Opowiada EMILIA KRAKOWSKA: (...) Do roli Jagny byłam przygotowywana wyjątkowo. Przed przystąpieniem do zdjęć, zagrałam tę rolę ponad sto razy w Teatrze Ziemi Mazowieckiej, w spektaklu w reżyserii Krystyny Berwińskiej. To było wyjątkowe przedstawienie, graliśmy je w różnych miejscowościach na Mazowszu. Widzowie często mylili fikcję literacką z rzeczywistością. Kiedy Kozłowa wołała do mnie, czyli do Jagny: " A żebyś sczezła, żebyś zdechła", ludzie, którzy być może po raz pierwszy w życiu wybrali się do teatru, krzyczeli z widowni: "Sama zdechnij, stara jędzo, zostaw kobitę w spikoju". Podczas innego spektaklu tłum ruszył na scenę, żeby mnie, biedną Jagnę, ratować.
.................

Jerzy Illg* wspomina przygotowania do programu kabaretowego z okazji jubileuszu wydawnictwa Znak: (...) Przygotowania te były niczym w porównaniu z ogromem pracy, jaką włożyć musieli w przygotowanie swojego występu rewelersi: Władysław Stróżewski, KAZIMIERZ KUTZ, Henryk Woźniakowski i Bronisław Maj. (...) Kluczowym elementem choreografii były ewolucje wokół laski, którą należało stuknąć dwukrotnie w podłogę, obiec wokoło, zakręcić młynka i poderwać do zgodnego wymachu. Układ ten wymyślił i do upadłego ćwiczył z wyjątkowo opornymi uczniami - profesor Jacek Tomasik. Na każdej próbie brakowało któregoś z rewelersów i żeby całość była gotowa na czas, zastępowałem nieobecnych. (...) Profesor Stróżewski odkrył że zgrozą na czym polega praca aktora: "Rany boskie! Przecież człowiek musi równocześnie śpiewać, tańczyć z laseczką, a jeszcze do tego nauczyć się tekstu na pamięć! ". Profesor Tomasik był zdruzgotany oporem materii i beształ surowo niepojętych uczniów: "Do dziury! (tj. za kulisy). Idziemy. Lewa! Władek - co ja mówię? To ma być noga, nie ręka!". Mimo najlepszego nauczyciela i wielu prób głównym źródłem konwulsji na widowni były wpadki w czasie występu i ewolucje z laseczkami, których nigdy nie udało się wykonać równocześnie. Przed wejściem na scenę widziano roztrzęsionego Kazia Kutza, który krążąc nerwowo po korytarzu przed garderobą w za długich spodniach od fraka, powtarzał: "O kurwa, kiedyż wreszcie skończy się ta pierdolona apokalipsa!".
...............

Kazimierz Kutz* O FRANCISZKU PIECZCE: (...) W Szkole Teatralnej był mocarny, więc Zelwerowicza, swojego ukochanego profesora cierpiącego na niedowład nóg nierzadko nosił na rękach. (...). Swoje aktorstwo traktował jak zawód, który trzeba po prostu porządnie wykonywać, a po robocie iść do domu, do żony, która była żeglarką, i dzieci, i ogródek podlewać. Zachował wszystkie cechy prostego życia, skupionego na pracy i rodzinie. Nikogo do siebie nie zapraszał i nigdzie nie bywał. Do teatru chodził jak górnik na szychtę, nie szukał przygód ani towarzyskich uciech. Nie chciał być artychą ze SPATiF-u, nie miał w sobie pychy i nie chciał być sławny. W imprezach nie uczestniczył, gorzałki nie pił, o polityce nie dyskutował i nie wiem nawet czy w swoim teatrze miał jakichś przyjaciół.

* Cytat pochodzi z książki Kutza "Będzie skandal".
...................

Anegdoty teatralne, filmowe i muzyczne (fb)

--