Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Hyde Park V > Niderlandzkie włóczęgi (3) - Zamek Loevestein
maroo9
maroo9 - Superbojownik · 4 miesiące temu
Siema!

To znowu ja - ten niderlandzki włóczykij ;) . Poprzednia włóczęga już dawno za plecami, więc dziś wrzucę raport z kolejnej. Zamiast w sobotę, to dreptane było w zeszłą niedzielę (23.05) - a to z racji tego, że poniedziałek mieliśmy tu wolny, więc było dość czasu na pospacerowy oddech . Głodny kilometrów wylazłem więc ponownie z hacjendy:

"Zamek Loevestein – raport wieczorny, z drobnym poślizgiem (a literek tyle, co kilometrów - mnóstwo ;) ) :



Siemka! Wczorajszy cel wędrówki wyskoczył mi jako pierwsze, „ciekawe miejsce", zaraz po przyprowadzeniu się na nasze urocze zadupie, 2 miesiące temu.

Kilka razy zabierałem się za odwiedzenie tegoż miejsca; najpierw był plan wspomożenia się promowym rejsem – wtedy taka wycieczka zamknęłaby się pewnie w jakichś dwudziestu-paru kilometrach. Początkowo na promach obowiązywały jakieś obostrzenia, więc nie pykło; innym razem psia aura anulowała wizytę w twierdzy, a później pochłonęła mnie eksploracja innych destynacji .

W międzyczasie zacząłem uskuteczniać coraz to dłuższe dystanse i chuć kilometrów wzrosła na tyle, że postanowiłem wrócić do tematu Loevesteinowego i dojść tam z buta, bez posiłkowania się promami . Daleko. Około 25 kilometrów w jedną stronę – to dystans, przy którym zamykały się niektóre z wcześniejszych spacerów, tutaj stanowił on dopiero półmetek. Dość ambitnie, ale po to są granice, żeby je poszerzać, co, nie?

Wylazłem z domu jakoś o wpół do dziewiątej, uprzednio ładując trzewia treściwym śniadankiem :



W plecaczku tylko przeciwdeszczowe ponczo, picie, parę małych gratów i czekolada:



Po ostatnich kilku dniach miałem tyle skumulowanej kebabo-energii, że trzeba to było rozchodzić...

Pierwsze kilometry prowadziły na południe, skąd wiał mi w brodę dość mocny, belgijski wiatr. Po dotarciu do Gorinchem/Gorkum (7-8 km), nie właziłem standardowo w stare centrum, tylko nadrobiłem parę km, żeby dotrzeć do prawie kilometrowego mostu, którym – przytulony do głośnej i ruchliwej A27 – pokonałem najpoważniejszą wodną przeszkodę – rzekę Boven Merwede:



Na moście belgijskim złem wiało już tak, że prawie pożegnałem się ze swoim ulubionym, wysłużonym kapelutkiem ;) :



Przeprawy mostowe w tym miejscu były najmniej przyjemne i mulące, ale paręset metrów dalej, za lasem, czekała nagroda w postaci pięknej, wąskiej plaży, do której przykleiłem się na jakiś czas:














Tutaj było już tak błogo, spokojnie i bezcywilizacyjnie, że tempo drastycznie mi zmalało i pełną gębą napawałem się urokliwymi obrazkami i ciszą mąconą tylko śpiewem ptaszków... Cudnie!!!

Tak pięknie przywitała mnie – następna do kolekcji odwiedzonych prowincji – Brabancja Północna (Noord-Brabant). Gdzieś po drodze natknąłem się na przydrożną mapkę z kilkoma nadplanowymi trasami do zdreptania – wszystko w miarę po drodze, więc chętnie skorzystałem:



Część propozycji oblazłem idąc w tamtą stronę, coś zostawiłem sobie na powrót. Rezerwat ptaków; obszary lesiste z małymi, pięknymi stawami;



łąki i pastwiska...



W miarę możliwości jak najbliżej natury . Jedyne miasteczko, w które z premedytacją się wstrzeliłem, to Woudrichem, które jest jednym z tych miasteczek, gdzie starodawny klimat jest tak gęsty, że można kroić go nożem:













Woudrichem - ze swoją starą częścią dawnych, militarnych umocnień; kolejną napotkaną „twierdzą-gwiazdą" i murami na dobrych kilka metrów – stanowi jeden z elementów całego łańcucha fortyfikacji, rozsianych po obydwu brzegach rzeki. Podobnych miejsc jest tam w pobliżu chyba z cztery czy pięć, i można wszystko obadać z pokładu promu. No, ale – wiadomo, dla kogo są promy – tam bym się zanudził...

Woudrichem, ze swoją historią, mogłoby pewnie śmiało stanowić temat do osobnej opowieści, ale przelazłem tamtędy tak tylko „po łebkach", nie za bardzo drążąc temat. Był tam też kolejny, masywny i bardzo stary kościół, jakich tutaj pełno, i który sam w sobie mógłby stanowić niezłą fortecę:



Taki kolejny, kolosalny kloc, z wieżą jak jakaś baszta. Robi to wrażenie. Swoją drogą, ciekawe, czy było to też budowane z myślą o jakiejś obronności, czy stanowiło tylko przejaw chorej megalomanii grubych panów w czarnych sukienkach, okupionej krwawicą biednego ludu? Nie wiem, nie wnikam. Obecnie, tutejszy lud sprawia wrażenie już bardziej oświeconego, a kler zdaje się nie wciskać swoich zachłannych łapsk w te sfery życia, gdzie nie powinien. No, ale dobrze, że zachowano te różne budowle – średniowieczne wątki zawsze cieszą mi oko .

Nowością we wczorajszej wędrówce były napotkane bramki, którymi można było wejść na prywatne łąki:





Znaczy się, takie skróty już gdzieś kiedyś widziałem, ale przeważnie prowadziły przez puste łąki i pola. Tutaj, obok wejściowej furtki, były tabliczki z informacjami, że dzielisz obszar z żywymi zwierzątkami, a jak będziesz grzeczny, trochę ostrożny i zachowasz odpowiedni dystans, to śmiało wchodź! Na własną odpowiedzialność, oczywiście! Tako też, przelazłem kilka pastwisk w bliskim towarzystwie skubiących trawę, pięknych koni i jakichś baranów :









Ominąłem jedynie zagrodę z krowami, bo mój na w pół czerwono-brązowy ubiór zrodził jakieś tam obiekcje w deklu jakiegoś tam byczka i coś tam jakieś fochy odstawiał...



Zdarzyło mi się też przedreptać dawno nie dreptane miedze, gdzie trawa i polne kwiaty sięgały po pas:







Była też przydrożna kapliczka dla drobnych Żyjątek ;) :



a w powietrzu wesoło fruwały sobie motylki. Były odcinki, gdzie przez dobrą godzinę miałem luksus obcowania w całkowitej bezludności... Pięknie! Tak się ładuje bateryjki!!!

Na jakieś 2-3 kilometry przed finałowym zamkiem, zaczęły się odkryte tereny bagniste – kolejny raj dla różnej maści ptactwa:





Gdzieś pomiędzy dało się wyczytać, że ta dzikość została chyba specjalnie oddana ptaszkom, podczas, gdy wszystko naokoło zostało sprawnie wyregulowane tak, żeby zapobiegać kolejnym powodziom. Pewnie część projektu Delta, coś było też o jakiejś całkiem nowej linii brzegowej, ale za dużo czytania... ;)

Zamek Loevestein osiągnąłem kwadrans po 15-tej. Grube mury, otoczone fosą, w kształcie (a jakże!) kolejnej gwiazdy. Furtka zaryglowana na głucho, ale to żadna tragedia, byłem na to mentalnie przygotowany :



Krótka pauza pod murami, kilka fotek i ruszyłem w drogę powrotną.

Gdyby wystąpiło manko w energii, to stamtąd mógłbym wsiąść na rzeczony prom i dotrzeć do Gorkum, ale nie było takiej potrzeby. Wygrała ambicja i zadziorność, no, i zostało jeszcze parę, uprzednio namierzonych, fajnych obszarów do zdeptania .

Tutaj – żeby głowa łagodniej przyjęła fakt, że jeszcze tyle km do zrobienia - rozbiłem sobie drogę na 2 etapy, z przystankiem w kebabowni w Gorkum/Gorinchem. W końcu skosztowałem kapsalona... ananasowego!



Nieziemsko pyszny, ale po takim wycisku, to nawet chińska zupka z parówką smakowałaby pewnie jak najwykwintniejsze frykasy!

A takie dzielenie sobie trasy na krótsze odcinki to bardzo fajny sposób na osiągnięcie zamierzeń – dużo łatwiej przejść np. kilka razy po 8 km, niż raz po, np. 40... ;) Mniej to przytłacza. W trzeźwieniu stosuje się tę samą metodę: nie katuj się myślą, że nie będziesz pić do końca życia, tylko rozbij sobie to na tylko 24 godziny! A jak z początku i to będzie trudne, to podziel to na godzinówki czy nawet pojedyncze kwadranse. I powtarzaj z zaciętością! Z fajkami skończyłem w ten sam sposób ;) .

Na jakimś 35. kilometrze zabrakło mi picia – mój błąd. Mieliśmy przesunięty weekend – w sobotę jeszcze praca, a poniedziałek wolny – więc za późno dotarło do mnie, że spaceruję w niedzielę i nie wszędzie po drodze będzie można uzupełnić prowiant. Powiem tylko, że trochę fanty po dziesięciu kilometrach posuchy może uwolnić tyle pokładów szczęścia, że głowa mała!



Eskapadę zakończyłem o 21:30, całość zajęła mi prawie 13 godzin. Motywacją jest dla mnie m.in.: obserwowanie wyczynów brygady wodzisławskiej Forma Wodzisław Śląski , którzy to Ludzie robią takie dystanse biegiem i przed drugim śniadaniem; albo czytanie postów np. Tomka Kowalskiego. Tomasz wczoraj trzepnął 75 km na rowerze! Mi roweru nie dali, więc zaliczyłem tylko skromne 50 km. Jak na razie życiowy rekord . Dziś odpoczynek.



Jest nas może nie za dużo, ale ciągle przybywa! Nie jesteśmy do końca normalni , standardowe rzeczy wywołują u nas nudę... Nie zmieniajmy się, co, nie, Karolina? ;)

Dziękuję za uwagę, łapcie kije w dłoń i ciśnijcie poznać swoje okolice, bo zawsze wszędzie czeka coś ciekawego do odkrycia!

Przepięknego dnia! Marek.

P.S.: W zeszły weekend nie dreptałem, bo pracunek był, więc postanowiłem, że zacznę robić przynajmniej jakieś brzuszki i trochę pompek. Nie robić po kebabie, bo jelita się plączą i qrewsko boli w boku ;) . Ale wczoraj krokomierz naliczył niecałe 70 tysięcy potrząśnięć brzuchem, więc chyba już się rozplątało... "

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=4097562070279822&id=100000782094707

===============

To tyle. Wczoraj pogoda znowu dopisała, więc ponownie było dreptane . Ale o tym może za tydzień...

Dzięki za uwagę, fajnego dnia!



Ostatnio edytowany: 2021-05-30 12:32:10

--
Z bycia osłem - już wyrosłem. :)

szatkus
szatkus - Superbojownik · 4 miesiące temu
Ta seria uświadomiła mi, że jestem zbyt leniwy, żeby być trzeźwy

--

maroo9
maroo9 - Superbojownik · 4 miesiące temu
:Szatkus - luźno . Też przecież nie jestem żadnym sportowcem! . W dalszym ciągu męczy mnie, na przykład, samo patrzenie, jak ktoś biega za piłką...

--
Z bycia osłem - już wyrosłem. :)

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
discordia - Naturalne Dobro Mazowsza · 4 miesiące temu
super a nie lepiej rowerem? w sensie więcej można by zobaczyć. też lubie łazić, ale mój dzienny limit to jakieś 25 km, potem jednak trochę bolą nogi

--
***** ***

maroo9
maroo9 - Superbojownik · 4 miesiące temu
iscordia - bierę pod uwagę zaopatrzenie się w rower, ale to kiedyś później. Na razie byłby to o jeden grat za dużo do smykania z sobą po krajach. A w kolejce do realizacji czeka jeszcze kajak... Doposażę kiedyś łóżkowoza w wieszak na bicykle i będzie git . Na razie patyczkowanie też daje sporo radochy - teraz po równym, a z końcem lipca jest plan podeptać trochę polskich gór . Forma się szlifuje ;) .

--
Z bycia osłem - już wyrosłem. :)

Djbanan
Niezmiennie bawi mnie ta apka i jej wybitnie motywujący licznik kalorii

--

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
To tak można gdzieś iść bez bagażu wrzuconego na ciężarówkę, głośników i zamkniętych dróg (w dodatku zamykanych ad hoc bez żadnych zgłoszeń)?
Forum > Hyde Park V > Niderlandzkie włóczęgi (3) - Zamek Loevestein
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj