksówkarz, który mnie ze szpitala wiózł. Drugi mogłem odebrać po uregulowaniu rachunku. Co też uczyniłem. W bucie znajdował się rachunek i wizytówka - stąd wiem o tym fakcie.

Wieczorem, prawie tego samego dnia – już bez gipsu na nodze – pomyślałem sobie: o ja cię pierdolę, co za przypał!

--
I am the law!

Lesio5
Lesio5 - Superbojownik · 2 miesiące temu
A to nie była aby noc z rafalalą?

--

Jez_z_lasu
Dlaczego taksówkarz wystawił Ci rachunek skoro zamiast taryfą jeździłeś suką?

--
Dying has never frightened me. But there are few things I fear.

poradnia
poradnia - Dziunia gównoburzanka · 2 miesiące temu
"Przygody spizganego kogucika, który zgubił bucika"

Nuuuuda

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
oldbojek - Superbojownik · 2 miesiące temu
Od czasu jak nazwałeś publicznie swoją żonę "pi*dą" czy innym tym podobnym epitetem nie wchodzę w Twoje wątki. I jak widzę po komentarzach - niewiele tracę.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
dobrze, że to „tylko” tak się skończyło

Shameus
Shameus - Superbojownik · 2 miesiące temu
@oldbojek rozumiem Twoje oburzenie. Żonę bardzo szanuję, mimo jej ekscesów i czasami totalnie odjechanych pomysłów, a to tylko było raczej wzmocnienie przekazu, niż jej wyzywanie. Także tego, ciut wyluzuj. Ona czasami też mi coś dosadnego powie w emocjach, i wiem że tak nie myśli ;)

--
I am the law!

joemamut
joemamut - Superbojownik · 2 miesiące temu
@Shameus Cc: @oldbojek A to określenie to nie było po prostu pars pro toto? ;)

pies_kaflowy
Ni ma buta? Je but!

--
Forum > Kawały Mięsne > Przygody młodego Shamusa – prywatne KacVegas w PięćDe!
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj