Żył sobie pewien cesarz, może nie do końca cesarz, ale władzę dzierżył iście cesarską. Wszyscy urzędnicy w państwie kłaniali mu się w pas. Zaniedbywał wszelkie, sprawy państwowe, a myśli jego zaprzątała jedynie sprawa tragicznej śmierci brata. Opowiadane na mieście historie, zbyt mało podkreślały bohaterstwo brata i cesarz wiele aby dał świat poznał historię prawdziwie patetyczną. 

Pewnego dnia pojawili się w cesarstwie oszuści i postanowili cesarza wykorzystać. Ogłosili, że potrafią napisać historię prawdziwie bohaterską i brzmiącą niesamowicie wiarygodnie. Co więcej, gdy usłyszą ją jego wrogowie, sami ze wstydu położą głowę pod topór. Historia jednak będzie niezwykła. Niezwykła, bo zrozumieć jej nie będzie mogła osoba głupia, bądź taka która nie nadaje się na urzędy państwowe. 

Cesarzowi, bardzo się to spodobało. Miał on różne opinie o swoich urzędnikach i bardzo przydałaby mu się rzecz, dzięki której mógłby rozpoznać osoby głupie oraz te, które nie nadają się na swoje stanowisko. Zapłacił więc czym prędzej oszustom, którzy raźno wzięli się do pracy, a kucharze z całego kraju rozpoczęli dostawę wędlin wędlin, kiełbas oraz serdelków, nie wiedzieć czemu kluczowych w całej historii. 

Pracowali wiele dni, aż cesarz postanowił sprawdzić, jak postępuje praca. Wysłał do pracowni swojego najwierniejszego ministra. Nie był zbyt bystry, ale nawet on widział że cała ta historia to kilka kartek, zabazgranych jakimiś bzdurami, pomazanych do tego tłuszczem z kiełbasek. Jednak by nie posądzono go o głupotę, stwierdził, że to wspaniała historia i poprosił oszustów, aby przekazali mu to w skrócie, tak aby mógł przekazać to cesarzowi. Oszuści skwapliwie to uczynili i poprosili o pieniądze na dalsze prace. 

Po jakimś czasie cesarz wysłał do pracowni kolejnego urzędnika. Wydawał się on mądrzejszy, bo podlegały mu wszystkie cesarskie akademie i uniwersytety. Mimo iż, on także nic mądrego nie zobaczył, to widmo utraty stanowiska i związanych z nim dochodów, sprawiła że wprawdzie z obrzydzeniem, ale wrócił z podobnymi wnioskami co poprzednik.  

Wreszcie cesarz sam zechciał zobaczyć dzieło. Udał się do pracowni w asyście dworu i doradców. Cóż to pomyślał cesarz? Dlaczego niczego nie widzę? Jednak myśl o tym, że być może rzeczywiście nie nadaje się na to stanowisko i związany z tym upadek przerażała, go tak bardzo że wybełkotał jedynie - "to wspaniałe dzieło". Co o tym myślicie? - rzekł do swojego orszaku, którego członkowie zaczęli prześcigać się w wymyślaniu coraz to nowych zachwytów. 

Cesarz ofiarował, każdemu z oszustów odznaczenie, wynagrodził ich sowicie, po czy odjechali oni w siną dal.

Nadeszła dziesiąta rocznica tragicznych wydarzeń. Cesarz zapragnął uczcić ją snując opowieść, czyniącą z jego brata bohatera, w wręcz herosa. Szedł na czele orszaku, a opłaceni sowitą ilością złota heroldzi czytali skleconą w ostatniej chwili historię. Pocili się przy tym nielicho, bo na kartkach, które dostali znajdowały się jedynie bazgroły, ale tak jak wszyscy bali się oni, że zostaną uznani przez cesarza za niegodnych stanowiska. I tak szedł orszak, a ludzie słuchali historii i nic nie mówili, bo im też żal było skromnych, ale jednak stanowisk.

"Słuchajcie - to są jakieś bzdury!" - krzyknęło nagle dziecko. Przecież nie ma jednorożców. A nawet jakby były, to trzeba być dziewicą, aby wezwać jednorożca. A to przecież cesarz, a nie jego brat był dziewicą.

Boże, słuchajcie głosu niewiniątka — powiedział wtedy jego ojciec i w tłumie jeden zaczął szeptem powtarzać drugiemu to, co dziecko powiedziało. — Ta historia to bzdury, małe dziecko powiedziało, że to bzdury!  —To są bzdury! — zawołał cały lud. 

Cesarz zmieszał się, bo wydało mu się, że jego podwładni mają słuszność, ale pomyślał sobie: „Muszę wytrzymać do końca procesji”. I wyprostował się jeszcze dumniej, a dworzanie szli za nim.   

--
Ścieżka sprawiedliwości wiedzie przez nieprawości samolubnych i tyranię złych ludzi.