Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka księga zabaw traumatycznych - Wypadki Domowe VII

20 450  
2   4  

Żegnamy się już z historiami domowych wypadków. To już ostatnie pożary, powodzie, upadki oraz złamania, które kiedyś przeżywaliście. Teraz już będzie duuużo spokojniej - ale jeśli  potrzebujesz dodatkowych zabezpieczeń to możesz je zdobyć na stronie sponsora konkursu :-)

Mały piroman - komandos - sabotażysta

Będąc małym dzieckiem 3-4 lata strasznie lubiłem ogień. Rodzice chowali wszystko czym dało by się go wykrzesać więc pozostała mi kuchenka gazowa. Postanowiłem uruchomić piekarnik. Odkręciłem kurek. Nie wiedziałem, że trzeba go podpalić więc siedziałem i patrzyłem. W tym czasie mama na palniku gotowała zupę. Po 10 minutach dałem za wygraną. Po 15 minutach w kuchni była mama, pomidorówka na suficie oraz wysadzony piekarnik. Moja mama do dnia dzisiejszego podejrzewa zamach z mojej strony. Przestaliśmy używać kuchenek gazowych.

Mając lat 6 namiętnie chodziłem po drzewach. W czasie wakacji pojechaliśmy na działkę, rośnie tam wielki dąb którego pierwsze gałęzie zaczynają się 3 metry nad ziemią. Poprosiliśmy mojego tatę żeby zawiesił line aby wspinać sie jak komandosi. Wchodziłem jako ostatni(byłem najmłodszy) będąc prawie u celu podałem rękę mojemu kuzynowi niestety nie utrzymał mnie. Spadłem z 3 metrów pół godziny dochodziłem do siebie. Przestałem chodzić po drzewach.

Będąc w 2 klasie podstawówki namiętnie grałem w piłkę. Ulubiona pozycja bramkarz niestety zdarzyło się że w mojej drużynie mieliśmy tak dobry atak że nudziło mi się nie miłosiernie. Zacząłem huśtać się na poprzeczce zabawa fajna więc wpadłem na pomysł że odsunę sie na 3, 4 metry podbiegnę zgapię poprzeczkę w locie. Jak wymyśliłem tak zrobiłem złapałem poprzeczkę, nogi doszły poziomu 180 cm nad ziemią, tylko łapki się wyślizgnęły, gleba do siebie dochodziłem 15 minut. Przestałem lubić piłkę.

by greenman1706

* * * * *


DZIURA W RĘKU

Miałam może 9 lat, brat zaś odpowiednio 6, kiedy postanowiłam nauczyć młodego grać w okręty. Z pomocą kartek z zeszytów oraz kredek przystąpiliśmy do dzieła.
Po paru minutach mój brat podniósł wrzask, że oszukuję. Zaczęliśmy się napieprzać tym, co w łapach akurat mieliśmy (kredki), jak to ma w zwyczaju rodzeństwo. Naparzamy się, naparzamy, nagle stwierdzam, że coś mnie ręka boli. Patrzę na wnętrze dłoni - a tam centymetrowej głębokości dziura. Zaprzestałam agresywnych czynności, poleciałam do ojca, który przelał mi łapę wodą utlenioną i zakleił plastrem.
Zapewne sprawa by się na tym skończyła, gdyby nie fakt, że najpierw prawie nie mogłam ruszać palcami, potem rana zaczęła się cholernie paprać, a w międzyczasie odkryłam, że jedna z kredek (brązowa Staedlera ze złotymi trójkącikami na oprawce - do dziś cholerę pamiętam) ma złamany czubek.
Efekt - pierwszy zabieg chirurgiczny na żywca (nie zapomnę tego rzeźnika), 2 albo 3 miesiące z łapą puchnącą, napełniającą się ropą, zamkniętą w zdejmowalnej gipsowej łusce, 3 miechy moczenia się w jakichś kolorowych specyfikach, smarowania maścią, antybiotyków, w końcu zabieg konkludujący, podczas którego w końcu wyciągnięto szczątki nieszczęsnej kredki z mojej skatowanej dłoni (musiało mnie trzymać 7 osób - lekarze, pielęgniarki i matka) w szpitalu w Koszalinie - kawałki zdążyły się przemieścić o półtora centymetra od miejsca pierwotnego wbicia.
Wakacje nad morzem - przekichane.
Do dziś mam dwie urocze, kolorowe blizny po wewnętrznej stronie dłoni, nie cierpię, gdy ktoś ich dotyka, a przez długi czas na widok białego kitla dostawałam histerii.

by Ioreth

* * * * *

GORĄCE DŁONIE

Mając lat może pięć, może siedem, pojechałem z mamą odwiedzić znajomego. Gość często bywał poza granicą (Francja i okolice), więc chętnie go odwiedzałem gdy wracał do kraju Jedną z wielu rzeczy, o jakich istnieniu nie wiedziałem, a co u niego wypatrzyłem, była kuchnia elektryczna do zabudowy - jeden płaski blat (szyba jakaś czy cuś takiego i grzałki pod nią). Fascynowało mnie to, że po włączeniu "palnika" szyba zaczyna się robić czerwona. I tak włączałem, patrzyłem, wyłączałem, studziłem, włączałem, patrzyłem, wyłączałem... Kiedy już wychodziliśmy (wszyscy już wyszli z mieszkania) przypomniałem sobie, że kuchenka może być włączona, więc chyżo pobiegłem do kuchni i... obie łapy położyłem na rozgrzanym blacie kuchenki. Nie był czerwony, ale był na tyle gorący, że sekunda kontaktu dłoni z blatem zaowocowała solidnym poparzeniem. Szczęście w nieszczęściu, że zima sroga była i autobusy nieogrzewane - całą drogę do domu skakałem od szyby do szyby, przykładając do nich ręce i studząc dłonie.
Efekt końcowy: dwa dni nic do rąk nie mogłem wziąć, bo nie byłem w stanie utrzymać. Bąble oczywiście poprzegryzałem. Po dziś dzień mam pewien ubytek odczuwania ciepła w dłoniach - temp. około 60 stopni odczuwam jako "ciepłe". A poza tym nawet na mrozie mam ciepłe łapy (moja Luba bardzo jest z tego zadowolona)

by blackamber

* * * * *


by ulunka

Historia życia The_Unspeakable

Lat 4 – ZAATAKOWANY PRZEZ KACZKI
W pobliskim kurniku mieszkały kaczki. Jednej z nich wykluły się pisklęta. Małe to to, żółte i w ogóle ciekawe. Pędzony nieodpartą pokusą obejrzenia nowych młodych stworzonek pobiegłem do tegoż kurnika. Wlazłem do środka i przez przypadek domknąłem drzwiczki. Przypadkowo zamknął się haczyk z zewnętrznej strony drzwiczek. Reakcja kaczki na moją wizytę przepiękna: zaczęła na mnie syczeć, kwakać, patrzyła jak na wariata po czym zaczęła na mnie naskakiwać i dziobać.
Zostałem uwolniony dopiero po 30 minutowej walce o przetrwanie. Wspomnienia niezapomniane, wstręt do kaczek trwa nadal, historia zakończona kilkoma śladami po dziobaniu i siniakami zdobytymi w poczet walki o wyjście

Lat 5 – Taneczny Sylwester
Sylwester. Liczna rodzina moja z różnych zakątków przyjechała. Impreza była wielka. Efekt imprezy w moim przypadku: wizyta w szpitalu z rozciętą głową założenie 6 szwów.. kilkunastodniowy chroniczny ból głowy. Powód? Prosty lambada tańczona tyłem i po wykonaniu odpowiedniej sekwencji ruchów wspaniały "mosz" czupryną o kant szafki... mój ukochany szalik stracił wtedy swą dziewiczą biel na rzecz szybkiego tamowania krwi czym popadnie.

Lat 6 – Intrygujący słoik
Ja, garaż, chora ciekawość młodego człowieka, nieświadomy charyzmy dziecka ojciec. Poszedłem do garażu, ojciec pozwalał mi na grzebanie w garażowych podwojach więc wyszukiwałem coraz to nowsze urządzenia, części, przedmioty. Zaintrygowany słoiczkiem na górnej szafce zdjąłem go odkręciłem i powąchałęm. Zapach nie był przedni. Ten zapach wstrząsnął rącił mną dość mocno, co spowodowało wylanie owej cieczy na mnie i zbicie rzeczonego słoiczka. Skutki: rozcięte szkłem przedramię, poparzona ręka i bezcenna mina ojca z wypisanym na twarzy pytaniem - jak ten mały gnojek tam wlazł.

11 lat – Lądowanie na 4 literach
Ognisko... ja i kilku kumpli... Efekt poparzona stopa część tylnia, niemoc chodzenia i tym podobnych pierdół przez 2 tygodnie... przyczyna? Bardzo chciałem przeskoczyć ognisko... musiałem akurat tam gdzie żaru było najwięcej... wylądowałem nie tam gdzie miałem... złe koordynaty

Lat 13 - Moje pierwsze salto

Jazda na rowerze z maksymalną prędkością. Jadący samochód (Bogu dzięki wolno), ja patrzący do tyłu. Hamulce auta zadziałały, ja nawet nie zdążyłem zareagować i z impetem wywaliłem w auto.
Poleciałem wzdłuż auta piękna scena jak w matrixie... rower został ... wylądowałem trochę dalej z wybitą szczęką pozdzieranymi kolanami, i kilkoma siniakami... było warto...

Lat 15 - Gazeta

Miałem manię palenia świec... czytałem gazetę oczywiście nie zwracając uwagi na fakt, że pod nią jest świeca gazeta zajęła sie ogniem błyskawicznie dywan na który ją rzuciłem też ... co mnie szalenie zdziwiło... efekt prostokątna wypalona pieczęć w dywanie wielkości rozłożonej strony gazety wyborczej.

by The_Unspeakable

* * * * *

Przypadki Chaosa

Szczęście do nieszczęść jest w mojej rodzinie - powiedzmy, że - dziedziczne. A przynajmniej wykazuje pewne prawidłowości.

Ojciec mój, o inicjałach (po lotniczemu) Kilo India, szczylem będąc postanowił wdrapać się na segment w stylu meblościanka. Prawa grawitacji zadziałały i segment (wraz z ojcem) przewrócił się na podłogę.

Nie licząc faktu, iż ojciec trochę zafajdał podłogę, nic mu się nie stało.

35 lat później jego syn, o inicjałach Whisky Kilo India (znaczy się ja) postanowił pobawić się na podwórku. Wyhaczywszy gdzieś plastikową wieżyczkę od czołgu postanowił pozjeżdżać z nią z typowej, osiedlowej peerelowskiej zjeżdżalni.

Spoko luz, pomyślicie. Ale młody Chaos postanowił zrobić to na brzuchu.

Efekt: rozbity ryj, krwi co niemiara i sensacja w przedszkolu.

Rok później nadal młody i głupi Chaos pojechał z matką do Załakowa. Tam, wyhaczywszy gdzieś szynę do podwieszania firan postanowił - zgadnijcie co? - tak, zjechać z nią ze zjeżdżalni. Nabitego (dobrze, że nie przebitego) i ryczącego ściągnięto chwilę później.

Parę lat później, już razem, Whisky Kilo India oraz Kilo India Junior pojechali do rodziny na wieś. Tam, z kuzynostwem, rozpoczęto zabawę w wojnę połączoną z głośnym "ragtatatattatatattatatta".

Ale w stodole - jak się okazało - kaczki zabunkrowały jakieś jaja wątpliwej świeżości, które postanowiono przerobić na ciężką artylerię.

Efekt: oprócz ufajdanego Whisky Kilo (kto jajem wojuje...) ufajdane ściany że heeeeeeeej.

Czy muszę dodawać, że Kilo to inicjał od jednego i tego samego imienia?

by chaos

* * * * *


Jak wejść do domu bez kluczy?

Mieszkam w piętrowym domku jednorodzinnym. Pewnego razu wracając chwytam za klamkę i ... ZONK! Zamknięte. Nie mam kluczy. Zobaczyłem, że mój pokój (na piętrze) ma otwarte okno połaciowe. Nie namyślając się długo wziąłem drabinę i przystawiłem ją do dachu. Wszedłem i ze smutkiem w oczach stwierdziłem, że od końca drabiny do okna zostały mi ze 2 metry, ale po blachodachówce! Zacząłem się wspinać, już witałem się z gąską i...
Połamany byłem w dwunastu miejscach (drabina łaskawie też na mnie spadła), zerwałem rynnę, porysowałem dach. Od tamtej pory wchodzę do domu przez okno kuchenne na parterze.

Jak zrobić dobry dowcip w garażu?

Otworzyłem garaż, przymknąłem drzwi od wewnątrz i ukryłem się w ciemnościach. Widocznie zmogło mnie ździebko, gdyż kiedy się obudziłem i instynktownie próbowałem otworzyć nieszczęsne drzwi, te stawiły mi opór. Tak to jest kiedy rodzinka, w obawie przed złodziejami, zamyka na noc wszelkie domowe otwory. Półtora dnia siedziałem tam czekając na uwolnienie. Całe szczęście, że w garażu trzymamy ziemniaki (ciemno i zimno), to nie byłem głodny...
Uwierzcie mi surowe pyry są obrzydliwe. Od tamtej pory cierpię na ziemniakofobię (czy psychiatrzy znają podobny przypadek?).

by j0tj0t87

* * * * *


Jak oświetlić swoją kryjówkę?

W wieku około 5 lat w okolicach świąt Bożego Narodzenia miałem swoją skrytkę za łóżkiem. Było tam strasznie ciemno, więc wpadłem na pewien pomysł. Jako że był okres świąt, w domu stała choinka, a na niej świeciły się lampki choinkowe. Wykręciłem jedną szybko pobiegłem do swojego pokoju. Poodginałem druciki i wsadziłem je do gniazdka z prądem. Skutkiem było pozbawienie całej klatki prądu na 3 godziny (w święta!), okopcona twarz i bezcenna mina moich rodziców, którą chciałbym kiedyś jeszcze zobaczyć.

by surivek

* * * * *

Jak zmienić nudną wizytę w piwnicy w ekscytującą przygodę?

Chodziłem jeszcze do podstawówki, góra 2 klasa. Poszedłem do piwnicy po jakieś słoiki, a że światła nie było miałem świeczkę. W piwnicy bywałem niezwykle rzadko i wzbudzała ona moja ciekawość, oglądałem każdy kąt i w samym rogu przy ścianie dojrzałem gazetę. Po co ja podpaliłem nie wiem sam, gazeta spłonęła w ekspresowym tempie, ale okazało się że w gazetkę owinięty był stary sznurkowy żyrandol, który oczywiście rozświetlił piwnicę pięknymi płomieniami. Troszkę sie wystraszyłem i popędziłem z pustym słoiczkiem w dłoni po wodę do domu, żeby nią pożar ugasić. W domu był ojciec i siostra, w sumie dopiero po piątym kursie (a mieszkam na trzecim pietrze) zapytali co się dzieje. Ojciec pobiegł po gaśnice samochodową i pożar został ugaszony. Reprymenda była, ale do rękoczynów nie doszło. Później okazało się, że parę lat wcześniej sąsiadka z tego samego piętra w podobny sposób podpaliła swoją piwnicę, ale ona była lepsza. Straż pożarna nawet przyjechała.

by Bastionek

* * * * *



Jak pobić rekord w prędkości schodzenia z czwartego piętra?

Przy końcu podstawówki często przebywałem u mojego przyjaciela na osiedlu. Nudziło nam się czasem więc właziliśmy na ostatnią kondygnację klatki schodowej w jakimś bloku po czym dzikim pędem zbiegaliśmy na dół waląc we wszystkie drzwi i dzwonki (wtedy wydawało się to zabawne)..

Aby było weselej biliśmy rekordy prędkości w biegu z czwartego piętra na co najskuteczniejszym sposobem był skok z 5-6 stopnia biegu schodowego. Pewnego razu weszliśmy do jednej z klatek, w której jeszcze nie byliśmy. Był to blok wojskowych, który wyglądał inaczej niż pozostałe na osiedlu. No i jak tak zbiegliśmy do 1 piętra wysunąłem się na czoło peletonu, a mój przyjaciel (osoba o niepohamowanej ambicji) chcąc wygrać wyścig wykonał karkołomny skok z połowy biegu schodowego. Był jednak o pół głowy wyższy ode mnie a spoczniki na klatce tylko tego bloku były podparte betonową belką. W efekcie tego tak pieprznął czołem w belkę, że reszta ciała przyjęła pozycję poziomą w locie i tak upadł na ostatnie 3 schody waląc solidnie potylicą. Momentalnie wszędzie zrobiło się czerwono od krwi a potem tłoczno od zdziwionych lokatorów.

Efekt: pęknięta czaszka, 10 szwów na czole i 15 z tyłu głowy, 2 miesiące w szpitalu 10 miesięcy rekonwalescencji i sanatoriów. Ale mimo to wolałem być na jego miejscu w karetce bo jak się okazało wojskowi nie mają poczucia humoru...

by thinboy

* * * * *


Jak odzyskać ulubioną szczotkę?

Robienie band pod lodowisko na podwórku. Babcia, która nie często nas odwiedzała dała mi szczotkę do zgarniania śniegu. Tę szczotkę co kawałek odbierała mi koleżanka. Robiła to do chwili aż odebrałem jej tę szczotkę i przywaliłem w głowę kantem.
Efekty?
Koleżanka zalana krwią pobiegła do domu na skargę. Ja odzyskałem resztki szczotki. Mina mojej babci jak się przyjęło mówić, bezcenna, ale najlepszy był jej tekst:
- Ło Boże, co to będzie jak się tatuś dowie, że szczotka jest zniszczona...

by banduk

* * * * *


Jak efektownie podróżować składakiem i leczyć rany metodami średniowiecznymi?

Było gorące lato i koniec roku szkolnego. Jechałem na klasowe ognisko. Zbiórka była pod sklepem, a na przeciwko były bloki. W tych blokach mieszkała dziewczyna, z której wszyscy się śmiali, że daje za złotówki. Jechaliśmy dziewczynie trochę podokuczać, ja składakiem. Trzeba było przejechać mostkiem między blokami. Nie wyrobiłem. Przednia opona zahaczyła mostek, a że jechałem szybko, to wyrzuciło mnie przez kierownicę. Kolanem zahaczyłem o rączkę. Oczywiście nie poczułem, że w kolanie mam 5 centymetrową dziurę. Wsiadłem na rower i pojechałem dalej, Nagle coś mnie zaswędziało na piszczelu patrze, a tam krew mi ciurkiem spływa z kolana. Pierwsze co zrobiłem, to spanikowałem. Szybko skojarzyłem że jestem niedaleko baru, którego właściciel miał żonę pielęgniarkę. Poszedłem do niej. Zakleiła plastrem i poszedłem na ognisko. Na ognisku przypomniałem sobie, że w średniowieczu ludzie wypalali rany. Wziąłem dużego kija, potrzymałem w ogniu i przyłożyłem do rany. Jedyne co poczułem to szczypanie. Potem zadzwoniłem po tatę i pojechaliśmy do szpitala. Gdy chirurg mi szył tą dziurę to wsadził do niej dwa palce. Szwów miałem 8. 4 zwykłe i 4 rozpuszczalne.

by zdenek133

* * * * *

Kto jeszcze chce ocieplić swój dom?

Działo się to kilka lat temu, ocieplaliśmy nasz dom styropianem. Jako że przyklejaliśmy z ojcem go na samej górze domu to drabina była potrzebna. Była ona prawdopodobnie źle oparta o balkon na 2 piętrze. Zostałem wysłany po coś do warsztatu (chyba to był młotek) i miałem go w jednej ręce i tak wchodziłem, gdy byłem już w około połowie straciłem równowagę i wraz z drabiną poleciałem w dół. Wylądowałem w ogródku na truskawkach które zrobiły taką ładną czerwoną plamę. Wszyscy myśleli że już po mnie a ja miałem tylko wstrząśnienie mózgu, złamaną rękę i parę siniaków.

by soser

* * * * *

ŻYCIE SPIAIRE

Jak wpaść do...

Zacznę od "wpadki" mojej siostry, która jest młodsza o 6 lat. To było w wigilię. Ja dostałem od rodziców taki świecący i wydający różne dźwięki pistolet, a siostra też jakiś tam pistolet. Gdy rodzice byli zajęci rozmowami przy stole, my zaczęliśmy się gonić po domu i szczekać do siebie. Zacząłem przed nią uciekać gdzie się dało. Pościg przeniósł się do łazienki mojej babci. Było ślisko. Ja się zatrzymałem na umywalce, a ona na toalecie. Nie wiem jak dokładnie, ale jak hamowała na tym urządzeniu sanitarnym straciła równowagę i wpadła do niego głową w dół. Rodzice, gdy usłyszeli mój śmiech przybiegli zaraz i ich oczom ukazały się sterczące w górze nogi mojej małej siostry. Ich wyraz twarzy był niezapomniany.

I tak moja siostra zaliczyła pierwszą „spłuczkę”.

Jak urozmaicić poranny posiłek

Moja rozkoszna siostra, zachwycając się smakiem płatków śniadaniowy, chcąc jeszcze bardziej poczuć ten smak, wsadziła sobie jednego do nosa i się zaciągnęła. Jako iż domowe sposoby wyciągnięcia tego nie skutkowały trzeba było ją zawieść do szpitala. Ale jej tłumaczenie było dobre:
- Ja GO po prostu chciałam poczuć w sobie wszystkimi zmysłami.

Jak wygrywać męskie sporty?
Jako jeszcze przedszkolak, bawiłem się często w przedszkolu w różne „męskie” zabawy. Jedną z nich były zawody „kto więcej razy kopnie drzewo w podskoku”. Musze się przyznać, iż wygrałem. Starając się maksymalnie przedłużyć lot wylądowałem na prawej ręce, łamiąc ją sobie. Mimo bólu miałem na sobie minę zwycięzcy.

Jak sprawdzać ciepło żelazka?
Zdarzało mi się za młodu zostawać u babci. Chciała ona kiedyś coś uprasować i nastawiła jakieś stare żelazko, aby się nagrzało i kazała mi ją zawołać jak się już nagrzeje, a ona poszła do drugiego pokoju po coś. W którymś momencie wpadł mi do głowy genialny pomysł żeby sprawdzić to żelazko, bo minęło już parę minut. Sprawdziłem ręką. Bliznę.

Jak wygrywać zawody?

Tym razem mieliśmy stoper i mierzyliśmy kto dłużej ustoi na piłce nożnej nie dotykając ziemi. Kolejna wygrana i złamana ręka. Tym razem lewa. Skończyło się na szczęście tylko miesiącem w gipsie i stratą połowy wakacji.

Jak udzielać pierwszej pomocy?

Moja przygoda z piłką nożna jednak się nie skończyła. Graliśmy z kumplami w piłkę nożna. Ja stałem na bramce, a kumpel rzucił w którymś momencie hasło „teraz poleci torpeda”. Faktycznie poleciała dość mocna piłka. Kumpel był wyrośnięty, choć był starszy tylko o rok i grał w klubie. Niefortunnie poleciała mi na kciuk. Zwijając się na ziemi z niemiłosiernego ból, zacząłem wyć. Jeden z kumpli zatkał mi usta ręką, żeby sąsiedzi się nie zbiegli. Drugi stwierdził, że przeszedł kurs pierwszej pomocy i nastawi mi palec. Skończyło się kolejną wizytą w szpitalu, a on dostał od swoich i moich rodziców zakaz udzielenia pierwszej pomocy w trosce o zdrowie ofiar wypadków. A sam strzał obroniłem.

Jak zrobić dobry łuk?

Poszedłem do lasku i upiłowałem sobie scyzorykiem idealną gałąź z jakiegoś pokaźnego krzaka. Przyznaje iż proste to nie było, ale opłaciło się. Jak na amatorski łuk, miał on dość duży zasięg. Jako iż w końcu znudziło mi się strzelanie do tarczy, którą była stodoła mojej babci zacząłem gonić jej kurę, która uciekła z zagrody. Biegała koło stodoły, przy której leżały deski z dachu, który właśnie remontowaliśmy. Znając moje szczęście już się domyślacie, że przebiłem sobie stopę na wylot dość pokaźnym gwoździem. Kolejna wizyta w szpitalu. Tym razem poległem. Kura upolowała mnie. Jak wróciłem chciałem się zemścić, ale wszystkie wyglądały identycznie. 1:0 dla niej. Ale ja ją jeszcze znajdę.

Jak pokonać ten wredny prąd?

Po tym jak kopnął mnie prąd z suszarki, którą naprawiałem, nie wyłączywszy jej z gniazdka sprawiłem sobie miernik uniwersalny. Kilka miesięcy potem naprawialiśmy z ojcem piec. Z jakiś powodów panel sterowania wyświetlał same kreski „----„. Gdy mój ojciec grzebał z tyłu pieca, ja swoim miernikiem, udając fachowego elektryka, zacząłem badanie awarii, moim miernikiem za dziesiątkę. W pewnym momencie zobaczyłem jasny błysk jak z flesza, a potem ciemności. Nie, nie. Nie straciłem przytomności. Przepaliły się bezpieczniki. Mojemu ojcu udało się w tych egipskich ciemnościach wmontować nowy bezpiecznik, a gdy w wrócił patrząc na niewyświetlający nic panel stwierdziłem: „Teraz jesteśmy do przodu. Możemy z pewnością powiedzieć, że panel nie działa”. Mina ojca bezcenna.

Jak korzystać z automatycznych drzwi garażowych?

Ostatni dzień szkoły przed feriami zimowymi. Lekcje były lekkie- w-f i polski. Mieliśmy garaż otwierany automatycznie, a że robił to dość wolno, postanowiłem przejść szybciej pod podnoszącymi się drzwiami. Prostując się, zdążyłem jeszcze powiedzieć uradowany „wolność!”, po czym moja głowa spotkała się z oblodzonym podłożem. Rozciąłem sobie prawy łuk brwiowy, a twarz miąłem całą zalaną krwią, Wyglądało tragicznie, jednak mi się nic nie stało. Spędziłem tylko parę dni na obserwacji w szpitalu, Ale żeby zobaczyć te fikuśne zielone, latające plamy było warto.

 


Fotomontaż by Markizik

Jak wywrzeć niepowtarzalne wrażenie na strażaku?

Całkiem niedawno mój mały rozkoszny sąsiad stał się sławny w okolicy. Poszedł on do stodoły sąsiadów - stara, drewniana, wypełniona sianem i słomą, a dookoła niej dobudówka z królikami i innymi zwierzętami. W którymś momencie wybiegł on ze stodoły, a ona sama zajęła się cała ogniem. Dwa wozy strażackie nie dały sobie z nią rady. Jednak mały bohater miał coś na swoją obronę i z pełną powagą strażakowi powiedział w twarz: „Bo mi się rodzice bawić zapałkami w domu nie dają!”

Dlaczego nie warto być skąpcem?

Kiedyś zadzwonił do mnie kumpel, żebym go odwiedził, a jako iż była ładna pogoda postanowiłem pojechać na rowerze, żeby zaoszczędzić parę złotych. Daleko do niego nie było- około 5 km. 100m od domu wyprzedziła mnie ciężarówka, a jako iż było mało miejsca na sosie bo wymijała ja druga, ta pierwsza walnęła mnie bokiem. O dziwo miałem tylko parę zadrapań, ale o rowerze nie można było tego powiedzieć. Jaki z tego wszystkiego morał? Skąpstwo nie popłaca i jest przyczyną wypadków.

by Spiaire

Werdykt Jury:
Nagroda tygodnia zostaje przyznana dla j0tj0t87 za "Jak wejść do domu bez kluczy". Wyróżnienie za swoje trudne życie otrzymuje Spiaire. Gratulujemy!

THE END

Niniejszym dziękujemy wszystkim którzy nadesłali swoje historie.  Niektórzy mówią, że przeżyliście głownie po to, żeby opowiedzieć nam te historie, ale my w wierzymy, że macie jeszcze wiele do zrobienia dla całej ludzkości.

Oglądany: 20450x | Komentarzy: 4 | Okejek: 2 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.12

10.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało