Istnieje niemal tyle list najpiękniejszych kobiet XIX wieku, ile pań na nich zamieszczonych. Tytułem tym hojnie obdarzano aktorki, tancerki i szlachcianki. Zwykle jednak była to złudna nobilitacja, a „wyróżnione” piękności traktowano jak przedmioty. Oto trzy z nich, które padły ofiarą własnej urody.

Umberto Eco swoją monografię poświęconą historii piękna, zaczyna od stwierdzenia, że przymiotnika „piękny” używamy zwykle wtedy, gdy pragniemy wyrazić, że ktoś lub coś się nam podoba, budzi nasz podziw i zainteresowanie. Z drugiej strony urodę od wieków wiązano z kobietami, nazywając je piękną płcią. Mężczyźni pełnili natomiast raczej rolę sędziów i obserwatorów, podziwiających przedmiot swojej fascynacji. Jak zauważa Laura Mulvey, medioznawczyni z University of London, przez wieki to właśnie ta dynamika kształtowała relacje damsko-męskie, stawiając panie w roli obiektów.

Otrzymanie tytułu „najpiękniejszej” bynajmniej nie było więc nobilitacją – szczególnie z perspektywy tych kobiet, którym przyszło żyć w XIX wieku. Z jednej strony był to bowiem czas istotnych przemian w sferze obyczajowej, z drugiej zaś patriarchalny ustrój nadal miał się dobrze. Skupianie się wyłącznie na urodzie, a nie zdolnościach czy inteligencji pań w sposób zawoalowany przypominało, że w owym świecie rozszerzających się możliwości, wciąż są one stroną bierną – ocenianą, nie oceniającą.

Dla części z nich łatka „piękności” stała się jarzmem, które zmieniło ich życie w pasmo udręki, inne potrafiły wykorzystać ją do własnych celów – i dotarły na szczyt. Ale także one musiały za to zapłacić wysoką cenę. Oto trzy kobiety, dla których uroda okazała się z jednej strony błogosławieństwem, a z drugiej – przekleństwem. (...)

Czytaj dalej:
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/02/11/cesarzowa-sisi-matylda-krzesinska-jenny-lind-najpiekniejsze-kobiety-xix-wieku/

--