Film jest już nieco starawy (z 1999 roku), ale toruńskie kino "Orzeł", zapewne żerując na popularności "Brokeback Mountain", umożliwiło mi obejrzenie tego ładnego i jakże dziwnego okazu w japońskiej kinameografii.
Jakby w Japonii nie było ciekawszych okresów historycznych, akcja znowu rozgrywa się w czasach szogunatu. Do elitarnych oddziałów straży Shinsen zostaje przyjętych dwóch młodzieńców: Sozaburo Kano i Hyozo Tashiro. Obaj odznaczają sie wysoką sprawnością bojową i biegłością we władaniu mieczem, lecz Kano od początku jest faworyzowany przez szefów przez swą niezwykłą urodę (jest śliczny jak dziewczyna!). Wkrotce Kano staje się obiektem pożądania wielu mężczyzn w koszarach, co wielu z nich przyprowadzi do zguby...
Okazuje się, że z tym homoseksualizmem w koszarach to sprawa stara jak świat... ;)
Ale tak na poważnie: wielu wielbicieli kultury samurajów może być oburzonych. Jakże to, taki na wskroś męski twardziel, który włada mieczem, strzela z łuku i jeździ konno, i gej?
A jednak, gdy odrzuci się homofobię, nietrudno dostrzec, że naszym bohaterom wcale nie brakuje nie tylko męstwa, ale i honoru. Jeśli nie to stanowi o samurajskim duchu, to co?
"Tabu" jest filmem przede wszystkim o wielkich sercach i wielkich namiętnościach. Jest przy tym piękny wizualnie, no i okraszony jak zawsze doskonałą muzyką Ryuichi Sakamoto.
Uwaga, Panie! Grają tam niezłe ciasteczka ;)

--