Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Hyde Park V > Opowieści skaukazu cz.5.
peposlaw
peposlaw Superbojownik od 22 sierpnia 2005 | Warszawa
2020-05-27 10:25:20 Zgłoś
Niepewność jest źródłem dyskomfortu, może być nawet źródłem cierpienia.
Nieokreśloność naszego losu była dla nas bardzo przygnębiająca.

Wizyta oficera prowadzącego naszą sprawę nie nastrajała nas optymistycznie.
Nie mogliśmy zadzwonić do konsulatu, ani ambasady.
W zasadzie przesłuchującego nas sołdata interesowało tylko to, czy ktoś wie, gdzie się wybraliśmy i czy ktokolwiek będzie oczekiwał naszego powrotu.

Na wieść o tym, że wynajmując namiot, zostawiłem w Kazbegach swoje prawo jazdy oraz dokładny przebieg trasy, żołnierz posmutniał.
Stwierdził, że teraz to rzeczywiście ma problem i nie wie co z nami zrobić.

Okłamaliśmy go też, że mieliśmy umówioną taksówkę w Dolinie Truso i że na pewno Gruzińskie władze nas poszukują, tym bardziej, że korespondowałem z MSZ Gruzji w sprawie tej wyprawy, gdzie przesłałem planowane trasy i czasy przejścia.

Z czarnych myśli wyrwała nas na chwilę wizyta "białego niedźwiedzia" oraz Czeczeńca, z którym przegadałem całą drogę na najdłuższym transporcie.
Próbowali dodać nam otuchy, nawet sama rozmowa była jak haust świeżego powietrza.

Za to strażnik, którego wołaliśmy "Jacek Kurski (tak naprawdę to było to 4 literowe słowo zaczynające się na ch, ale przecież każdy się domyśla)" na nasze prośby o łaźnię, wodę, cokolwiek odpowiadał nam - "przyzwyczajajcie się". Był wyraźnie niezadowolony, że musiał nas wpuszczać i wypuszczać te 3 razy dziennie, dawał nam to odczuć.

Przytuleni do siebie przepędzaliśmy tak godziny. Mieliśmy przy sobie tylko jedną książkę o konflikcie Izraelsko - Palestyńskim, którą przeczytałem przed wyjazdem, a w trakcie pobytu w celi przeczytałem kolejne 1,5 raza. Niestety kindle nie przeżył tej wycieczki i obawiam się, że urządzeń elektronicznych nie pozwolono by nam mieć przy sobie.

Jeden dzień zasadniczo nie różnił się od drugiego, wczesny poranek wyglądał podobnie do późnego popołudnia.

Do smrodu zaczęliśmy się powoli przyzwyczajać, do zaglądania do nas jak w ZOO także. Wiedzieliśmy, że jeśli wyjdziemy cało z tej przygody nic nie pozostanie takie samo.

W pewnym momencie przyszedł "prowadzący sprawę" i powiedział, że czeka nas wizyta w sądzie.

Cholernie nas to ucieszyło. Najbardziej baliśmy się tego, że w Rosji i terenach jej podległych prawo jest tylko parawanem, którym można się posłużyć w wygodnych momentach. Prawa człowieka mam wrażenie tam nie istnieją.

Z rozmowy z prowadzącym dowiedzieliśmy się, że ślady, którymi szliśmy, to były ślady kilkorga Gruzinów (także turystów), którzy zgubili się tydzień wcześniej. Mieliśmy trochę więcej szczęścia niż nasi poprzednicy, my nie odnieśliśmy z rąk żołnierzy żadnych fizycznych obrażeń.

Nie mogliśmy się doczekać "rozprawy", gdyż ona dawała nam szansę na wyjaśnienie naszego położenia i przecież musiała opierać się na prawie.

Moim tłumaczem był sam minister MSZ, który tłumaczył z angielskiego moje zeznania. Chociaż formalnie odbywała się sprawa, to jak dowiedzieliśmy się później, nasze losy były już dogadane.

Zostaliśmy skazani na karę grzywny w wysokości kilku miesięcznych Osetyjskich pensji plus oficer wziął jedną pensję jako "wziatkę".

Otrzymaliśmy informację, że jeżeli dzisiaj uda nam się wymienić gruzińskie gele na rosyjskie ruble to jeszcze tego samego dnia będziemy przekazywani władzom gruzińskim.

Nie muszę chyba opisywać jak bardzo nam zależało na sprawnym załatwieniu sprawy,
całe szczęście okazało się, że mamy wystarczająco dużo gotówki.

Z naszym oficerem wdałem się w rozmowę przed i po rozprawie. Nie mógł uwierzyć w karty płatnicze, że wsadzam kartę w bankomacie w Tbilisi i wybieram pieniądze w ich walucie, że nie muszę mieć wcześniej dolarów, który wymieniałbym później w kantorze, albo, że mogę po prostu płacić w każdym sklepie praktycznie na całym świecie gdzie jest terminal do płatności.

Mieliśmy też czas na rozmowę o Osetyjskich wierzeniach, świętych drzewach i kamieniach.

Niesamowite podniecenie czułem gdy wsiadaliśmy do wojskowego UAZ, który nas zawoził do tymczasowej granicy konfliktu między Osetią, a Gruzją.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce był już późny wieczór. Droga była cała w betonowych zaporach przeciwczołgowych, wysokich na kilka metrów i szerokich na około 10 metrów, ustawionych na zakładkę. W odległości około kilometra widać było wiele niebiesko czerwonych migoczących świateł, które wyświetlały się na koronach drzew.

Nagle przy naszym aucie zatrzymał się trudny do zidentyfikowania cywilny SUV, z którego wyszło 5 żołnierzy - prawdopodobnie Specnazu. Zarepetowali karabiny i zaczęli się ustawiać tak by osłaniać dwóch oficerów, którzy szli z nami.
Jeden z "komandosów" pytał się po polsku czemu będąc w tylu krajach, nigdy nie byliśmy w Rosji. Darowałem sobie odpowiedź, przecież za chwilę będziemy wolni!
Na pytanie skąd zna tak dobrze polski, odpowiedział, że z Legnicy.

Nam kazano iść z przodu, dwóch oficerów z odbezpieczoną bronią krótką szło za nami, a po bokach zapór ustawiali się żołnierze z karabinami, którzy przemieszczali się by był tuż tuż za plecami swoich rodaków.

Wtedy też dotarło do mnie dobitnie jak dużo mieliśmy szczęścia i jak poważna to była sytuacja. Wiedzieliśmy, że jeżeli zacznie się strzelanina to my będziemy dokładnie między Rosjanami i Gruzinami.

Nagle widzimy, że z drugiej strony idzie dwóch oficerów z gruzińskimi flagami na ramionach. Byliśmy już tak blisko wolności.

Przekazano nasze paszporty, panowie zamienili ze sobą kilka kurtuazyjnych słów.
Zanim przeszliśmy ten kilometr zrobiło się już całkowicie ciemno, światła policyjnych aut, zrobiły się coraz bardziej wyraźne i wytwarzały kolorową migoczącą łunę.
Mieliśmy ogromne szczęście, że rosyjski wywiad dogadał się z gruzińskim.
Do końca życia będę wdzięczny Gruzji, za wysiłek, który włożyli w nasze uwolnienie.

Po drugiej stronie drogi przywitał nas oficer wywiadu gruzińskiego, który przeprosił nas za wszystkie nieprzyjemności, które nas spotkały. Czekały na nas karetka, Helsińska Fundacja Obrony Praw Człowieka, komandosi, policjanci i kto tam jeszcze.
Migoczących światłami aut policyjnych oraz tych cywilnych suvów z przyciemnionymi szybami było tyle, że trudno by było je policzyć. Spytano nas, czy jesteśmy cali, czy byliśmy torturowani i czy wymagamy pilnej interwencji lekarskiej.

O dziwo nie było nikogo z przedstawicielstwa naszego cudownego kraju.

Zdałem sobie sprawę, że byliśmy tak samo śmierdzący jak i szczęśliwi, ale tak szczęśliwi, że nasz własny odór się nie liczył.

Gruzińscy policjanci zaprosili nas do swojego olbrzymiego amerykańskiego forda pickupa i zawieźli nas do pobliskiego miasta, gdzie mieliśmy być przesłuchani przez gruzińską policję. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zatrzymali się po drodze by kupić nam coś do jedzenia, bo jak spytali się kiedy ostatnio coś jedliśmy, to trudno było znaleźć nam jednoznaczną odpowiedź.

Cholernie zmęczeni, brudni, ale wolni, jak to pysznie smakowało!

Po drodze uruchomiłem telefon, wyspało się multum wiadomości. Wszystkie trywialne, banalne, a przez to wspaniałe.
Nikt z naszych bliskich w Polsce nie wiedział co nas spotkało.
"Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie".

Okazało się później, że na tej całej wyprawie, nie byliśmy sami. Był z nami ktoś jeszcze, kto? Dowiecie się w epilogu



--
***** ***
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2020-05-27 10:44:13 Zgłoś
Chyba się domyślam, kto jeszcze był


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
KurzaStopa Czyścioszek od 2 stycznia 2013
2020-05-27 10:45:46 Zgłoś
Albo to będzie PanBug albo Papież.


Byłem pewny, że główny bohater zginie .

--
Coście skurwysyny uczynili z tą krainą?
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Daban Superbojownik od 21 czerwca 2015
2020-05-27 11:44:18 Zgłoś
:peposlaw Nie gniewaj się, stary już jestem, po 40 i mam wrażenie że chodzenie w miejscach gdzie trwa woja i giną ludzie nie jest specjalnie mądrym zajęciem. Nie wiem czy jest się czym chwalić, ani mądre, ani pouczające, taki ekshibicjonizm - patrzcie jaki głupi byłem.
Miłość do gór to jedno, też bywa niebezpieczna, ale można chociaż trasę wybierać z daleka do wojny. Masz świadomość, ze mogliście trafić na najemników, Ty byś zginął od razu, a dziewczynę przez kilka dni by gwałcili i też zabili.

--
Ludzi nie należy dzielić, ze względu na narodowość, przynależność partyjną, czy też wyznawaną religię. Ludzi należy dzielić na mądrych i debili. A debile dzielą się według narodowości, przynależności partyjnej i wyznawanej religii.
szurszon
szurszon Superbojowniczka od 20 marca 2003 | Wrocław
2020-05-27 11:49:37 Zgłoś
Miałam wrażenie, że siedzieliście w tym więzieniu min 2 tygodnie... notkę prasową przeczytałam dopiero po Twojej opowieści. Trudno uwierzyć, że dotyczy tego samego wydarzenia. To co przeżyliście, to naprawdę jak historia filmowa. Cieszę się, że Wam się udało wyjść bez większych obrażeń. Bo nie wiem jak z Waszą psychiką.
Chłopiec czy dziewczynka?

--
here or there...
peposlaw
peposlaw Superbojownik od 22 sierpnia 2005 | Warszawa
2020-05-27 11:54:26 Zgłoś
:daban Niestety Wysoki Kaukaz jest poprzecinany granicami, a żadne z Państw Kaukazu nie jest przyjaźnie nastawione do drugiego. Taki urok tych gór.
Dlatego zrezygnowaliśmy z wyprawy w Tuszetii, bo tam jakbyśmy się zgubili, trafilibyśmy do Czeczenii.
Czy nie taką samą głupotą jest wchodzenie na góry na których co roku ginie tyle osób?
Czy mam zrezygnować z wycieczki na Nagorny Karabach? Może i powinienem, może się i nie wybiorę, wtedy jednak nie miałem takich zobowiązań.
Dla Ciebie staranne zaplanowanie wyprawy może być głupie, dla innych może być głupie co innego.
Mieliśmy trochę pecha i duuużo szczęścia.

--
***** ***
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Krzychpl Superbojownik od 11 maja 2004 |
2020-05-27 12:14:37 Zgłoś
:peposlaw dobrze, że z tym pechem i szczęściem to właśnie w tej kolejności

--
Kłamstwo obiegnie cały świat, zanim prawda zdąży włożyć buty. Terry Pratchett - Prawda
nevya
nevya Bojownik od 18 grudnia 2015 | Frankfurt
2020-05-27 12:40:10 Zgłoś
:daban , to że tam trafił to był przypadek, nie chodził celowo po niebezpiecznych regionach, tam nie ma regularnej wojny, w "normalnej" sytuacji, gdyby nie zgubił drogi, nie musiałby się spodziewać zagrożenia, a wyszło jak wyszło, zdarza się.
Ostatnio edytowany: 2020-05-27 12:40:25

--
peposlaw
peposlaw Superbojownik od 22 sierpnia 2005 | Warszawa
2020-05-27 13:09:35 Zgłoś
:szurszon Wiesz, że te kilka dni było dłuższe niż zwykły miesiąc ;)
Odnośnie Twojego pytania, zdradzę dopiero w epilogu ;)

--
***** ***
szurszon
szurszon Superbojowniczka od 20 marca 2003 | Wrocław
2020-05-27 13:19:52 Zgłoś
:peposlaw Tzw względność czasu uzależniona od tego, co akurat robimy lub przeżywamy ;)
Poczekam. Nie będę drążyć. Ale tylko dlatego że odcinki pojawiają się w super krótkich odcinkach czasu

--
here or there...
ben1edicto
ben1edicto Superbojownik od 7 czerwca 2009 | Janie. Dębica.
2020-05-27 16:45:15 Zgłoś
:peposlaw a powiedziałeś Gruzinom, że Kaczyński to "Jacek Kurski" ?

--
lolcat
lolcat Superbojownik od 11 stycznia 2008 | BB | GG: 113194
2020-05-28 00:18:57 Zgłoś
:peposlaw No kto był, syn, czy córka?

--
Forum > Hyde Park V > Opowieści skaukazu cz.5.
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj