Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wysokie libido, walka z depresją i inne anonimowe opowieści

47 944  
256   101  
Dziś przeczytacie m.in. o zatrudnianiu kobiet w ciąży i dowiecie się, na czym nie polega rola chrzestnego, będzie też o przewrotnym losie i dumie z nieładnego postępku ojca.

#1.

W moim dalszym gronie znajomych wiele osób miało przekonanie, że pracodawcom nie opłaca się zatrudniać młodych kobiet w wieku rozrodczym, bo te zaraz „uciekają” na zwolnienie.

Od kiedy w tym gronie znajomych jedna koleżanka zaszła w ciążę i pracuje, te same osoby twierdzą, że jest głupia i zwolnienie jej się „należy”. Mogłaby odpocząć, zadbać o siebie i dziecko, a pracodawca i tak da sobie radę.

Oliwy do ognia dolał fakt, że koleżanka chce podzielić urlop z mężem i wrócić do pracy na część etatu po urodzeniu dziecka. Dochodzi już teraz do hejtu, że jest nieodpowiedzialną matką i zrobi tym samym krzywdę dziecku, zostawiając je pod opieką ojca.

Cóż, być kobietą w Polsce jest przewalone.

#2.

Mój wujek jest jednocześnie moim chrzestnym. Przez całe moje życie nie dostałem od niego ani jednego prezentu. Nic. Absolutnie nic. Zawsze tylko powtarzał, że rola chrzestnego nie polega na kupowaniu prezentów. Niby miał rację. Chrzestny ma dbać o przekazanie wiary, a nie o zaopatrzenie finansowe

Ten wujek ma teraz dorosłą już córkę, która niedawno urodziła dziecko. Oczywiście zostało ono ochrzczone.

Siedzimy razem wszyscy przy stole, a wujek nachyla się do mojego ucha i szepcze: „To żenujące, jak mało pieniędzy dostała moja wnuczka od chrzestnego”.

Co za niespodziewana zmiana poglądów! Powinien zostać politykiem.

#3.

Wstydzę się tego, że mam większe libido niż mój mąż. I tak było od zawsze, nigdy sam nie zainicjował, od 5 lat proponuję wszystko tylko ja... Inne muszą się tłumaczyć bólem głowy, a ja dałabym wszystko, żeby tylko mój zachciał pierwszy. Niby błahe, ale przez kilka lat zaczyna to być uciążliwe. :(
Czuję się w jego oczach mało atrakcyjna.

#4.

W podstawówce i gimnazjum miałam w klasie koleżankę – wyższą, silniejszą, bardziej wyszczekaną, która w ramach rozrywki lubiła mi czasem ubliżyć. Jej ulubionym wyzwiskiem było „ty świnio ruda”. Nie było przyjemnie, ale trudno było traktować to poważnie, bo ani moje włosy, ani karnacja nie wskazywały na żadną rudość.
Prawdę mówiąc, nigdy nie rozumiałam, co takiego strasznego jest w byciu rudym. Nie mam żadnej traumy z tym związanej, ale zawsze kiedy widzę jej córkę, wpadam w wewnętrzny rechot. Młoda jest wybitnie ruda, ma piegi i co trzeba dodać, jest przy tym bardzo ładną, pewną siebie dziewczynką.
Taki nieszkodliwy psikus losu ;)

#5.

Jedyna sytuacja, w której mój ojciec zachował się jak ostatni ch*j, ale byłam z niego mega dumna, to ta, kiedy organizowałam swoje 12. urodziny.

Około 2000 roku modne były takie „emo grzywki” i bardzo popularne trampki Converse. Oczywiście tylko oryginalne, z gwiazdką. Moich rodziców nie było stać, żeby dać 400 zł za trampki, tym bardziej że mieszkaliśmy na wsi i zaraz bym je zniszczyła, chodząc po tych wiejskich, dziurawych drogach ze szkoły do domu.

Miałam takiego znajomego Michała, syna weterynarza, który chodził ze mną do klasy i był moim niedalekim sąsiadem. Nie lubiłam go specjalnie, więc nie zaprosiłam go na urodziny, ale on postanowił wprosić się sam. Głupio było mi go wygonić przy gościach, ale zrobiło się nieswojo, bo jako syn weterynarza obnosił się z kasą i generalnie taki mały sku*wysynek był z niego. I miał on właśnie te trampki. Śliczne, czerwone. I kiedy zobaczył, że ja na urodziny dostałam swoje, ale takie z bazaru, Michał zaczął głośno komentować moją „dziadowiznę” przy gościach. Zrobiło mi się mega przykro i do końca urodzin tylko się snułam, udając wesołą. Mój ojciec to wyczuł i kiedy wyczaił moment, że Michał wychodził pierwszy z podwórka, „przypadkiem” wjechał traktorem w największą kałużę błota, jaka była na podwórzu i mu te trampki elegancko błotem (zapewne z lekką domieszką pozostałości obornika) ochlapał. Po czym wychodząc z traktora, puścił do Michała tekst: „Przepraszam, synek, nie chciałem. Ale te papucie to i tak chyba tylko do gnoju miałeś, nie?”.

Kocham cię, tato!

#6.

Moja kuzynka ma dwóch synów, 14 i 13 lat. Oboje z mężem uwielbiają grać na komputerze, więc kilka lat temu kuzynka kupiła dla siebie z mężem nową stacjonarkę, a stary – wtedy ok. 2-letni – dostali synowie. Minęły lata, rodzice wymieniali pociechom sprzęt na nowy. Stary miał wylądować w śmietniku. Tak się złożyło, że mój mąż również jest zapalonym graczem, nosił się z wymianą grafiki i dysków, ale obudowa była za mała czy jakoś coś tam nie pasowało. Wzięliśmy więc od kuzynki starą obudowę, bo była większa i w bardzo dobrym stanie. Za 4-pak piwa i 5 Zdrowasiek :) Reszta poszła w kosz.

Jakiś czas później przyszli do nas w odwiedziny. Młodzi nie dostali jeszcze nowego sprzętu, nie miałam nic przeciwko i pozwoliłam im pograć na naszym. Wieczorem zadzwoniła kuzynka, że mają sporo wydatków i jednak nie są w stanie kupić im kompa, a lato i wakacje będą i ona by chciała ten komputer z powrotem. Zdziwiona zapytałam, po co jej stara obudowa, myślałam, że kompletują coś z używanych części czy coś....
Nie. Ona chce CAŁY komputer, bo u nas chodził całkiem dobrze. Po dłuższej i dość nieprzyjemnej rozmowie mąż rozłożył komputer i pojechał oddać im ich własność.

Od tej chwili minęły dwa lata. Jak się okazuje, cała rodzina i wszyscy nasi wspólni znajomi poznali historię, jak to POŻYCZYLI nam komputer, a my nie chcieliśmy go zwrócić, a ostatecznie oddaliśmy popsuty.

#7.

Chciałam się z Wami podzielić kawałkiem mojej historii, która może, całkiem przez przypadek (a może nie) jest też kawałkiem Twojej codzienności.

Nie jestem już nastolatką, ba, nawet wiek średni to już powoli wspomnienie odległej ery, dzieci prawie odchowane, męża już niestety nie ma z nami. Żyłam w miarę normalnie, przynajmniej na tyle ile mogłam, wychowując sama dzieci i starając się zmagać z problemami dnia codziennego. A tych było pełno. Lata mijały, dzieci dorosły, tylko że ze mną było coś nie tak. W pewnym momencie zauważyłam, że jak cienie ciągną się za mną ciągłe bóle pleców. Myślałam, że to z przepracowania. Tylko że od jakiegoś czasu nie byłam aktywna. Tak naprawdę to zmuszałam się, żeby cokolwiek robić. Chodziłam poddenerwowana. Wszystko mnie wku... A potem były okresy, że było mi w sumie wszystko jedno. Zrobiłam co miałam robić w ciągu dnia, i jak siadłam, tak siedziałam jak przyklejona. Były też tygodnie, gdy czułam się normalnie i zapominałam o tych dniach, w których tak nie było, i tak wkoło Macieju. Dobrze, potem czasem ból, czasem zwlekanie się rano godzinę z łóżka, czasem pustynia w sercu i strach, a potem znów kolory wracały. Z tyłu głowy od lat wiedziałam. Widziałam też, że moi bliscy wiedzą, ale na przekór udawałam, przekonując siebie i ich. Wszystko zmieniło się pewnego dnia.

Siedziałam z córką wieczorem i przerzucałam kanały. Zaczynał się jakiś czeski film, pewnie głupia komedia, niech będzie. To nie była komedia. Był to piękny film o kobiecie żyjącej normalnym życiem, z fajną rodziną, tylko że ona ten świat widziała przez brudną szybę. Gdy film się skończył, siedziałyśmy milcząc. Kątem oka widziałam, że córka otarła łzę, tak abym nie widziała. A ja nadal siedziałam. To był film o walce z depresją. To był film o mnie. I musiałam się z tym zmierzyć. Przerażało mnie to i przygnębiało.

Nie wiedziałam czemu się to do mnie przyplątało. Dopiero później dowiedziałam się, że często przyczyną są albo jakieś wcześniejsze przeżycia, które wciąż w nas tkwią, a czasem po prostu zaburzenia wytwarzania serotoniny przez organizm. To była ciężka noc, ale podjęłam decyzję, że będę walczyć dla siebie i dla swoich dzieci. Choć były dorosłe, to wciąż mnie przecież potrzebowały.

Po latach córka przyznała się, że płakała po kątach i wciąż obwiniała się, że nie potrafi nic zrobić, abym była szczęśliwa. Nic nie mogła zrobić, bo to ja musiałam podjąć decyzję o tym, że nie można zawsze wszystkiego zrobić samemu. Czasem trzeba poprosić o pomoc. Kazałam córce iść. Czekała na to. Moje dziecko zapisało mnie na pierwszą wizytę u psychologa i siedziało ze mną, przerażoną, jak ja z nią u dentysty, gdy była mała. Terapia trwała kilka miesięcy. Teraz mam energię, mam chęci. Jestem krewką staruszką.

Byłam tam, przeżyłam, żyję. Zróbcie ten krok.

W poprzednim odcinku m.in. piłem w pracy oraz dawałam pieniądze rodzicom

1

Oglądany: 47944x | Komentarzy: 101 | Okejek: 256 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało