Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > [Łor Book - Zapiski kronikarza] Oddział Suchego (część I)
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa
2020-01-30 12:07:10 Zgłoś



Na moment cofniemy się do samego początku inwazji. Do pierwszych godzin, które były dla nas wszystkich wielkim zaskoczeniem. Dla niektórych jeszcze większym, ponieważ konkretni niektórzy dostali akurat kilka dni urlopu od ciężkiej służby i oddawali się temu, co potrafią najlepiej, jeśli chwilowo nie są w mundurach. I nie spuszczają łomotu złym kolesiom.
Nad Bugiem, nieopodal Woli Uhruskiej, dwaj operatorzy sił specjalnych – Zapstra i Cielu zakładali nowe przynęty na wędkach. Oddawali się kojącej rozrywce nikomu przy tym nie wadząc. Zupełnie jak nie oni, którzy zawsze skorzy do bitki i awantury pierwsi puszczali piąchy w ruch. Jednak każdemu należy się odrobina odpoczynku, a ich oddział, po kolejnej udanej misji gdzieś w ściśle tajnym miejscu, resetował się w pięknych okolicznościach przyrody Roztocza.
- Zapstra, ileż można moczyć ten kij w wodzie bez żadnych efektów?
- Cierpliwości, panie kolego, jeszcze godzinka, może dwie i na kolację na grilla będzie rybka. Do tego schłodzone piwko, wódeczka. Będzie dobrze.
- Rybka – srybka – zżymał się Zapstra – złapiemy jedną, a reszta chłopaków? Marchewki mają se zgrillować?
- Już ty się o resztę nie martw. Zapewne dokonali najazdu na najbliższy spożywczak i ruszt pusty nie będzie. A Wódz na pewno doceni, jak jego dwaj podkomendni wrócą z polowania ze zdobyczą, kapujesz?
Zapstra kapował, a jakże, jednak tracił już cierpliwość do tej nader spokojnej zabawy.
- Czekaj, Cielu, nie będziemy się z tym tak pierdolić. Zróbmy to z rozmachem. – Zapstra wstał z krzesełka i podszedł do ich podręcznego ekwipunku. Coś tam poszperał i wyciągnął niewinnie wyglądające jajeczko z jeszcze niewinniej wyglądającym metalowym kółeczkiem przyczepionym w górnej części przedmiotu.
- Widzisz pan, panie kolego Cielu, czasem trzeba użyć środków mniej konwencjonalnych w celu uzyskania środków jak najbardziej konwencjonalnych, czyli kolacji.
Cielu uśmiechnął się od ucha do ucha. Uważał takie rozwiązania za odrobinę niesportowe, natomiast nigdy nie był w stanie sprzeciwić się wywołaniu porządnego pierdolnięcia.
- No, no, panie kolego Zapstra, nie poznaję kolegi. Taka kreatywność? Szacunek.
Pozbierali swoje klamoty z brzegu i oddalili się na bezpieczną odległość. Przycupnęli za niewielkim wzniesieniem.
- Czekaj chwilę, tylko coś sprawdzę. – Cielu sięgnął po małą lornetkę i zlustrował drugi brzeg rzeki. – Patrzę czy pograniczników naszych sąsiadów nie widać, nie chcę żeby chłopaki nasrali w portki bo nam tu się łowienie znudziło. Ale jest luz, czysto.
- No to ogień w dziurze, jak mawiają koledzy zza Atlantyku.
Zapstra odbezpieczył małe jajeczko i pięknym lobem posłał je toń Bugu. Wybuch nie był specjalnie spektakularny akustycznie, ale wzbita w powietrze fontanna wody wyglądała imponująco. Panowie, zadowoleni z siebie, podeszli sprawdzić efektywność przyjętej metody rybołówstwa. Całe zaskoczenie trwało może chwilę, a może półtorej chwili.
- E, Cielu mój kochany, ki chuj, że tak poetycko zapytam?
- Może nie jestem ekspertem, ale wygląda mi to na dwa trupy w mundurach, odpowiednio zabezpieczonym przed wodą oporządzeniu, maskach do oddychania i butlach tlenowych na plecach. Nadal, nie widząc się naturalnie w gronie ekspertów, radziłbym wyciągnąć te dwa indywidua i przedstawić je dowódcy. To człek znacznie mądrzejszy od nas.
Jak uradzili, tak zrobili. Wyciągnęli pechowych nurków z wody, zapakowali na quady i pomknęli w stronę obozowiska.

Na miejscu impreza trwała już w najlepsze. Grała muzyka, palił się piękny ogień, Szpryca – oddziałowy medyk – obracał padlinę na grillu, a kapsle od piwa raz po raz strzelały radośnie w górę. Pluton porucznika Suchińskiego, przez wszystkich tytułowanego po prostu porucznikiem Suchym, oblewał niedawne zwycięstwo.
Dwa quady z rykiem wjechały na polanę. Zapstra i Cielu zeskoczyli z krzesełek i pognali do dowódcy. Wyprężyli się przed nim jak struny i zameldowali niemal regulaminowo.
- Panie poruczniku Suchy, Zapstra i Cielu meldują powrót z wypadu na ryby.
- Spocznij, weźcie se dajcie na wstrzymanie, nie jesteśmy w jednostce. – Suchy wymagał w boju bezwzględnej dyscypliny, ale po godzinach nie był już taki zasadniczy. – No, coście tam zuchy złowili, będzie coś na ruszt, czy opierdalaliście się przez te ostatnie godziny leżąc na plecach i kłamiąc sobie nawzajem ile to już panienek poderwaliście, a ile planujecie?
Chłopaki wykonali komendę spocznij momentalnie.
- Wodzu, melduję pewien problem. Z kolegą Cielem postanowiliśmy urozmaicić sobie wędkarstwo i chyba coś niecoś narozrabialiśmy...
- Znaczy, co zrobiliście? – Suchy uniósł pytająco brwi.
- Chcieliśmy nałowić żarcia dla plutonu metodą eksplozyjną, a łupem naszym padli… A zresztą pan porucznik sam zobaczy. Są na quadach.
Cała trójka ekspresowo znalazła się przy pojazdach. Dwa ciała zwisały bezwładnie, a nasi chłopcy zaczęli układać znalezione przy trupach oporządzenie w jako takim ładzie.
Wszyscy napatrzyli się już w życiu na śmierć wystarczającą ilość razy, więc zwłoki nie robiły na nikim specjalnego wrażenia. Wrażenie za to, i to dość mocne, wywarły mapy, które pechowi nurkowie mieli przy sobie.
- Panie poruczniku – zaczął Cielu – nie chcę być dostarczycielem złych nowin, ale te dwa indywidua wyglądają mi na jakichś dywersantów. Nie mają emblematów na wdziankach, za to mają C4 i zapalniki w plecakach. Kałasze jeszcze na nic nie wskazują, bo pół świata nimi strzela, ale nie podoba mi się to.
- Tia, nie tylko tobie – potwierdził Suchy. – No cóż, ci dwaj już nikomu nie zaszkodzą, a wasze zabawy granatami po godzinach pracy tym razem miały jakiś sens. Papierów zapewne żadnych przy nich nie ma?
- Skąd, tylko te mapy i klamoty.
Mapy przedstawiały bardzo dokładnie tereny Roztocza. Mnóstwo zaznaczonych punktów w terenie, oznaczenia mostów, nadajników telefonii komórkowej, co tam tylko do dywersji potrzebne.
- Zapstra?
- Ta jest, panie poruczniku?
- Skocz no na jednej nodze po Szklanego, gdzieś tu się kręcił z flaszyną przy ogniu. A ty, Cielu, znajdź mi Paszteta.
Dwie minuty później ekipa stała nad dwoma problemami wyłowionymi z Bugu.
- Co to za dwa wory? – spytał Szklany, plutonowy snajper, a przy okazji zastępca dowódcy.
- Efekt łowów naszych kolegów. Poszli na ryby, wrócili z nurkami. Ale chuj z nurkami. Popatrz, Szklany, na mapy. Co ci to mówi?
Chorąży Szklany przyjrzał się papierom.
- Że okolica rozpoznana jest bardzo dokładnie. Widzisz te drobniutkie kreseczki? To nie są elementy nadrukowane oryginalnie. To są prawdopodobnie trasy przejścia przez tutejsze mokradła. Byłem tu kiedyś, jeszcze przed wojem, i kojarzę dosyć dobrze teren.
- Nie poprawiasz mi humoru.
- Nie od tego tu jestem, prawda Wodzu?
- Prawda. Antena trzeźwy?
- Jak każdy szanujący się członek tego zespołu, jest pijany na tyle, by być w miarę trzeźwym.
- W porządku. Niech spróbuje połączyć się z jednostką i da im znać co tu znaleźliśmy. Zbierz też resztę chłopaków, niech gaszą ogień i przestaną robić hałas.
- Pasztet?
- Ta jest?
- Co masz przy sobie?
- Będzie tak. Mam trochę trawy, kilkanaście pigułek, proszku jak do niedużego prania…
- Kurwa, Pasztet, nie osłabiaj mnie. Zawsze wozisz ze dwie skrzynki ponadplanowego wyposażenia. Co zabrałeś tym razem?
- A, o to pan porucznik pyta. No to tak.
Pasztet, zaopatrzeniowiec i korpus dyplomatyczny w jednej postaci, nie lubił sytuacji, w których oddział mógłby zostać jakkolwiek zaskoczony. Zwykł więc wozić ze sobą pokaźnych rozmiarów arsenał. Broń zbierał gdzie tylko się dało. A to z ewidencji zniknął jakiś Beryl, a to znów dwie skrzynki amunicji oficjalnie uległy zniszczeniu w czasie niefortunnego zderzenia dwóch pojazdów na poligonie. Tego typu metody powszechnie akceptowane były przez dowódcę, który mawiał „Chuj nie wyposażenie dostaniesz w jednostce. Specjals organizuje swój sprzęt zewsząd”* . Efekt był taki, że w razie zagrożenia w kilka chwil z głośnej i trochę nieznośnej bandy zakapiorów, oddział porucznika Suchińskiego stawał się prawdziwą maszynką do eliminowania każdego możliwego zagrożenia. No, nie mieli na stanie pelotek, ale jakby wysłać Paszteta w teren, z pewnością wróciłby na jakiejś Szyłce** i to na bank załadowanej po kokardę amunicją.
Krótko mówiąc, mieli czym walczyć. Pozostawało pytanie - z kim, do ciężkiej cholery, i dlaczego w czasie urlopu?

Do dowódcy przybiegł Antena.
- Wodzu, nie mamy łączności z jednostką. Że zwykła leży, to nic dziwnego, na tym zadupiu to tylko gołębie słać z wiadomościami, ale satelitka, też nie działa.
- Źle – pokręcił głową porucznik. – Kto dziś wylosował czujkowego?
Czujkowym nazywali pechowca, który w losowaniu trafił trzeźwość i pilnowanie kolegów. Przed każdą libacją w terenie ciągnęli zapałki, i ten który wyciągnął najkrótszą miał czuwać nad bezpieczeństwem całego oddziału.
- Loncik, panie poruczniku.
- Przekaż mu, żeby miał oczy i uszy otwarte jeszcze bardziej, niż zwykle.
- Chyba nie ma takiej potrzeby, Szefie.
- O, a dlaczego tak uważasz?
- Bo biegnie do nas jak wariat.
Istotnie, starszy plutonowy Lonecki, nazywany przez kolegów Loncikiem rozwinął prędkość, której sam legendarny Jessie Owens by się nie powstydził.
- Wodzu, jakaś draka się szykuje. Trzy pojazdy, w każdym po czterech ludzi. Umundurowanie chuj wie jakie, nie zauważyłem oznaczeń. Nie wiem, czy to jakieś paramilitarne poparańce, czy inna cholera.
- Daleko są?
- Ćwoki, zatrzymali się na szczanie jakieś dwa kilometry od nas.
- Mają gdzie odbić?
- Nie, minęli ostatni rozjazd przed naszym wesołym biwakiem. Jeśli nie zawrócą, a wątpię, wpadną tu na imprezę, i nie wydaje mi się, żeby mieli ze sobą miłe podarki.
- Mnie też nie. Antena, wydaj chłopakom broń z zapasów. Wiem, że każdy ma krótką, ale to może nie wystarczyć. Szklany – zwrócił się do swojego zastępcy – teren ogarnięty?
- Ekspresowo, panie poruczniku.
- Ok, jak Antena rozda pukawki, rozstaw chłopców. Zresztą i tak każdy wie co ma robić. Ty ubezpieczasz. Masz nokto***?
- Zawsze w terenie.
- Gitara, no to miej ich panie w swojej opiece. Bo my nikogo nie niańczymy.
Rozkazy w trymiga rozeszły się po całym oddziale. Pełna profeska, w trzy minuty każdy był gotów do walki o Ojczyznę. A przede wszystkim o swoich kumpli.

Scenę walki można by skwitować krótkim – biedne dranie, nie wiedzieli co ich trafiło.
Trzy terenówki wyładowane żołnierzami zajechały z hukiem na polanę. Żadnego przyciemniania świateł w autach, nic z tych rzeczy. Przypuszczali zapewne, że jeśli kogoś znajdą w tym lesie, to bandę zapitych nastolatków, z którymi będzie mniej roboty niż przy gotowaniu kartofli. Cóż, bardzo się pomylili.

Nasze dzielne zuchy poczekały aż patrol wysypie się z samochodów i zacznie sprawdzać teren. Odział porucznika Suchego w takich sytuacjach nie pyta zanim strzeli. Pytają, jeśli po strzelaninie jest jeszcze kogo o cokolwiek zapytać. Tym razem nie udało się wziąć języka. Wróg został wybity do nogi w mniej niż dziesięć minut. Dowódca i Szklany stanęli nad pokonanym odziałem. Reszta zajęła się uprzątaniem bałaganu.
- Co myślisz, Wodzu?
Suchy sprawdził kieszenie jednego z żołnierzy i wyciągnął lekko zakrwawioną książeczkę wojskową.
- Huny, bydło cholerne – podał dokumenty Szklanemu – wygląda na to, że się ruszyli. No to mamy kibel. A my nawet nie mamy łączności z naszymi.
Ciszę po niedawnej strzelaninie zmącił ryk kilkunastu przelatujących w szyku bojowym myśliwców. Kierowały się na zachód.
- Coś mi się widzi, panie poruczniku, że nasi się szybko dowiedzą, co jest grane.
Suchiński pokiwał tylko głową. Cały oddział, dziewięciu ludzi stało wpatrzonych w swojego przywódcę. Byli żądni krwi.
- Panowie – zaczął porucznik – czujecie? Śmierdzi wojną. Wojną na naszym terenie. A nas szkolono, by Rzeczypospolitej bronić. Mamy trzy auta wroga i nasze terenówki. Regulamin mówi, że niezwłocznie powinniśmy zgłosić się do jednostki i czekać na rozkazy. Proponuję urządzić sobie mały rajd i natłuc tylu skurwieli, ilu damy radę. Dostaniemy się do naszych, ale nie będziemy robić tego grzecznie. Zrozumiano?
Odezwało się gromkie „ta jest panie poruczniku”. Oddział porucznika Suchińskiego włączał się do gry.

------------------------------------------------------------
*Cyt. za „Suchiński. Moja żona, wojna.” str. 24 (przyp. aut.)
**Szyłka – taki pojazd gąsienicowy, który strąca samoloty. (przyp. aut. ignor.)
***Nokto, czyli noktowizor, dynks na baterie do widzenia nocą na zielono, jakby ktoś nie wiedział, albo nie grał w CoD, na przykład. (przyp. aut.)


& :szufla

--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
corwin Superbojownik od 3 kwietnia 2003 | Kraków | GG: 787583563485
2020-01-30 12:28:59 Zgłoś

Projekt Kapelusz zawieszony?

--
Pamiętacie akcję "Zabierz babci dowód" przed wyborami? Tak tylko przypominam, że była taka impreza :) Średnio Polacy zarabiają 5000 zł. Średnio ja i stonoga mamy 51 nóg
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa
2020-01-30 13:14:42 Zgłoś
:corwin, zawieszony, ale nie zakończony (no bo kto wie?)

--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
corwin Superbojownik od 3 kwietnia 2003 | Kraków | GG: 787583563485
2020-01-30 13:32:12 Zgłoś
A częstotliwość jaka? Masz coś już "na zapas" ?

--
Pamiętacie akcję "Zabierz babci dowód" przed wyborami? Tak tylko przypominam, że była taka impreza :) Średnio Polacy zarabiają 5000 zł. Średnio ja i stonoga mamy 51 nóg
sibo36
sibo36 Bojownik od 14 września 2016
2020-01-30 16:00:47 Zgłoś
Jest git

--
k0curek
k0curek Superbojownik od 25 października 2006 | Przemyśl
2020-01-30 16:16:01 Zgłoś
To jest prequel "Inwazji" Miłoszewskiego?

--
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa
2020-01-30 17:15:53 Zgłoś
:k0curek, nie "Inwazja" Wojtka M. jest szalenie ponura, właściwie jedyne fragmenty, przy których można śmiechnąć to docinki między Gurskim i tym Chorwatem. A tak jak trzy poprzednie wrzutki, tak i ten wątek pomyślany jest jako pastisz gatunku

:corwin, na zapas mam kontynuację rozpoczętych wątków, ze dwa całkiem nowe pomysły (ale jeszcze nie wiem czy sensowne), do napisania mam też kolejny kawałek tła całej historii. Ogólnie jest co pisać, tylko z weną różnie bywa

--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
brood_k
brood_k Boski Superbojownik od 11 marca 2010 | Poznań
2020-01-30 17:17:03 Zgłoś
Uuu, będzie dobrze. Tylko żebyś w realu czegoś nie wykrakał

--
Kwartet ProForma
Sensoria
BKD
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2020-01-30 18:24:36 Zgłoś
Całkiem dobre z jedną uwagą. IMHO oddział specjalsów nawet lekko wypity rozprawiłby się z tym patrolem w czasie raczej bliższym 10 sekundom, niż 10 minutom. Ale jeszcze skonsultuj z @swd56 ;)


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
hubbabubba
hubbabubba Robi dobrze nawet przez telefon od 25 kwietnia 2003 | Oława
2020-01-30 19:53:12 Zgłoś
Nie powinno być tu?
https://joemonster.org/phorum/list.php?f=16

--
Powiedz "nie" narkotykom? Jeśli zacznę z nimi rozmawiać, to znaczy, że już powiedziałem "tak".
Cieciu
Cieciu Bułgarski Łącznik od 1 września 2004 | Warszawa
2020-01-30 20:44:41 Zgłoś
, w sumie to całkiem słuszna uwaga
Ostatnio edytowany: 2020-01-30 20:44:59

--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.
somsiad
somsiad Superbojownik Klasyczny od 10 kwietnia 2002 | Pacanova
2020-02-01 14:06:47 Zgłoś

--
Tango Alpha Xray Alpha Tango India Oscar November India Sierra Tango Hotel Echo Foxtrot Tango
Forum > Kawały Mięsne > [Łor Book - Zapiski kronikarza] Oddział Suchego (część I)
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj