Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Kawały Mięsne > Użyj wyobraźni (122) Pięć gwiazdek
bulcyk22
bulcyk22 Wiekowy Bojownik od 29 czerwca 2015 | Katowice
2019-02-19 16:08:28 Zgłoś

19 LUTEGO 2019

Czasem wpadam na ulicy na kogoś, kto uruchamia lawinę wspomnień z życia, które mi się onegdaj wysmyknęło z rąk, bo zamawiałem transport z fanfarami daleko za kreskę. Część z nich piecze, część wypierdala korki, a część rozśmiesza, gdy się jej z niczym nie zmiesza.
***
Parę lat temu rzucałem butelkami jako członek zespołu wilczków znanej firmy dystrybuującej alko, która obstawiała, jako sponsor, masę imprez w kraju i zagranico. Uwielbiałem tę pracę – tym bardziej, że szef owego teamu, Paweł, był moim ziomkiem, z którym tyle razy nie byłem w Radomiu, że bliżej to już chyba tylko w czołgu – i w konsekwencji, dość szybko, w tejże robocie przestały obowiązywać jakiekolwiek reguły. To było kilka lat lotu, który obrósł legendą. Większości nie pamiętam.

Praca polegała na tym, że jechaliśmy na miejsce tirem wypełnionym pod korek gorzałą, kobietami i śpiewem, tam rozstawialiśmy bary, przygotowywaliśmy szkło i ten cały majdan potrzebny do zabałaganiania krwiobiegów, po czym bęben maszyny losującej jest pusty, następuje zwolnienie blokady, do zobaczenia rano.

W Gdyni trafiła się impreza wewnętrzna Baltony. Firma była już dawno po zmierzchu, toteż pesel kadry był cokolwiek zardzewiały, niemniej wchłonąć potrafili. Przy zaciekłym akompaniamencie jakiegoś kurwa Kotka-Płotka-czy-Młotka ze znanego radia, który zasilał bębenki paździerzem z okresu, gdy Baltona decydowała o pekabe kraju, bo banany i mandarynki i chałwa. Generalnie tłum Januszy w bordowych marynarkach próbował oldskulowo zakraść się do gaci Grażyn, które odjebały się w tiule, baskinki, pufy i te poduszki na ramionach i ze szminką na zębach broniły wianka wirując na prowizorycznym parkecie, gdyż z powodu, że plener to grząsko, czyli po kilku godzinach łudstok.

Po dwóch dniach pompowania wódy nikt już jeńców nie brał i zapadła decyzja, że zwijamy pasiekę i uruchamiamy formalności ewakuacyjne. I tu zaczęły się schody, gdyż nasz kierowca Mirek poczuł był wichurę w lędźwiach i, po przyjęciu sążnistej dawki wysokooktanowego znieczulacza, podjął próbę ataku na demografię wraz z panią Danusią, szefową działu kadr, co spowodowało, że do zadań logistycznych typu wpierdol-wszystko-na-naczepę-a-ja-wykręcę się raczej nie nadawał. Po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że dźwignę proceduralnie prowadzenie tira, bo mimo braku uprawnień, odkryłem w sobie pokłady kompetencji w tym kierunku, bowiem kiedyś oglądałem „Konwój”, czyli że umiem.

Gdy już zapakowaliśmy to całe tałatajstwo z nieprzytomnym-acz-spełnionym Mirkiem na pakę, przykopytkował w objęciach dwóch Tereń szefunio oddziału, i oświadczył z mocą, że nie będziemy się po nocy tłukli do stolycy, tylko on tu zaraz raz-dwa hotel nam zorganizuje i będzie elegancko, bo to nie może tak być, żebyśmy po takiej imprezie, TAKIEJ imprezie, turlaly się tyle kilometrów. Po czym się rozpłakał, ucałował każdego i zarezerwował pięciogwiazdkowy hotel w sercu Trójmiasta.
Portier był trochę oszołomiony widokiem tira wpierdalającego się na jedynce pod wejście główne, ale chyba większym szokiem był stan meldujących się podmiotów, z których część została wniesiona prosto do windy na palecie. Tak czy siak jakoś się wtarabaniliśmy do pokoi, w te całe luksusy, po czym nastąpiło zwolnienie blokady i…

Obudziłem się, owinięty w zasłonę, w chlewie. Dałbym sobie rękę uciąć, że wczoraj było tu pięć gwiazdek, ale po wszystkim pomieszczenie przypominało kurwa Wrocław po powodzi. Wszystko co się dało było przewrócone, mokre, ujebane lub do góry nogami. Papier toaletowy wszędzie. Wieszaki wszędzie. W szafie znalazłem telewizor zawinęty w koc i w kabanosy. Armakurwageddon.
Wsadziłem głowę pod prysznic i po półgodzinie doszedłem do siebie, ogarnąłem co się dało i poszedłem sprawdzić którego dziś mamy. W fu-a-je zastałem grupę niedobitków z niewyraźnym Mirkiem na czele, który miał zabandażowane ręce i krew na policzku. Co do kurwyżesz…?
Pierwszy zauważył mnie Paweł.
– Popatrz – wskazał brodą jakieś kwitki na stoliku.
– Co to jest?
– Rachunek za pokój Mirka.
– No widzę, a jemu co jest?
– Popatrz na rachunek.
Spojrzałem na kwotę. Nogi mi się ugięli.
– Ty, ja rozumiem pięć gwiazdek, ale co to kurwa jest? Dubaj?!
– Zostawiliśmy mu światło w łazience zapalone, żeby trafił – głos mojego szefoziomka brzmiał jak piła tarczowa. – I się kurwa obudził i polazł tam, zamknął drzwi, ale był w takim stanie, że zaczął na tym kiblu medytować czy coś i zasnął. I zgasło światło, a ten się ocknął, nie wiedział gdzie jest, ciemno w chuj, to zaczął się wydzierać jak psychol i napierdalać na oślep łapami, i wyrwał zlew ze ściany, taką granitową francę, widziałeś, tu takie w każdym pokoju mają, przecie to nie wiadomo ile waży, no kurwa afera na cały hotel, od ósmej tu z tym debilem siedzę, potem trzeba jeszcze do szpitala go zawieźć, bo prawą to chyba złamał.
Wybałuszyłem oczy. Ćwierć tony granitu. To ja może pójdę po kawę.
– Aaa, Bartuś, weź idź się teraz wymeldować, trzeba tę naszą gablotę sprzed cargo zabrać, bo dostawcy z buta wszystko wnoszą i ten ich Helmut ryja piłuje, a przecież Mirunio z łapami poharatanymi za fajerą nie siądzie.
Poklepałem pocieszająco Mirka po jego dziś bardziej niż zawsze łysej glacy i poszedłem do recepcji. Za ladą stała pięciogwiazdkowa, olśniewająca turbolaska, prawdziwa sindicrołford czy jak jej tam, aż mnie wryło, że taka piękna. I nie, że skróty bo kac, tylko naprawdę żyleta. Ży-le-ta!
– Dzień dobry, panie Bartku, miło pana zobaczyć… – zaczęła.
Ujć, kurwa, zapinamy pasy, w mgnieniu oka wypełniłem się testosteronem, powiedziała moje imię, chociaż nie bardzo kojarzę okoliczności w jakich się przedstawiałem.
– …w ubraniu – dokończyła.

BY BARTEKZKARTEK

http://uzyjwyobrazni.com/piec-gwiazdek/
po/lub:
https://www.facebook.com/U%C5%BBYJ-WYOBRA%C5%B9NI-608240405966050/

--
pies_kaflowy
pies_kaflowy Bęcwał Dnia od 2 czerwca 2008 | ni to miasto,ni to wieś,ni co kupić,ni co zjeść
2019-02-19 16:42:10 Zgłoś

Też kiedyś trochę byłem w ubraniu, ale to była Łódź kurna!

--
somsiad
somsiad Superbojownik od 10 kwietnia 2002 | Pacanova
2019-02-19 17:50:36 Zgłoś
Eh wspomnienia

--
Tango Alpha Xray Alpha Tango India Oscar November India Sierra Tango Hotel Echo Foxtrot Tango
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
kadad Superbojownik od 21 lutego 2005 | Kraków
2019-02-19 20:14:55 Zgłoś
Szczyrk - marzec 1997 - 3 dniowe szkolenie Microsoftu z Office'a. Ujjjj ...

--
Wolę umrzeć ze strachu niż z nudów !!!
waldek52
waldek52 Bojownik od 25 grudnia 2018 | Pruszków
2019-02-20 21:35:47 Zgłoś
Miałem w swojej "karierze" coś podobnego. Zaczęło się szkoleniem w Jachrance, potem była kolacja, a po niej grill... ale ni hu..a nic z tego co było dalej nie pamiętam.
Obudziłem się w domu i przez prawie miesiąc było cicho.

--
Nie lubię siebie sam. Za dobrze siebie znam (J.Sztaudynger)
Forum > Kawały Mięsne > Użyj wyobraźni (122) Pięć gwiazdek
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj