< > wszystkie blogi

Byłam w psychiatryku #2

8 sierpień 2017
W Szpitalu Psychiatrycznym nie odczuwa się radości. Odczuwa się ulgę i spokój. Nie za sprawą leków, ale za sprawą poczucia, że jest się "pod czyimś parasolem". Ktoś z, na przykład tak jak ja, epizodem depresji, któremu w pewnym momencie wszystko jedno, odkrywa, że jedynym miejscem do którego w tym właśnie trudnym momencie przynależy to właśnie Szpital...

Pamiętam bardzo wyraźnie sytuację już z końca mojego pobytu, kiedy "odwiedziłam" Oddział Zamknięty na około trzy godziny wraz z koleżanką, która miała tam dostać kroplówkę. Jako, że nie miałam nic pilnego do roboty (obvious!), postanowiłam jej potowarzyszyć. Kiedy tak siedziałyśmy tam i czekałyśmy, aż cała kroplówka zejdzie można powiedzieć, że zrobiłyśmy male zamieszanie na Zamkniętym. Co chwila ktoś przychodził i nas zagadywał. Usłyszałyśmy bardzo smutne historie. Historie starszych kobiet, które najczęściej zostały same i prawdopodobnie do końca życia będą tułać się po Szpitalach czy ośrodkach dla starszych ludzi. Pamiętam bardzo wyraźnie starszą kobietę, która miała tak silne omamy, że co chwila się rozbierała do naga i bredziła. Pamiętam też dokładnie smutny uśmiech koleżanki i to, że zaczęło chcieć mi się płakać. Przypominam sobie czasami tę sytuację, mimowolnie, a łzy momentalnie napływają mi do oczu. Nawet teraz. Bardzo często mam takie bezsilne poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego na świecie jest tyle krzywdy? Ale ważniejsze to dlaczego jest tyle bezsensownego niczym nieuzasadnionego cierpienia? Dlaczego ludzie ludziom wyrządzają sobie nawzajem przykrości (a nawet jeśli nie ludzie ludziom, tylko wynika ono na przykład z choroby)? W imię czego? Dlaczego każdy w końcu musi zaznać bólu w swoim życiu? Szczęście nie tyle co jest ulotne, ale niedoceniane. Kiedy stajemy w obliczu osobistej tragedii już na zawsze odciska ślad w naszym sercu i umyśle.

Właśnie dziś po około pół roku od rozstania postanowiłam zapytać byłego chłopaka dlaczego mamy ze sobą jeszcze kontakt. Nie dostałam klarownej odpowiedzi, co więcej w przypływie emocji napisałam mu, że jest mi ciężko, bo nadal coś do niego czuję. Jest to bolesne każdego dnia, kiedy budzę się i kładę spać z poczuciem samotności, która nie wydawałaby się wcale aż tak okrutna, gdyby nie wynikała z uczucia, które wciąż żywo płonie do tej jednej osoby. Mam 27 lat, właśnie jakimś cudem dostałam pracę, która być może mi pomoże, ale czuję coraz częściej chęć powrotu do Szpitala, który jak widać nie rozwiązał mojego problemu, tylko go wyciszył. Po pół roku cierpię nie mniej niż pół roku temu. Przed chwilą rozmawiałam także z ową koleżanką ze Szpitala, która stwierdziła, że "Robię jakieś tam rzeczy, ale to wszystko takie na siłę jest". Takich ludzi, jak my, którzy pragną szczęścia i robią wiele, by je w końcu doświadczyć jest wokół nas multum. I jako takie osoby doskonale wiemy jak ważna jest pomoc i wsparcie innych. Na dziś zakończę to bardzo prosto - nie chciejmy cierpienia, w życiu naszym i innych i nie przyczyniajmy się do niego. Cierpienie to najgorsze uczucie na świecie i zmienia bezpowrotnie.
 

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą

Napędzana humorem dzięki Joe Monsterowi