Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki CXCV - Niecodzienna usterka

39 965  
5   14  
Dlaczego Komunia jest czymś powszechnym? Kiedy można wymiotować i śmiać się do rozpuku? Czego może dokonać skrzynka z buraczkami w niewłaściwych rękach? Między innymi o tym przeczytacie w dzisiejszych Autentykach...

CO ROBISZ?


Kolega opowiedział mi tę historie jako własne przeżycie - choć ja wyczuwam tu raczej jakąś urban legend. Tak czy siak, to moje subiektywne odczucie. A rzeczona historia miała się podobno tak:
Kolegę, który prowadzi firmę reklamową, odwiedzili potencjalni kontrahenci z Poznania. Po całym dniu rozmów, negocjacji itp. dupereli, udali się wieczorem na obiad. Towarzystwo rozochocone licznymi tostami poczuło nagła falę namiętności.
Zawezwano więc taxi i udano się do agencji (ponoć najlepszej w mieście). Ale dziewczyny były jakieś takie nie tego. Więc następna agencja - a tam brudno, w kolejnej ktoś ich nie przywitał należycie. Koniec końców, towarzystwo przyjechało "na kółko", gdzie na chodnikach rezydują najbardziej wyeksploatowane przedstawicielki profesji.
Taksówkarz, na życzenie klientów, zatrzymał się przy jednej z pań. Opuszczono szybę i do wozu zbliżyła się chyba najleciwsza z wszystkich "prostych tutek" naszego grodu. Padło pytanie:
- Co robisz?
- Wszystko, kotku!
- To zmieniaj koło.

by cassius31

* * * * *

OPIEKUN

Kilka dni temu chwalił mi się znajomy taką wpadką sytuacyjną. Otóż jest przedstawicielem handlowym i przydzielono mu nowy teren do pracy. Nowy teren oznacza nowych klientów, a to pociąga za sobą konieczność odwiedzenia każdego klienta, aby oznajmić że nastąpiła zmiana na stanowisku i jak to się potocznie mówi "od dziś ja będę się Wami opiekował". Nie udało się osobiście odwiedzić kilku miejsc, wiec postanowił telefonicznie załatwić sprawę (stary rutyniarz). Biedaczyna nie wiedział jeszcze, że jednym z tych miejsc jest burdel.
[K]olega - Halo, czy rozmawiam z firmą XXX?
[B]urdel (słodki głos w słuchawce] - Tak, a w czym mogę pomóc?
[K] (po 10 telefonie zapomniał się przedstawić i wali, jak na starego rutyniarza przystało) -Trochę się u nas pozmieniało i od dziś ja się będę wami opiekował!
[B](głos już mniej słodki] - Tak?! A to ciekawe. A OD kogo ty ch*ju dzwonisz?
Sprawa na jego szczęście szybko się wyjaśniła i zakończyło się ogólnym śmiechem. Bo dostać bejsbolem w takim miejscu można szybko...

by yankowsky

* * * * *

PRZYPADEK

Wspominając podstawówkę, znaleźliśmy z kumplem w zakątkach niepamięci taką historyjkę. Były to czasy, kiedy 18-letnie bryśki nie stanowiły
niecodziennego widoku w 8-ej, a nawet niższych klasach. Zazwyczaj kończyli nieśpiesznie edukację wykonując jakieś zajęcia na rzecz szkoły. Były to również
czasy apeli porannych, na których śpiewało się hymn i omawiało ważne dla szkoły sprawy. Podczas jednego, na środek został wywołany Krzyś i ochrzaniony. Za co?
Otóż razem z kolegą nieśli skrzynię buraczków do szkolnej kuchni i "niechcący" Krzyś stłukł okno w fizycznej. Na zadane przy całej szkole pytanie:
- Jak to się stało?!
odparł:
- Wymsknął mi się.
Fizyczna na pierwszym piętrze...

by Bazyl3

* * * * *

KOMUNIA PO POLSKU

Dwa dni temu byłem na Komunii, pstrykałem fotki. Obok mnie stała matka z synem (syn wiek na oko tak około 8 latek). Po chwili pyta się swojej mamy:
- Mamo, długo to jeszcze będzie trwało?
- Nie wiem. - odpowiada mamusia.
Nagle dzieciak zaczyna walić się pięścią w czoło i mówi sam do siebie:
- Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.

by Wituk1

* * * * *

CO TO ZA PROGRAM?

Parę ładnych już lat temu, instalowałem z ojcem kartę telewizyjną. Z kartą poszło szybko, ale z ustawieniem programów nie było już tak łatwo. Staraliśmy się przyporządkować nazwy do konkretnych programów. W pewnym momencie trafiliśmy na jakiś kanał, gdzie akurat leciały reklamy, przez co ciężko było się zorientować, co to za stacja. Mój ojciec pyta:
- Co to za program?
I w tym momencie słychać głos kolesia z reklamy farby:
- Jedynka bracie! Tylko Jedynka!
Na co mój rodziciel z lekką zadumą:
- Aaa, jedynka...

by Naidgel

* * * * *

WARTO MIEĆ BALKON

Mieszkamy w bloku, w którym są balkony, ale nie wszyscy je mają. Zależy od której strony mieszkanie itp. Ciągnęliśmy kabel sieciowy i zaczepił się nam o jeden z balkonów. Wydedukowaliśmy ,że to z nr 8.
Salamandrina poszła zapukać i zapytać dokładnie.
Otwiera dwudziestoparo letni sąsiad, pewnie prosto z wanny, bo obwiązany tylko ręcznikiem. Salamandrina:
- Cześć macie balkon?
Sąsiad:
- Yyy... Chyba tak...

by yAnZy

* * * * *

WESOŁE WYMIOTY

Siedzieliśmy ostatnio ze znajomymi na małym piwku. Rozmowa zeszła na temat wspominkowo - imprezowo - alkoholowy. W pewnej chwili znajomy wypalił:
- A mieliście kiedyś tak, że wymiotowaliście i jednocześnie śmialiście się "do rozpuku"?
Nam oczy zrobiły się jak dwa plastry ananasa... Mówimy nie... I prosimy, aby rozwinął swą wypowiedź. Cytuję:
- Ano to było tak. Wracałem kiedyś z mocno alkoholowej imprezki i wstąpiłem na małego hamburgera do MacDonalda. Konsumpcja szybka i po kilkunastu minutach byłem już u siebie w domu. Kładąc się do łóżka, poczułem jednak duży niepokój w żołądku, więc udałem się na rozmowę "z sedesem". I w tak czasie oddawania treści żołądkowej, uświadomiłem sobie, że ten hamburger w obie strony smakuje tak samo...

by Perczol

* * * * *

NOWORUDZKA PRZYCHODNIA

Jako, że tylko jednego bojownika z Nowej Rudy tu widuję, to jest szansa, że tej opowiastki nie znacie.
Autentyk już wiekowy, ale pan doktor NARCYZ BRYCZKO przyjmuje w noworudzkiej przychodni pacjentów do dziś.
Miejsce akcji – gabinet lekarski
Osoby – [L]ekarz, [P]acjentka.
[L] - Następny proszę! Proszę siadać. Imię, nazwisko?
[P] - Róża Doroszko.
[L] (nieco poirytowany) - Niech sobie pani jaj ze mnie nie robi! Imię i nazwisko proszę!
[P] (nieco zbita z tropu) - Ale panie doktorze, naprawdę RÓŻA DOROŻKO!
Pan Narcyz uwierzył i uspokoił się dopiero po obejrzeniu dowodu osobistego pani Róży...

by Jaiwo

* * * * *

PODSUMOWANIE

Cholera, doigrałem się. Zwlekałem z pójściem do dentysty, aż wdało się zapalenie czy cuś - nie ma rady, trzeba usuwać i żyć z niepełną klawiaturą.
Zmęczony "operacją" siedzę w domu i próbuję zatamować krwawienie wacikami - przechodzi, ale powoli... A tu waciki się kończą. Luba moja w końcu, rozglądając się, trochę rozpaczliwie mówi:
- Wiem że to ci się wyda obrzydliwe, ale nie mam wyjścia... - I dała mi do zagryzienia... tampon. Czysty, prosto z pudełka, żeby nie było.
Chwilę później wpada znajomy, nieznający mojej dzisiejszej "przygody". Patrzy na moją umęczoną buźkę, na sznureczek wystający z ust i wreszcie dostrzega odrobinę pokrwawiony tampon w moich ustach. Normalną reakcją faceta byłoby zapewne puszczenie pawia, on tymczasem z obleśnym uśmiechem, patrzy na mnie i na moją lubą, i kręcąc głową mówi:
- No, no... Cicha woda, cicha woda z was...

by Mirmil

* * * * *

KOCIOŁ I GARNEK IDĄ NA ZAKUPY

Idę wczoraj obok Media Markt. Do marketu wchodzi koleś-szafa w błyszczącym dresiku, o twarzy neandertalczyka. Jego znajomek (kopia - tylko że ciut inny dresik) woła go z tyłu:
- Eee Maaras nie ma ch**a, nie wejdziesz tam!
- Dlaczego?
- Nie dla idiotów.

by blackbird

* * * * *

WSZYSTKO W PORZĄDKU

Brat mój jest w wojsku kierowcą. Niedawno dostali rozkaz, żeby pojechać gdzieśtam, na jakieś ćwiczenia, czy coś. Jak już się skończyło, to wszyscy się pochlali, tylko mój brat, biedaczek, nie mógł, bo z rana mieli wracać do jednostki, a on miał ich wszystkich ciężarówką zawieźć. Nie mniej jednak siedział z chłopakami do późna. Rano, przed wyjazdem brat wyglądał nieco "wczorajszy", z powodu niewyspania. Podchodzi do niego kapitan z alkomatem i każe mu dmuchać.
Brat dmuchnął - i nic. Zero.
- Jeszcze raz! - mówi kapitan.
Dmuchnął, nawet trzy razy. I dalej nic.
- Cholera, chyba zepsuty. - mówi kapitan - Dawaj!
Wziął od brata alkomat i dmuchnął.
- Nie no, działa, 1,6 promila. W porządku. Dmuchaj jeszcze raz!

by gen_Italia

* * * * *

CUDOWNY WIECZÓR

Jakieś 2 tygodnie temu, kumpela fabryczna miała urodziny. Impreza miała się odbyć w lokalu, gdzie zwykle się fabrycznie bawimy.
Niestety wypadło mi, że w fabryce tego dnia musiałem być do 22:00. Ale mój dzielny przyjaciel Budziegniew stwierdził, że kumpla nie opuści i na imprę przyjedzie razem z nim. Dogadaliśmy się, że zabezpieczy bukiet różów pięknych dla naszej solenizantki, a ja z pracy wezmę taryfę i spod Cepelii, z Centrum go zabiorę, i dojedziemy do lokalu.
Wyszedłem z fabryki punktualnie z innym kumplem, a ponieważ mu było po drodze, to go do taryfy zabrałem.
Dobry humor miałem przedimprezowy, bo wiedziałem, że będzie fajnie... Więc misiem coś z lekka od**bało i mówię do kierowcy:
- No dobra. Więc tak, jedziemy... Kolegę wyrzucimy pod Grand Kredens, a potem podjeżdżamy pod Cepelię po mojego chłopaka i stamtąd już do lokalu tego i tego...
Kątem oka zauważyłem, jak kumpel z tyłu się kuli i lekkiej zadyszki dostał, ale nic nie powiedział. Wywalilim go pod Kredensem jak chciał. Wyp... z taksy, mało się nie przewrócił... Kaszlał ze śmiechu.
Podjeżdżamy więc pod Cepelię, a tam oczywiście stoi i czeka na mnie nie kto inny jak Budzigniew. Oczywiście z OLBRZYMIM BUKIETEM RÓŻ!
Mówię do kierowcy:
- Ooo już czeka. Wariat... No jakie piękne kwiaty. Niech się Pan zatrzyma.
Taksa zwalnia, ja Budzigniewowi macham, on leci z tymi kwiatami, pakuje się do taksy do tyłu. Mówię:
- Ależ Kochanie... Nie trzeba było... Są piękne. Dziękuję.
Taksówka - 30 PLN
Bukiet róż - 50 PLN
Mina taksiarza jak wysiadaliśmy - priceless
Mina Budzigniewa jak mu powiedziałem o wkręcie - priceless x 666

by Misiek666

* * * * *

MA PANI ZESZYT?

Zasłyszane w moim ulubionym sklepie (wielobranżowym - typu "Mydło&Powidło").
Klient kupuje chlebek, masełko, jakieś wędliny... Kasa nabija i sumuje wszystko. Klient sięga do kieszeni, grzebie i pyta:
- A zeszyty, pani Ulu, ma pani?
- Są. Jakie? Grube, cienkie, w linię, w kratkę?
- Obojętne. Zapisze mnie pani w jeden, bo portfela z domu zapomniałem.

by marekb

* * * * *

EH, TA DZISIEJSZA MŁODZIEŻ...

Moja przyszła specjalistka ds. PR (jak tylko zostanę gwiazdą rocka, albo chociaż dyrektorem czy inną gadziną, to ją zatrudnię) opowiedziała mi dzisiaj taką oto historię, której bohaterką była jej matka i pewien pijany, jak ja po wypłacie, student.
Otóż matka Olci jechała autobusem, do którego wszedł kompletnie napruty student. I puścił pawia. Nie trzeba było długo czekać na reakcję otoczenia, jakieś mohery zaczęły się burzyć mniej lub bardziej głośno:
- Tak! Tak! Tak! Ta młodzież!
Sami rozumiecie...
Na to pijany student wyjął z plecaczka gazetę, wytarł nią niedoszłą zawartość swego żołądka i odzywa się w te słowa:
- Chodź, Pawiku, nie chcą nas tutaj.
Po czym wysiadł.

by chaos

* * * * *

NIECODZIENNA USTERKA

Radioodtwarzacz mi się w samochodzie zepsuł. Słuchałem sobie przez tydzień "wygaru" z tłumika podczas drogi do/z pracy - aż w końcu dziś stwierdziłem, że
najwyższy czas oddać to "mobilne centrum rozrywki" do naprawy. Wpadam do serwisu RTV (były ZURiT więc i obyczaje jak za komuny) i kładę złoma na ladę. Pani wypełnia pokwitowanie:
- Imię i nazwisko - podaję, co trzeba.
- Typ, model, seria - pani spisuje z obudowy.
- Co się zepsuło?
Z kamienną twarzą odpowiadam:
- Obrazu nie ma...
Pani pisze. Napisała. Czyta, co napisała. Podnosi wzrok...
- Co pan sobie ze mnie jaja robi? Teraz muszę od nowa kwit wypisać...
Aż się boję odbierać je z naprawy...

by marekb

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM

Oglądany: 39965x | Komentarzy: 14 | Okejek: 5 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało