Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Hyde Park V > Z końcem roku szkolnego 2020 / 2021 zakończy się również pewna epoka
Cieciu
Cieciu - Bułgarski Łącznik · 5 miesiące temu


Od nowego roku szkolnego moja osobista mama przechodzi na 100% emerytury i nie będzie więcej nauczać. I z jednej strony totalnie to rozumiem, bo zdrowie, stres, kolejne reformy, które robią ku@wę z edukacji... Odechciewa się wszystkiego. Ale to taki pedagog przez cholernie duże P. No po prostu szkoda, że kolejni młodzi ludzie na nią nie trafią. A tak dokładniej, to jakim jest i była pedagogiem? Ano takim:

Wymaganie docenione

Kiedyś czekaliśmy w kolejce do wejścia na koncert Kultu w Stodole, sączymy grzecznie browarki, a tu przytacza się jakiś nawalony jegomość i mnie zapytuje, czy dobrze mu się wydaje, że jestem synem pani profesor P. No to mówię, zgodnie z prawdą, że tak i owszem, a co w związku z tym?
- A nic, ale nikt nigdy tak dużo ode mnie nie wymagał, i nigdy nikomu nie byłem tak wdzięczny z tego tytułu.
I poszedł narąbany w siną dal

O prawdzie historycznej
Gdzieś na początku swojej przygody z edukacją mama miała spięcie ze służbami bezpieczeństwa. Jakaś gnida szepnęła tu i ówdzie, że mama ma czelność uczyć o Katyniu (mówimy o wczesnych latach 80tych). No to służby wysłały dwóch smutnych panów w prochowcach na "wizytację". Akurat jak była lekcja o Katyniu. Mama prowadzi lekcję, opowiada uczniom jak to było z oficerami w Kozielsku, Ostaszkowie, lesie katyńskim, rozkazie Stalina i tak dalej. Mendy wchodzą jej w słowo i "że to nie tak, że to naziści, a nie Rosjanie" i w ten deseń. Mama wku*wiła się porządnie (jej ojciec, mój dziadek, przeszedł piekło badań NKWD) i... wyjeb*ła ich z hukiem z klasy, porządnie opierdal@jąc za zakłamywanie historii i w ogóle co oni sobie myślą, że jej się wpieprzają w kompetencje.

Po lekcji od razu została wezwana do dyrektora. Godząc się z myślą, że być może tu właśnie kończy się jej historia z nauczaniem historii, poszła... A dyro czekał na młodą pedagog z dwoma kieliszkami koniaku.
- Pani L. ja wszystko rozumiem, ale następnym razem niech pani traktuje SB nieco delikatniej, bo mnie z roboty wywalą.


O pisaniu podręczników na nowo

Parę lat temu, jak zaczęły się jazdy z przemalowywaniem podręczników historii, na przykład wycięciem Wałęsy, zapytałem mamę co sądzi o tych nowych książkach.
- Jak to co? Przestałam gówna używać, żeby sobie rąk nie brudzić. Umiem uczyć.

O uczniowskiej wdzięczności

Jedna z moich ulubionych historii. Mama zaczęła pracę w podstawówce na górnym Mokotowie w 1990 roku. To nie były bezpieczne czasy w Warszawie, choć mogę założyć, że w sumie nigdzie nie było za ciekawie. W jednej z siódmych klas był sobie niejaki Wiśnia. Wiśnia miał już dwa lata do tyłu, raz przekiblował szóstą, a raz siódmą. Zrządzeniem losu kible zaliczał przez historię. W roku szkolnym '90/'91 jego klasę przejęła mama. Nigdy do nikogo nie była uprzedzona, dopiero porządne zalezienie mamie za skórę wprowadzało ją na wojenną ścieżkę. No ale Wiśnia, jak i wszyscy inni miał carte blanche, a mama znalazła w nim jakiś potencjał. Niezbyt ogromny, ale wystarczający, żeby chłopak dostał po roku promocję do ósmej z przyzwoitą trójką. Niby nic wielkiego, ale jak się ktoś nim zainteresował, to okazało się, że to niegłupi człowiek, tylko więcej sobie robił złego niż dobrego ogólną olewką, koleżkami i szemranym towarzystwem, do którego najwyraźniej mocno aspirował. Ale charakterny był, więc za sam fakt, że mama nie traktowała go jak szkolnego bandziora, którego wypada po prostu przepchnąć dalej, a normalnego ucznia, coś w nim się trochę zmieniło i zaczął wychodzić na prostą.

Niestety mamie trafiło się przykre zdarzenie. Gdzieś tak zimą '92, w drodze na skróty z przystanku do szkoły jakaś łajza próbowała napaść mamę i ukraść jej torebkę. Wyrwała się na szczęście bez strat materialnych i cielesnych, ale mocno nią to wstrząsnęło. Wieść rozniosła się po szkole lotem błyskawicy, że ktoś tę fajną panią profesor (bo już po roku uczniowie wyczaili, że pojawił się oto naprawdę w porządku nauczyciel) próbował okraść i potencjalnie uszkodzić. Zrobiła się afera, nawet zajechała policja spisać zeznania, ale jak wiadomo powszechnie, raczej dla formalności niż jakichkolwiek innych celów. W całym zamieszaniu nikt się nie pokapował, że nasz Wiśnia wybrał się na wagary…

Na koniec dnia, jak mama miała wychodzić już do domu, pod szkołą czekał Wiśnia i jakiś wymoczek z widocznie obstukanym pyskiem. Wymoczek ten trzymał w rękach przywiędłe chabazie, które pewno skądś ukradł, i tak to mówi do mojej mamy.
- Ja panią najmocniej przepraszam, za to tam rano. Nie wiedziałem kim pani jest i jakbym wiedział, to bym palcem nawet nie próbował ruszyć.
Coś tam jeszcze szemrał pod nosem, zapewne kolejne przeprosiny i wyjaśnienia, ale Wiśni się znudziło i kopniakiem i soczystą ku*wą na drogę go odprawił.
Mama stała jak zamieniona w kamień, a Wiśnia jeszcze złożył oświadczenie.
- Pani profesor, jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek tutaj w okolicy (i zakreślił kwadrat ulic) choć tylko pomyśli, że mógłby próbować zrobić pani krzywdę, gwarantuję, jak mi honor miły, że ręka, noga, mózg na ścianie. Ma pani na to moje słowo.
Od tego dnia każda łachudra, nawet taka, która nie miała prawa mieć nic wspólnego z moją mamą i tą szkołą, na jej widok na ulicy grzecznie przystawała i mówiła "dzień dobry, pani profesor".

Wychowany jak pancur

Innym razem, również na początku lat 90tych, mama miała w wychowawczej punka. Włosy na sztorc, agrafka w nosie, wywinięte nogawki, glany, klasyk. Któregoś razu, kilka minut przed końcem zajęć otworzyły się drzwi klasy i pojawiła się, jak to opisała mama, "twarz chyba dziewczyny, z takim czupiradłem na głowie, że mnie zamurowało". Brudek, który miał na pieńku chyba z każdym nauczycielem w szkole, wstał i tak prawi do mojej mamy:
- Szanowna pani profesor, z ogromną chęcią chciałbym doczekać końca lekcji, jednak pojawiła się moja wybranka, a ja nie mogę pozwolić damie czekać. Tak że za pani zgodą chciałbym opuścić lekcję te kilka minut wcześniej.
Mama nie miała wyjścia i się zgodziła. A typek zanim wyszedł, podszedł do niej, ujął dłoń i szarmancko ucałował.

O współpracy mądrego nauczyciela z dobrymi uczniami

Kiedyś bezbłędnie nas rozegrała, to było w ósmej klasie. A wyglądało tak. Zbliża się omawianie działań frontowych II wojny. Nas tam było czterech zapaleńców, którzy lubowali się w tym temacie. No i któregoś razu mama na koniec lekcji mówi, chłopaki zostańcie na chwilę. No to zostaliśmy, wedle prośby.
- Panowie, sprawa wygląda tak. Mamy do omówienia:
- wojna obronna Polski 1939, działania na Zachodzie 1940, bitwa o Anglię i kampania na Bałkanach.
- front wschodni w dwóch etapach: ofensywa niemiecka, kontrofensywa radziecka zakończona bitwą o Berlin.
- Afryka północna i bliski wschód
- drugi front w Europie (Normandia i Włochy)
- Pacyfik - w ofensywie Japończycy, w ofensywie Amerykanie.
I proponuję Wam układ. Jeżeli chcecie, możecie przeprowadzić te lekcje sami (spojrzałem jej pytająco w oczy, bo mię coś tknęło, i tylko dla mnie zauważalnym gestem przytaknęła mi powiekami ). Podzielcie się tematami jak chcecie, jeśli zrobicie to dobrze, to macie gwarantowane piątki na koniec tego semestru.

Oczywiście wiedziała, że bierze nas pod ambicję i nawet z gwarantowaną oceną nie odpuścimy sobie kolejnych klasówek i sprawdzianów, no bo po prostu nie. Ale idźmy dalej.
- Czasu na przygotowania macie dwa tygodnie, po pierwszym tygodniu chciałabym zobaczyć przynajmniej konspekt zajęć, które chcecie prowadzić. Żeby nanieść ewentualne korekty merytoryczne, nic więcej.
Cała nasza czwórka w euforii, no bo kurde świetna sprawa się szykuje. Takie zaufanie i poczucie docenienia, rewelacja .

Dwa tygodnie siedzieliśmy po lekcjach w bibliotece, żeby nie tylko solidnie przygotować nasze tematy, ale też zadbać o to, żeby nasze lekcje były w miarę podobne (zależało nam, żeby nie doszło do sytuacji, kiedy przykładowo jeden opisuje kompleksowo swój temat, a drugi pieprzy przez 40 minut o danych liczbowych, byłoby niespójnie, a miało być cacy).
Przyszło co do czego, na kilka lekcji pałeczka została przekazana uczniom. Zrobiliśmy swoje nie szczędząc sił, nawet nieźle to wszystko wyszło, bo klasa słuchała z zaciekawieniem. Za lekcje dostaliśmy wysokie oceny, a do tego gwarant, że na semestr będzie elegancka piątka.
Dumni jak pawie, po całej akcji rozmawialiśmy o wrażeniach, ale byłem kolegom coś winien. I mówię tak:
- A wiecie, co w tym wszystkim jest najzabawniejsze?
- ??
- Odwaliliśmy za nią czarną robotę, mama wręcz nie znosi historii wojskowości, a tym bardziej działań frontowych. Pograła z nami żeby mieć więcej luzu, bo i tak wiedziała, że jeśli prowadziłaby lekcje, non stop byśmy się z czymś wpieprzali.
Mimo to byliśmy z siebie cholernie zadowoleni.

Generalnie, jak Cię mama uczy, to masz przegwizdane

W szóstej czy siódmej klasie mieliśmy jeden z najtrudniejszych testów z klas 4 - 8, mianowicie wojny prowadzone przez Rzeczpospolitą w XVII wieku. Ogrom materiału, dat, nazwisk, bitew, ugód, rozejmów, pokojów, sojuszy. W dniu testu od rana czułem się strasznie do dupy, było mi słabo, coś mi kark zesztywniał, ogólnie źle tylko termometr uparł się na 36,8. Mama podejrzewała, że ściemniam, bo nie chcę pisać tego testu więc nie ma przebacz. No trudno, zawlokłem się do szkoły. Jakoś dotrwałem do jej lekcji. Siadamy, dostajemy testy. Pyk - myk rozwaliłem go w dwadzieścia minut, wstaję na chwiejnych nogach, podchodzę, oddaję rozwiązany test i ledwie słyszalnym głosem pytam, czy mogę teraz iść do pielęgniarki. Oczywiście się zgodziła. Piguła w panikę, bo na termometrze wyszło 40 stopni z delikatną górką na dodatek. Przerażona leci po mamę, organizują dyrkę, żeby przypilnowała resztę klasy, schodzą do gabinetu.
- Synu, przepraszam, że Ci nie wierzyłam, jak mogłam?
- Mama (nigdy się tak do niej nie zwróciłem w czasie lekcji, uważałem, że to nie na miejscu), to nie jest ważne, powiedz jak napisałem test?
- Synek, 48/48 punktów.
- To najważniejsze, teraz już mogę zemdleć.
I odpłynąłem.
Potem, jak już się trochę ogarnąłem, wróciliśmy do sprawy. Powiedziała tak:
- Jako matka, nigdy sobie nie wybaczę, że Ci nie uwierzyłam, i kazałam pisać w takim stanie. Jako nauczycielka? Nigdy nie byłam bardziej dumna z ucznia, który chciał mi coś udowodnić, i udowodnił to w 100%.

To było jakieś 25 czy 27 lat temu, a pamiętam tę rozmowę co do joty. I nigdy nie miałem jej za złe, że mi nie uwierzyła od razu, sam pewno też bym takiemu leserowi nie uwierzył.

Ileż to ja się musiałem namęczyć przy odpytywaniu żeby dostać tę samą ocenę, co inny uczeń. Przykładowo - na piątkę były trzy zwykłe pytania i jedno dodatkowe, znacznie trudniejsze. Nic wielkiego, by się wydawało, tyle że ja dostawałem 4 bomby wodorowe do ogarnięcia, a inni kapiszony, żeby tak skalę zestawić . No i dodatkowo mama do tych czterech wodorówek doklejała z cicha pęk kilka pytań pomniejszych, więc wychodziła z tego tona materiału. To poniekąd były takie zawody - kto kogo zagnie. Bo mama nigdy nie pytała po prostu o suche fakty, to byłoby zbyt łatwe. Nieee, musiałem udowodnić, że nie wkułem na blachę, tylko umiałem przeanalizować, wyciągnąć wnioski i przedstawić je w sensowny i zrozumiały sposób. Żadnych skrótów czy pójścia na łatwiznę. Tak obrazowo żeby to ująć, myślę, że rozkład pytań między „kto/co/ kiedy?” a „dlaczego/ co w związku z tym?” wychodził zapewne w proporcjach 35% do 65%. Zresztą to była od zawsze podstawa jej metod dydaktycznych. Myślenie, myślenie i jeszcze raz myślenie. Bez tego, nawet z wykutym na pamięć podręcznikiem nie miało się u niej nigdy szans na coś więcej niż 4.

Inną jazdę mi fundowała jak robiliśmy powtórki przed klasówkami - pytanie - odpowiedź, reszta uzupełnia z tego brakujące notatki, i tak magiel przez pół lekcji. Oczywiście każdy mógł się do magla zgłosić, jednak uczynni koledzy i koleżanki zostawiali mnie ten wątpliwy zaszczyt.
Któryś z tych sprinterskich maratonów wręcz przerwała moja klasa, mówiąc coś takiego:
- Niech mu pani profesor już tę piątkę wstawi, bo chłopak zaraz nam tu zejdzie pod ławkę.

Wszystko to załatwiało dwie elementarne sprawy - primo, gnębiła mnie, bo wiedziała na ile mnie stać, a drugie primo, nikt nie miał prawa podnieść argumentu, że jestem traktowany jakkolwiek ulgowo. To się zwyczajnie nie broniło przed faktami i każdy był tego świadkiem.

A podsumowując króciutko, każdemu rodzicowi życzę, by jego dziecko trafiło w swoim życiu na takiego pedagoga



--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.

leeeroy
leeeroy - Superbojownik · 5 miesiące temu
Około ćwierć wieku spędziłem w tej roli. Oby mnie tak wspominali. Gratuluję mamy, a to ciężki kawałek chleba. I swoje dziecko najmłodsze też uczyłem. I rzeczywiście, byłem bardziej wymagający, aniżeli dla innych
Ostatnio edytowany: 2021-05-21 19:47:23

--

Peppone
Punk i wojskowy etap historii


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Gogosiek - Superbojowniczka · 5 miesiące temu
Wiśni się znudziło

A dla Mamy . I tak pewnie długo nie wytrzyma i coś wykombinuje

--
"Raz się żyje! Na szczęście..."

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
oldbojek - Superbojownik · 5 miesiące temu
Moja 9 lat już powinna być na emeryturze a ciągle jej się chce uczyć.

Dzisiaj opowiedziała taką historię:
Ma ucznia zakręconego na temat samolotów. Druga klasa liceum. Wiedza ponoć niewyobrażalna - również w języku angielskim którego naucza.

I okazało się przypadkiem, że informatyk z jej szkoły dorabia sobie na lotnisku.

Więc gadu - gadu i dogadali się, że jest możliwość zabrania pasjonata na Ławicę na wieżę lotów i nie tylko.

Dzwoni do niego podając mu numer telefonu, żeby się dogadali co do szczegółów.

Po godzinie uczeń oddzwania - nawet Pani Profesor nie wie ile to dla mnie znaczy. Dziękuję.

Ilu jest takich nauczycieli?



mika_p
mika_p - Superbojowniczka · 5 miesiące temu
Lubię takie opowieści.

A dla Mamy

--
I'm a Black Magic Woman

Kwiateck
Kwiateck - Superbojowniczka · 5 miesiące temu
Dla mamy pedagog i żony pedagog
I oby inni korzystali z ich przykładu

--
Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno. - Co to jest słoń? - Rodzaj borsuka - wyjaśniła Babcia. Nie dzięki przyznawaniu się do ignorancji od czterdziestu lat cie­szyła się sławą znawczyni natury.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Wielki szacun dla twojej Mamy i zarazem Nauczycielki.... Tak się powinno nauczać.

bajgiel
bajgiel - Superbojowniczka · 5 miesiące temu
Piękna laurka dla Mamy. Akurat jak znalazł na Dzień Matki ;)

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
krzycz22 - Superbojownik · 5 miesiące temu
Przekaż, proszę, Mamie wyrazy szacunku i - mimo że nawet nie podejrzewam, że mógłbym znać kogoś, kogo uczyła - wdzięczności za bycie prawdziwym nauczycielem
A, no i udanej emerytury!

madzialena82
madzialena82 - Superbojowniczka · 5 miesiące temu
dla mamy

--
Þetta reddast

poradnia
poradnia - Dziunia gównoburzanka · 5 miesiące temu
Mamusi zdrowie
Ostatnio edytowany: 2021-05-21 21:00:23

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Niewiele mam dobrych doświadczeń z nauczycielami, ale po tym co opowiadasz, to się też podpisuję pod wyrazami szacunku i tak dalej.

somsiad
somsiad - Superbojownik Klasyczny · 5 miesiące temu

--
Tango Alpha Xray Alpha Tango India Oscar November India Sierra Tango Hotel Echo Foxtrot Tango

Kokeeno
Kokeeno - Superbojownik · 5 miesiące temu
Moja mama też była nauczycielką historii (taką z powołaniem, co to osiągała wyniki z uczniami na olimpiadach regionalnych, a największy bandzior mówił jej grzecznie "dzień dobry"). Do tego byłem jej uczniem, co oznaczało, że jak przyuważyła, że w niedzielę się nie uczę, to w poniedziałek byłem pierwszym wywołanym do odpowiedzi.

Też opowiadała o 17 września, ale nie czekał na nią koniaczek, a opierdol od dyrektora - doniosła jej koleżanka, która się potem przekonwertowała na wielką miłośniczkę Solidarności...

Przeszła na emeryturę kilkanaście lat temu, a niedługo potem umarła. Tęsknię za nią...

--
Live For The Moment

Breata
Breata - Kajakowicz Namiętny · 5 miesiące temu
Fajna mama
I urzekające ciepło opowiadającego o niej syna ;)

--
So it goes.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
oldbojek - Superbojownik · 5 miesiące temu
no się wdał w rodzica

brtk
brtk - Superbojownik · 5 miesiące temu
Pancury akurat we łbie coś zwykle mają.

--
b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b

Yoop
Yoop - Superbojownik · 5 miesiące temu
Brawo dla mamy
Jak sobie wspominam moją edukację i nauczycieli, to też kilku zapadło mi w pamięć... niestety

atitta
atitta - Babcia Straszy Prąciem · 4 miesiące temu
bardzo to było ładne
Ostatnio edytowany: 2021-05-21 23:52:19

--
Mrrrrr.... Wiesz co jest najbardziej przerażające? Zdychanie w poczuciu że się tak naprawdę nie żyło...

m_niebieski
m_niebieski - Woził Niemca dla statusu · 4 miesiące temu
miałem podobnie przerypane, moja akurat uczyła biologii, gratki dla młodej emerytki

--
Mój nick bardziej naukowo brzmi tak m_heksacyjanożelazian(II) potasu żelaza(III) TU ŹRÓDŁO

Maciej1988
Ja to chyba miałem szczęście, mój ojciec jest wuefistą, w szkole prowadził z chłopakami dużo zajęć z piłki nożnej, chyba nawet w pewnym momencie za free.

Na szczęście jak wracał do domu to już był zmęczony i nie musieliśmy grać w piłkę. Miałem czas na wytapianie ołowiu ze starych akumulatorów i mielenie saletry

W sumie spoko mieć rodzica nauczyciela w innej (niż twoja) szkole: nie przychodzi na wywiadówki i zakończenia roku (gdy odbierasz świadectwa z paskiem i gratulacje za konkursy przedmiotowe), bo ma w tym czasie własne u siebie w robocie



--
Bób
Koper
Włoszczyzna

tempotempo
Ladna ta laurka, milo sie czyta

--
tempotempotem

tamquamleorugiens
Ech... Żeby moja córka chociaż jednego takiego nauczyciela miała

--
Darmowe cycuszki!!! NOM NOM NOM!!!

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Gogosiek - Superbojowniczka · 4 miesiące temu
Same dzieciaki nauczycieli. Gdzie ja trafiłam

--
"Raz się żyje! Na szczęście..."

Liiina

Wzruszyłam się

--
Tylko w bajkach i w marzeniach dziewczynek książę podjeżdża majestatycznie na białym koniu - w prawdziwym życiu koń albo się potknie, albo zes*ra

pies_kaflowy
Fajna ta Twoja stara.
:gogosiek Pewnie Cię zaskoczę, ale mój stary też był nauczycielem, niestety emerytury nie dożył, ale pamiętam jak dorośli wychowankowie go szanowali.


Dziękuję, do widzenia.
Ostatnio edytowany: 2021-05-22 09:15:53

--

empatyczna
empatyczna - Gołota Poezji · 4 miesiące temu


Brawo dla wspaniałej Pani Profesor i brawo dla Ciebie za to, co o swojej mamie napisałeś.

--
Czy można spełnić wszystkie swoje marzenia? Tak, jeżeli będziesz miał/ła jedno marzenie, które brzmi: chcę osiągnąć w życiu tyle, ile tylko zdołam./moje/

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik · 4 miesiące temu
ech, żeby moje dzieci miały takich rodziców
Ostatnio edytowany: 2021-05-22 10:23:59

--
Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytanie niniejszego tekstu bez pisemnej zgody surowo wzbronione.
Forum > Hyde Park V > Z końcem roku szkolnego 2020 / 2021 zakończy się również pewna epoka
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj