Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Kawały Mięsne > Użyj wyobraźni (116) Buty Aspergera
bulcyk22
bulcyk22 Wiekowy Bojownik od 29 czerwca 2015 | Katowice
2018-07-31 16:50:05 Zgłoś
18 WRZEŚNIA 2013

Amadeusza spotkałem w pracy, na jakiejś imprezie, nie mam pojęcia ku czci czego zwołano nas wszystkich, ale na pewno to była impreza, w której udział brało kilkaset osób. Od razu rzucił mi się w oczy – sztywna, wyprostowana sylwetka, żołnierski styl chodzenia – nie można było nie zauważyć, jak przeciskał się przez tłum po krzywych łamanych, nie bardzo panując nad konsekwencjami takiego sposobu poruszania się. Był właścicielem knajpy, w której impreza miała miejsce i zachowywał się jakby był kompletnie odarty z ludzkich uczuć. Z odruchów nawet. Gdy na kogoś wpadał, łamiąc mu podstawę czaszki w piętnastu miejscach, wybijając cztery zęby i gilotynując dłoń – tak trochę wzdłuż i pod kątem – to odwracał się z kamienną twarzą i, mechanicznie, wyrzucał z siebie „Sorry”, nie przerywając jednocześnie podróży do celu, ku któremu zmierzał. Gdy ktoś przypadkiem rozlał piwo, Amadeusz wyrastał spod ziemi i wręczał winowajcy wiadro ze ścierką i stał nad nim, dopóki plama nie została usunięta. Z jedną miną stał. Im dłużej go obserwowałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że facet ma nierówno pod sufitem – wysoki poziom psychotyczności plus socjopatia – a do tego odcięte wszystkie sznurki odpowiedzialne za mimikę. Potrafiłby z tą samą miną prasować koszulę i człowieka, bez różnicy, koszula po prostu byłaby mniej skwiercząca. Za nic nie zostałbym z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu, bo jakikolwiek ruch z jego strony, na przykład do kuchni po wodę, natychmiast zinterpretowałbym jako szarżę jakiegoś pierdolniętego dzika i pewnie dźgałbym go zapamiętale widelcem czy czymś, dopóki nie uzyskałbym pewności, że jest unieruchomiony i nic mi nie grozi.

Amadeusz poruszał się nieco na zapleczu naszej wesołej czeredki, czyli zarządzał grupą ludzi pracujących w jego lokalu z tylnego siedzenia. Było to podyktowane tym, że ekipa była wyjątkowo dobrze skonsolidowana, a on, przy kompletnym braku najmniejszych choćby predyspozycji do utrzymywania kontaktów społecznych, nie był w stanie nawiązać jakiejkolwiek relacji, która pozwoliłaby mu koordynować pracę i rozdzielać zadania. Przychodził, rzucał w przestrzeń polecenie, żadne z nas nie wiedziało do kogo było ono adresowane, więc nikt się tym nie przejmował, następnie przychodził po raz drugi, sprawdzał stan faktyczny, po czym sam realizował nakreślone zadanie, bardzo przy tym zadowolony, co wyrażało się mruknięciem „Dobra robota!” wyemitowanym, po wszystkim, nie wiadomo do kogo. Czasami, gdy robiliśmy sobie jakieś nieprawdopodobne jaja z klientów, próbując uciec przed szaleństwem, jakie wyłaziło w środku nocy z zakamarków knajpy w postaci nasiąkniętych chemią Animków, czyli osób, które na pewno nie istniały, bo to niemożliwe, by być aż tak pojebanym, Amadeo pojawiał się jak duch, a potem okazywało się, że wcale się nie pojawiał, tylko stał za naszymi plecami od dwóch godzin. Bez przykrych konsekwencji wynikających z tego faktu. Po prostu stał i patrzył jak my przeginamy pałę, jadąc po Animkach do oporu. Właściciel knajpy! Kiedyś jego o rok młodszy brat, Julian, wesoły i kontaktowy człowiek, opowiedział nam, że jako ośmioletni chłopiec, wylądował na dwa tygodnie w szpitalu, a Amadeusz nawet nie zauważył, że Julka przez ten czas nie było. Mimo, że dzielili razem pokój…

Pewnego dnia Iwka, najbardziej rezolutny człowiek jakiego wówczas znałem, postanowiła zaktywizować lewą półkulę Amadeusza i oświadczyła, że zabiera go z nami, po pracy, na rytualne-codzienne-chlanie. „To jest dobry człowiek!” – krzyczała z mocą – „Tylko nikt nigdy nie próbował go zintegrować ze społeczeństwem i ja, Święta Iwona, wyrwę go z okopów samotności, w którą zepchnęło go życie”. Dobra – pomyślałem – skoro taką masz misję, to guzik mi do tego, co za różnica ileset osób straci przytomność wlewając w siebie, tradycyjną dla naszej grupy, mieszankę środków odurzających w postaci stałej, płynnej i dymnej.
Cóż, na miejscu okazało się, że nasz zwierzchnik dysponuje słabiutką głową, więc nie mieliśmy okazji przekonać się o tym, w co tak szczerze wierzyła Iwka – że po kilku kieliszkach Amadeo wyjmie zza pazuchy składaną gitarę, rozpali prowizoryczne ognisko i zacznie śpiewać pieprzone szanty, dowodząc, jak bardzo pomyliliśmy się w ocenie jego predyspozycji towarzyskich. Przekonaliśmy się jedynie o tym, że Pana Imprezowicza, po przyjęciu minimalnej dawki promili, odcina od zasilania i zamyka mu się emisja werbalna – nie wypowiedział ani jednego słowa przez cały wieczór – a, w zamian, dość obficie, otwiera przewód pokarmowy. Po trzech godzinach użerania się ze zwłokami i płaceniu horrendalnych sum kelnerce, która pojawiała się co chwila z mopem, celem usunięcia kolorowych znaczników, które tu i ówdzie nasz bohater zostawiał, doszliśmy gremialnie do wniosku, że czas się wynosić i zalec odłogiem w swoich domach, gawrach, garażach, budkach czy co kto tam miał.

Iwka uparła się, że zadba o Amadeusza-Króla-Nocy i zaweźmie go z placu boju prosto do swojego domu. Pożałowała tego po siódmym kolejnym przymusowym przystanku taksówki, którą wracali, ponieważ jego żołądek wydawał się mieć pojemność miliona litrów i produkował zwrot za zwrotem, doprowadzając taksówkarza do szewskiej pasji. Po wylądowaniu na miejscu, dzielna dziewczyna doholowała 100 kilo nadźganej masy do swojego mieszkania i kawałek po kawałku zaczęła rzeczoną masę ogarniać – niezłomny balangowicz zarzygał bowiem wszystko, w co był zapakowany – brzuch, plecy, kolana, ręce, szyję, pasek, buty, skarpety, plecak, no kurwa wszystko, dosłownie wszystko. Po godzinie udało jej się go w końcu, odpakowanego i jako tako posprzątanego, ubrać w ciuchy nieobecnego współlokatora i zawinąć w świeżą, pachnącą pościel oraz ulokować w swoim łóżku, a samej pójść spać na mikrosofkę w drugim pokoju. Nie minęło dwadzieścia minut, gdy obudziło ją znajome rzężenie pomieszane z bełkotem – Amadeo-Pogromca-Parkietów zmagał się z kolejną inwazją treści żołądkowej, nie bardzo przy tym przejmując się drobiazgami w stylu ruch głową poza łóżko. Wyczerpana i pół żywa poświęciła kolejną godzinę na wyjęcie balangowicza ze śmierdzącego kokonu i umieszczenie go w nowym, upranym i pachnącym.

Rano, około siedemnastej, wstała i cichutko przygotowała śniadanie, takie z twarożkiem, jajkami i mocną kawą i zajrzała do sypialni, by obudzić poległego onegdaj kierownika placówki. Delikatnie dotknęła jego ramienia i, widząc, że otworzył oczy, powiedziała:
– O, obudziłeś się, świetnie, ale się wczoraj działo, kurczę, chyba urwał ci się film, wiesz, byliśmy w knajpie, walnąłeś parę luf na hejnał, sponiewierało cię koncertowo, nic nie mówiłeś przez cały wieczór, nie wiedziałam gdzie mieszkasz, no to zabrałam cię do siebie, strasznie wymiotowałeś, musiałam ci zdjąć skarpetki i je wyrzucić, o, tu są nowe..
Amadeusz usiadł na łóżku.
– A buty? – burknął, po czym, zobaczywszy, że stoją równiutko przy łóżku, założył je na nogi i wyszedł.
Po prostu.
Bez słowa.

BY BARTEKZKARTEK

http://uzyjwyobrazni.com/buty-aspergera/

--
kamienny
kamienny Bojownik od 16 sierpnia 2014 | Słoik City
2018-07-31 19:04:13 Zgłoś
Orgia przymiotników i okoliczników jest typowa dla "męskiej prozy". Poza tym - denne.

--
oderint dum metuant
I_drink_and_I_know_things
I_drink_and_I_know_things Bojownik od 10 grudnia 2016
2018-07-31 21:22:13 Zgłoś
Jedno było dobre, o amstafie.

--
A Lannister always pays his debts
Forum > Kawały Mięsne > Użyj wyobraźni (116) Buty Aspergera
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj