Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jezus i kamery, mój chłopak mnie okrada i inne anonimowe opowieści

28 859  
185   54  
Dziś przeczytacie m.in. o niezapowiedzianych wizytach, byciu grzecznym chłopcem i znikających z portfela pieniądzach, będzie też o przydatnych lekcjach samoobrony oraz sąsiadce, która poprosiła o zeznania w sądzie.

#1.


Mam 25 lat i kiedy akurat jestem sama w domu i widzę, że ktoś nieznajomy przyjedzie i puka do drzwi, to udaję że mnie nie ma. Nienawidzę niezapowiedzianych gości. W sumie w ogóle nienawidzę gości.

#2.

Mam 30 lat, jestem dziewczyną (podobno atrakcyjną), pochodzę ze wsi, w domu nigdy się nie przelewało, mimo braku wsparcia od rodziny wyrwałam się do dużego miasta, skończyłam studia, rozwijałam pasje. Siedem lat temu poznałam faceta, prawie 20 lat różnicy (nie, nie był bogaty). W międzyczasie ciężką pracą rozwijałam swój biznes związany z moją pasją, od zera, bez niczyjej pomocy finansowej. Szło tak dobrze, że mój facet postanowił zrezygnować ze swojej pracy (nie zarabiał kokosów) i postanowiliśmy, że będzie mi co jakiś czas pomagał (około kilka-kilkanaście godzin w tygodniu), a ja w zamian będę nas utrzymywać w 100%, czyli płacić za mieszkanie, rachunki, zakupy, podróże, codzienne jedzenie w restauracjach, wszystko co zechce (miał swobodny dostęp do moich pieniędzy, ufałam mu). Tak, brzmię jak idiotka, ale byłam zakochana.

Minęło kilka lat, moja firma się mocno rozwinęła, odłożyłam sporo pieniędzy, aby zabezpieczyć się na przyszłość. On zaczął robić się agresywny, wybuchowy, ma duży problem z tym, że osiągnęłam sukces, ciągle wmawia mi, że nikt by mnie nie chciał, że bez niego sobie nie poradzę, wulgarnie się do mnie zwraca, abym miała coraz niższe poczucie wartości. Ciągle się kłócimy, wpadłam w depresję, pojawiały się myśli samobójcze, w międzyczasie rok psychoterapii. Próbowałam wszystkiego, ale nie mam siły o to walczyć, w końcu zaproponowałam rozstanie, mimo że wciąż żywiłam uczucia, myślałam, że może to sprawi, że zawalczy o nasz związek i będzie lepiej. Zamiast tego on za każdym razem grozi mi, że jeśli odejdę, to zniszczy mnie finansowo, bo uważa, że dzięki jego pomocy wszystko osiągnęłam. Kompletnie nie docenia tego, że przez te wszystkie lata nie musiał dodatkowo pracować, że miał życie na wysokim poziomie, zagraniczne podróże, dobry samochód do dyspozycji, mnóstwo wolnego czasu.

Mam wrażenie, że liczą się dla niego tylko moje pieniądze, że nigdy mnie nie kochał. Jestem załamana, nie mam siły na jakieś wojny po sądach. Załamuje mnie brak poczucia wdzięczności za to, ile mu dałam. Ja niczego od niego nie chcę, chcę tylko spokoju, bo moja psychika wysiada.

#3.

Moja babcia, gdy byłem małym czymś, powiedziała mi (abym w miejscach publicznych zachowywał się grzecznie), że przez kamery patrzy Jezus.

Tak więc do 7 roku życia często stawałem przed kamerami i się do nich modliłem jak przykładne, grzeczne dziecko. Dopiero mama uświadomiła mi, że kamery nie należą do Jezusa.

#4.


Mam problem z chłopakiem. Jesteśmy razem od roku i wydaje mi się, że on mnie okrada.

Nigdy nie byłam roztrzepana w kwestii pieniędzy, tzn. zawsze wiedziałam, ile mam w portfelu, ile gdzie wydałam, zbierałam paragony. Ale zaczynam w siebie powątpiewać. Giną mi różne sumy, najczęściej 5 zł, 10 zł, ale raz zdarzyło się, że „zgubiłam” nawet 100 zł. Gdy jeszcze ze sobą nie mieszkaliśmy, on nocował u mnie po ognisku u znajomego, na którym byliśmy razem. Następnego dnia nie miałam stówy w portfelu. Szok, myślę, wypadła? Ktoś się dobrał do mojej torebki? Sami znajomi przecież. Jakbym chociaż piła alkohol, to mogłabym na to zwalić, ale byłam kierowcą... Stówa wyparowała, oczywiście nie wiadomo co się z nią stało.
Inna podobna sytuacja, miałam pięć dych w portfelu + plus jakieś 20 zł w drobniakach, spałam tym razem u chłopaka, byliśmy na imprezie. Na drugi dzień pięć dych wyparowało. Dobrze wiem, że ja ich nie wydałam, bo nie urwał mi się film itp. Ale w tym wypadku też go nie złapałam za rękę, on zwalał na to, że wydałam na alkohol. Trudno, brak argumentów.
Gdy zamieszkaliśmy razem, drobne kwoty zaczęły mi ginąć częściej, np. wiem, że mam w portfelu odliczone 5 zł na bilet, kolejnego dnia chcę go kupić, a kasy nie ma! Przecież nie zdążyłam jej jeszcze wydać, więc co, do cholery? Takich sytuacji było jeszcze multum, gdzie miałam odliczone drobne na coś, a gdy ich potrzebowałam, to ich nie było. Pytałam go, czy nie brał kasy z mojego portfela, np. na bilety czy coś. Ale on zawsze się oburzał, że broń Boże, on w mojej torebce nie grzebie i może gdzieś mi wypadło.

Sytuacja doszła do tego stopnia, że zliczałam pieniądze po powrocie do domu i spisywałam kwotę na kartce, bo myślałam, że już wariuję. Najlepszy teatrzyk był ostatnio, gdy znów zginęło mi 5 zł, już nie wytrzymałam i wydarłam na niego gębę, że albo on bierze te pieniądze, albo krasnoludki. I kilka godzin później on niby „znalazł” te 5 zł pod krzesłem, na którym stała torebka. Serio? Wyśmiałam go, bo wszystko było widać – jak zrzuca te pieniądze, a potem udaje, że je znajduje.

Apogeum nastąpiło wczoraj. Miałam dwa bony w torebce. Jakieś przeczucie kazało mi zaglądnąć do portfela (chociaż wiedziałam, że kasy w nim nie ma, więc czułam się bezpiecznie). Głupia ja! Otwieram, a tam tylko jeden bon... Wkurzyłam się już totalnie, zadzwoniłam do niego, że znowu mi coś ukradł, a on oczywiście udawał, że nie wie o co chodzi „i na cholerę ci ten bon?!”.

Nie mam już siły. Wykrzyczałam mu, że jeszcze raz zginą mi jakieś pieniądze, to się wyprowadzam. Od wczoraj nie rozmawiamy. Nie chodzi nawet o te pieniądze, bo jak nie ma, to wystarczy poprosić, już mu to tłumaczyłam. Ale o sam fakt, że kłamie jak z nut i wszystkiego się wypiera bez mrugnięcia okiem.
Głupia ja, naiwna stara baba, która nie wie co robić.

#5.

Moi rodzice za czasów bycia młodym małżeństwem zaprzyjaźnili się z innym małżeństwem, które nazywam wujkami, choć nie jestem z nimi w żaden sposób spokrewniony, ale jesteśmy sobie bliscy jak rodzina. Wujek jest policjantem i kiedy spotykali się z moimi rodzicami, już od małego uczył mnie o niebezpieczeństwach i przeciwdziałaniu zagrożeniom. Nauczył mnie m.in. skutecznego wyrwania się, kiedy jakiś porywacz chciałby mnie obezwładnić i porwać. Jako iż wujek jest też śmieszkiem do potęgi, to w ramach żartu i utrwalania umiejętności praktycznych z „edb” czasem obezwładniał mnie dla żartu, a ja się mu zawsze skutecznie wyrywałem, i miałem przy tym kupę zabawy, a reszta sobie z tego żartowała ;P

Kiedy miałem 9 lat, wyjechaliśmy z wujkami do Turcji do dość prestiżowego hotelu z basenami i mnóstwem atrakcji. Każdą wolną chwilę spędzałem tam na kąpieli i zabawie z moim „kuzynem” (synem wujaszka).

Pewnego dnia po zabawie z kuzynkiem miałem parcie ostre na toaletę, toaleta znajdowała się po drugiej stronie strefy basenowej w trochę zacienionym miejscu, więc troszkę daleko od leżaków, na których leżeli moi rodzice. Zakomunikowałem im, że idę za potrzebą i po uzyskaniu typowego „uważaj na siebie!” ruszyłem śmiało w stronę toalet. Po załatwieniu potrzeby wyszedłem z toalet i nagle poczułem, jak ktoś mnie dość mocno obejmuje. Pomyślałem, że pewnie wujo niepostrzeżenie szedł za mną i czekał, aż wyjdę, aby mi zrobić psikusa, więc wyrwałem mu się i zacząłem biec, śmiejąc się i krzycząc: „Nie dogonisz mnie!”. Kiedy dobiegłem do rodziców, zauważyłem wujka, który drzemał sobie na leżaku. Mogę przysiąc, że serce w tym momencie stanęło mi w gardle. Przerażony obróciłem się, ale nikt za mną nie biegł. Nie wiem jakim cudem nie sprawdziłem, kto mnie obezwładnia i od razu założyłem wujka-żartownisia, ale cieszę się w tym momencie, że potrafiłem poradzić sobie z zagrożeniem – i za to jestem wujaszkowi dozgonnie wdzięczny.

Czasy się zmieniły, z bezpieczeństwem jest coraz gorzej. Jeżeli macie dzieci, to zapiszcie je na jakiś kurs samoobrony dla dzieci. Dzieciak może kiedyś uratować sobie tyłek, a wy będziecie o niego spokojniejsi.

PS Dla wytrwałych mały bonus w postaci typowo anonimowej krótkiej historii:
od tamtego momentu do końca pobytu sikałem do basenu.

#6.


Mój chłopak jest wysportowany, dobrze wygląda, ma bardzo dużo przyjaciółek ładniejszych ode mnie. I tu pojawia się problem.

Nigdy mnie aż tak nie ciągnęło do sportu, dla niego spróbowałam, ale mimo tego że chcę dobrze wyglądać, chodzę na siłownię, to jedzenie zwycięża. Nie jestem super szczupła, też nie jestem taką osobą, która waży aż tak dużo, ale jak siedzę przy jego przyjaciółkach, to czuję się gorsza.

Boję się, że dla niego jestem za mało atrakcyjna.

#7.

Od trzech lat mieszkam w tym samym mieszkaniu. Dużo czasu spędzam w pracy. Potem lubię sobie iść na spacer, rower lub basen, żeby mieć chociaż minimum kondycji (pracę mam siedzącą). Jak mam wolne, to często jeżdżę do rodziców. Nie są już tacy młodzi, a mają dom i tam zawsze jest coś do zrobienia, więc chcę im pomóc. Czasem wyjdę też gdzieś z kumplami. Do mieszkania wracam więc głównie po to, żeby spać. A śpię jak kamień i ciężko mnie obudzić. Jeśli już jestem w domu, to gram na komputerze, w słuchawkach, albo słucham muzyki czy podcastu, też w słuchawkach, bo tak lubię.

Ostatnio przyszła do mnie sąsiadka z naprzeciwka. Mówiła, że próbuje mnie złapać już kolejny raz, bo ma ważną sprawę. Powiedziała mi, że mąż od dawna znęca się nad nią psychicznie. Ciągle się na nią wydziera, a ostatnio nawet ją uderzył. Mówiła, że to był pierwszy raz i właśnie to sprawiło, że w końcu zdecydowała się na rozwód. Następnie dodała, że ja jako najbliższy sąsiad na pewno wszystko słyszałem i ona chce, żebym zeznawał w sądzie na jej korzyść. Zatkało mnie. Musiałem odmówić, bo ja naprawdę NIC nie słyszałem. Nic. Tyle że ja rzadko jestem w domu. Ona się wkurzyła. Stwierdziła, że wszystkie chłopy takie same. Męska solidarność i jak kobiecie trzeba pomóc, to każdy udaje, że nic nie widział i nic nie słyszał.

Poszła, a ja mam straszne wyrzuty sumienia, że nie pomogłem. No ale jak miałbym zeznawać? A co jeśli ona kłamie i ten chłop jest niewinny? Mógłbym mu nieźle zaszkodzić. Nie mówiąc już o tym, że nie chciałbym kłamać przed sądem i zeznać coś, czego świadkiem nie byłem. Nie ma mowy! No ale z drugiej strony – co jeśli ona mówiła prawdę, a ja nie chciałem pomóc kobiecie? No ale znowu – jak? Ja nic nie słyszałem! Nie sądzę jednak, że mi uwierzyła. Sam już nie wiem. Beznadziejna sytuacja.
4

Oglądany: 28859x | Komentarzy: 54 | Okejek: 185 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.07

19.07

18.07

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało