Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wielka Księga Zabaw Traumatycznych - Wypadki Domowe III

20 512  
4   14  
Dzisiaj poznasz niesamowite życie Nitrogena TH (już ksywka wiele zapowiada) oraz paru innych kosmonautów, którzy co jest nieprawdopodobne, dożyli wieku dojrzałego.

Na kłopoty - Nitrogen

1) Będąc jeszcze w technikum zaprosiłem kolegów. Nikt z nas nie miał pieniędzy, ale trzeba było sie jakoś urządzić alkoholem. Zrobiłem wódkę w garnku w proporcji pół na pół lejąc spirytus który znalazłem oraz kranówkę. Nikt nie chciał tego pić, ale ja chcąc zaszpanować wypiłem na raz szklankę (200ml) bez przepity.
Poparzyłem sobie przyrodzenie, bo paliłem papierosa i złapałem go niewłaściwą stroną (papierosa). Następnie zarzygałem pół ubikacji, przewróciłem szczoteczkę elektryczna do muszli tym samym paląc instalacje, a na samym końcu zwymiotowałem w pokoju mojej rodzicielki na kanapę kwasem z żołądka, co spowodowało wypalenie dziury w pościeli i narzucie

2) Poparzyłem się serem z tosta, który odszedł mi razem ze skórą

3) Rozwaliłem sobie głowę wstając z nad muszli klozetowej i uderzając o otwarta szafkę, w sensie drzwi

4) podnosząc rozłożonego mopa uderzyłem w żyrandol w ubikacji - efekt: pocięte plecy

5) jak ćwiczyłem capoeire uczyłem sie w przedpokoju stać na rekach i uderzyłem w lampę. Tym razem noga zaliczyła szkło.

6) odpaliłem petardę w pokoju na sylwestra i chciałem dobiec do okna. Wyrzucając przez zamknięte okno petardę, petarda odbila sie i wybuchła mi przed twarzą jak szrapnel. Dzięki bogu w oczy mi sie nic nie stało, ale nie słyszałem nic przez kolejny dzień i twarz mnie ciutes piekła

7) wykręcałem pęknięta żarówkę (czasami tak bywa ze peka, a szklany pojemniczek odpada) przy użyciu nieizolowanych kombinerek i bez wyłączenia korków (jestem technikiem elektronikiem z wykształcenia dodam) walnęło mnie 220 i urwałem żyrandol

8) jak bylem mały prasowałem dywan (nie wiem po co, ale słyszałem z opowieści, bo miałem ze 3 latka) i go podpaliłem niechcący

9) bawiąc sie kiedyś żelazkiem (moze z 5 lat miałem) zacząłem przecinać kabel żyletką. Efekt, wiadomo, elektroszok i wybite korki w domu.

10) jak bylem mały, starszy kolega polecił mi włożyć dwa gwoździe w dziurki od kontaktu. Jak wyżej.

11) wypadłem po pijaku z balkonu rzygając po imprezie (jestem dejotem akuratnie i miałem nieograniczona kresek na barze do zużycia wiec sie nie ograniczałem w zużyciu alko), po czym podszedłem do domofonu i zadzwoniłem do matki żeby mi otworzyła

12) będąc małym wchodziłem na szafkę, bo nie moglem po coś sięgnąć. Wylądowałem przygnieciony szafka

13) były kiedyś takie korki do pistoletu które wpychało sie do wylotu i strzelało. Wyjątkowo reaktywne. Zacząłem w pokoju obierać taki koreczek który w końcu sie poddał i wybuch robiąc mi zielony palec. miesiąc ropiało. ponoć to sie karnichlorek nazywa ale wiem ze jakieś dobre kilka lat temu sprzedawali to na odpustach.

14) Dezodorantu w ognisku nie polecam. Dziwnie jest wyciągać blachę z nogi.

15) Podczas budowy garażu bawiłem się w takim starym wozie zwanym Tarpan. Bawiłem sie pedałami i skrzynią. W ten oto sposób samochód zjechał z podjazdu, prawie przygniótł robotnika, a ja pierwszy raz zsikałem się ze strachu.

16) "Paintball" po domu z użyciem pistoletów na plastikowe kulki (robią takie małe siniaczki, a dostanie takim boli jak cholera)

17) Nauka techniki z capoeira. au de frente (gwiazda przy ktorej przekręca sie ciało o 90 stopni i ląduje frontalnie). Dziura w ściance działowej (przykryłem plakatami z czasopism o konsolach do gry). ciała obce długo wydobywałem z nogi.

18) Upadek z drzewa to chyba każdy chłopak zaliczył.

19) Rozcięty policzek i poszerzenie uśmiechu po uderzeniu w glebę przy trzymaniu kufla

20) Zaliczenie uderzenia workiem na smieci wypelnionym woda z entego pietra. smigus pierdolus dyngus.

21) ...dla funu mogę jeszcze dodać, ze mój kumpel kiedyś po nieprzespanej jednej czy dwóch nocach, po zażyciu dużej dawki alkoholu i innych specyfików wrócił do pokoju do akademików. ściągnął buty, przywitał sie kulturalnie, otworzył okno i ... wyskoczył. Nie wiem jak można połamać obie PIĘTY ale jemu to sie udało. jak ktoś na AGH ma miejscówkę to pewnie zna historię [:)]


22) no i jeszcze offtopic - spadłem ostatnio z urwiska spacerując w okolicach przekaźnika na matecznym w Krakowie. Najlepsze jest to ze trzeźwy i przez przypadek.

by NitrogenTH

* * * * *

MAŁY ELEKTRYK

Będąc małym gżdylem (ok.6 lat) miałem przy łóżku nocną lampkę. Żeby ją wyłączyć musiałem wychodzić spod kołderki, gdyż stolik był dalej niż zasięg moich rąk. Więc pewnego pięknego wieczoru wpadłem na genialny pomysł jak można zgasić światło bez wstawania - przeciąłem kabel nożyczkami. Oczywiście zadziałały bezpieczniki... ale na tym nie koniec [:)] kiedy ojciec biegał po domu sprawdzając co się stało, ja pinezką spiąłem oba końce kabla tak, że nie było widać... wydało się dopiero po kilku dniach

Offtopic: Będąc dzielnym i bojowym 10-letnim młodzieńcem bawiłem się z kolegą na polu kukurydzy w wojnę. Kolby kukurydzy służyły jako granaty... super zabawa, gdy na słuch (bo kukurydza była dwa razy większa od nas) rzucasz w pozycję wroga. Walka się skończyła, gdy przyjąłem trafienie "granatem" prosto w twarz - skończyło się tylko złamanym nosem

by misio-pysio

* * * * *

PŁONĄCY AKADEMIK

W Akademiku (za Odrą) mieliśmy współlokatorkę, Rosjankę, która ni dudu nic kompletnie w kuchni zrobić nie umiała. Ale twardo postanowiła kiedyś, że usmaży sobie kotlety.
Nalała oleju na patelnię i czeka. Aż się zagotuje.
Zamiast się zagotować, olej naturalną koleją rzeczy stanął w którymś momencie w płomieniach. Laska - wrzask. Z drugiego końca mieszkania przylatuje kumpel (Polak), łapie jakąś ścierę i rzuca na ogień, coby zdusić. Ściera spłonęła. Chwyta drugą ścierę w tym samym celu - ta też spłonęła. Na szczęście kątem oka zauważył, co robi nasza gwiazda, bo ta zdążyła nalać wody do dzbanka i właśnie chlusnęła...

Zdążył ją tylko szarpnąć na podłogę i wrzasnął w głąb korytarza
- RATUJCIE MOJĄ PRACĘ DYPLOMOWĄ!

Fajerwerk był taki, że cała kuchnia powyżej linii patelni poszła z dymem...
A najbiedniejszy był w tym wszystkim gospodarz akademika, który tego dnia miał pożar (patrz wyżej) i powódź, bo w sąsiednim budynku jakiś debil chciał na pierwszym piętrze przetkać sobie odpływ w łazience sprężarką - na parterze ze wszystkich odpływów poszła fontanna kupy...

by Moosehead

* * * * *

ŻYCIE YERKOWNIKA W PIGUŁCE

- lat 2 - Chciałem wyjść z dziecinnego łóżeczka no i wylądowałem głową w rowerku. Zero uszkodzeń

- lat 3 - Rozpędzony robiłem wiraż 180* z mojego pokoju do kuchni, nie wyrobiłem i wbiłem sie w futrynę.....szczęką. Dzisiaj nie ma śladu.

- lat 5 - Chciałem sięgnąć sobie z szafki jakieś ciuchy. Szafka była u góry. Wszedłem na szufladę, otworzyłem drzwiczki i odchyliłem sie do tyłu. Chyba tylko ze strachu straciłem przytomność, ale na szczęście byłem na tyle mały by dosłownie schować sie w środku szafy, która jak mówi moja mama, zjadła mnie w całości. Na początku zresztą myślała że przewróciłem szafkę i uciekłem by nie dostać opieprzu, dopiero później mnie znalazła, gdy przestała mnie szukać i przystąpiła do podniesienia szafki. Efekt - zero uszkodzeń (szafki też)

- lat 6 - Naoglądałem sie w TV programu o F-16 (o ironio) i tak sobie pomyślałem, że ponaśladuję te ponaddźwiękowe myśliwce. Zacząłem biegać z rąk taty siedzącego w kuchni i ’leciałem’ prosto aż do końca pokoju dużego gdzie stały drewniane kanciaste krzesła. Właśnie tam zawracałem.
Za n-tym razem biegnąc z rozłożonymi rękoma nie wyrobiłem na zakręcie i zaliczyłem czołem kant krzesła. Efektem trzy szwy (blizna a’la Harry Potter), na szczęście mieszkałem wtedy jedynie 200m. od szpitala [:)] I na klocki LEGO tez miałem.

- lat 12 - Tam gdzie mieszkam są niezłe górki do tzw. DOWNHILLu rowerowego, byłem na tyle głupi że po nich zjeżdżałem. Za którymś razem jadąc na oko jakieś 40km/h przednie koło wpadło mi w solidną koleinę i jakimś dziwnym trafem wyleciałem do przodu razem z rowerem robiąc w powietrzu salto. Wylądowałem na plecach, tak że nad sobą zobaczyłem lądujący na mnie rower. Efekt - tylko złamane na pół siodełko.

- lat 14 - Wypadek też rowerowy i też na wcześniej wspomnianych górkach. Przedni hamulec = Małysz w Obersdorfie + uczucie upojenia alkoholowego wywołanego wstrząśnieniem mózgu + stłuczony nadgarstek. Całe szczęście, że sie rower nie uszkodził

- lat 15 - Późnym wieczorem, kiedy wróciłem do domu po długiej podróży, postanowiłem włączyć elektroniczny radiobudzik (chyba to jest fachowa nazwa ;P). Podłączałem go do przedłużacza z którym chyba było coś nie tak, bo efektem był wybuch porównywalny z wybuchem małem petardy i zmiana koloru mojej twarzy na czarny oraz twarzy matki na bardzo biały. A i jeszcze sztywny język (sexxyyyy...)

by yerkownik

* * * * *

DZWONEK ELEKTRYCZNY

Miałem Wtedy jakieś 13-14 lat i byłem jak każdy w tym wieku głupim nastolatkiem. Gdy już zjawiłem sie u Artura zostałem poinformowany iż kolega je obiad. Po 2 minutach czekania zauważyłem wystające dwa kabelki ze ściany. Kiedyś należały one do dzwonka, ale ten został urwany. Niewiele myśląc złapałem jeden z tych kabelków i zacząłem nimi jeździć po stalowej framudze. tam gdzie farba już sie zdarła błyskały wesołe iskierki i w powietrze ulatniał sie miły dźwięk bzzz bzzz. Drugi z kabelków nie miał takich atrakcji. Powodowany dziecięcą ciekawością złapałem go w palce...Nic sie nie stało. Nie mogłem sie powstrzymać wiec chwyciłem ten bardziej frywolny przewód i również nic sie nie stało. Niewiele myśląc złapałem dwa kabelki na raz....
Dzwonek zadzwonił... Ja natomiast dostałem skurczu w dłoniach i nie mogłem puścić tych przeklętych kabli z rak. Jedyne co przyszło mi na myśl to uciekać. Tak wiec wyrwałem sporo przewodu i posypało sie troszkę tynku zanim dobiegłem do dzwonka wyrywając z niego kabelki.

Skończyło sie dość niewinnie jak na zabawy z prądem. Wypalone 4 dziury w palcach drgawki i małą arytmia.

Do dziś wiem, że wystających kabelków nie łapie sie naraz.

by lipisz

* * * * *

LABORATORIUM TATY

1996. Mój tata miał na strychu mini laboratorium. Wykonaliśmy z bratem eksperyment... wymieszaliśmy co się dało z czym, gdy następnego dnia już wyschło postanowiliśmy sprawdzić czy się zapali..
Staliśmy w korytarzu w mieszkaniu.. ja trzymałam porcelanowy moździerz w ręku a brat podpalił... efekt bombowy.... plus 20 centymetrowy płomień ognia, opalona ściana, poparzenia mojej ręki i czarny dym na całej klatce... udało nam się zrobić coś w rodzaju świecy dymnej...

by kakiekom84

* * * * * *

A na koniec tego tygodnia wypadkowego jeszcze jedna historia. Nie jest to wypadek, ale posłuchajcie...

Moja siostra aktualnie remontuje mieszkanie. Jednocześnie kuchnię i duży pokój. Z braku miejsca urządzenia kuchenne wylądowały w łazience. Wypadku jeszcze nie było, ale "szykowanie sobie kanapek do pracy, podczas gdy obok na kiblu siedzi mąż, to jest prawdziwy hardcore".
Koniec cytatu.

by Ender77

Oglądany: 20512x | Komentarzy: 14 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało