Moja Szuflada...

22 czerwca 2009
Bo czasem tak bywa, że trzeba się rozliczyć...

Dawno tu nie zaglądałem, ale nie zapomniałem o istnieniu swojej szuflady. Tak, tak… Dokładnie tak traktuję to miejsce – jako swoistą szufladę, której od czasu do czasu można się zwierzyć, a która w dodatku od czasu do czasu skomentuje.

Ponad pół roku. Trochę długo. Chyba czas skrobnąć kilka nowych słów.

 

Ostatnie wpisy – nowy początek. Na nowo uczyłem się oddychać. I uśmiechać. Chyba tylko tych dwóch rzeczy potrzebuje człowiek do życia. Jechałem do Singapuru – powinienem skakać z radości. Nie skakałem. Wszystko przez nią. Moje uzależnienie. Przekonanie, że nie dam rady bez mojego nałogu. Tylko ta chemia miała mi dawać radość. Choć niszczyła mnie, choć spalała, to chciałem ją dalej przyjmować. Czekałem na sygnały od niej, jak na kolejne działki. Już nie muszę… Jestem nadal uzależniony, nadal się muszę pilnować, ale już wiem, że poprzednie życie nie przynosiło nic dobrego. (Wiecie, o czym myślałem zaraz po przylocie do Singapuru? O tym, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe. Nie o tym, że jestem w miejscu, w którym mieszają się dziesiątki azjatyckich kultur. Nie o tym, że czeka na mnie prawdziwa przygoda. Nie o tym, że czas wreszcie zacząć żyć. Tylko o tym, że trzeba jej złożyć życzenia…)

 

Tak bardzo chciałem się uśmiechnąć. To właśnie dlatego w dzień po przybyciu do Gdyni wybrałem się na Andrzejki Monsterowe. Po to, by być wśród ludzi, żeby moje myśli były zagłuszane przez tłum roześmianych i życzliwych twarzy. Dziękuję Wam.



I to właśnie dlatego był wylot do Monachium. Ponoć stara miłość nie rdzewieje, ale moim zdaniem to przede wszystkich dotyczy starych przyjaźni. Wspólne błąkanie się po ulicach miasta i grzaniec niemal na każdym targu. Oj tak, powoli zaczynałem odnajdować siebie, choć tam jeszcze w oczach nie widać radości.





 

W pewnym momencie pojawiła się osoba, która podjęła się trudnego zadania stawiania mnie na nogi. Dziękuję. Za uśmiech i za kopanie po tyłku, dawkowane w idealnych proporcjach. Osoba, która pozwalała mi nie być ideałem 24 godziny na dobę. Kolejna przyjaźń na całe życie. To dzięki niej również coraz bardziej wciągałem się w fotografię. Zawsze lubiłem zdjęcia, ale w pewnym momencie jakoś przestałem je robić. Dlaczego? Bo za bardzo lubiła je robić moja nemezis. Pozwoliłem jej zabrać jedną z części siebie. Byłem definiowany przez nią. Mój błąd. Teraz już wiem. Robienie zdjęć to były jednak pierwszy sygnały odnajdowania i definiowania siebie. Na nowo. Od początku. Bogatszy.

 















Te zdjęcia doczekały się jej komentarza. Wtedy czułem się, jakbym po wielu dniach marszu po pustyni w końcu zobaczył oazę. Dopiero miałem się dowiedzieć, że to tylko kolejna fatamorgana… Jednak widok Jastarni zimą zapamiętam do końca życia.

 

I pewna brutalna dedykacja dla nemezis. Refren.

http://www.youtube.com/watch?v=4Fjy2L8llXo

 

Może trochę za mocno, ale w końcu. Po prawie 9 miesiącach przeszedłem na etap złości. Niewyobrażalnej i niewypowiedzianej… Kiedyś to będzie mi obojętne, kiedyś…

 

Pod koniec lutego zaczynałem żyć wreszcie normalnie. Cieszyło mnie, że świeci słońce z rana. Zaczynałem uśmiechać się do ludzi bez powodu. Pożyczyłem od siostry gitarę i zacząłem się uczyć, zawsze chciałem grać. Coraz częściej dostrzegałem, że przede mną całe życie. Coraz rzadziej patrzyłem wstecz.



 






Pojawiali się kolejni ludzie, bardzo uśmiechnięci, przy których aż nie można było sobie pozwolić na marsowe miny. Aż w końcu pojawiłaś się TY. W odpowiedniej chwili. Kiedy przestałem patrzeć wstecz. Wybrałaś idealny moment. „Świat tak pięknie zwariował.” W sekundę niemal. Czasami aż chcę się uszczypnąć. Jak przypomnę sobie te wszystkie dobre rady moich przyjaciół... "Zobaczysz, będzie dobrze..." Wtedy im nie wierzyłem, ale okazało się, że jak zawsze mieli rację.
















Podsumowanie pół roku w jednym wpisie to cholernie ciężkie zajęcie. Sporo się wydarzyło, ale mam wreszcie świadomość, że przeszłość nie może mnie krępować w teraźniejszości. Co więcej, przyszłość jawi się co najmniej ciekawie. Ale o tym, Droga Szuflado, opowiem Ci następnym razem.

 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi