Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > O.W „Grzybek” – budiet robota!
Shameus
Shameus Bojownik od 20 lipca 2012 | MegaCity One
2019-09-03 01:09:02 Zgłoś
Zatrudniłem się jako gospodarz w malowniczym ośrodku wypoczynkowym przy równie malowniczym jeziorze na obszarze Polski, gdzieś w opolskiem. Moja rola w tym pięknym miejscu to specjalista PWP – przynieś, wynieś, pozamiataj. Spędziłem tam trzy „niesamowite” miesiące i podzielę się pewnymi epizodami jak i uwagami.

Aby rozjaśnić kilka rzeczy, przedstawię parę faktów. Od początku: Ustalenia a rzeczywistość.
Na rozmowie, gdy starałem się o tę pracę zostałem poinformowany, że:
- Będę pracować od 8-mej do 18-tej oraz około 15 minut na zamknięcie.
- Otrzymam wynagrodzenie 3000 netto + dowolna ilość jedzenia + zakwaterowanie
Myślę, spoko – „dyszka” na godzinę to nie tak źle, no i do tego jedzonko za free, a to też ma przecież wartość. No to jedziemy...
Wykonanie obowiązków (patrz, lista na dole) było czymś w rodzaju „fucking mission impossible” i wiem to po 90 dniach pracy. Nie było opcji, aby utrzymać cały ośrodek nie pomijając jakichś regionów lub zadań. I tak, aby to miało ręce i nogi, pracowałem od 6-tej do 23-ciej z przerwą na prysznic, a gdy zwróciłem uwagę szefowi, iż „nie ma opcji aby od ósmej rano to zrobić” to mi oznajmił, że pracujemy od rana, ale nie powiedział, od której... Zamknięcie, czyli te 15 minut to kolejny myszon imposiblu, bo całość w dobrym tempie zajmowała 70-80 minut gdy nie pojawiły się komplikacje. Jedzenie, owszem było, ale trzeba było dużo samozaparcia i odwagi, aby o nie zapytać. Co innego dostać. A już co innego mieć czas, aby je dostać i jeszcze zjeść (z tym też były jaja).

W tym malowniczym miejscu pracowało 14 osób załogi, w tym 7 Ukraińców.

„Szef wskazaju, my budiet robić”
Nikt z szefostwa i zarządzających nie pokwapił się, abym otrzymał jakiekolwiek wskazówki dotyczące pracy. W pierwszy dzień pracowałem 17 godzin, a moim przewodnikiem był Ukrainiec. Zabrał mnie na „główny plac” i przez 45 minut tłumaczył co i jak... po ukraińsku. Facet miał ok. 70 lat i ni w ząb nie potrafił po polsku. Także za przewodnika i mentora miałem tego pana. Jego motto (co zrozumiałem akurat) brzmiało „Szef wskazaju, my budiet robić – szef nie wskazaju, my robota niet”.

Best of O.W „Grzybek”
Było momentów, oj było – tutaj zapiszę te najgorsze, najciekawsze i najlepsze. No to jedziem!

„Szóstka”
Na ośrodek przyjechał dostawczak. Byłem w pobliżu to idę. Złapała mnie szefowa i mówi „Stefan, rozładunek kurwa, ale migiem!” No, to biorę co jest i pytam, gdzie to dać.
- Co z tymi puszkami?
- Pojebało cię?
- Słucham?!
- Tyś się kurwa wczoraj urodził?!
- Nie rozumiem.
- Na „szóstkę” to, kurwa!
- Ale ja tu pracuję pierwszy dzień, nie wiem, co to szóstka.
- Zapierdalaj chłopie i mi tu nie pierdol...
(ośrodek miał łącznie 23 pomieszczenia magazynowe, numeracja losowa, bo tak. Poszedłem sobie przed siebie i zapytałem kogoś z obsługi o tę „szóstkę”. Trafiłem)

„Drobne naprawy”
Wzywa mnie szef, przemiły człowiek... Ha ha ha.
- Panie Stefanie, jest robota.
- Słucham.
- Tam są takie rury, trzeba je pociąć i zrobić maszty. Cztery. Cztery metry wysokości. Pospawać to i pomalować.
- Hm, nie bardzo z tym spawaniem.
- Co, kurwa?
- Nie będę spawać, nie mam uprawnień.
- Pan, żeś kurwa, złota rączka niby.
- No tak, ale miały być drobne naprawy, a nie konstrukcja masztów.
- To na chuja pan mi potrzebny?
Chwila milczenia z mojej strony.
- Nie, nie będę spawać.
- To spierdalaj pan.
Masztów nie pospawałem. Przygotowałem wszystko i pospawał je ten Ukrainiec, mój master.

„Darmowe jedzenie”
Trzeci dzień pracy. Mam za sobą 44 godziny pracy i to nie lekkiej, bo zapierniczam jak helikopter. Wpadam o 22-giej na kuchnię. Przy garach szefowa. Pytam grzecznie, czy mogę coś zjeść. Chwila ciszy:
- Ty żeś na żarcie jeszcze nie zarobił. Zapierdalaj śmiecie robić.
Tego wieczora już nie pytałem o jedzenie. Poszedłem spać styrany i głodny.

„Faktycznie!”
Czwarty dzień pracy. Mam za sobą 57 godzin zapieprzu takiego, że ze nie potrzebuję piwa bo ze zmęczenia jestem wstawiony. Noc się zbliża, zamykam obiekt. Wzywa szef, przemiły człowiek.
- Panie Stefanie, prosiłem aby przyciąć te krzaki.
(tutaj uwaga, faktycznie mnie o to poprosił, ale nie znalazłem wskazanego przez niego sekatora, potem były dwie awarie i jak nic nastała noc, toteż krzaków nie przyciąłem).
- Nie dałem rady. Nie zrobiłem tego, przepraszam.
- Faktycznie, kurwa!
- Co?!
- Nie było czasu, a sekator...
- Faktycznie, kurwa!
- Słucham?! – zdziwiony jego postawą, dodając do tego moje cholerne zmęczenie stałem się wielce nieposłuszny i po prostu drążyłem temat.
- Sekator jest u mnie w biurze, a krzaki pan zaraz pójdzie przyciąć.
- Ale jest już 23-cia, padam...
- Co pan, kurwa? Chce pan pracować, czy nie?
Wziąłem ten sekator i przycinałem krzaki jeszcze godzinę. Skoro obiecałem, że to zrobię, to zrobiłem.

Zaproszenie
Były też chwile miłe, wybitne, dziwne...
Co sobotę ośrodek wystawiał imprezę taneczną. W taki dzień ja, gospodarz, pracowałem od 6 rano do 2-3 w nocy. Głodówka na całego, roboty po horyzont. Jedna z naszych klientek, taki MILF w wieku 45 lat (ja mam 40) kręciła się cały czas obok mnie, zwłaszcza w trakcie imprezy. Następnego dnia, w niedzielę około południa złapała mnie na rejonie. Podchodzi, patrzy się, wpatruje wręcz i zagaja:
- Do której pan pracuje?
- Do 22-giej.
- Hm, to dałby się pan zaprosić na kawę i lody po pracy?
- Przecież o tej porze w niedzielę wszystko jest zamknięte. – Taki błyskotliwy jestem! Ha!
- I jedno i drugie mogę zrobić...
Kurtyna.

Spostrzeżenie
W Ośrodku wypoczynkowym „Grzybek” mężczyźni z ranka szukają telefonu i portfela, kobiety zaś majtek i godności

Trzy gwiazdy
Ekip w tym ośrodku, jak wszędzie – mnogo. Różne bywały, większość to wiadomo – zabawa do białego rana. Trafiły się nam (mi!) trzy dziewczęta circa 25 lat, które od alkoholu nie stroniły i bawić się chciały. Z braku towarzystwa, capnęły mnie, gdy kończyłem pracę. A była to północ. Rozmowa się kleiła, dziewczyny też – no, bomba! Bomba dosłownie, bo jak się okazało, dziewczęta te od rana degustowały różne trunki. Elegancko to ujmując, były nawalone tak, że grawitacja to kurwa. Jedna z nich złożyła mi propozycję, ale dyplomatycznie odmówiłem.
- Super, to i tamto, ale może jutro się spotkamy.
Dziewczyna na tę odpowiedź wyrzuciła z siebie takie coś:
- Chlańsko i ruchańsko. Ja pierdole, dziewczyny, pomóżcie bo mi druga faza nie wchodzi.
Padłem ze śmiechu, serio!!!

Bliźniaczki
A tu sytuacja dość nietypowa. Gdy robiłem nocny obchód natrafiłem na dwie dziewczyny i chłopaka w ustronnym miejscu. Z racji pełnionej funkcji, aby ich nie przegonić (nie byli gośćmi ośrodka) szybko zostałem uraczony trunkiem o mocy takiej, że Rosjanie najpewniej zazdroszczą mocy tego paliwa do rakiet. Trudno, napiłem się. Okazało się, że dwie panie to bliźniaczki, tylko takie kompletnie niepodobne do siebie. Jedna z nich, załóżmy Kaja, skleiła się na ławce z niejakim Pawłem. No i tak siedzą obok mnie, gdy ja rozmawiam i degustuję paliwo do rakiet z Sandrą. Nie, nie siedzą, tylko się tam już rozmnażają. I wychodzi taka sytuacja.
- Ej, idźcie na plaże się tam pieprzyć, bo my tu normalną rozmowę prowadzimy – mówi Sandra.
Tych dwoje wstaje i znika. My z Sandrą rozmawiamy. Po około 10 minutach wraca Kaja. Siada obok mnie, łapie mnie za koszulę i zaczyna całować z taką dzikością, że piosenka „Co ja tutaj robię” rozbrzmiewa w uszach. Na co Sandra odciąga ją z dużą siłą:
- Ej, uspokój się, dopiero co bzykałaś Pawła.
- Ale jemu loda jeszcze nie robiłam, to zrobię!
- Wracaj na plażę! Ale już! – wygania siostrę i zwraca się do mnie – Ja ci loda zrobię, nie poczujesz różnicy!
Ok. w tej sytuacji są trzy wyjścia. Jako, że ogólnie dziewczyny raczej lekko się prowadziły, i był ten Paweł, bardzo delikatnie wycofałem się pod pozorem obowiązków i już do nich nie wróciłem. A tak poważnie? Mam żonę i dzieci – płakałem jak płk. Kwiatkowski, kurwa mać. No, ale honor swój mam. Trudno.

Houston, mamy problem!
Po 30 dniach pracy miałem wypracowane 420 godzin. Nie licząc nadgodzin. Spotykam szefa i pytam, jak to jest z rozliczeniem.
- Tutaj nie ma nadgodzin – odpowiada spokojnie i, jak na niego, uprzejmie.
- Ale jak to, miałem mieć 4 godziny przerwy, od 18-tej do 22-giej a i tak cały czas jest coś do zrobienia...
Głównie w tym czasie było zaopatrzenie restauracji i kawiarenki. Noszenie kegów, piwa, napojów itd. Zazwyczaj wydanie 30-40 skrzynek, plus wódka i inne takie.
- Powiedziałem, że nie ma nadgodzin.
- Rozumiem. Więc stawka trzy tysiące jest dość niska, prawda?
Przy 420 godzinach wychodzi 7,89 na godzinę. Na rękę.
- Przecież pan zaakceptował te warunki, co nie?
- Nie tak się umawialiśmy...
- Pracujemy od rana do nocy, to pan wie.
- Ale nie tak się umawialiśmy...
- Chce pan podwyżkę?
- Jak najbardziej, jak mam zapierniczać tak, jak dotąd.
- W porządku...
Hurra! Jestem coś wart!
- ... trzysta złotych podwyżki. Jak się nie podoba, to jest pan wolny.
- Houston, mamy problem.
- Słucham?
- Pięćset.
- Pięćset?
- Pięćset.
- W porządku. A teraz proszę zapierdalać.
Potem i tak mi zabrali 300 zł z wypłaty, bo akurat nie byłem na obiekcie w czasie wolnym, co uznali, że nie pracowałem cały dzień.

Kupka
To jest chyba najśmieszniejsza sytuacja, jaką dane było mi przeżyć przez ostatnie dwadzieścia lat. Toaleta na polu biwakowym pamięta Gierka i jest „koedukacyjna” – pod sufitem są ogromne przestrzenie pomiędzy toaletami, toteż słychać każde sapnięcie. Toaletę damską i męską odgradza ściana, ale mimo tego wszystko doskonale słychać. W toalecie damskiej siedzi „babcia” z wnuczką. Siedzą w osobnych pomieszczeniach. Ja po stronie męskiej robię swoje i dochodzi do mnie taki dialog:
- Babciu, jesteś tam? – mówi głos dziewczynki, na słuch pięcioletniej albo ciut młodszej.
- Jestem.
- Robisz kupę?
- Tak.
- Ja też.
- To dobrze, skarbie.
- Dużo zrobiłaś?
- Co? Nie, tylko troszkę.
- A ja dużo. Choć, zobacz, jak się wszędzie poprzyklejało.
- Zaraz przyjdę (słychać stłumiony śmiech).
- Ale choć, szybko.
- Skarbie, ja zaraz przyjdę!
- Babciu, ale tego jest bardzo dużo!
- To dobrze, słoneczko. Dokończ spokojnie.
- Babciu – piskliwy głos – ale więcej się nie da!
W tym momencie po prostu zesrałem się ze śmiechu.

Ukraińska mafia
Jak już wspomniałem, załoga liczyła 14 osób, z czego połowa to Ukraińcy. Ja, jako jedyny Polak byłem w formie stay-in, czyli zakwaterowany. Ukraińcy zrobili sobie z ośrodka swój folwark i codziennie, na koszt firmy, wyprawiali bankiet. Wynosili wódkę, napoje jedzenie w ilości ogromnej. Co więcej, nie dopuszczali mnie do siebie, bo kumali, że ja wiem o co chodzi. I tak pewnego wieczora, a raczej nocy przysiadłem nieopodal wyjścia z restauracji, w ciemnym miejscu. Akurat szykowali się do conocnej rutyny – wynosili ze dwie tace pełne jedzenia, ze trzy flaszki wódki i jakieś napoje. A ponieważ mnie nie mogli widzieć, bom w ciemnym miejscu siedział, to usłyszałem taki dialog (po przetłumaczeniu):
- Patrz, czy Stefana tu nie ma – mówi Tania
- Nie ma, poszedł z ośrodka – odpowiada Swietłana
- I chuj, dobrze. Jeszcze będzie nam przeszkadzać.
- Ty już się go tak nie czepiaj, to przyjaciel.
- Pierdolę polskie świnie, niech idą w chuj.
- Racja! Sława Ukrainie!

I tak odkryłem, że te przemiłe osoby, za które miałem ukraińską załogę, to po prostu oportuniści i złodzieje, którzy traktują nas jak na załączonym obrazku. Potem było z nimi jeszcze gorzej.

Gdzie szefów sześć, to stamtąd spierdalaj
Jak już pisałem. O.W „Grzybek” to miejsce, gdzie jeden pracuje za dwóch i dostaje wypłaty połowę. Tego dowiedziałem się po miesiącu, ale – jak sam szef wspomniał – zaakceptowałem te warunki. Nie okradałem ich, tylko sumiennie robiłem to, co do mnie należało. Bo chciałem. Ot, tak! Ale szefów miałem aż sześciu: pomijając dwójkę właścicieli, dyspozycje zlecała mi szefowa kuchni oraz kierowniczka podlegającego ośrodka, a także jej mąż i pani Stefania, taka stara raszpla, co to jest zasłużona. I w ten sposób każdy coś mi nakazał każdego dnia. A, że roboty było nadmiar, to nie raz nakazy jednej osoby musiałem pominąć z powodu nakazów innej osoby. I tak w koło Macieju. Opierdol zbierałem w południe, na wieczór i na noc. Po jakimś czasie wszelkie „opierdolki” wpuszczałem jednym uchem, a wypuszczałem drugim. Inaczej się nie dało. Przychodzi do mnie szef z zapytaniem:
- Czy ogarnął pan biwak?
- Nie, nie było kiedy.
- Czy ja, kurwa, muszę podanie napisać, aby coś tutaj było zrobione?
- Pani Ziuta (żona szefa) kazała na cito zrobić namiot z grillem, nie dałem rady...
- I chuj.
- ?!
- No, i chuj. Ja tu jestem szefem. Miało to być zrobione.
- Ale jest impreza, na czternastą mają być goście, i pani Ziuta nakazała tam zrobić porządek...
- Dobrze. To teraz proszę ogarnąć biwak. Abym nie powtarzał.
Jeszcze przed tą rozmową pani Stefania nakazała mi rozłożyć dodatkowe krzesła i stoły na restauracji, a pani Krysia zadysponowała porządkowanie podjazdu – roboty, w dobrym tempie, na cztery godziny. Walnąłem wszystko – rejony, śmiecie, rzeczy codzienne. Zrobiłem co nakazali. Wieczorem wzywa mnie szef (godzina 23-cia):
- Czemu podjazdy nie są zamiecione? Dlaczego w doniczkach susza?
Tłumaczę się, opowiadam.
- A na śmieci się pan obraził?
- Zaraz to zrobię.
- Zaraz, kurwa, to restauracja będzie zamknięta. Rano będzie śmierdzieć.
- Zaraz to zrobię...
- Pan się, kurwa, do tej roboty nie nadaje. Kiedyś to jeden człowiek ogarniał, a pan się mota jak gówno w szambie.
- ...
Tłumaczę, co zaszło, ile rzeczy musiałem zrobić. A robiłem szybko. Albo – jakby to Ukrainiec powiedział – bystro!
- Proszę ich nie słuchać, bo ja tu wydaję polecenia. Tutaj mamy dziesięciu dyrektorów, kurwa. Zrozumiano?
No, nie do końca go zrozumiałem. Takich sytuacji jak powyższa było jeszcze wiele. Zbyt wiele. Organizacja pracy: zerowa.
Niemieckie świnie
Na ośrodku był plac zabaw. Często gościliśmy Niemców. Takich Polskich Niemców, których rodzicie – Polacy – nie przyznawali się do języka. W pewnym momencie Polskie dziecko, samotnie, zostało otoczone przez grupkę niemieckich dzieci. Wyzywane, oplute, nie rozumiejące sytuacji (lat circa 5) lgnęło do zabawy. Ale ja stałem z boku i słyszałem, jak te folksdojcze wyzywają biednego chłopaka. Wytrzymałem wszystko. Prawie. Jak zaczęły go opluwać i wyzywać od „polskich cip” podszedłem do płotka na placu zabaw i ryknąłem po niemiecku (bo potrafię, a co!): Jesteście świnie! Zachowujecie się jak świnie!
Dzieciaki, wręcz porażone i przerażone rundka z placu w milczeniu, a ja krzyczałem radosne „raus, raus, raus!” i dodałem „ Shnela!” coby wiedziały, o co mi chodzi. Przyszła matka dziecka, tego biedaka z Polski, podziękowała. Niemcy, na szczęście – w całkowitym wstydzie – opuścili ośrodek.


A teraz zakres prac gospodarza z wydzielonymi minutami pracy na daną czynność:

Prace gospodarcze – codzienne obowiązki (nie ma zmiłuj – trzeba to zrobić):
- Zamiatanie rejonu „0’ – 45 minut
- Zamiatanie podjazdów – 120 minut
- Zamiatanie/grabienie rejonów wg potrzeby – 240 minut
- Prace z kubłami (śmiecie) – 120 minut
- Obsługa śmieci na restauracji – 30 minut
- Rozstawienie/zwinięcie 80 krzeseł – 30 minut
- Otwarcie/zamknięcie salonu gier – 15 minut
- Zamknięcie/otwarcie tarasu 40 minut
- Zamknięcie bram/magazynów – 20 minut
- Obsługa śmietnika – 60 minut
- Dostawy/zaopatrzenie/uzupełnienia – 60 minut

To jest 13 godzin. Zawsze. A do tego dochodzi podlewanie kwiatków (jak jest upał to około 3 godzin), awarie i inne „widzi mi się”.

--
I am the law!
Thurgon
Thurgon Superbojownik od 11 stycznia 2010 | Gdz.
2019-09-03 01:27:10 Zgłoś
:shameus

Jeżeli to wszystko prawda, to ja mam w sumie proste pytanie.

Dlaczemu tam pracowałeś?

--
Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa. Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- Bo to mezalians byłby dla psa
Djbanan
Djbanan Złamas od 30 czerwca 2004 | Szczecin
2019-09-03 02:09:24 Zgłoś
Biere początek, myślę se oho! Małolat dał się wyruchać - szkołę życia trzeba przejść.
Dojechałem do "ja mam 40" - no nic, hobok wazeliny mu wyślę skoro to lubi

--
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2019-09-03 05:32:37 Zgłoś
Hm... miałeś podwładnych, to nie mogłeś nimi robić?

A niektóre historyjki fajne.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Make Murica suck again
madzialena82
madzialena82 Superbojowniczka od 10 lutego 2006 | Pyrlandia/Kartoflandia
2019-09-03 08:11:13 Zgłoś
Asertywność 1/10

--
Þetta reddast
brogman
brogman Grobman od 2 lutego 2006 | Miasto Poetów
2019-09-03 12:41:10 Zgłoś
Nie dziwię sie że Ukraińcy nie chcą w Polsce pracować, jak mamy takich pracowników.

--
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
proflecter Bojownik od 15 maja 2019
2019-09-03 17:11:13 Zgłoś
"- Pan się, kurwa, do tej roboty nie nadaje. Kiedyś to jeden człowiek ogarniał, a pan się mota jak gówno w szambie."

Po przeczytaniu stwierdzam - szef miał świętą rację.

--
Forum > Kawały Mięsne > O.W „Grzybek” – budiet robota!
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj