Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Hyde Park V > Obrońcy Monte Cassino
bulcyk22
bulcyk22 - Wiekowy Bojownik · 5 miesięcy temu

Pamiętamy o rodakach, których bohaterski szturm doprowadził do przełamania ufortyfikowanej Linii Gustawa. Co jednak z tymi Polakami, którzy stanęli do walki u boku Niemców, w obronie Monte Cassino? Było ich dużo więcej, niż mógłbyś podejrzewać.

Na cmentarzu na Monte Cassino pochowano około 1070 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego poległych w atakach na klasztor w maju 1944 roku. Jednak podczas tej bitwy Polacy ginęli częściej, choć niektórzy z nich nie atakowali, ale bronili klasztoru. Kilkaset ich mogił znajduje się na pobliskim cmentarzu niemieckim.

Samych tylko Ślązaków pochowano pod Monte Cassino około 400 – z tego połowa leży na cmentarzu polskim, a połowa – na niemieckim. Wszystko zależało od tego, w jakim mundurze dosięgła ich śmierć. Jest nawet przypadek rodzonych braci, którzy leżą na różnych cmentarzach: jeden poległ szturmując klasztor, a drugi – broniąc go.

Wojenne szczęście lub jego brak

Niektórzy mieli szczęście, jak Jan Gazur ze Śląska Cieszyńskiego. Pod Monte Cassino był członkiem niemieckiej drużyny obsługującej karabin maszynowy w jednym z umocnień. Ślązak w niemieckim mundurze wiedział, że jego bunkier atakują Polacy i czekał na okazję, aby zmienić stronę konfliktu. Choć umocnienie zostało uszkodzone, jego samego na szczęście nie trafiły polskie pociski. „Nie strzylejcie, jo je Polok!” wołał do rodaków. Ci nie strzelali, wzięli go ze sobą, a szczęśliwy Ślązak, mający na sobie cały czas niemiecki mundur, wziął jeszcze udział w przeciwnatarciu na swoich niedawnych kamratów. Dopiero potem trafił na tyły. (...)

Dokończenie:
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2017/05/18/ilu-polakow-zginelo-broniac-monte-cassino/

Xanthus
Dziadek kumpla bronił Monte Cassino przed Anglikami - przeżył ...

Swegoczasu w Katowicach masowo zmieniano nazwy ulic (jakoś tak w latach 90'). No i rada miejska uchwaliła nazwę ulicy na "Obrońców Monte Cassino". Na to, że coś jest nie halo, uwagę zwrócili mieszkańcy w trakcie wieszania tablic - zmieniono na Bohaterów Monte Cassino. Przy czym od razu pojawiły się opinie, że katowiczanie atakowali jak i bronili więc w zasadzie ...

Fiol78
Fiol78 - Cesarz Narzekalni · 5 miesięcy temu
znam opowieść o gościu który dostał Krzyż Żelazny za zniszczenie czterech Grantów na przełęczy Kasserine a potem, po zmianie stron, Virtuti Militari za Monte Cassino

--
Od narzekania boli głowa i rozwolnienie gwarantowane!

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
:fiol78 a nie starał się o renty wojskowe lub odszkodowania z obu stron?
Dziś pewnie tak by zrobił

Fiol78
Fiol78 - Cesarz Narzekalni · 5 miesięcy temu
Z tego co wiem po wojnie mieszkał poza Polską, zdaje się w Holandii, bo gdyby mieszkał w PRL-u to przyznawanie się do służby w Wehrmachcie mogłoby nie wyjść mu na zdrowie.

--
Od narzekania boli głowa i rozwolnienie gwarantowane!

zmechu
zmechu - Superbojownik · 5 miesięcy temu
Polecam film https://www.filmweb.pl/film/1944-2015-736818
I scenę, gdy w bitwie okazało się że walczą rodacy, tylko w dwóch różnych mundurach.

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
U nas, co oczywiste, tysiące ludzi służyło w Wehrmachcie, głównie na froncie wschodnim i w Afryce. Ci z Afryki mieli najlepiej, bo zawsze podawali, że w czasie wojny byli w AK. Nie dodawali, że chodzi o Afrika Korps
Taka to nasza popieprzona historia.

mmarcin_f
Tragedią Polaków zamieszkujących tereny Polski wcielone do III Rzeszy było to, że z czasem mieli do wyboru przyjąć volkslistę albo być poddanym represjom, w tym wysiedleniu do GG. Rząd (ten prawdziwy, „londyński”) oficjalnie podał, że w sytuacji grożących represji (utrata źródeł utrzymania, deportacja do GG, pobyt w obozie koncentracyjnym) przyjęcie volkslisty nie będzie uważane za kolaborację z wrogiem i zdradę.

O tym, komu należy się volkslista i której kategorii, decydowało gestapo, w przypadku tych, którzy sami nie zgłosili się, wyznaczano kategorię odgórnie.

Przyjęcie volkslisty wiązało się m.in. z obowiązkiem służby wojskowej. Im gorsza była sytuacja wojenna III Rzeszy, tym trudniej było uniknąć powołania do wojska i tym drastyczniejsze represje na unikających i ich rodzinach.
Ostatnio edytowany: 2021-05-19 10:52:12

--
    ☂️ ***** *** ☂️

zmechu
zmechu - Superbojownik · 5 miesięcy temu
:mmarcin_f Tu właśnie dotykamy sedna pewnych sytuacji, które inaczej wyglądają teraz, a inaczej kiedyś. Typu "dziadek Tuska".

Łatwo mówić teraz, mieszkając w bezpiecznym państwie, z zimnym piwkiem przy kominku i oceniać zachowana ludzi sprzed ponad pół wieku.

Naprawdę nie wiem, jak bym się sam zachował. Oczywiście można by wykazywać się heroizmem i w 5 minut zostać rozstrzelanym razem z całą kamiennicą albo wylądować w wagonie do Treblinki. Myślę, że każdy dokonywał rachunku zysków i strat, moralności nad rozsądkiem i wychodziło, że tylko podpisanie jakiegoś papierka dawało niezerowe szanse na przeżycie twoje i całej twojej rodziny. Już od dawna istnieje pojęcie "moralności wyłączonej (polecam lekturę Borowskiego, chyba jest nawet obowiązkowa), które usprawiedliwia pewne działania, które są nieetyczne/niemoralne/naganne w czasach pokoju, a jednak dopuszczalne w czasie wojny.

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
Kiedyś czytałem książkę z dowcipami śląskimi z czasów wojny.
Fajny był taki:
Maszeruje kolumna niemieckiego wojska. Jeden z żołnierzy głośno narzeka na Hitlera.
W końcu odzywa się kolega:
- Pierunie bydź cicho, bo ten czwarty w piątym rzędzie jest hitlerowiec i może usłyszeć ...

Xanthus
:fiol78 Kierownik Działu Historii Muzeum Śląskiego zna takich ludzi kilku ... No niektórzy już nie żyją. Takie to poplątane losy Polaków, mieszkańców terenów wcielonych do III Rzeszy.

k0curek
k0curek - Superbojownik · 5 miesięcy temu
:xanthus

Ciekawe ile czasu trzeba, żeby można było też usprawiedliwiać niektóre wybory obywateli PRL.

Xanthus
:k0curek
Usprawiedliwić? Myślę, że 30-50 lat od wydarzeń ... już to można obserwować. Ale oddzieliłbym usprawiedliwianie decyzji podejmowanych w czasie wojny od tych w czasie pokoju ... to są jednak różne okoliczności.
Obiektywnie ocenić??? Jak to powiedział świętej pamięci profesor Paweł Wieczorkiewicz: "Muszą wymrzeć wnuki osób które w tych wydarzeniach brały udział."

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
:k0curek bardziej chyba zależy, by je zrozumieć, a to nie to samo. No i daty. PRL to głęboko niejednolity okres.

bulcyk22
bulcyk22 - Wiekowy Bojownik · 5 miesięcy temu
:xanthus
Mieszkam przy ulicy, która kończy się na ul. BMC, potwierdzam - tak było.

W opuszczonym przez Niemców klasztorze zostało kilkunastu ciężko rannych. Po latach w niemieckiej TV w programie publicystycznym podano, że Polacy wszystkich wymordowali.
Znalazł się jeden z ocalałych, który przeżył wojnę i zamieszkał w Szkocji. W następnym programie wziął udział wraz z Polakiem, który pierwszy ich odkrył i udzielił pierwszej pomocy.

Co do DVL. Rząd londyński () i kler (bp Adamski) namawiali do "podpisywania" volkslisty aby przetrwać. Nowa władza od lutego 1945 zaczęła tworzyć obozy (koncentracyjne?) dla ludności z 1, 2 a nawet 3 grupy. Najbardziej znane to Świętochłowice - Zgoda (S. Morel), Łambinowice, Jaworzno.

Pracowałem z dwoma "andersowcami' z odzysku, jeden był trzy czy cztery miesiące wcześniej i uważał się z tego powodu za dużo lepszego. Był też jeden po traumie frontu wschodniego. Ten w czasie każdej drzemki (nocka) budził się z panicznym krzykiem.
Ostatnio edytowany: 2021-05-19 18:40:50

Xanthus
:bulcyk22 Mieszkałem w Katowicach prawie 40 lat ;)

Po utworzeniu 2 frontu przez aliantów, szybko zaczęto "wyłuskiwać" Polaków wcielonych do armii niemieckiej spośród jeńców - często już na etapie rejestracji w obozie jenieckim. Iw ten sposób zasilano armię polską na zachodzie. W sumie - czemu się dziwić - dostawali wyszkolonych żołnierzy; musieli tylko ogarnąć inne uzbrojenie ;)

kocurbury
Swoją drogą to Anders i jego dowódcy bardzo sobie ich chwalili właśnie ze względu na wyszkolenie.

k0curek
k0curek - Superbojownik · 5 miesięcy temu
:kocurbury


"Poza tym otrzymamy jeszcze uzupełnienie. Prawdopodobnie także ze dwustu „kesselringów”. Są to przeważnie młodzi chłopcy, głównie ze Śląska i z Poznańskiego. Dobrze wyszkoleni przez Niemców. Dostali się do niewoli na tym i na innych frontach. Anglicy ich przewieźli do Afryki i tam i byli szczegółowo weryfikowani. Obecnie przychodzą jako uzupełnienie. Podobno dobrzy żołnierze, ale z drugiej strony niektórzy ostrzegają, że mają kompleksy wobec Niemców. Może zresztą nieodpowiednio to określam. Po prostu boją się dostać do niewoli niemieckiej. Większość z nich w czasie walk w Afryce przeszła przy pierwszej okazji na stronę aliantów. Niemcy mają ich na listach dezerterów, dlatego do nas będą przychodzić pod przybranymi nazwiskami. Nie należy ich wypytywać ani o ich właściwe nazwiska, ani o miejsce zamieszkania rodziny.
Obawiam się, że upłynie dobrych parę miesięcy, zanim zżyją się z brygadą i przestaną się bać Niemców. Będziemy się starali jak najbardziej rozproszyć ich między naszymi. Dopiero wtedy staną się dla nas pełnowartościowi, gdy nasi starzy chłopcy z brygady uzyskają na nich zupełny wpływ.

(...)

Wróciłem do siebie. Następnego dnia, jak zwykle o tej porze roku we Włoszech, była piękna pogoda. Znajdowałem się w swej obórce i z Pytlem porządkowałem wykazy. Siedzieliśmy nachyleni nad stołem oświetlonym przez szeroko otwarte drzwi obórki.
Nagle coś nam przesłoniło światło i usłyszałem trzask. Obydwaj z Pytlem odruchowo nachyliliśmy się. Jednak na szczęście nie zrobiliśmy „padnij”. W drzwiach stało trzech strzelców ubranych w nowiutkie mundury. Wyglądali na tak przepisowo umundurowanych, byli tak wyprężeni i salutowali tak sprężyście, że otworzyłem usta ze zdziwienia. Szybko przeleciało mi przez głowę: Co za cholera, niby nasi, a nie nasi. I ten hałas?
To było trzaśnięcie kopytami jak w wojsku za świętej sanacji. Najstarszy strzelec z prawego skrzydła jeszcze raz trzasnął kopytami, podszedł, jak na paradzie, dwa kroki w moim kierunku i zameldował się z przydziałem do BPO.
Aha - odetchnąłem z ulgą - nowe uzupełnienie - „kesselringi”. Ależ Niemcy w nich wpoili dryl.

Zadałem kilka pytań i przyglądałem się im jednocześnie. Chociaż różnego wzrostu, stanowili trzy jednakowe egzemplarze idealnie, regulaminowo umundurowanych i zachowujących się żołnierzy. Przyzwyczajony do naszych raczej swobodnych zwyczajów wewnątrz batalionu, byłem z jednej strony zachwycony ich żołnierską postawą, ale z drugiej jakoś przykro uderzał mnie ten automatyzm w zachowaniu. Szef wyszedł z nimi, aby im przydzielić miejsca w namiotach. Za chwilę wrócił i powiedział:
- Ależ cudaki! Nie mogłem z nimi rozmawiać. Choć jestem tylko kapralem, na każde moje odezwanie się podskakiwali, jakby ich kto dźgał bagnetem w tyłek, i wołali: „Tak jest, panie szefie” albo: „Rozkaz, panie szefie”. Dobre to jest na musztrze czy na służbie, ale tak dwadzieścia cztery godziny na dobę to można by chyba zdurnieć. Mam nadzieję, że ich nasi ludzie szybko odzwyczają od tych szwabskich manier.
- Czy tak szybko, to wątpię, przecież już od paru miesięcy nie są w niemieckim wojsku. Przeszli przez angielskie obozy, a potem przez nasze i nie odzwyczaili się.
- Tak, to racja, byłem trzy dni temu w brygadzie i załatwiałem jedną sprawę w kancelarii, a tu wchodzi taki „kesselringowiec” z tupotem, wyciąga rękę do góry i krzyczy: „heil”! Nie zdążył dodać „Hitler”, bo wszystka wiara w kancelarii jak nie ryknie śmiechem. Biedaczek zaczerwienił się jak panna. Stanął wyprężony jak struna i nie wiedział, co ma mówić, łzy miał w oczach. Nie miał więcej jak dziewiętnaście lat. W końcu żal nam się go zrobiło. Kapitan do niego podszedł, poklepał go po plecach i powiedział:
- - Nie martw się, chłopie, to zejdzie z ciebie jak zła skóra z węża.
Po chwili Pytel dodał:
- Ależ też w nich te zwyczaje wbili. Szkopy specjalnie twardo ich szkolili, jako Polaków. Tresowali ich jak psy do polowania. Chodziło o to, żeby nic nie myśleli, a tylko odruchowo i bezwiednie wykonywali wszystkie rozkazy. Sam nie wiem, czy taki żołnierz jest rzeczywiście dobry. U nas przecież jest także dryl, a tam, gdzie trzeba, i dyscyplina także niezła, ale nie można z żołnierza robić nieświadomego automatu. Żyjemy w dwudziestym wieku."

A. Majewski "Wojna, ludzie i medycyna"

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Gutex1 - Superbojownik · 5 miesięcy temu
Gdy pytali Andersa gdzie ma odwody , odpowiadał Po drugiej stronie frontu.

Thurgon
Thurgon - Superbojownik · 5 miesięcy temu
Ostatnio mnie gdzieś mignęło czyjeś wspomnienie o tym, jak to dwóch dziadków, którzy się nie cierpieli (a w jednym bloku mieszkali) - co roku spotykało się na ławce w rocznicę. Jeden bronił MC, drugi atakował. Siadali, wypijali w ciszy po małpce - i nienawidzili się dalej

A co do VL, to wszędzie to funkcjonowało inaczej. Mój dziadek odmówił - i zrobili mu Hitler European Tour. Znaczy się jako elektryk jechał za frontem i naprawiał to, co się zepsuło. Dojechał bodajże gdzieś na kresy dzisiejszej Ukrainy. Potem się cofał i ostatecznie gdzieś na terenie Niemiec z obozu go już Angole wyciągnęli. Wrócił bez zębów i worem z UNRA.

--
Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa. Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- Bo to mezalians byłby dla psa

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
:thurgon przede wszystkim VL było kilka kategorii i w różnym czasie Niemcy stosowali różne kryteria. Od samego początku mieli z tym problem. Kiedy zaczęli coraz bardziej potrzebować rekrutów wszystko poszło na bok i do wojska trafiali obywatele Rzeszy bez względu na kategorię. Głównie w 1944 r.

brtk
brtk - Superbojownik · 5 miesięcy temu
Gdyby nie chory koncept abstrakcyjnego narodu trudniej byłoby wojny prowadzić. Co za różnica, czy Hans, czy Jozek? Przyszedł jakiś Jahn lub Jan, kazał iść w kamasze, pod groźbą śmierci, więc Hans i Jozek szli, czasem pod tym samym sztandarem, czasem nie. I średnie mieli pojęcie, kto siedział na stolcu w Warszawie i Berlinie. A jak dali się nabrać na propagandę o jakimś narodzie, to nawet na ochotnika szli, zabijać ludzi, których w innych warunkach nigdy w życiu by nie spotkali, a nawet sami umierali z pieśnią na ustach.
Chore osiągnięcie cywilizacji te wielkie idee.

--
b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b b

Thurgon
Thurgon - Superbojownik · 5 miesięcy temu
Też nie wszędzie. Śląsk i wcielone - owszem. W GG już mniej chętnie, nawet w '44.


--
Próżnoś repliki się spodziewał. Nie dam ci prztyczka ani klapsa. Nie powiem nawet:"Pies cię j...ł"- Bo to mezalians byłby dla psa

lujeran
lujeran - exSuperbojownik · 5 miesięcy temu
:thurgon no mowa była o terenach wcielonych do Rzeszy. GG to zupełnie inna historia.
Forum > Hyde Park V > Obrońcy Monte Cassino
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj