Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wielka księga zabaw traumatycznych CXVII

23 666  
3   5  
Kliknij i zobacz więcej!Jeśli szukasz tu czegoś z czego można się pośmiać zrywając boki - zawiedziesz się. Natomiast jeśli trafiłeś tu szukając ludzi, którzy niemalże trafili do księgi Darwina - zapraszam. Dzisiejszym bohaterom w komplecie udało się przeżyć, choć były i złamania i zranienia...

Nie powtarzajmy tego! Nigdy! Osobom, których psychika nie jest wypaczona stanowczo odradzamy lekturę, pozostałych zapraszamy, im i tak jest wszystko jedno...

ZASIEKI

Miałem wtedy jakieś 6 lat, siostra miała 4. Mieszkam w połowie poniemieckiej willi, więc zawsze coś się sypało, coś trzeba było remontować itp. Akurat padło na podłogi, więc w przedpokoju stał cały stos klepek parkietowych powiązanych w zgrabne paczuszki. Poszedłem sobie wziąć z kuchni coś do picia, a że byłem (i nadal jestem) z natury leniwy, to chciałem wziąć jak największe naczynie. Nalałem sobie Fanty do takiej dużej wysokiej szklanki z grubym dnem. Nie przewidziałem jednak, że siostrzyczka postanowiła się pobawić pluszowymi pieskami i przywiązała je na jak najbardziej autentycznej smyczy do wspomnianych wiązek parkietu. Gleba była porządna, szklanka w drobiazgi, wszędzie krew, bajzel straszny. Po przemyciu łapy okazało się, że palec przecięty wzdłuż na 2 cm od opuszka. Na progu do dzisiaj mam brunatno-brązowe plamy/

DOWNHILL

Mamy we Wrocławiu taką fajną górkę, którą niewiadomo dlaczego nazywają wszyscy Górką Miłości.
Na jednym ze zboczy tejże niewielkiej górki są wykopane dwie takie jakby wielkie rynny, w których w zimie zjeżdża się na sankach. Żeby było ciekawiej, akurat było lato, a ja byłem w tamtej okolicy na rowerze z rodzinką. Postanowiłem sobie zjechać na pełnym gazie (czyli bez hamulców) jednym w torów saneczkarskich. Ojciec jak zobaczył mnie zasuwającego jak błyskawica w dół krzyknął "hamuj!", no to zahamowałem. Wyłącznie przednim hamulcem. Dwa albo trzy koziołki do przodu, pozdzierane łokcie etc, oraz wbity w udo klucz od mieszkania, który miałem wtedy w kieszeni. Co ciekawe do szpitala z tym nie poszedłem i nawet się nie paskudziło.

IRON MAIDEN

Jakiś czas temu we Wrocławskiej hali ludowej odbył się koncert Iron Maiden. Miałem wtedy jakieś 15 czy 16 lat, w każdym razie był to pierwszy "taki" koncert na którym byłem, co więcej pierwszy na jaki poszedłem bez rodziców. Tak jak wszyscy pchałem się w stronę sceny, gdzie był naprawdę solidny tłok. Ochrona wyciągała z tłumu i odprowadzała na bok tych, którzy przesadzali. Ja dotarłem jakoś pod samą ta barierkę i gapiłem się na grających Ironów. W pewnej chwili jakiś przedsiębiorczy człowiek po prostu wziął mnie za fraki i przerzucił przez barierkę (mały byłem i w sumie lekki) skąd oczywiście odprowadziła mnie ochrona. Niezrażony niepowodzeniem postanowiłem zrobić to, co zawsze chciałem, czyli "polatać" sobie na tłumie (tzn., tak, żeby mnie nosili w górze). Jacyś życzliwi ludzie mnie podsadzili i już po chwili płynąłem na tłumie w stronę sceny. Nagle niespodziewanie tłum się skończył, a ja zleciałem głowa prosto na jedną z wspomnianych barierek. Film mi się urwał. Obudziłem się gdzieś obok sceny i stwierdziwszy, że nie bardzo widzę cokolwiek, wytarłem twarz rękami, co z kolei pozwoliło stwierdzić, że twarz całą mam zalaną krwią. W sumie wyedukowałem, że skoro ochrona nie wezwała pomocy medycznej, to chyba nic mi nie jest, więc można wariować dalej. Poszedłem do łazienki, umyłem twarz i poszedłem szaleć dalej (ale bliznę mam do dzisiaj).

by Poorchava

* * * * *

ROBERTO CARLOS

Początek wieku XXI. Małe miasto na Pomorzu, gdzie miałem przyjemność dorastać. Miałem najwyżej 12-13lat. Jak zwykle z kolegami z podwórka graliśmy w piłkę. Jako, że w tym okresie były jakieś mistrzostwa (euro 2000 albo inna copa america), to każdy z nas wcielał się w ulubionego piłkarza. Mi trafił się Roberto Carlos, którego wtedy głownie kojarzyłem z rzutów wolnych i przewrotek.
W pewnym momencie nadarzyła się okazja do strzelenia właśnie z takiej przewrotki: wyskoczyłem w górę nad obrońcą, zakręciłem jakoś nogami, strzeliłem i zgodnie z prawem grawitacji wylądowałem na ziemi. Niestety wylądowałem tak "szczęśliwie", że wbiłem zęby w kolano. W swoje kolano.
Do dziś mam w tym miejscu bliznę w kształcie dwóch krzywych "jedynek" i jednej "dwójki".

by Cinas88

* * * * *

ZBRODNIA I KARA

Miałam wtedy 12 lat. Często chodziłam do mojej babci która mieszkała po sąsiedzku. Najlepszym miejscem zabawy był babciny ogród, stary i trochę zapuszczony, ale przez to właśnie uroczy. Jesienią babcia zgrabiła liście i jedna z gromadek leżała tuż przy domu. Wpadłam na wspaniały pomysł aby je podpalić. Niestety liście były wilgotne, więc zawiedzona patrzyłam jak wydobywają się z nich kłęby szarego dymu. W pewnym momencie zauważyłam że wiatr spycha dym prosto w otwarte do wietrzenia okno. Próbowałam ugasić ale efekt był taki że wraz z dymem uniosły się sadze. Pobiegłam zamknąć okno ale to już nic nie dało. Cały pokój był zadymiony. Firanki na szczęście zatrzymały sadze, ale były całe szare. Babcia jak to zobaczyła zrobiła się purpurowa na twarzy. Wybiegła, zalała wodą ognisko i ponownie otworzyła okno. Przez cały czas nie powiedziała do mnie nawet słowa. Popatrzyła na mnie tak, że przeszły mnie ciarki, po czym chwyciła za rękę, zaprowadziła do drugiego pokoju i zamknęła na klucz. Babcia czasami dawała mi klapsy, ale czułam że tym razem nie skończy się na kilku klapsach i że właśnie poszła po moją mamę. Wiedziałam, że mama za taki wybryk może mnie nie spierze, ale dostanę z miesiąc szlabanu na telewizję i wyjścia z domu. A miałyśmy z koleżankami różne fajne plany. Pomyślałam "Boże, wolała bym dostać w tyłek". Po chwili babci wróciła, bez mamy, ale za to z pasem w ręku. Przełożyła mnie przez kolana i wlała 15 razy na goły tyłek. Po czym rozpłakała się razem ze mną. Przytuliła mnie i tak sobie płakaliśmy kilkanaście minut. Mamie nigdy o tym zdarzeniu nie powiedziała.

by Assoa @

* * * * *

TARZAN

Nie pamiętam ile miałem wtedy lat ale coś ok. 10. Jak przystało na dziecko w takim wieku miałem w głowie różne Tarzany, Księgi Dżungli i inne takie. Idąc sobie kiedyś z sąsiadem po osiedlu zauważyliśmy taką "metalową płaską linę" - nie wiem jak to się nazywa ani szczerze mówiąc do czego służyło - podobne w kształcie do tych plastikowych którymi związuje się np. kartony w marketach. Miało to tylko jedną ogromną różnicę w porównaniu do marketowych odpowiedników - było STRASZNIE ostre po bokach, wystarczyło, że trzymałeś, nawet nie mocno, a ktoś to pociągnął i momentalnie cięło rękę. Ale kto w wieku 10 lat by się tym przejmował, prawda?

Uradowani naszym cennym znaleziskiem (teraz, gdy jestem już starszy wiem dobrze, ze lepiej byłoby zanieść to na skup złomu) wpadliśmy na genialny pomysł - przewiesić to z drzewa na drzewo, a potem, dosłownie jak Tarzan, przechodzić po naszej metalowej lianie. Wszystko pięknie i ładnie, a że mieszkam na obrzeżach miasta ze znalezieniem drzewa nie było, niestety, problemu. Tak więc z wielkim zapałem zaczęliśmy realizować nasz plan, przywiązaliśmy do jednego drzewa na wysokości 3 metrów (zostawiając też kawałek wiszący w dół, żeby można było zjeżdżać jak strażacy), potem do drugiego i nastała wielka chwila prawdy.. Kumpel okazał się tchórzem i mimo moich namów nie chciał spróbować także ja, najodważniejszy spośród dziesięciolatków na osiedlu, podjąłem się zadania osobiście.. Chwyciłem się "liny" mocno i już miałem przechodzić na drugie drzewo, w myślach widziałem siebie triumfującego nad sąsiadem i ogólnie nad całym osiedlem, oderwałem nogi i.. Poczułem ogromny ból, a reszta zajęła ułamki sekundy. Zjechałem po tej lianie na dół, właśnie te jakieś 3 metry (pamiętacie? To dla strażaków!), a efektem była dosłownie fontanna krwi i wszystkie 10 palców bardzo głęboko rozcięte mniej więcej na połowie wysokości, kilka do kości, do dzisiaj na dwóch mam bliznę.. Gdy przybiegłem do domu mama ledwo przeżyła (nic dziwnego - takie widoki pewnie rzadko mają nawet na ostrym dyżurze), a co się stało domyśliła się idąc po śladach krwi. Jednak nawet u swojej rodzicielki nie znalazłem wsparcia i zrozumienia - cały czas mówiła, że żadna dziewczyna nie będzie mnie chciała z pociętymi palcami - co stresowało mnie znacznie bardziej niż to, że przez jakiś czas nie mogłem nawet cukierka sam odwinąć z papierka.

by Kukurydziak @

* * * * *

LOVELAS

W tamtym roku pojechałem razem ze swoją klasą na trzydniową wycieczkę w Tatry. Jak to bywa na takich typu wycieczkach, pojawiają się tam często różnego typu napoje. Po wybiciu kilku takich zacząłem schodzić po balkonie na dół do pokoju dziewczyn (ja spałem z kolegami na 3 piętrze one na 2). I tak wraz z kolegami schodziliśmy kilka razy. Balkonami dlatego że nie chcieliśmy mrówy (naszej wychowawczyni) wprowadzać w zakłopotanie. I tak schodziłem sobie po tych balkonach. W pewnym momencie, gdy próbowałem trzymając się jedną ręką obręczy, a druga krawędzi balkonu zeskoczyć na balkon poniżej, jedna ręka odmówiła posłuszeństwa (nie dziwcie się, byłem pod wpływem pewnych czynników). Zaryłem szczęką w krawędź balkonu i straciłem na chwilę przytomność. Obudziłem się na dole nie mogąc złapać oddechu. Jednak przeszła mi przez głowę myśl, że muszę wstać. Podniosłem się i nagle na najniższym balkonie zaroiło się od kolegów. Wszyscy się brechtali. Wdrapałem się na najniższy balkon i poszedłem do swojego pokoju spać, chodziłem bardzo krzywo, a głowa bolała mnie nieziemsko. Gdy rano się obudziłem strasznie bolała mnie szczęka, następnie spojrzałem na dół zobaczyłem, że miałem bardzo dużo szczęścia, spadłem akurat na trawę, gdzie nie było kamieni, a wokół było ich w bród. Później rodzicom powiedziałem, że na drzwi wpadłem. Lekkie zagłębienie w szczęce mam do dziś.

by Pawel_hera @

* * * * *

KIJ

Mając lat 11, bawiłem się z chłopakami na podwórku przed blokiem. Było już późne popołudnie, postanowiłem iść do domu. Kolega bawiący się kijem o grubości kija do baseballa postanowił urozmaicić pożegnanie, rzucając owy kij nade mną (ponoć chciał nade mną...). Zdążył tylko krzyknąć, obróciłem się i bęc. Kijaszek przetrącił mi nos w ten sposób, że lewym okiem widziałem środek nosa, a z prawej strony w miejscu gzie był nos nic nie widziałem. Krew się lała niemiłosiernie, ja byłem w szoku. Rodziców nie było w domu, więc żeby się nie wydało (hehe) postanowiłem sam sobie nastawić nos. Siadłem pod wejściem do klatki schodowe, zacisnąłem zęby. I udało się, prawdę mówiąc nawet za bardzo nie bolało (pewnie przez ten szok). Potem matula przyjechała, wizyta na pogotowiu, prześwietlenie i zalecenie: okłady z rumianku.

Rezultat:
- bezcenne doświadczenie w nastawianiu własnego nosa bez użycia lusterka
- piękna opuchlizna nosa, która mieniła się wszystkimi kolorami tęczy przy schodzeniu
- odszkodowania nie dostałem, bo za ładnie sobie nastawiłem i żadna z przegród się nie zwęziła
- podświadomy lęk i niemiłe uczucie za każdym razem, gdy oglądam operację nosa lub cokolwiek innego robione z tym narządem

by Policja997


Traumatycy i wszyscy inni przeżywające mrożące krew w żyłach przygody! To seria o Was i dla Was! Klikaj w ten linek i pisz! Opisz naprawdę traumatyczną historię, która zagości na stronie głównej i którą przeczytają tysiące ludzi! W tytule maila wpisz WKZT, to mi bardzo ułatwi zbieranie opowiadań.

UWAGA! Znaczek @ występuje przy nickach osób, które nie założyły sobie (jeszcze) konta na najlepszej stronie z humorem na świecie!

A na zakończenie lubiany bonusik traumatyczny. Przestrzega przed wczuwaniem się podczas czytania traumy...


Ja miałem ciekawą akcję. Ale najpierw wstęp. Otóż za biurkiem mam szafkę, a dokładniej jej róg. A teraz historia właściwa. Niedawno czytając właśnie Wielką Księgę Zabaw Traumatycznych, wyobraziłem sobie siebie w pewnej sytuacji opisanej tam i tak się przestraszyłem, że gdy mnie odrzuciło to rozbiłem sobie czachę. Skończyłem w szpitalu, ale poza tym, wszystko było spoko.

by Commandos @

Oglądany: 23666x | Komentarzy: 5 | Okejek: 3 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.09

18.09

17.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało