< > wszystkie blogi

Serdecznie Witamy

Dzieci, Młodzież zapraszamy ;-)

Wychowywanie małych, twardych i mądrych dziewczynek

16 września 2020
Ha, na tym znam się aż za bardzo. Czemu się nie boję na przykład śmierci, a czasem czasu. Czemu nie boję się koleżanek i kolegów. Proste. Przez wychowanie. Zacznijmy od podwórka, przejdźmy przez szkołę, skończmy na teraz i tu. Nie płaczę już. Mam kontrolowany płacz.
Na podwórku byłam silną, dbającą o te młodsze dzieciaki koleżanką. Jednak dbałam tylko o brata. Skoro był młodszy to trzeba było się nim troszczyć. Często się z nim biłam, robiłam mu przykrości, a nawet wyżywałam, bo był pod ręką, ale krzywdy nigdy nie chciałam mu zrobić i liczę na to, że kiedyś przybije mi piąteczkę wychodząc z siłki, bo wrażliwość trzeba trzymać w sobie. On jest niestety miękki w środku, ale widzę, że potrafi oddać, więc super.

W szkole było inaczej niż na podwórku.
W szkole byłam kujonem, trochę leniwym, bo miałam silną podzielność uwagi, przez co rozpraszały mnie każde szepty. Każda uwaga dla innych, była uwagą dla mnie. Tak mnie też nauczył dom, w którym rodzice traktowali mnie i brata podobnie (chodź nie tak samo, ale posiadanie brata rozwija, bo LEGO i gry różnorakie uwielbiam). Podstawówkę przeżyłam, chodź czasem wybuchałam, bo byłam cichutko, ale gdy N nie patrzył, to różki się pojawiały i potrafiłam komu trzeba oddać (chronić musiałam się czasem sama, bo ile można prosić się starych). U dzieci jest silna potrzeba kontroli i wyjaśniania. Ważne by dziecku wyjaśniać, opowiadać i dawać nauczki i to jak najwięcej, by drugi raz nie popełniało tych samych błędów.
W szkole byłam kujonem, bo rozdzieliłam sobie szkołę od podwórka. Miałam innych kolegów tam, a innych ówdzie. Nikt kto wytykał moje błędy szkolne, nie robił tego na podwórku i dobrze. Nauczyłam się oddzielić życie prywatne od szkoły. Taki mały profesjonalizm. W szkole uczyłam się słabo, przez silną potrzebę skupienia uwagi, która często była rozproszona, jednak wyniosłam dalej te wnioski. Już nie siadałam tak blisko nauczyciela, z ludźmi więcej gadałam, odszczekiwałam się odpowiednio, no radziłam sobie. Zaczęłam być też odważniejsza, bo znajomi zaczęli się ujawniać też w szkole, bo byłam spoko. Broniłam siebie i innych. Często uczyłam się sama i moje lub podpatrzone techniki opracowania, wymyślone techniki, ściągi tworzyłam dla innych, bo czemu nie. Kiedyś się człowiek przyda, a ja lubię dobrych ludzi i ich sobie wybieram.

Wychowywanie rodziców
Tu było różnie. Widziałam wiele kłótni, słyszałam płacz (lub odwrotnie, ale ściany w bloku mają uszy dzieci). Rodzice zabierali mnie na każdy pogrzeb i co niedzielę do kościoła, stąd nadzieja (na lepsze jutro) i dobro. A to niekoniecznie wiara w boga, a idee i słuchanie kazań i metaforycznych poruszających umysł przypowieści. Rzadko chodziłam do spowiedzi, bo sumienie miałam od rodziców. Powtarzali: nie klnij, nie krzywdź, chroń, dbaj, itd. To było jak mantra. Szkoła mi tylko te mantry uzupełniała tworząc całość i lepszy obraz.

Rodzice, rodzina i ich popodejście
Mama zawsze słuchała, każde moje słowo, narzekanie i prawie za każdym razem szła z tym do nauczyciela i lekarzy. Słuchanie dzieci to podstawa u rodzica. Chodź zwykle już mamy się nudzą, bo ile można słuchać dzieciaka.
Tata chronił, nie zawsze, bo był kilka razy za granicą w dorobku, ale to też ochrona, tylko finansowa. Kontakt utrzymywał zawsze. Tęsknił i troszczył się o wszystko.
Dziadki, ich rolą jest ogromna, to są najlepsze przechowalnie dzieci pod słońcem. Zwłaszcza na wsi. Na emeryturze mają czas, a jak nie, to ich emerytowani znajomi przypilnują dziecko. A dziecko ma większy luz, bo może chwycić się starych zabawek, narzędzi i rzeczy które są trzymane zwykle już z sentymentu. Wzbudza to w dziecku ciekawość, budzi pytania, a dziad siedzi i opowiada, a baba przyśpiewkę robi. Dobrzy i zdrowi starzy ludzie są najlepszym skarbem.
Ciocie i wujkowie to akurat już zupełnie inna bajka. Tu trzeba człowieka dobrze znać. U mnie było spoko, moi starzy mają rodzeństwo, a ja kuzynostwo. Niektórym nawet nie przeszkadza jedna więcej gęba do wyżywienia, a lepiej jest jak jest zabawa, bo często nudy męczą.
Bajki
Kontrolowanie dziecka czy ogląda mądre bajki to zło. Oglądałam bajki po Wieczorynce i czasem późno w nocy. Dziecko jest ciekawe, a ja byłam do końca ciekawa. Oglądanie telewizji ukształtowało mnie ładnie. Filmy animowane na kasecie, potem płycie też. Radio to moja ostoja spokoju. To też kształci (jest muzyka, są audycje, jest muzykoterapia). A gust mam swój i wiem który akurat głos jest lepszy lub gorszy. A o gustach się nie opowiada.

Ktoś mądry powiedział, że mądry człowiek się nigdy nie nudzi.
To prawda, mi się jak nudzi to wpadam na pomysły, popadam w hobby, czasem opijam życie na imprezie, bo zabawa. Czasem są to studia, czasem jak już coś nie bawi to są to plany na zmianę, czasem jest to ciekawość innego, nieodkrytego. No nie nudzę się. Mądrość, dobro, zabawa i czas. Resztę można jeszcze naprawić, a umiem dzięki dobremu prowadzeniu się wiele rzeczy. Umiem naprawiać siebie, innych, zwierzątka i przedmioty.

Słuchaj się pilnie, jak Adam Mickiewicz w Wilnie. Taka dygresja wpajana od małego.

 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi