Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Anegdoty o ludziach teatru XII

19 802  
23  
Kliknij i zobacz więcej!Poczucie humoru i talent aktorski to niezła mieszanka. Przekonajcie się sami...

Aktor Teatru Współczesnego Marian Friedman, przyniósł kiedyś kolegom sensacyjną wiadomość:
- Dyrektor Axer odchodzi z naszego teatru!
- Co ty mówisz! – wykrzyknęli zdumieni koledzy.
- Tak – powiedział spokojnie Marian. – Wezwał mnie Axer do gabinetu i zakomunikował: „Panie Friedman, musimy się rozstać!”

***

Na początku lat 50. Leon Schiller, piastujący godność dyrektora Teatru Polskiego w Warszawie, został pewnego dnia stanowiska tego pozbawiony. Wyszedłszy z teatru chciał kupić papierosy. Poprosił więc sprzedawczynię w kiosku o paczkę ‘Mocnych’. Odpowiedziała mu krótko:
- Mocnych nie ma.
Schiller pokiwał głową:
- Ma pani rację.

***

Kisielewicz, aktor krakowskiego Starego Teatru połowy XIX w. znany był z urywania się swojej żonie. Wiedziony nieomylnym instynktem trafiał zawsze do pewnego lokaliku, gdzie zacna kompania czekała tylko na niego.
Tak też było pewnego wieczoru. Zapomniał biedaczek, że ma spektakl w teatrze. Zrozpaczony dyrektor wysłał więc kilku młodych aktorów na jego poszukiwanie. Dzielni chłopcy odnaleźli go wreszcie, mocno podchmielonego, w owej knajpce. Namowy ich, by pojechał do teatru, nie dały rezultatu. Wpadli więc na pomysł, i poprosili, by zechciał pojechać z nimi do ‘wesołego domku’, gdzie z radością przyjmie go w swe pulchne ramiona urocza panna Zuzia. Podchmielony, rozbawiony Kisielewicz nie dał się długo prosić. Z trudem wgramolił się do karety. Pomysłowi chłopcy zawieźli go oczywiście do teatru, gdzie w owym czasie aktorzy także mieszkali. Kiedy drzwiczki karety otwarły się i wytoczył się z niej Kisielewicz, a zamiast obiecanej Zuzi ujrzał przed sobą własną, mocarną drugą połowę – wytrzeźwiał natychmiast.
Sapiąc i wybałuszając oczy wybełkotał:
- Jezus Maria, Hela w burdelu?!?

***

Zdzisław Lubelski, aktor o wybitnie charakterystycznych warunkach, mały o chrapliwym głosie, grał kiedyś rolę w ‘Księdzu Marku’ Słowackiego. Miał do powiedzenia jedną malutką kwestię. Na próbie zwrócił się do reżysera owego przedstawienia, Adama Hanuszkiewicza:
- Proszę mi powiedzieć, jaki jest ten Goniec, bo ja tak nie potrafię, muszę o nim wszystko wiedzieć.
Hanuszkiewicz spojrzał na niego i poważnie powiedział:
- Wysoki, przystojny, o bardzo pięknym głosie.

***

‘Drzewa umierają stojąc’ to sztuka, która dzięki Mieczysławie Ćwiklińskiej zrobiła w kraju niebywałą karierę. Pewnego wieczoru, grając w jednym z miast, pani Mieczysława, siadając na krześle, znalazła się niespodziewanie… na podłodze. Ćwiklińska, znana z olbrzymiego poczucia humoru, roześmiała się i podniósłszy przy pomocy kolegów, grała dalej. Widzowie nagrodzili ulubioną artystkę gorącymi brawami. Po kilku dniach, będąc znów na występach w innym mieście, wiecznie młoda pani Mieczysława zwróciła się od kolegów:
- A może by tak powtórzyć ten numer z krzesłem, to się tak publiczności podobało.

***

Władysław Hańcza* i jego żona, Barbara Ludwiżanka, gdy byli pewnego razu w Łodzi, zostali zaproszeni przez Irenę Grywińską-Adwentowiczową na przedstawienie. Zjawili się więc w teatrze na kilkanaście minut przed spektaklem. W loży, gdzie się znaleźli, Ludwiżanka zajęła jedyne wolne miejsce, Hańcza zaś wyszedł, aby przynieść sobie jakieś krzesło. Wszedłszy za kulisy, natknął się na Grywińską, która oświadczyła mu, że wręcz spada im z nieba. Aktor, grający małą rólkę bankiera na początku sztuki, nagle zachorował, zaklinała więc Władka, by zechciał ratować sytuację. Ubranie, w którym był, nadawało się znakomicie, ów bankier tak właśnie mógł wyglądać. Hańcza zaśmiał się, ale gdy Adwentowicz zwrócił się do niego z tą samą prośbą, wyraził zgodę. Skreślono więc naprędce część tekstu i tych kilka słów Władek opanował natychmiast. Gdy wszedł na scenę, siedząca w loży żona nie chciała uwierzyć oczom. Władek jak żywy był na scenie. Odwróciła się i szukała swojego męża w głębi loży. Siedzący w sąsiedniej kolega-aktor tłumiąc śmiech powiedział:
- Ach ten Władek, ciągle się go żarty trzymają.

* czyli jedyny w swoim rodzaju kresowiak Kargul


Źródło:
Igor Śmiałowski opowiada… [anegdotki teatralne]
Wydawnictwo Iskry, 1973.

W poprzednich odcinkach...



Oglądany: 19802x | Komentarzy: 0 | Okejek: 23 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.03

06.03

05.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało