NOWY SZPITALIK DLA LUDNOŚCI CYWILNEJ.

W równej mierze ze wszystkimi składając ofiarę na rzecz wojny, ustąpili Bonifratrzy krakowscy ze swego szpitala, który już w sierpniu 1914 r. zajęła wojskowość na szpital epidemiczny. Usunąwszy tedy cywilnych chorych, musieli oni czekać sposobnej pory ponownego otwarcia szpitala. Gdy jednak wojna się przedłuża, a końca jej nawet w przybliżeniu przewidzieć niepodobna — postanowili otworzyć prowizoryczny szpitalik dla ubogich chorych, leczonych przeważnie zadarmo, oraz bezpłatne ambulatoryum dla chorób wewnętrznych.

Szpitalik ten już funkcyonuje, mieści się na razie w refektarzu klasztornym, z którego zakonnicy ustąpili, by zrobić miejsce chorym. Jest zaś on urządzony z tym porządkiem, wygodą, a nawet pewnym komfortem, jaki zazwyczaj cechuje szpitale Bonifratrów.

Niestety, ograniczona liczba łóżek jest powodem, że zacni ci zakonnicy zmuszeni są odprawiać z niczem wielu zgłaszających się do nich biedaków, którzy wobec niesłychanego wprost przepełnienia szpitala św. Łazarza, zamknięcia szpitala żydowskiego, a także klinik uniwersyteckich, nie mogą w razie choroby znaleźć przytułku. Skutkiem tego noszą się już teraz Bonifratrzy z myślą powiększenia prowizorycznego szpitalika.

Jest to strona przednia medalu, mającego oczywiście i stronę odwrotną, jest nią znów wydatek, jaki ponieśli Bonifratrzy na urządzenie tego szpitalika, do którego sprawić musieli łóżka, materace, pościel, szafki nocne etc., bo całe urządzenie ich szpitala zarekwirowała wojskowość. Wziąwszy na uwagę obecną drożyznę, łatwo sobie wyobrazić ile już wydali Bonifratrzy na szpitalik w mowie będący i co ich będzie kosztowało utrzymanie chorych, których więcej niż połowa jest pielęgnowaną i leczoną przez wybitne siły fachowe, bezpłatnie.

Bonifratrzy nie posiadają majątku, a przez czas wojny nie wysyłali na miasto swych kwestarzy — ich sytuacya przeto jest teraz bardzo ciężką, Skoro jednak Kraków pamiętał zawsze o tych skromnych zakonnikach, czyniących od wieków tyle dobrego w swych murach bez żadnego rozgłosu, wolno więc spodziewać się, że i teraz Krakowianie o nich nie zapomną, przychodząc im z wydatną pomocą w ciężkiem zaiste położeniu.

Każdy grosz jałmużny, danej na szpitalik Bonifratrów, będzie rodzajem inwestycyi społecznej, bo większość chorych wyjdzie z niego, jako ludzie uleczeni, zdolni do dalszej produktywnej pracy.
N-a.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 15-09-1917

100lattemu.pl

--