< > wszystkie blogi

Z sejfu Nowego Ruskiego

Humor rosyjski i być może inne opowieści

Humor rosyjski (2927)

5 październik 2018 ·
Kolejny wojskowy urban legend.

Trwały wielkie ćwiczenia wojskowe. Cały okręg stawał na uszach, biegał, skakał, strzelał i ogólnie wykazywał się wysoką gotowością bojową. Wojsko wygoniono na poligony, na których kopało, maskowało się i starało się za bardzo nie zmęczyć. No, może z wyjątkiem spadochroniarzy - tych dowództwo miało szczególnie na oku i chcąc, nie chcąc, musieli się wykazywać.

Rzecz działa się w jednostce zmechanizowanej. Takie ćwiczenia to radość dla oczu dowódcy - czołgiści czołgają się w błocku, piechota zasuwa ciężarówkami w tę i w nazad... Aż nagle ktoś wymyślił zadanie specjalne. Kazano wytypować ludzi, którzy mieli być ''dywersantami'' z zadaniem wysadzenia polowej bazy paliwowej. Spadochroniarze mieli ich dopaść i zneutralizować.

Na ochotnika wyznaczono niejakiego Kolę, który się niczym szczególnym do tej pory nie wyróżnił. Ani pochwał, ani skarg, zatem miano nadzieję, że się obejdzie bez niespodzianek. Dano mu wielkie pudło udające bombę i dwóch poborowych. Baza paliwowa była w szczerym polu, kawałek od niej z jednej strony lasek, z drugiej - droga. Jak to na Białorusi. Teoretycznie podejść z wielką skrzynią - niewykonalne. Całą zabawę zaplanowano na godzinę, nie dłużej.

Ale Kola był Białorusinem. Dowództwo nieopatrznie kazało Białorusinowi na Białorusi zająć się partyzancką robotą....

Kierowca ciężarówki, która wysadziła Kolę, jego szczypiorków i jego bombę kawałek od bazy, był spadochroniarzem. Zaraz po powrocie cała jednostka wiedziała, gdzie się udać na poszukiwania. Radośni myśliwi natychmiast się tam udali, licząc, że wrócą na obiad. Pojechali...i nikogo nie znaleźli. Zaczęli przeszukiwać las. Zero. Co więcej, na mapie lasek wyglądał niewinnie, ale w rzeczywistości był trudnym, gęsto porośniętym, miejscami podmokłym terenem i wkrótce chłopaki mieli języki do pasa.

W porze obiadowej Koli i jego gangu szukała już cała jednostka spadochroniarzy. Po obiedzie do spadochroniarzy dołączyła piechota zmotoryzowana. W porze kolacji Kola wyprzedził bin Ladena na liście poszukiwanych. I ciągle nic. Dowództwo już zaczęło kombinować, jak jutro wciągnąć do poszukiwań pułk śmigłowców...

Kiedy zrobiło się ciemno, w drzwiach kwatery głównej stanął Kola, zameldował dostarczenie bomby do magazynu i zapytał, gdzie można coś zjeść, bo stołówka już zamknięta. Dowódca jednostki własną klatą osłonił dywersanta przed gniewem zmęczonych i porządnie nadjedzonych przez komary spadochroniarzy. Sprawdzono, "bomba" w magazynie była. Kola dostał zasłużoną obiadokolację i zaczął opowiadać.

Kiedy wyrzucono ich z ciężarówki i jasno do zrozumienia, że nie mają wielkich szans na sukces, Kola postanowił, że nie ma co sobie żył wypruwać. Odeszli kilkadziesiąt metrów, znaleźli sporą kępę gęstych krzaków, zamaskowali się i poszli spać. Kilka razy poszukiwacze przechodzili dosłownie kilka kroków od ich kryjówki. Wieczorem, wypoczęci złapali się za skrzynię i poszli do bazy, żeby się poddać i skończyć tę zabawę. Udali się od razu do magazynu, żeby odstawić "bombę". Natknęli się na oficera dyżurnego. Tenże, jak się okazało, nie był na porannej naradzie i nie miał pojęcia o przyczynach trwającego wokół zamieszania. Uznał, że jak żołnierze mają tylko coś wnieść, a nie wynieść, to nic nie kradną i pozwolił im zostawić skrzynię w magazynie....

:peppone

 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Autor
O blogu
Najnowsze posty
Najpopularniejsze posty

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi