Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Hyde Park V > Niderlandzkie włóczęgi :)
maroo9
maroo9 - Superbojownik · 6 miesięcy temu

Tak się jakoś dziwnie składa, że lubię się czasem trochę poszwędać . A, że rezyduję obecnie w Niderlandach, toteż drepczę niderlandzki grunt. A później raportuję jak jakiś trep . Tekst z ostatniego, sobotniego spaceru tutaj, całość fotek tylko po kliknięciu w link na fejsbuczku, bo tutaj wklejanie telefonem trwałoby tydzień ;) . Enjoy!

"Hoogblokland -> Nieuwland -> Leerdam -> Heukelum -> Lingebos -> Gorinchem -> Arkel -> Hoogblokland, (43 km) - raport poweekendowy :

Siemka!

Niedziela minęła w temacie około-rocznicowo-nałogowym, ale – żeby nie być monotematycznym – to mam tu jeszcze do poskładania zaległą relację z sobotniego spaceru .

Dziś (wtorek, 27.04) mamy w Holandii dzień wolny – król William Alexander świętuje urodziny , więc jest więcej czasu na wrzucenie czegoś w internety. Do rzeczy:

Sobotni ranek przywitał nas tu rześkimi sześcioma stopniami na plusie i bardzo obiecującą pogodą. Jedynym namierzonym celem włóczęgi był pewien średniowieczny zamek, oddalony o jakieś 12-13 km. Ja dotarłem tam po jakichś 17-tu kilometrach, bo zawsze po drodze znajduje się coś, przez co warto skręcić i popatrzeć . Planem była luźna eksploracja okolicznych wiosek, chciałem poniuchać też trochę po miasteczku Leerdam. Całości miało wyjść niecałe 30 kilometrów. Miało...

Tym razem, po raz pierwszy tutaj, uruchomiłem kijki trekingowe, żeby rączki też mogły sobie trochę popracować. Żadnego Współtowarzysza nie udało się uruchomić ;) , więc poszedłem sam. Wyjście – coś około 8:30 rano.

Po pierwszym kwadransie od domu, przeskoczyłem przez pierwszy most, tym samym żegnając prowincję Holandia Południowa i wkroczyłem w prowincję Utrecht. Pierwsza godzina to głównie dreptanie bocznymi, spokojnymi, wiejskimi ścieżkami. Niekiedy bardziej ciasne skupiska domostw (Nieuwland), dalej już niekończące się połacie soczyście zielonych łąk. Krowy patrzyły na mnie jak na barana ; szło się bardzo przyjemnie, a po jakimś czasie zaczęły się pojawiać duże owocowe sady.



Przy prawie każdym domostwie przyklejone, urocze, niewielkie i zadbane ogródki, które, w zasadzie, mogły by być treścią osobnej, fajnej relacji – tutaj naprawdę chodzi się z radością – i nie ważne, czy miasto to, czy jakieś zadupie .









Po jakichś dziesięciu, może dwunastu kilometrach, dotarłem Ci ja do miasteczka Leerdam. Przedtem miałem tylko wyczytane, że jest tam gdzieś muzeum szkła. Tabliczka powitalna na rogatkach miasta raczyła poinformować, że całe Leerdam jest w ogóle Miastem Szkła i słynie głównie z tego. No, fajnie .

Faktycznie, po całym centrum porozsiewane było pełno małych sklepików i galerii, oferujących fikuśne, kruche wyroby; Muzeum Szkła również namierzyłem. To nie jest idealny czas dla pasjonatów zwiedzania muzeów i tym podobnych przybytków, gdyż w większości miejsc całuje się obecnie klamki. Mnie jakoś takie miejsca nie za bardzo podniecają, choć niechybnie ubogaciły by nieco te wszystkie relacje .

Odskakując jeszcze może z kilometr od starego miasta, dotarłem też do Wodnego ZOO, gdzie obiecują nachapać oczy imponującymi akwariami wypełnionymi kolorowymi pływakami z całego świata. Może to wszystko niebawem pootwierają – od jutra Holandia luzuje jakieś tam obostrzenia.

W całym Leerdam najbardziej przypadła mi do gustu dzielnica portowa, z zachowaną częścią masywnych murów i - jakby wwierconych w nie - kilku małych kafeterii. Na umocnieniach stoją duże armaty, które wieki temu grzmiały kulami w kierunku wrażych statków – i takie klimaty lubię. Szkło? Niekoniecznie ;) .









W zasięgu buta mam też podobne miasteczko – Schoonhoven. Tam z kolei, motywem przewodnim jest srebro, z całą jego historią, jubilerskimi manufakturkami, giełdą, itp. Niewykluczone, że będzie to cel któregoś z następnych, „maratońskich" spacerków ;) .

Wracając na aktualny szlak: Leerdam opuściłem wyjściem południowym, przeskoczyłem przez drugi most, tym samym opuszczając prowincję Utrecht na rzecz prowincji Geldria. Tam, po przejściu kawałka bocznej uliczki obsypanej żółtym kwieciem, dolazłem w końcu w okolice wspomnianego wcześniej zamku.



Nie jest on oznaczony jako atrakcja na miejskich mapach, informacji nie za wiele, a to dlatego, że zamek Meckenburg/Heukelum stanowi własność prywatną i nie można sobie po nim ot, tak, pohasać. Co nie zmienia faktu, że nawet z dalsza jest bardzo ładnym i wdzięcznym do foto-pstrykania, obiektem.





Ze znalezionej gdzieś w pobliżu, tabliczki informacyjnej, wyczytałem, że zalążek tej budowli datuje się już na schyłek XIII. stulecia, więc wieki bardzo średnie ; powstał jako siedziba możnowładców, właścicieli wszystkich okolicznych wiosek. Ładnie. Na wyciętym pniaku zjadłem tam sobie spóźnione śniadanko i ruszyłem dalej.



Teraz trzymałem się trochę kanału granicznego między prowincjami, napotkałem kolejny, niewielki port, a na dwudziestym-którymś kilometrze zainteresowała mnie brązowa tabliczka kierująca do ośrodka rekreacji. Te brązowe drogowskazy to to, co lubię tu najbardziej – różne, ciekawe, nadplanowe miejscówy, dla których zawsze warto nadłożyć trochę drogi . Nie inaczej było i tym razem .

Odkryte połacie rekreacyjne Lingebos to duży, dość lesisty, poprzecinany fajnymi duktami spacerowymi obszar. W centralnej części jest ładne jeziorko z dobrą miejscówą na biwak, a na drugim jego brzegu znalazłem przebajeczny kamper-plac. Taki niezwykły kamper-plac. Taki z duszą . Autka tam zaparkowane to nie żadne obleśnie nowe wille na kołach, tylko same klasyczne perełki, w których nie mieszkają Ludzie trzęsący dupą przy każdej drobinie kurzu na wymuskanej karoserii . Miejsce przyciągające Artystów, Ludzi wolnych, ciekawych, żyjących po swojemu i całą paletę różnych Ludzkich indywidualności. Chętnie zaparkuję tam kiedyś swojego Klamorka . Nie wchodziłem tam konkretnie do środka, ale zza kanału widać było m.in.: indiańskie wigwamy; coś a'la buddyjską, kolorową świątynię dumania; mieszkanko zrobione z tramwaja... i Ludzie – kolorowi, weseli, rozśpiewani... Szczęśliwi.

Miejsce to nazywa się Lieve Linge, a - doczytaną później – jego dewizą jest:

„Artyści życia, performerzy, nurkowie i niczego nie podejrzewający goście spotykają się tutaj co sezon w pstrokatej procesji różnorodności. Zanurzamy się w muzyce, teatrze, niespodziankach i radości życia.

Witamy w naszym kawałku pierwotnej gliny, który jest podstawą tworzenia, pogłębiania, inspiracji i doświadczeń. Przyjdź i przeżyj to na żywo lub zanurkuj online w naszej ulubionej palecie rzeczy.”



Tu trzeba wrócić!

W tamtym miejscu Kumpel posłał mi fotę z PL, jak bezczelnie żre jakiegoś kebaba , więc padła decyzja, że też jeszcze odskoczę do Gorinchem, po ulubione żarełko - kolejne 6 czy 7 kilometrów dodane . W tym momencie planowany kilometraż całkowity rozrósł się już do jakichś 36 km, więc tu już nie było innej opcji, jak poszerzyć to jeszcze trochę i „trzepnąć" maratonkę . Rozszerzyłem marszrutkę jeszcze o „centrum" wsi, w której mieszkam – tak tylko po to, żeby upewnić się, że nic tam ciekawego nie ma ;) , a później dreptnąłem jeszcze kilkukilometrową rundkę honorową, polami, wzdłuż autostrady, żeby licznik dobił do magicznych 42,5 km .

Kilometry między (+/-) 35 a 40 dawały już o sobie znać i drażniły zmęczeniem, a wiatr wiejący prosto w pysk dodatkowo osłabiał tempo i mnie, ale na takie sytuacje w plecaczku zawsze jest coś słodkiego - szybki strzał słodkiej energii w postaci jakiejś czekoladki czy batonika i można dalej iść!

Całość zajęła mi niecałe 11,5 godzinki; przedreptałem 43 km, stawiając niecałe 60.000 kroków na ziemiach trzech prowincji . Ponoć niecałe 7 tysięcy kalorii przepalone – można uzupełniać kapsalonami . Teraz widzę, że zużyłem też strasznie dużo literek do opisywania tego, ale co robić, gdy co chwila tak inspirujące miejsca czają się po drodze?

Pozdrawiam serdecznie, życzę miłego dnia w zdrowiu, ruchu i radości, i polecam każdemu takie zdrowe zmęczenie .

P.S.: Niektóre holenderskie rumaki, na dźwięk stukotu kijków spacerowych, dezorientują się i płoszą, choć swoimi kopytami wydają taki sam dźwięk... Lepiej uważać, co by nie siać niepotrzebnego popłochu... ;) "



Reszta fotek tutaj:
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=4016801388355891&id=100000782094707

--
Z bycia osłem - już wyrosłem. :)

Cieciu
Cieciu - Bułgarski Łącznik · 6 miesięcy temu
Elegancko

--
"A poza tym sądzę, że należy ***** ***" Kato Starszy Folklor, legendy i historia Bułgarii. Po mojemu.

Peppone
Szacun. Wolę 5km dziennie przepłynąć, niż 40 przejść. Ponadto w pozornie byle dziurze potrafisz wypatrzeć coś godnego przejścia tych kilometrów.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.

Szamano
Szamano - Superbojownik · 6 miesięcy temu
Mieszkałbym tam jak po*ebany

--

pies_kaflowy
Łazi cymbał po wsiach, zamiast się nabzdryngolić wódą jak biały człowiek.

--

maroo9
maroo9 - Superbojownik · 5 miesięcy temu
:Pies_kaflowy - to już przynajmniej wiem, czemu te bydlęta tak dziwnie na mnie patrzyły... A od nawalania się wódą, to już teraz mam Ludzi. Stać.

--
Z bycia osłem - już wyrosłem. :)

bajgiel
bajgiel - Superbojowniczka · 5 miesięcy temu
Elegancko
Forum > Hyde Park V > Niderlandzkie włóczęgi :)
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj