Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych CXXI

23 192  
3   2  
Kliknij i zobacz więcej!Jeśli szukasz tu czegoś z czego można się pośmiać zrywając boki - zawiedziesz się. Natomiast jeśli trafiłeś tu szukając ludzi, którzy niemalże trafili do księgi Darwina - zapraszam. Dzisiejszym bohaterom w komplecie udało się przeżyć, choć były i złamania i zranienia...

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

POTRZYMAŁ

Gdy miałem jakieś 16 lat miałem takie coś, że zawsze musiałem coś trzymać w ustach, a to zapałkę, a to długopis lub cokolwiek innego. Pech chciał, że pewnego razu włożyłem do ust agrafkę. No a jak już trzymałem tę agrafkę w zębach to trzeba było coś z nią robić. To dalej zacząłem ją obracać, zmieniać jej pozycje. Ale jak mi się już znudziło to pomyślałem, że dobrze by było ją pootwierać i pozamykać.
I po którymś tam otwarciu, agrafka wyskoczyła mi z zębów i wbiła się prosto w podniebienie. Należy dodać , że to była dość długa agrafka i wbiła się dość głęboko. Przybiegłem do mamy z tą agrafką. Jak ona mnie zobaczyła to nagle zrobiła się cała blada. Ja zemdlałem i obudziłem się dopiero w szpitalu. Do dziś mam dziwne uczucie dziurki w podniebieniu.

by Wixen @

* * * * *

NO TO UBRAŁA

Jak miałam tak ze trzy lata, to pomagałam mamie ubierać choinkę na święta - stałam na krześle i zawieszałam bombki na choince. No i się zachwiałam. No i się złapałam cienkiej gałązki. No i oczywiście spadłam. Policzkiem nadziałam się na ostro zakończoną nóżkę stojaka choinkowego. Ryk był taki, że dziadek uciekł z chaty, ale obyło się bez chirurga. Tyle tylko, że mam pod okiem bliznę długości około 1 centymetra - widoczną, ale nie szpecącą. do tej pory co jakiś czas znajomi pytają: Skąd masz tę bliznę na policzku? No to odpowiadam: Spadłam z choinki...

by Vitkovska @

* * * * *

NOWY DOMEK DLA ZABAW

Jak miałem parę lat (4-5) pewnego dnia wyszedłem z domu przed rodzinką (mieliśmy gdzieś jechać) i zniknąłem. Dobre trzydzieści minut się jeszcze wlekli, zanim wyszli z domu. Oczywiście kochanego synka nie ma. Zaczęli mnie szukać. Mama spanikowana, że się gdzieś zgubiłem, utopiłem (w okolicy są trzy stawy rybne) albo coś równie dramatycznego. W końcu po 20 minutach odnalazła mnie siostra. Niby nic dziwnego, gdyby nie to, że znalazła mnie w budzie psa sąsiada (wilczuropodobny), który to pies siedział na dachu tejże budy. A ja sobie tylko siedziałem z szramą po pazurach na policzku i bawiłem się w przytulnym domku pieska. Do tej pory cała rodzina się zastanawia, jakim cudem zdołałem wypędzić psa z jego budy, wejść do niej i przytachać skądś zabawki doznając tylko lekkich obrażeń od pazurów.

by Mattrick

* * * * *

SURFER

Za blokiem w którym mieszkałem zbudowane zostało betonowe boisko. Boisko owo co roku na zimę polewane było przez panów ze spółdzielni wodą. Woda jak to woda na zimnie zmienia się w lód. Lód jak to lód po dwóch dniach był pokruszony w dosyć duże kawałki, około 1 m średnicy. Warto zauważyć, że centrum lodowiska pozostało nietknięte. Jako dziecię o małym rozumku zapaliłem się do pomysłu surfowania na tymże lodzie. Podjąłem więc z ziemi jeden kawał zamarzniętej wody i położyłem na nie pokruszonej części lodowiska. Oddaliłem się od tegoż kawałka i rozpędziłem. Po wyskoku, ów kawałek zupełnie nie pojął moich intencji i zamiast dać się ujarzmić wyprysnął mi spod nóg. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że prawo powszechnego przyciągania ciągle działa i z uderzenia twarzą w lód to jednak lód wychodzi zwycięsko. Skutek tej zabawy to doprowadzenie matki do płaczu a mnie do szpitala na zszycie łuku brwiowego.

by Mezegis @

* * * * *

PIEC

Mam dwóch kuzynów po sąsiedzku (starsi o 4 i 5 lat), nauczyciele prawdziwego życia (papierosy, alkohol itp.).
Podczas jednej z zabaw, akurat wtedy bawiliśmy się w piasku, ja (8 lat) wpadłem na genialny pomysł zrobienia sobie pieca w piasku. Do dyspozycji miałem kafelki, papierki zapałki i na moje nieszczęście worek nylonowy. Po zbudowaniu wyżej wymienionego pieca postanowiłem go przetestować, podpaliłem papier i inne śmieci. kuzyn mi zaproponował podpalenie nylonu "Fajnie się świeci", no i podpaliłem. Szczegół to że nylon się cofnął mi na prawą rękę i tam spłonął. Przez miesiąc miałem maści i bandaże na ręce.

KRYJÓWKA

Innym razem bawiliśmy się w chowanego (9 lat), ja się schowałem do szafy, a że chciałem byś mistrzem to usnąłem aby nie dawać znaku życia (nieumyślnie). Jak się obudziłem to się okazało że pół wioski mnie szuka.

by Ardex @

* * * * *

UCIECZKA

Było to w śmigusa dyngusa. Miałem wtedy 12 lat. Wyszedłem na dwór pooblewać się trochę z kolegami. Nagle zaczęła mnie gonić grupka trochę starszych kolegów ode mnie. Uciekałem patrząc się do tyłu. Gdy obróciłem głowę do bardziej naturalnego położenia, przywaliłem w brzozę. Straciłem przytomność i po prostu spłynąłem po tej brzozie. Kolega który był ze mną wtedy na dworze zaczął mnie cucić i podniósł mnie (nadal się zastanawiam jak różnica wagi około 20kg). Jak juz stałem na nogach ledwo przytomny znów spłynąłem. Później szpital i wyciąganie kory z głowy.

by Tomsa @

* * * * *

WOJNA

Kiedy byliśmy jeszcze dziećmi małymi (ja miałam jakieś 4 lata, kuzyni lat 8 i 10) bawiliśmy się w wojnę. Polegało to na rzucaniu się klockami lego - niby granatami. A że jeden z kuzynów był bardzo pomysłowy, postanowił najpierw odgryźć zawleczkę. Oczywiście klocek był za duży, a kuzynek go połknął. Znaczy prawie, bo utknął mu w gardle. Gdyby nie to, że ciocia była w domu i go odwróciła do góry nogami, tak, że jakimś cudem to wypluł, miałabym jednego kuzyna mniej.

ECH TE KOLANA...

Kiedy miałam jakieś 6 czy lat, bardzo popularne były "hulajnogi". No więc ja, kiedy wymarzony środek lokomocji dostałam, postanowiłam rozpędzić się z górki jak tylko się da. Jak łatwo przewidzieć, przy szybkości jaką rozwinęłam, coś poszło nie tak. Przejechałam na kolanach po asfalcie kilka metrów. No ale dzielnie wróciłam do domu, mama nogi zabandażowała i było dobrze. Poszłam więc bawić się do koleżanki. Bawiłyśmy się wtedy w restaurację, gotując dla wymyślonych gości, wymyślone potrawy z błota i roślinek. Koleżanka miała swoją restaurację w dolnej części ogródka- w altance, a ja w górnej, gdzie trzeba było wejść po niewygodnych schodach. No więc ja obolała, z tacą pełną zup błotnych wchodziłam na schody i oczywiście potknęłam się. Spadłam z połowy schodów, kolana zdzierając jeszcze bardziej i cała brudząc się w błocie. Ale ból, to było zdejmowanie brudnych opatrunków, które poprzylegały do rany.

TRYBIKI

Jest to opowieść mojego taty (dla wyjaśnienia była ich czwórka rodzeństwa - najstarszy brat, zupełnie nieistotny w tej chwili, mój tata, młodsza siostra i najmłodszy braciszek). Nie mam pojęcia ile mogli wtedy mieć lat, ale mój ojciec ze swoją siostrą dorwali w szopie coś, co napędzały takie koła zębate. Przyprowadzili więc tam najmłodszego i zasugerowali, żeby włożył tam rękę. On oczywiście włożył. Efekt? Połamane wszystkie 5 palców. Według wersji cioci, powiedzieli małemu, żeby nic nie mówił rodzicom, bo dostaną lanie. Wersja mojego ojca mówi, że natychmiast go odprowadzili do rodziców, jak na dobre rodzeństwo przystało. Wujek do dzisiaj (ze 30 lat już minęło) ma blizny na lekko zdeformowanych palcach...

by Aga_R @

Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten linek i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

Oglądany: 23192x | Komentarzy: 2 | Okejek: 3 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.05

07.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało