Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Forum > Hyde Park V > Morskie ciekawostki: Pancerniki – Część III
Shameus
Shameus Bojownik od 20 lipca 2012 | MegaCity One
2020-04-18 14:11:11 Zgłoś
Część I - link -> https://joemonster.org/phorum/read.php?f=15&t=2684538#2684693
Część II - link -> https://joemonster.org/phorum/read.php?f=15&t=2693205

Zanim przejdziemy do meritum, czyli ery pancerników, musisz zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie: jak duży jest pancernik? Filmy i gry nauczyły nas pewnych praw..., no ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak to jest celować do okrętu oddalonego o 10 km? I teraz Was zaskoczę – jestem niemal pewny. Każdy z Was ma okno. Czasem, z tego okna widać kominy. Kominy mają od 50 do 150 metrów. Komin, który widać z mojego okna ma wysokość 157 metrów i jest oddalony o 4700 metrów. To teraz weźcie taki komin w „palce” i obróćcie 90 stopni. Kawał s*****syna, co nie? I właśnie tak prezentował się wrogi okręt z pokładu twojej jednostki. Nie była to pchła – jak wspomniałem wcześniej – tylko kawał żelastwa i stali, widoczne gołym okiem z dziesiątek mil! Ale, nawet te kupę stali trzeba trafić.

Salwa w celu!

Prapancerniki, o których wspomniałem, zapoczątkowały nowy rozdział w historii wojen morskich. Morze, jak żadna dziedzina, chłonęła nowości w ekspresowym tempie, czasem nawet w ciemno. Stworzenie w pełni żelaznego okrętu wyposażonego w silnik parowy i nowoczesne działa było kwestią czasu – i nikt nie zadał sobie pytania „A po co to komu?” Zrobili to Anglicy, wystawiając Warriora. Nie był to klasyczny dla nas pancernik, jaki każdy zna z Wojen Światowych, ale pierwszy okręt opancerzony, protoplasta swojej klasy. Jego mocną stroną, poza tym że miał wszystkie strony mocne, były potężne działa ładowane odtylcowo, wyposażone w gwint, który sprawiał, że strzelanie na dalekie dystanse było całkiem precyzyjne. Podczas ćwiczeń bojowych, po zdaniu Warriora do służby, zauważono dwie fascynujące rzeczy – że okręt może transportować „jebitne” działa (co akurat jest na plus) i że te działa mogą strzelać na ogromne dystanse. 110 funtówki Warriora miotały pociski na odległość 3 mil morskich, czyli „na oko” niemal 5 kilometrów! I to był minus. Warrior poruszał się z maksymalną prędkością 17 węzłów, więc swego czasu był jedną z najszybszych jednostek nawodnych w marynarce wojennej – potencjalni przeciwnicy „dreptali” po wodzie o 3-4 węzły wolniej, ale i tak poruszający się obiekt z prędkością 20km/h, oddalony o 5000 metrów był trudnym celem do trafienia. Opcja strzelania polegała na początku na salwie testowej – oceniało się odległość na podstawie pomiaru wysokości masztu, następnie ustawiało się działo i w pozycji „0” wykonywało strzał. Pozycja „0” to brak odchyłu dziobowego i burtowego. Gdy pocisk uderzył w wodę blisko przeciwnika, lub cel, przyjmowało się aktualne ustawienie za „w celu” i wykonywało salwę, w odstępie 3-4 sekund pomiędzy kolejnymi strzałami(aby artylerzysta mógł ocenić, gdzie spadł jego pocisk i nanieść korektę). Gdy salwa pokryła cel, lub – co lepsze – umieściła w nim pocisk, dowódca korygował ruch swojego okrętu względem przeciwnika tak, aby nie było konieczne zmienienie ustawienia dział (bo łatwiej było ustawić okręt, niż kazać 10 artylerzystom nanosić korekty). I, jakkolwiek to brzmi, był to system piekielnie trudny w obsłudze i mało skuteczny. Zazwyczaj dopiero czwarta salwa, czyli wystrzał ze wszystkich dział, znajdowała się „w celu” ale z rzadka było to trafienie w sylwetkę okrętu przeciwnika. I tu pojawił się problem, o którym każdy marynarz wiedział – a co, jeśli zbłąkany pocisk przeciwnika trafi w mój okręt najpierw? Okazało się, że trzeba jakoś doprecyzować pomiar odległości, aby jak najlepiej ustawić działa.

Z pomocą przyszli optycy. Normalnie optykali wszystko. Nie, żartuję – lunety i lornety były jakiś czas znane i nawet ktoś peryskop zbudował. Niemcy skonstruowali dalmierz stereoskopowy – składał się on z dwóch okularów oddalonych od siebie w sporej odległości (np. 3 metry) i działał jak poziomy peryskop z dwoma okularami. Jeden okular był ruchomy – gdy obserwator patrzył w „oko” dalmierza, to miał, cholera jasna, zeza! Ale gdy obserwowany obiekt był widoczny dobrze (nie podwójnie), oznaczało to, że jego dystans jest ustalony. Następnie należało odczytać ze skali „radianowej” kąt, który był przeliczany na odległość. W ten sposób obserwator dostarczał informacji do baterii, czyli działa. Jaka była precyzja takiego pomiaru? Nawet z dokładnością do 10 metrów!
No dobra, wiecie już jak te działa działały i jak wielki był pancernik. Teraz go trzeba trafić. Nie ma zmiłuj – trzeba go trafić tak, aby zrobić mu „kuku”. A to nie jest łatwe. Bo..., to cholerny pancernik! Wodniacy to wiedzieli. Tutaj metody były dwie. I nie chodziło o to, aby go trafić byle gdzie – tak „to se każdy może”, ale trafić w sposób zmniejszający jego przewagę. Aby zobrazować przykład to powiem tak – idziecie na bijatykę z Pudzianem, stoicie w ringu, pielucha pełna – możesz go lać pięściami a jemu brew nie pyknie. Ale jak go trafisz w kolano, czekanem wyciągniętym zza pleców, to padnie i już będzie ci łatwiej (teoretycznie). Tak wyglądało strzelanie z dział do pancernika. Trzeba było trafić w konkretny punkt..., pociskiem... z odległości 5000 metrów... lub dalej. Krótko: przerypane!

Artylerzyści otrzymywali rozkaz celowania w newralgiczne miejsca jednostki przeciwnej. Podstawowym punktem było trafienie w burtę na wysokości linii wodnej, tak aby okręt wroga zaczął nabierać wody. Dziura w statku to nie przelewki, choć woda się przelewa – taki suchar. Odpowiednie trafienie mogło uszkodzić kotły lub elementy napędowe, w przypadku gdy pocisk przebił pancerz i eksplodował wewnątrz. Okręt z uszkodzonym napędem jest skazany na zagładę. W przypadku silniejszego przeciwnika celowało się w górny pokład, czyli w działa, tak aby osłabić siłę rażenia wrogiej jednostki. Czasami jeden celny strzał mógł ustawić losy bitwy. Historia zna takie przypadki.

Zmiana kursu – porażka przeddrednotów

Pod koniec XVIII wieku okręty pancerne zaczęły nabierać kształtów, jakie już znamy. USS Monitor, poza nazwą dla klasy okrętów, dał marynarce jeszcze jeden fantastyczny wynalazek – obrotową wieżę z działami. Minęło sporo czasu od jego wodowania, zanim owy wynalazek zawitał na dobre na pokładach jednostek wszelkiej maści.

Wyścig o terytoria zdalne, czyli kolonie, rozkręcał się na dobre i każde mocarstwo starało się „odstraszyć” potencjalnych konkurentów posiadaną flotą. Anglicy budowali najpotężniejsze jednostki, na co odpowiadali Francuzi budową swojej floty. Na dalekim wschodzie Japonia prężyła muskuły, wystawiając najnowocześniejsze okręty. I do tego peletonu dołączyła marynarka Stanów Zjednoczonych i Rosja. Rosja, całkiem niechcący, pokazała światu, gdzie tkwi błąd w budowaniu okrętów. Ale do rzeczy.

Przez dwa dziesięciolecia najważniejszym typem jednostki były okręty pancernopokładowe. Nazwa wskazuje, co miały opancerzone. A dlaczego akurat pokład? Przez proch – dziwne, prawda? Działa miotały pociski przy użyciu prochu, a ten miał niską energię (mało kalorii) i aby wypluć pocisk na dużą odległość, czyli pomiędzy 5 a 8 km, celowało się w niebo i swoistym „lobem” pocisk docierał do celu (lub nie, różnie to bywało). Trafienie następowało z góry, tak jakby spadła bomba. I wówczas pokład musiał wytrzymać takie trafienie. Stąd też pancerz pokładu był najbardziej wzmacniany. Okręty tej klasy były jednostkami liniowymi, posiadające kilka lub kilkanaście dział rozmieszczonych wzdłuż burty. Niektóre jednostki wodowane u schyłku XVIII wieku posiadały wieże rozmieszczone asymetrycznie, czyli znajdowały się nad burtą lub po jednej wieży na dziobie i rufie. Ten styl budowy był, teoretycznie, najlepszym rozwiązaniem. Pisze „teoretycznie”, bo do roku 1905 na papierze wyglądało to bardzo, bardzo dobrze.

Praktyka pokazała, gdzie jest błąd. W 1905 roku doszło do pierwszej poważnej bitwy morskiej z udziałem pancerników. Starły się siły Rosyjskie i Japońskie w bitwie pod Cuszimą. Japończycy, jak to mają w zwyczaju, wszystko robią perfekcyjnie. A, że to oni znali się na prochu najlepiej, stworzyli mieszankę „bezdymną” o dużo większej energii niż proch używany na całym świecie. Mogli więc strzelać przy użyciu spłaszczonego toru dla lotu pocisku na dużo większe odległości co sprawiło, że pancerne pokłady były bezużyteczne jako że pociski trafiały w burty i nadbudówki „Bezdymność” prochu miała też inne, taktyczne znaczenie – jego zaletą było ukrycie pozycji w walce w nocy. Gdy tradycyjny proch robił „bum”, z lufy wylatywała chmura dymu jak z passata, a rozbłysk w tym dymie działał jak lampa błyskowa i było to widać nawet z 20km! Proch japoński gwarantował ukrycie „strzelającego” podczas nocnej wymiany ognia. We wspomnianej bitwie Rosjanie dostali taki łomot, że weź – stracili całą flotę, podczas gdy siły Japońskie wyszły bez szwanku. Czynników przegranej było wiele, ale dwa z nich odbiły się echem na całym świecie i spowodowały znaczące zmiany w budowie i zestawianiu flot. Pierwszym czynnikiem był manewr Crossing T – ten, który zastosował Nelson. Otóż, Japończycy, wiedząc jaką siłą dysponuje przeciwnik, wyprzedzili formację Rosjan i postawili wspomniane T, co niemalże całkowicie wyłączyło artylerię Rosjan z walki. Pancerniki rosyjskie, jak każde inne w tamtym czasie, posiadały dwie wieże główne, a każda z nich mieściła dwa działa – jedna znajdowała się na dziobie, druga na rufie. W kluczowym momencie bitwy tylko trzy działa mogły strzelać w przeciwnika, podczas gdy Rosjanie przyjmowali grad pocisków (trzy, bo w dziobie znajdowała się armata średniego kalibru). Słabość konstruowania i zestawiania artylerii w taki sposób, że byle manewr mógł ją wyeliminować był otrzeźwiający dla konstruktorów. Drugim czynnikiem było zestawienie okrętów o różnej prędkości maksymalnej, przez co utrzymanie szyku wymagało, aby szybkie jednostki mozolnie utrzymywały tempo tych wolniejszych, przez co cała eskadra Rosyjska odstawała prędkością od jednolitej floty Japończyków. No, i ten cholerny proch!

Po bitwie, gdy opadł kurz (czy tam woda), każdy admirał miał ogromną ilość materiału do analizy. Słabych punktów drogich okrętów było bez liku i, w sumie, było to przerażające, ponieważ te wielkie okręty można było zatopić w iście dziecinny sposób. Konstruktorzy na całym świecie słuchali sugestii dowódców i bardzo szybko zaproponowali rozwiązania. A było ich całkiem sporo – tak powstały Drednoty.

Era Drednotów

Anglicy zawsze stawiali marynarkę na piedestale priorytetów wojskowych. Nic dziwnego, bo cokolwiek by się działo, Wielka Brytania zawsze będzie wyspą. A tę wyspę trzeba zaopatrzyć, a zaopatrzenie chronić. Już w 1903 roku powołano do życia plan budowy nowoczesnej floty. Tylko, że ta nowoczesność była „umowna” – ponieważ, podobnie jak wcześniej, jakość nowych okrętów znajdowała się li tylko na papierze. Teoretycy, jeszcze przed bitwa pod Cuszimą, głosili koncepcję, że artyleria pomocnicza w praktyce będzie artylerią problematyczną – mniejszy zasięg w stosunku do dział głównych sprawiał, że bitwa morska będzie toczyć tylko na „mocne armaty”. A tych mocnych było za mało. Dlatego w 1905 roku admiralicja brytyjska powołała do życia nowy projekt o nazwie Dreadnought (czyli „przerażający”). Pancernik ten został wyposażony w napęd nowego rodzaju, czyli turbinę parową, otrzymał pięć wież głównego kalibru umieszczone w taki sposób, że trzy znajdowały się w osi okrętu, a dwie na burtach, co umożliwiało prowadzenie ognia od dziobu ponad połową artylerii. I przede wszystkim, mając na uwadze nowe moce dział, został opancerzony w trzydziestocentymetrowy pancerz burtowy! Był gigantem mórz i oceanów – nie miał sobie równych. Bił konkurencję prędkością (21 węzłów, czyli ponad 40 km/h), ilością dział (10 sztuk), kalibrem (305mm) oraz wytrzymałością.

Jak ktoś wystawia takiego Pitbulla na twoje kurczaki, to nie ma to-tamto, trzeba też załatwić swojego Pitbulla. Tak rozpoczął się wyścig zbrojeń, a każda jednostka pancerna tej wielkości i o takim uzbrojeniu została sklasyfikowana jako Dreadnought, czyli po polsku Drednot.

--
I am the law!
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2020-04-18 14:19:45 Zgłoś
HMS "Dreadnought" był rewolucyjny pod wieloma względami. Nie tylko gabaryty i uzbrojenie wraz z jego rozmieszczeniem (w dowolnym kierunku mogło strzelać min. 8 dział (poza dziobem - 6), czyli 2-3x tyle, ile u okrętów starszych typów). To także nowe podejście do opancerzenia oraz zastosowanie turbin parowych (dlatego był taki szybki). Anglicy szybko wyciągnęli wnioski z afery z "Turbinią".

Ostatnio edytowany: 2020-04-18 14:24:46

--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Daban Superbojownik od 21 czerwca 2015
2020-04-18 18:56:18 Zgłoś
:shameus Fajnie się czyta, na morzu i okrętach się znasz, na artylerii nie bardzo
Pozwolę sobie dopowiedzieć, jeśli pozwolisz, choć akurat słownictwa używasz poprawnie Obecnie Działa dzielimy na Armaty, Haubice i Moździerze, a jest to związane z sposobem strzelania. Historycznie armatami nazywano wszystko co strzelało na proch, w tym broń strzelecką grubszego kalibru, jak i pierwotnie haubice czy moździerze. Dlatego przy czytaniu materiałów historycznych trzeba uważać i wypada przekładać terminy oryginalne na współczesne.
Armaty strzelają płaskotorowo - czyli "na wprost" i mają długie lufy, haubice i moździerze stromotorowo ("do celów ukrytych") i mają krótkie lufy. Dawno temu mnie uczono regułki, że armaty strzelają do 30%, haubice 30-60%, a moździerze powyżej 60% nachylenia lufy. Nie jest to dokładny, ani dobry opis, ale obrazujący sposób użycia. W rzeczywistości moździerze od haubic odróżnia się po budowie, bo zakresy kątów są bardzo różne. Są też armatohaubice, bo można strzelać i tak i tak.

Osobiście definiując, w wielkim uproszczeniu rzecz jasna, armata to takie działo które strzela do celu który widzi (jak karabin) z wprowadzeniem poprawki na odległość i prędkość obiektu. Typowym przykładem jest armata ppanc - strzelasz do czołgu który widzisz, jeśli on się porusza, to to uwzględniasz przy celowaniu. Pocisk uderza poziomu lub pod lekkim skosem. Dla większej celności i zarazem większej prędkości początkowej ma dużą lufę.

Haubica strzela nie widząc celu (musi być posterunek obserwacyjny), nie strzela też w punkt, a celem jest obszar. Posiada krótszą lufę, ale z reguły większy kaliber.Pocisk uderza od góry spadając "z nieba".

Moździerz posiada płytę oporową, a nie ma oporopowrotnika (choć największe jednak mają ) lufę ma krótką i najczęściej ładowany jest odprzodowo.

Oczywiście co kraj i obyczaj to można niektóre z dział poklasyfikować inaczej.

Czas na odniesienie do statków, tfu okrętów. No właśnie potoczne nazwy bywają zwodnicze- mówimy o okrętach. Co do klasyfikacji dział na okrętach to niektórzy tworzą osobną grupę - działa okrętowe/morskie. Dlaczego?
Bo to ani pies ani wydra. Z jednej strony strzelają do celu widocznego (bo na morzu), a drugiej raczek górną grupą kątów, czyli jak haubica i pociski spadają pod dużym kątem, ale budowa jednak armatnia, długie lufy, do tego celujemy w konkretną część okrętu a nie obszar.

Wydaje mi się że działo okrętowe to najlepsze określenie.

--
Ludzi nie należy dzielić, ze względu na narodowość, przynależność partyjną, czy też wyznawaną religię. Ludzi należy dzielić na mądrych i debili. A debile dzielą się według narodowości, przynależności partyjnej i wyznawanej religii.
Shameus
Shameus Bojownik od 20 lipca 2012 | MegaCity One
2020-04-18 19:19:34 Zgłoś
Rozróżniam rodzaje "armat - tekst ma być w zamierzeniu lajtowy, toteż wiele rzeczy upraszczam, coby nie rozpisywać się za bardzo i nie bombardować terminologią naukową.

--
I am the law!
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Daban Superbojownik od 21 czerwca 2015
2020-04-18 19:50:16 Zgłoś
To część druga też pojęciowa.
W artylerii liczą się cztery wielkości zasięg, waga pocisku, celność i szybkostrzelność.
Nie da się oczywiście pogodzić wszystkiego.

Zasięg - jeśli masz przewagę zasięgu to możesz kogoś bezkarnie ostrzeliwać, ten parametr zwiększamy na dwa sposoby: zwiększenie stosunku ładunku miotającego do pocisku (nabój składa się z pocisku(głowicy) i ładunku miotającego) oraz długości lufy. Damy więcej prochu to dalej poleci (ew. zmniejszymy wagę pocisku, jak w podkalibrowych), za to lufa musi być grubsza, aby wytrzymałą większe ciśnienie. Im dłuższa lufa, tym dłużej gazy wylotowe popychają pocisk, przez co jego prędkość początkowa (po opuszczeniu lufy) jest większa.

Celność - wojskowi za celność broni uznają powtarzalność trafienia w cel, przy tych samych warunkach. Na to wpływa długość lufy oraz jej gwintowanie. Im dłuższa lufa, tym dłużej pocisk jest rozpędzany na idealnym kierunku (a i linia celowania jest dłuższa, dlatego łatwiej z karabinu trafić na 100m, niż z pistoletu na 25m), zaś gwintowanie dodaje efekt żyroskopowy i pocisk mniej chętnie zbacza z trajektorii lotu. Nawet strzał z karabinu na 100m nie leci prosto, kto był w wojsku wie, że w kałaszu ustawia się celownik na S i celuje pod żółte, aby trafić w środek. Są takie terminy jak np. przewyższenie, itp. Co więcej nie tylko każdy typ działa, ale i każde działo ma swoje odchyły i jak nie przyłożysz się się ustawiania przyrządów, albo trafisz na wyrobione działo to zapomnij o zaliczeniu strzelania.

Waga pocisku - tutaj są pierwsze problemy, bo zwiększenie masy pocisku pozwala na zrobienie większej krzywdy, zarówno kinetycznie jak i wybuchowo jeśli w środku był ładunek. Jednak większa masa to mniejszy zasięg. Najczęściej też większy kaliber. To jednak nie wszystko, bo artyleria działa na dobrze znanej z fizyki zasadzie zachowania pędu. Prędkość pocisku razy masa równa się prędkość razy masa działa. Na samym początku jak na filmach pirackich działo po strzale odjeżdżało. Ma to jedną zasadnicza wadę, nie da się wprowadzić poprawki, bo działo trzeba ustawić od nowa. Obecnie jest całą gama pomagaczy - czyli hamulec wylotowy na lufie (część gazów wydostających się z lufy pcha ją do przodu osłabiając odrzut), oporopowrotnik (całą masa urządzeń znanych od końca 19 wieku mechaniczne z sprężynami, hydrauliczne z olejem, pneumatyczne i co tam jeszcze kto wymyślił). Generalnie działo składa się z łoża i "lufy z zamkiem", a elementy te są mocowane przy pomocy oporopowrotników. W momencie strzału działo pozostaje na miejscu, a cofa tylko lufa z zamkiem, siłą hamującą są oporopowrotniki, np. w postaci specjalnych sprężyn. Plus jest taki, ze działo pozostaje w miejscu. A dokładnie, aby tak było trzeba jeszcze dobrze zaprzeć łoże, na lądzie albo ogony zaopatrza się w takie płyty do zarycia w ziemi, albo działa są mocowane do pojazdu i on cały "się zapiera". Na morzu największe działa mocowało się nie do pokładu, ale do konstrukcji statku.

Szybkostrzelność - pomijając już stare francuskie podejście, ze im szybciej strzela tym więcej amunicji zużywa, to tempo ostrzału ma kolosalne znaczenie. Jeśli pierwszy pocisk nie trafi (a to częste) to robimy poprawkę i strzelamy znowu. Często też 1 pocisk nie niszczy celu, więc trzeba kilka razy trafić. Jeśli któreś działo potrafiło oddać 4 salwy w czasie gdy inne tylko jedną ,to jakbyśmy 4 działa posiadali. Niektóre z obecnych zautomatyzowanych haubic przy dobrych warunkach po zaprogramowaniu potrafi strzelić np. 6 pocisków jeden po drugim, z różną siłą i pod różnym kątem ,aby spadły równocześnie na cel. Ma to znaczenie, bo jak strzelasz to przeciwnik będzie chciał od razu odpowiedzieć i obecnie standardem jest podjeżdżamy strzelamy salwą lub maksymalnie diwe i wiejemy, bo już mogą lecieć na nas pociski.

--
Ludzi nie należy dzielić, ze względu na narodowość, przynależność partyjną, czy też wyznawaną religię. Ludzi należy dzielić na mądrych i debili. A debile dzielą się według narodowości, przynależności partyjnej i wyznawanej religii.
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Daban Superbojownik od 21 czerwca 2015
2020-04-18 20:15:00 Zgłoś
:shameus Czas na 3 część merytoryczną

Strzelanie do okrętów jest niby strzelaniem na wprost, ale trzeba przeliczyć sporo czynników. Jeśli nie ma stacji meteo, nie znamy amunicji, itp. to strzelamy "mniej więcej". Dlatego taka taktyka nazywana jest wstrzeliwaniem.
Pierwszy strzał liczymy jak potrafimy najlepiej, im bliżej trafimy tym lepiej. Potem poprawka i drugi strzał, powinien być celniejszy. Mając dane 1 strzału i wynik oraz 2 strzału i wynik to trzeci powinien być w celu. Powinien, bo to zależy od dokładności obserwacji oraz tego czy obramowaliśmy okręt. Obramowanie to ostrzał lub bombardowanie, gdy pociski/bomby spadły z obydwu stron. Sprawę komplikuje oczywiście ruch własny i ruch przeciwnika, który nie czeka grzecznie w miejscu, aż go trafimy
Przy wyliczeniach trajektorii lotu "na szybko" bierze się obecnie pod uwagę 9-13 czynników, część zależna od pogody (wilgotność, ciśnienie, wiatr), część od amunicji, część od położenia (niwelacja efektu coriollisa) i na niewielkich odległościach przyjmując pewne stałe daje się trafiać, jednak bez naprowadzania trafienie w cel punktowy za 1 razem to bardziej łut szczęścia niż umiejętności.
Do tej pory na okrętach się wstrzeliwuje, chociaż dalmierze i żyroskopy są o niebo dokładniejsze niż kiedyś.

Głównym problemem na pierwszych pancernikach był odrzut, bez oporopowrotników bujało całym okrętem. Nie było jeszcze stabilizatorów żyroskopowych, więc ruszający się pokład na falach był problemem, a po salwie to roiło się znacznie gorzej, nawet jeśli to były ciężkie i nisko osadzone bestie. Pełna salwa burtowa do tej pory daje widowiskowe efekty, można obejrzeć na YT, a obecnie działa mają wszystkie możliwe tłumienia

Nie jestem pewien, ale w erze prapancerników chyba strzelało się pełnymi pociskami, które po prostu uderzały. Coś kiedyś słuchałem o słynnej bitwie Monitora i jakoś pomimo kilku głuchych trafień w jednym z pancerników odpadła jedna z łusek/tarcz.


Co do samych pancerników to technologia artylerii szła w dwóch kierunkach - zasypać wroga gradem, ale mniejszych pocisków, lub jednym uderzeniem przebić pancerz i zatopić. Wszystko zależało od okrętu przeciwnika, inaczej walczyło się z innym pancernikiem, inaczej z niszczycielem. Dlatego okręty wyposażano w różne kalibry dział, a biegiem czasu doszły jeszcze przeciwlotnicze.

--
Ludzi nie należy dzielić, ze względu na narodowość, przynależność partyjną, czy też wyznawaną religię. Ludzi należy dzielić na mądrych i debili. A debile dzielą się według narodowości, przynależności partyjnej i wyznawanej religii.
Peppone
Peppone Nowy Ruski od 19 marca 2003 | Warszawa
2020-04-18 21:56:52 Zgłoś
Chłopaki, jak się dogadacie, to może być z tego zajebisty art.


--
Pracuj u podstaw. Zaminuj fundamenty systemu. Wszelkie prawa do treści wrzutów zastrzeżone
Nie namawiam do łamania prawa. Namawiam do zmiany konstytucji tak, aby pewne czyny stały się legalne.
Shameus
Shameus Bojownik od 20 lipca 2012 | MegaCity One
2020-04-18 22:12:00 Zgłoś
dobry suplement, @Daban <ok>

Aktualnie na okrętach dominują IASy - czyli Zintegrowane Systemy Namierzania (Integrated Aiming System), które bazują na dalmierzach laserowych oraz dwóch pomiarach radarowych z radarów działających na różnych długościach fal, a także ocenie położenia i prekognicji ruchu przy użyciu satelitów. Te systemy dają skuteczność strzału na poziomie 95% w pierwszym strzale. W drugim lot pocisku jest monitorowany przez aktywny system kontroli lotu miotanego ładunku i jeśli nie uzyskano trafienia, następuje automatyczna korekta namiaru, co daje niemal 100% celność. Będę o tym pisać w jednym z tematów.

--
I am the law!
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Wasteman Superbojownik od 14 czerwca 2006
2020-04-19 00:00:36 Zgłoś
:daban

"Pierwszy strzał liczymy jak potrafimy najlepiej, im bliżej trafimy tym lepiej. Potem poprawka i drugi strzał, powinien być celniejszy. Mając dane 1 strzału i wynik oraz 2 strzału i wynik to trzeci powinien być w celu. Powinien, bo to zależy od dokładności obserwacji oraz tego czy obramowaliśmy okręt."

Taka była wtedy praktyka strzelania. Niemcy przed I wojną światową wymyslili to inaczej. Zamiast po każdym strzele odkładać poprawki - co zajmowało dużo czasu (bo trzeba pamiętać, że na duże odległości pocisk leciał prawie minutę) stosowali tzw. drabinkę.
Strzelali po kolei z każdej pary dział (ich pancerniki miały 4-5 wież po 2 działa), ale każdą parą celując 400 m dalej, bez czekania aż poprzednie pociski wpdną do wody. Patrząc po kolei które fontanny wody zasłaniają cel, a które już są za celem bardzo szybko można było ustalić dokładną odległość (między które "szczebelki") na którą posłać nastepną (pełną) salwę. Stąd też skuteczność niemieckiej artylerii w największej bitwie morskiej I wojny światowej (Jutlandzkiej).


--
somsiad
somsiad Superbojownik od 10 kwietnia 2002 | Pacanova
2020-04-19 01:01:49 Zgłoś

A Potiomkin kiedy?

--
Tango Alpha Xray Alpha Tango India Oscar November India Sierra Tango Hotel Echo Foxtrot Tango
Shameus
Shameus Bojownik od 20 lipca 2012 | MegaCity One
2020-04-19 15:43:28 Zgłoś
Część IV: https://joemonster.org/phorum/read.php?f=15&t=2693660

--
I am the law!
Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
Daban Superbojownik od 21 czerwca 2015
2020-04-20 12:23:24 Zgłoś
:shameus Pewnie tak, współczesne czasy ze względów zarówno zawodowych (już nie jestem artylerzystą), jak i sentymentalnych mało mnie interesują. Teraz strzelanie do gra komputerowa, a maszyna robi wszystko. Nic nie zastąpi kręcenia mechanizmami i nastawiania, spoglądania w celownik i zgrywania strzałki, potem zgłoszenie gotowości, komenda od dowódcy działa i odpalenia, jak armata podskakuje jak żywa, a ty już pchasz się do celownika aby zobaczyć czy trafiłeś. Jak wieczorem pijesz dumny, ze trzykrotnie trafiłeś za pierwszym razem (a takich jest zaledwie kilku w całym dywizjonie) i to świadczy o Twoich umiejętnościach, a nie komputera

Jak gram w gry lotnicze to wolę te z z czasów starszych niż współczesne. Tam gdzie manewrując ustawiasz celownik i oddajesz salwę z wyprzedzeniem, a potem patrzysz jak dym idzie z silników przeciwnika. Nowoczesne to odpalenie rakiety i liczenie, że nie zostanie zmylona i trafi. Nie ma tej magii, tego przeniesienia człowieka na maszynę, czy też inaczej maszyna nie staje się przedłużeniem człowieka.

--
Ludzi nie należy dzielić, ze względu na narodowość, przynależność partyjną, czy też wyznawaną religię. Ludzi należy dzielić na mądrych i debili. A debile dzielą się według narodowości, przynależności partyjnej i wyznawanej religii.
Forum > Hyde Park V > Morskie ciekawostki: Pancerniki – Część III
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj