Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Czy kiedykolwiek przydarzyło ci się coś niewytłumaczalnego?

32 326  
146   62  
W życiu każdego z nas zdarzają się chwile, które wymykają się racjonalnemu wyjaśnieniu.
2065871d9d6a585iStock_1085052426.jpg

#1.

To był czas Bożego Narodzenia wiele, wiele lat temu.

Siedziałam na ławce w centrum Pescary z laptopem na kolanach. Korzystałam z darmowego Wi-Fi, bo w domu go nie miałam. Obok mnie usiadł dziwny człowiek, który płynnie mówił po angielsku i włosku. Jestem osobą towarzyską, więc szybko wyczułam u niego ponadprzeciętną inteligencję i szczyptę szaleństwa. Uprzejmie odpowiedziałam na jego pozdrowienie w obu językach.

Rozmawialiśmy wiele godzin. Był całkowicie nieszkodliwy, to było jasne. Wydawał mi się jednak bardzo samotny. Nie wiedziałam, czy jest bezdomny, czy po prostu szalony, biorąc pod uwagę jego ubranie i zaniedbany wygląd. Opowiadał mi o swoich podróżach do San Diego i o jedynej miłości swojego życia, którą tam zostawił. Mówił, że jest wynalazcą zabawek i gier planszowych. I że kocha Boże Narodzenie.

Bogactwo szczegółów w jego opowiadaniach sprawiało, że wydawały się one prawdziwe. Miał krótką białą brodę, niebieskie oczy i dobre spojrzenie. Nie, nie nazywał się Mikołaj, tylko Andrea. W każdym razie nie miał więcej niż 60 lat.

Zaproponowałam mu gorącą czekoladę. Rozmawialiśmy o nauce, ezoteryce i magii, o miłości, nadziei, przyjaźni i życiu. O pięknie rzeczy i świata. Mimo że uśmiechałam się do niego uprzejmie, powiedział: „Jesteś taka smutna, dziewczyno, kto złamał ci serce?”.

Wtedy ja też zwierzyłam mu się z kilku tajemnic i opowiedziałam o trudnościach w moim życiu, o tym, jak bardzo mi przykro, że nawet nie mogę nikogo obdarować w tym roku i tym podobnych rzeczach. Ze łzami w oczach.

No cóż. Zrobiło się ciemno i zdałam sobie sprawę, że cały dzień rozmawiałam z obcym człowiekiem. Powiedziałam mu, że muszę wracać do domu. Odpowiedział: „Dobrego wieczoru zatem, Cristino, nigdy nie trać nadziei. Jesteś dobrą osobą”.

Pożegnałam się z nim i wróciłam do domu z uśmiechem na ustach. Wlał we mnie jakąś pozytywną energię. Nie śledził mnie, chcę to wyraźnie zaznaczyć, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się potem.

Następnego ranka obudziłam się i zanim zeszłam na dół, aby iść na uniwersytet, moja współlokatorka, która wcześniej miała zajęcia, wracając do góry, powiedziała: „Cristina, zobacz, jest tu dla ciebie pudełko”. Znalazłam je z napisem „Dla Cristiny”. W środku znajdowała się naprawdę dobrze zrobiona gra planszowa San Diego – Pescara i z powrotem”, talia kart tarota (nigdy nie używana, bo nie umiem czytać z kart), mnóstwo konfetti i ozdób, 230 euro rozrzuconych tu i ówdzie oraz list z życzeniami na przyszłość, w którym między innymi napisano: „Użyj ich, aby obdarować nimi osoby, które kochasz. Wesołych Świąt”.

Rozpaczliwie szukałam tego człowieka w całym mieście, aby zwrócić mu przynajmniej pieniądze, ale nigdy go więcej nie widziałam ani nie spotkałam. Nigdy. Nie miałam pojęcia, jak znalazł adres mojego domu, bo mieszkałam w wynajętym mieszkaniu. I powtarzam, jestem pewna, że mnie nie śledził. Chociaż ta historia jest absurdalna, to zarówno moje współlokatorki, jak i moja najlepsza przyjaciółka mogą absolutnie potwierdzić jej prawdziwość, ponieważ widziały grę, list i pieniądze. Nadal mam tę grę planszową i karty. W końcu, nie mogąc go znaleźć, naprawdę wykorzystałam te pieniądze, aby kupić prezenty świąteczne dla wszystkich bliskich mi osób.
~Cristina

#2.

Tak, śmierć siostry, która popełniła samobójstwo, zdecydowanie nie była czymś, co można było sobie wyobrazić w przypadku osoby, jaką była (tak jak można by powiedzieć, że nie wyobraża się tego dla nikogo). Do tej pory dla mnie dynamika wydarzeń pozostaje w tym sensie niewytłumaczalna. Ale zrozumienie tego miałoby względne znaczenie… Czuję tylko nieskończoną miłość do duszy, która pomogła tak wielu ludziom, i sporą dozę żalu, że nie byliśmy w stanie (ani ja, ani nikt inny) jej pomóc…
~Anonimo
2065873acba0cediStock_161816972.jpg

#3.

Miałam wtedy około 19 lat i byłam zakochana w chłopaku, który nawet na mnie nie patrzył. Mieliśmy krótki romans, ale potem nie chciał mnie więcej widzieć.

Tamtego wieczoru poszłam na bardzo ekskluzywną imprezę do prywatnej willi tylko po to, żeby go zobaczyć. Ubrałam się w najlepsze ciuchy i zrobiłam makijaż. Włożyłam nawet szpilki. Wszystko po to, żeby zwrócił na mnie uwagę. Wyglądałam wspaniale, ale on nawet na mnie nie spojrzał. Stał tam i rozmawiał z bogatymi znajomymi, jakbym była powietrzem.

Całkowicie zniechęcona, przestałam tańczyć i schowałam się w ciemnym kącie, poważnie zastanawiając się nad powrotem do domu po zaledwie półgodzinie. Czułam się upokorzona i smutna.

Właśnie miałam wyjść, kiedy nagle pojawił się przystojny, wysoki i szczupły chłopak. Złapał mnie za ramię i zaprosił do tańca. Nie miałam nawet czasu, żeby cokolwiek powiedzieć, a on już mnie objął i zaczął tańczyć. Tańczył wspaniale, miał wyjątkowy zapach i piękne włosy. Na sali wtedy przyciemniono światła, więc nie mogłam mu się dokładnie przyjrzeć.

Wszyscy nas obserwowali, w tym moja siostra. Za każdym razem, gdy kończyliśmy tańczyć, uśmiechał się do mnie, a później był kolejny taniec i kolejny. Gdy siadałam lub szłam po coś do picia lub jedzenia, on zawsze pojawiał się obok mnie. Okazywał mi zainteresowanie, ale co dziwne, uśmiechał się tylko i nie rozmawiał ani ze mną, ani z nikim innym.

Później zatańczył ze mną jeszcze jeden, ostatni taniec, podarował mi różę, a potem… zniknął.

Chciałam go odnaleźć w tłumie, żeby zapytać, kiedy moglibyśmy się znowu spotkać, ale było już bardzo późno, a mój ojciec czekał na mnie. Wyszłam z imprezy szczęśliwa i pomyślałam, że pytając znajomych, bez problemu go odnajdę. I tak też zrobiłam… pytałam wszystkich, ale nikt nie wydawał się go znać. Ten chłopak jakby rozpłynął się w powietrzu. Nawet gospodarz imprezy twierdził, że nigdy go wcześniej nie widział.

To było absurdalne. Zaczęłam nawet wątpić w swoje zmysły. Pytałam wszystkich: „Czy wy też go widzieliście, czy to mi się tylko przyśniło?”. Do tej pory, nawet po tylu latach, nie umiem sobie wyjaśnić, kim był ten chłopak, dlaczego tamtego wieczoru nie odstępował mnie na krok i przede wszystkim, dlaczego nigdy więcej się nie odezwał.

Drogi nieznajomy, który w 1994 roku bawiłeś się na imprezie u Mario S. – dziękuję, że tamtego wieczoru poprawiłeś mi humor i sprawiłeś, że tak dobrze się bawiłam. Dziękuję z całego serca.
~José

#4.

Piętnaście lat temu pewnego popołudnia moja żona leżała w łóżku z silnym zapaleniem płuc i uporczywą gorączką. Ja siedziałem na brzegu łóżka, w pełni świadomy, kiedy nagle, metr ode mnie, pojawił się mężczyzna. Była to postać człowieka w eleganckim czarnym garniturze, z muszką, białą koszulą z kołnierzykiem i kapeluszem z początku XX wieku. Widziałem go niezwykle wyraźnie.

Zaskoczony, ale spokojny, patrzyłem na niego. On milczał. Zapytałem: Kim jesteś? Czego chcesz? Mężczyzna nie odpowiedział. Stał nieruchomo, patrzył na nas z niewzruszoną postawą.

Moja żona usłyszała, jak mówię do siebie i zapytała, z kim rozmawiam. Odpowiedziałem, że stoi przede mną mężczyzna, ale nie wiem kim jest i czego chce. Moja żona, bez zdziwienia, powiedziała: To mój dziadek. Właśnie widziałam go w myślach i chciał mnie zabrać ze sobą.

Wizja zniknęła. Byłem zamyślony, ale nie bałem się. Byłem pewien, mógłbym przysiąc, że ten człowiek był prawdziwy. Opowiedzieliśmy sobie o tym zdarzeniu, bez strachu. Następnego dnia moja żona poczuła się lepiej, gorączka ustąpiła i wkrótce, ku wielkiemu zdziwieniu lekarza, zupełnie wyzdrowiała. Kilka dni później, przeglądając stare zdjęcia, moja żona szukała fotografii swojego dziadka. Spojrzałem na zdjęcie: kurde, to był on!
~Alberto
2065872cdc171e3iStock_1320266863.jpg

#5.

Kiedy mój ojciec jeszcze żył (zmarł kilka miesięcy temu), miał w zwyczaju czekać na mnie przed windą z moim ulubionym cukierkiem Rossana. Czasem łapał mnie za rękę i dawał mi go, gdy wychodziłam z domu.

Kilka dni temu dopadł mnie smutek. Myślałam o tacie i o tym, jak bardzo mi go brakuje.

Następnego ranka szykowałam się do pracy. Otworzyłam kosmetyczkę i… między kosmetykami dostrzegłam, że leży tam cukierek Rossana!

Zapytałam dzieci, czy to one mi go tam włożyły. Ale dlaczego miałyby to robić? I dlaczego akurat do kosmetyczki? Poza tym nie wiedzą o cukierkowym rytuale, który miałam z dziadkiem.

Oczywiście dzieci zaprzeczyły. W tym czasie nikt nie odwiedzał nas w domu, więc to wykluczało ingerencję osób trzecich. Ani one, ani ja nie mieliśmy pojęcia, jak cukierek się tam znalazł.

Co dziwniejsze, kilka dni wcześniej wyciągałam wszystkie kosmetyki z kosmetyczki, żeby je wyczyścić. Wtedy nic tam nie było, nawet nie miałam w domu tych cukierków.

Mogę tylko dodać, że ktoś sprytnie umieścił cukierka w przedmiocie codziennego użytku, którego używam rano. To tak, jakby Tato chciał mi powiedzieć „dzień dobry”…
~Francy

#6.

11 grudnia 2016 roku. Byłam u przyjaciela, gdy nagle jeden z mebli stanął w płomieniach. (To akurat nie było dziwne – po prostu doszło do egzotermicznej reakcji chemicznej po kontakcie lakieru z przedmiotem stojącym na nim). Ale teraz przejdźmy do niewytłumaczalnej części:

Gdy tylko ogień zbliżył się do ramki ze zdjęcia mojego przyjaciela z jego zmarłym dziadkiem, stojący obok wazon z kwiatami przewrócił się na płonący mebel i ugasił rozprzestrzeniający się ogień.

Wszystkie okna były zamknięte, a wazon był zbyt ciężki, by przewrócił go przypadkowy podmuch. Nie stał też na krawędzi, a w domu oprócz nas nikogo nie było.
~Lorenzo
2065870d838ab70iStock_681020570.jpg

#7.

Kilka miesięcy po śmierci mojego ojca sąsiadka, młoda kobieta w wieku około 30 lat, przyszła do mojej matki i powiedziała, że on się jej śnił. We śnie powiedział jej, żeby poszła do mojej matki i poinformowała, że w wewnętrznej kieszeni kurtki ojca w szafie w sypialni jest 50 euro.

Matka oczywiście nie uwierzyła, ale gdy tylko sąsiadka wyszła, poszła sprawdzić i faktycznie znalazła pieniądze.
~Sonia

9

Oglądany: 32326x | Komentarzy: 62 | Okejek: 146 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało