Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Protest dzieci wrzesińskich

18 742  
234   64  
Dziś będzie krótko. Temat ciekawy, a rzadko poruszany, więc chciałbym go Bojownikom przybliżyć, choć wielu pewnie go już kojarzy i zna. Zapraszam do lektury!
„My z Tobą Boże rozmawiać chcemy, lecz «Vater unser» nie rozumiemy, i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać, boś Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz”.

20737231da48c49Bismarck.jpg
Otto von Bismarck, Żelazny Kanclerz

Kulturkampf, mimo że kojarzący się z Hitlerem i Trzecią Rzeszą Niemiecką, wcale nie był wynalazkiem nazistów, a miał znacznie dłuższą historię. Dłuższą o ponad sześćdziesiąt lat. W 1871 roku Otto von Bismarck, który do historii przeszedł jako Żelazny Kanclerz, postanowił doprowadzić do ujednolicenia się narodów znajdujących się wówczas pod panowaniem niemieckim, szczególnie pod kątem religijnym. Były to czasy, kiedy Cesarstwo Niemieckie pod przewodnictwem Prus, ze stojącym na ich czele Bismarckiem, rywalizowało o dominującą rolę z Cesarstwem Austrii, którym rządził cesarz Franciszek Józef. Ogromne znaczenie w tej rywalizacji miał fakt, że w Prusach religią dominującą był protestantyzm, zaś w Austrii – katolicyzm. Wadą katolicyzmu, według Bismarcka, było uleganie władzy wierzchniej spoza państwa niemieckiego, mianowicie – Watykanu, gdzie zasiadał przywódca religii rzymskokatolickiej w osobie papieża. Bodaj największą grupą społeczną wśród katolików zamieszkujących Cesarstwo Niemieckie byli… Polacy. Po rozbiorach niespełna 20% powierzchni Rzeczypospolitej znalazło się w rękach pruskich, a wraz z tym około dwóch i pół miliona Polaków z zachodniej części Rzeczypospolitej. W ten sposób Polacy dostali się w szpony niemieckiego kulturkampfu.

l_2073720a1714e70Szkola_we_Wrzesni.jpg
Szkoła Ludowa we Wrześni

Nie kulturkampf będzie jednak tematem tego tekstu, a walka, jaką podjęli z nim Polacy, w szczególności zaś polskie dzieci. Września, małe miasteczko powiatowe, w którym według spisu powszechnego z 1900 roku mieszkało ponad pięć i pół tysiąca ludzi, z czego mniej więcej trzy czwarte stanowili katolicy. Po raz pierwszy w dokumentach pojawia się w XIII wieku, prawa miejskie zaś zyskując wiek później. Stare polskie miasto znajdujące się w okolicach Poznania, które po II rozbiorze Polski włączone zostało do Królestwa Prus. Miasto mające chlubną przeszłość powstańczą, szczególnie związaną z Powstaniem Wielkopolskim z roku 1848, prawdziwą jednak sławę zyskało na początku XX wieku wraz ze strajkiem dzieci, uczniów polskich szkół, protestujących przeciwko germanizacji. Kulturkampf w latach 1872-1874 niemal całkowicie usunął język polski ze szkół, zastępując go językiem niemieckim jako wykładowym na niemal wszystkich przedmiotach. Szkoły ludowe, w których uczyły się dzieci wiejskie i robotnicze, stawiały opór nieco dłużej, co wynikało z faktu, że zarządzane były przez władze kościelne. W prowincji poznańskiej nadprezydent, William Barstow von Guenther, w 1873 roku mówił: „[...] język niemiecki jest językiem wykładowym we wszystkich przedmiotach nauki z wyjątkiem religii i śpiewu kościelnego”. Pozostawiono jednak język polski jako oddzielny przedmiot – z zastrzeżeniem, że decyzja o nim leży w gestii władz lokalnych. Z faktu tego skorzystała prowincja poznańska, w 1887 roku likwidując lekcje języka polskiego i zastępując je dodatkowymi lekcjami języka niemieckiego. Religia stała się wówczas ostatnim bastionem języka polskiego w szkołach pruskich.

Miało się to jednak wkrótce zmienić za sprawą księcia Bernharda von Bülowa, który w 1900 roku został kanclerzem. Zaraz po objęciu rządów rozpoczął akcję całkowitej eliminacji polszczyzny z pruskich szkół, również na lekcjach religii miano się od tej pory posługiwać językiem niemieckim. Zmiany objęły również kadrę nauczycielską. Polscy nauczyciele byli usuwani ze szkół. Starszych po prostu się pozbywano, młodszych wysyłano w głąb Niemiec, zastępując ich niemieckimi nauczycielami, gotowymi wspierać germanizację młodego pokolenia Polaków. Jak pisała lwowska prasa: „U nauczycieli nie popłacają ani zdolności, ani polność, ani takt w postępowaniu z młodzieżą – na pierwszym miejscu stoi usposobienie patriotyczne w stosunku do nowego cesarstwa i popieranie energiczne rządu w tępieniu polskości; stąd poszło, że wielu nauczycieli zdolnych usunięto, a na ich miejsce przeznaczono ludzi dwuznacznej sławy lub nijakich”. Zmieniły się również szkoły ludowe, nad którymi nadzór, z rąk duchowieństwa, trafił do specjalnie powołanych niemieckich inspektorów. Nauczyciele ściśle przestrzegający zasad germanizowania swoich polskich uczniów mogli również liczyć na premie do pensji, które od 1903 roku stały się stałymi dodatkami wschodniokresowymi. O tym, jak wpajano uczniom język niemiecki, pisał w 1930 roku, już w wolnej Polsce, doktor Mieczysław Jabczyński: „O tem, że pierwszym obowiązkiem nauczyciela jest wniknięcie w duszę dziecka, nie było mowy, toć nawet w zbliżeniu się do tej duszy stał na przeszkodzie zakaz posługiwania się w szkole mową ojczystą, przestrzegany oczywiście najściślej tam, gdzie uczył nauczyciel Niemiec, a więc w ogromie przeważającej ilości przypadków. Nauka więc była oschłą i mechaniczną, a najlepszym środkiem dydaktycznym i najczęściej stosowanym rekwizytem szkolnym pozostawał ubojny kij. W stosowaniu kary chłosty dochodzono do perfekcji, a posługiwano się nią często z lubością graniczącą z sadyzmem. Zresztą granice w stosowaniu kar cielesnych były wytknięte bardzo szeroko, a sińce i krwawe pręgi, konstatowane przez lekarzy na ciele małych delikwentów, nie uchodziły w oczach sąsiadów pruskich jako oznaki przekroczenia naturalnego prawa karcenia, przysługującego nauczycielowi”.

20737198828818fDzieci_wrzesinskie.jpg
Zdjęcie uczniów wrzesińskich, pośrodku w pierwszym rzędzie stoi Bronisława Śmidowiczówna

Katolicka Szkoła Ludowa we Wrześni liczyła wówczas 651 uczniów, z czego narodowości niemieckiej zaledwie 19. W szkołach pruskich uczono się do 14 roku życia, a liczenie klas było odwrotne do tego, co znamy dzisiaj: naukę zaczynało się w klasie VI, a kończyło w klasie I. Rok szkolny rozpoczynał się zaś w kwietniu. Wtedy właśnie ma początek właściwa historia. Jak po latach wspominała Bronisława Śmidowiczówna, inicjatorka akcji:
„W dniu 24 kwietnia 1901 roku przystąpił nauczyciel Koralewski do rozdawania katechizmu między dzieci, w języku niemieckim. Mając jakiś dziwny wstręt do tej książki, która miała służyć do wynarodowienia nas, wzięłam ją przez fartuszek. Prawie wszystkie dzieci pozostawiły książki w szkole. Na następnej lekcji nauczyciel namawiał, żeby jednak przyjąć je. Dużo dzieci mówiło, że im rodzice nie pozwalają przynosić do domu, ale ostatecznie dały się namówić, tylko Stanisław Jerszyński i ja stanowczo żeśmy odmówili. Otrzymaliśmy po sześć uderzeń, tzw. łap, na rękę trzciną. Uderzenia były bardzo silne…” . Okazało się wkrótce, że wszyscy uczniowie pierwszej klasy zwrócili katechizmy napisane po niemiecku. Rektor, po zebraniu rady pedagogicznej, podjął decyzję, żeby uczniów ukarać – wszyscy musieli odsiadywać po lekcjach areszt trwający po kilka godzin. Lekcje religii nie odbywały się, bowiem dzieci oświadczyły, że nie chcą i nie będą się uczyć religii z niemieckich katechizmów.
Feliks Koralewski nie był jednak jedynym nauczycielem stosującym przemoc. Znienawidzonym tym bardziej, że był Polakiem służącym zaborcy i wspierającym germanizację. We wspomnieniach uczniów natknąć się można również na nazwiska Johana Scholzchena, nauczyciela religii w klasie pierwszej, a także Augusta Wenzela i Oskara Pohla. Bronisława Śmidowiczówna i Stanisław Jerszyński dość szybko wyrośli na niepisanych przywódców buntu uczniów wrzesińskich, za co 2 i 13 maja oboje otrzymali karę chłosty, którą wymierzył im Koralewski. Bunt zataczał coraz szersze kręgi, obejmując również klasy drugie. 20 maja, w obecności inspektora szkolnego, doktora Wintera, ponownie skatowano stawiających opór uczniów. Kiedy i to nie pomogło, a uczniowie nadal nie chcieli mówić po niemiecku, zarządzono areszt dla 26 uczniów, w trakcie którego mieli się uczyć niemieckiej wersji pieśni religijnej „Kto się w opiekę”. W południe 12 uczniów zwolniono, a pozostałych 14 ukarano chłostą: przywódcy po 6-8 uderzeń, pozostali po 2-4. Dziewczęta karano uderzeniami po rękach, a chłopców – po pupie. Karę wykonywał Scholzchen w asyście Koralewskiego i Wintera. W obronie dzieci stanęli zgromadzeni pod szkołą rodzice.

l_20737181e755b51maxresdefault.jpg
Karykatura prasowa pokazująca „naukę” dzieci polskich w pruskiej szkole

Do budynku szkoły wdarła się chociażby, będąca w zaawansowanej ciąży, Bronisława Klimasa, wyprowadzając z niej swojego syna. Wtargnął do niej również ojciec Śmidowiczówny, jednakże nie udało mu się zapobiec chłoście córki. Dzień później, 21 maja, sytuacja się powtórzyła, z tym że opór zgromadzonej pod szkołą ludności był jeszcze większy, a okrzyki i groźby rzucane w stronę władz szkolnych – głośniejsze. Na miejscu pojawiła się żandarmeria, która eskortowała nauczycieli i pilnowała porządku, ale również spisywała manifestujących. Manifestantów ukarano na odbywającym się w Gnieźnie w dniach 14-16 listopada 1901 roku procesie. Spośród 26 oskarżonych aż 20 skazano – wyroki obejmowały od kilku tygodni do dwóch i pół roku więzienia. Najkrótszy wyrok otrzymała 55-letnia Jadwiga Jezierska (była także najstarszą skazaną w tym procesie), najdłuższy – dwuipółletni – Nepomucena Piasecka, której w trakcie demonstracji 20 maja udało się przedostać do szkoły i naubliżać Koralewskiemu prosto w twarz. Najmłodszym skazanym był czternastoletni Antoni Tokarzewski, który usłyszał wyrok czterech i pół miesiąca pozbawienia wolności (jego ojciec, Franciszek, również wylądował na rok w więzieniu).

Protest uczniów trwał jednak dalej. Szkolny areszt wydłużono do ośmiu godzin dziennie, a chłosta stała się już na tyle powszechna, że przestała działać odstraszająco. Doktorowi Leszkowi Krzyżagórskiemu, lekarzowi opiekującemu się poranionymi dziećmi, wytoczono proces za stwierdzenie, że „przekroczone zostało naturalne prawo karcenia”. Dodatkową karą było pozostawienie 39 protestujących uczniów na drugi rok w tych samych klasach, tak że opór młodzieży zaczął słabnąć w 1902 roku – najstarszym uczniom, których zatrzymano w szkole na dodatkowy rok, obiecano, że po zakończeniu protestu będą mogli zakończyć naukę. Jeśli nie, zadecydowano, że obowiązkowe nauczanie zostanie przedłużone nawet do 16 roku życia.

Ostatnią protestującą uczennicą była Stanisława Śmidowiczówna, młodsza siostra Bronisławy, której wówczas już w szkole nie było. Nie było jej również we Wrześni, skąd wyniosła się po ostrzeżeniu, że władze pruskie planują zamknąć ją w domu poprawczym. Samych Śmidowiczów dotknęły konsekwencje buntu córki. Musieli zamknąć swoją piekarnię, a starszą córkę odesłali do Krakowa, skąd trafiła do Zakopanego. Za to władze pruskie również planowały niepokorną rodzinę ukarać, twierdząc, że wychowywanie dzieci za granicą jest nielegalne, bowiem na Bronisławie nadal ciążył obowiązek nauki szkolnej, Kraków zaś leżał wówczas w Austrii. Rodzice zrzekli się praw opiekuńczych, a Bronisława została adoptowana przez austriacką rodzinę z Krakowa. Strajk we Wrześni dobiegł końca. Zadowolone władze pruskie hojnie nagradzały zwycięzców – Winter otrzymał cesarski Order Czerwonego Orła IV klasy, rektor szkoły 500 marek, a nauczyciele Koralewski i Scholzchen po 400 marek każdy.

20737229ce60182Sienkiewicz.jpg
Henryk Sienkiewicz, którego chyba przedstawiać nikomu nie trzeba

W listopadzie 1901 roku krakowski „Czas” opublikował list Henryka Sienkiewicza: „Więc niech się poruszą serca wszystkich naszych matek! Dajmy chleba dzieciom, przynieśmy tę pociechę skowanym rodzicom, że ich nieszczęsne dzieci nie będą zmuszone żebrać! Prawo Boże, prawo chrześcijańskie nakazuje litość nad dziećmi wszystkim, a cóż dopiero – gdy chodzi o takie dzieci – nam!”.

20737175843ee32Nepomucena.jpg
Nepomucena Piasecka w otoczeniu pięciorga swoich dzieci

Polacy stanęli na wysokości zadania, wspierając wrześniaków nie tylko mentalnie, ale również praktycznie. Powstały Komitet Niesienia Pomocy dla Wrześni i Komitet Wrzesiński. Nepomucena Piasecka zdołała uniknąć więzienia, uciekając do Krakowa, gdzie Komitet Wrzesiński zorganizował jej mieszkanie i pralnię, która zapewniała jej środki do życia. W Warszawie odbyła się demonstracja antypruska. Działanie władz zaborczych miało również niespodziewane dla samych Prusaków konsekwencje. „Oddziaływanie tego ruchu polskiego na handel daje się bardzo odczuwać. Chwilowo jest wprost niemożliwem robić tutaj interesa z Polakami, nawet starzy wierni odbiorcy nie chcą nas do siebie puścić, albo nas krótko zbywają niczem. (…) Bądź co bądź my kupcy będziemy musieli zapłacić koszta tej sprawy, co w obecnych czasach smutne nam otwiera widoki. Nie zaleca się nawet nikomu na ulicy w Warszawie mówić po niemiecku, jeżeli się nie chce narazić na nieprzyjemności”. Efektem oporu wrzesińskich dzieci były strajki, które ogarnęły naprawdę duży obszar. W rejencjach bydgoskiej i poznańskiej, według Ludwika Gomolca, strajkowało około 47 tysięcy uczniów w 760 szkołach. Lidia Burzyńska-Wentland podaje jeszcze wyższe liczby: nawet 75 tysięcy uczniów w blisko 800 szkołach. Protesty wygasły ostatecznie w październiku 1907 roku.

l_2073721c7fe6ac4Pomnik_Dzieci_Wrzesi.jpg
Pomnik Dzieci Wrzesińskich

Czy strajki dały cokolwiek z praktycznego punktu widzenia? Nie. Napór władz pruskich tylko wzrastał, podobnie jak próby germanizacji polskich szkół. Sam bunt pokazał jednak, że duch polskości nadal płonie w najmłodszym pokoleniu. Pokoleniu, które już za niespełna dwadzieścia lat wywalczyć miało niepodległość swojej umęczonej ojczyzny, która na 123 lata zniknęła z mapy świata.

Na koniec jeszcze wrzucam wiersz Marii Konopnickiej pt. „O Wrześni”. Marii Konopnickiej, która w opublikowanej w 1908 roku „Rocie” pisała: „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił”.

Tam od Gnie­zna i od War­ty
Biją gło­sy w świat otwar­ty,
Biją gło­sy, zie­mia ję­czy;
— Pru­sak dzie­ci pol­skie mę­czy!
Za ten pa­cierz w wła­snej mo­wie,
Co ją zda­li nam oj­co­wie,
Co go nas uczy­ły mat­ki,
— Pru­sak mę­czy pol­skie dziat­ki!
Wstał na gnieź­dzie Orzeł bia­ły,
Pió­ra mu się w blask roz­wia­ły...
Gdzieś do Boga z skar­gą leci...
— Pru­sak mę­czy pol­skie dzie­ci!
Zbu­dzi­ły się pro­chy Pia­sta,
Wstał król, ber­ło mu ura­sta,
Skroń w ko­ro­nie ja­snej świe­ci,
Bro­nić idzie pol­skie dzie­ci...
— Zwo­łaj­cie mi moje rady,
Nie­chaj śpie­szą do gro­ma­dy!
Zwo­łaj­cie mi mo­ich kmie­ci...
— Pru­sak mę­czy pol­skie dzie­ci!
Wstań­cie, sio­ła! Wstań­cie, gro­dy!
Rusz­cie z brze­gów Go­pła wody!
Bij­cie dzwo­ny od Krusz­wi­cy,
Skroś Pia­sto­wej mej zie­mi­cy!
Bij­cie, dzwo­ny, bij­cie, ser­ca,
Niech drży Pru­sak prze­nie­wier­ca,
Niech po świe­cie krzyk wasz leci:
— Pru­sak mę­czy pol­skie dzie­ci!
Nie­chaj wia­ra moja sta­nie,
Niech się skrzyk­nie za­wo­ła­nie,
Wici nie­chaj lud za­nie­ci...
— Pru­sak mę­czy pol­skie dzie­ci...
3

Oglądany: 18742x | Komentarzy: 64 | Okejek: 234 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało