Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co by się stało, gdyby „Seksmisja” miała swoją premierę w 2024 roku?

39 255  
232   53  
Wyobraźcie sobie, że żyjemy w równoległej rzeczywistości. Takiej rzeczywistości, w której polskie komedie nadal bawią, a świeże pomysły są zawsze mile widziane w naszej kinematografii. Takiej rzeczywistości, w której „Seksmisja” nie powstała w 1983 roku, ale ponad 40 lat później. Dokładnie teraz. W epoce platform streamingowych i politycznej poprawności.
Gdzieś w mediach pojawiają się pierwsze przecieki – Polacy pracują nad nowym filmem SF, czyli z gatunku raczej niezbyt popularnego w naszym kinie. Ba, ma to być produkcja przesiąknięta erotyką! Na ten ostatni element dość żywo reaguje Netflix, którego włodarze właśnie skończyli liczyć kasę zarobioną na kolejnej już, bo dziewiętnastej, części nadwiślańskiego dzieła o przygodach ponętnej Polki tłamszącej prącie należące do bogatego sycylijskiego gangstera.
Platforma proponuje wziąć produkcję pod swoje skrzydła, jeśli tylko spełnione zostaną wymogi dotyczące uszanowania wszelkiej różnorodności. Twórcy „Seksmisji” obiecują jednak, że w ich dziele pojawi się zarówno bohaterka czarnoskóra, jak i scena lesbijskiego seksu, więc sami Panowie widzicie – jesteśmy bardzo tolerancyjni, inkluzywni i ogólnie to tak progresyjni, że hej! Wprawdzie Netflix kręci trochę nosem na brak obecności skośnookich karłów oraz panseksualnej szczeżui, ale ostatecznie daje twórcom wolną rękę.


Po premierze „Seksmisji” momentalnie wybucha skandal. Z nielicznych kin, które zdecydowały się wyemitować ten film, ludzie wychodzą we łzach. Feministki, które do niedawna kłóciły się o to, czy kobietę za kółkiem należy nazywać kierownicą czy kierowczynią, podają sobie ręce i wspólnie organizują ogólnopolski zryw mający na celu jak najszybsze wycofanie produkcji z obiegu oraz spalenie na stosie jej twórców. W ramach protestu na ulice dużych miast wychodzą tysiące kolorowowłosych pań, aby rozebrawszy się do pasa, wyeksponować piersi i wydać z siebie wrzask będący metaforą cierpienia w patriarchalnym piekle. Dochodzi do aktów przemocy, które przez organizatorki manifestacji usprawiedliwiane są tym, że „Samiec to twój wróg!”.


Aktywistki w swoim manifeście wyrażają wielkie oburzenie tym, że w filmie przedstawia się niezależne kobiety jako pokazujące cycki, agresywne, wrzeszczące istoty obwiniające mężczyzn za zło całego świata.
Maja Staśko w swoim felietonie twierdzi, że świat przedstawiony przez Machulskiego jest skrajnie szowinistyczny i krzywdzący dla przedstawicielek płci pięknej. Nie byłoby tak, gdyby Jej Eminencja faktycznie była kobietą, a nie mężczyzną – twierdzi Staśko. W przedziwnym zwrocie akcji grupa bardziej radykalnych feministek, na łamach tęczowej prasy, zarzuca Mai transfobię. Szybko wywiązuje się dyskusja, czy mówiąc o Jej Eminencji, nie powinniśmy używać odpowiednich dla tej postaci inkluzywnych zaimków.


Kolejną cegiełką w awanturze o transfobię filmowców staje się scena, w której bohaterowie mają zostać poddani „naturalizacji”, czyli w praktyce – zabiegowi korekty płci. Oburzeni tak spłyconą wizją tego skomplikowanego zabiegu są aktywiści LGBTQRDE, którzy zwracają uwagę na psychiczne dramaty, z jakimi mierzą się osoby transpłciowe. Śmiertelnie obrażone na Machulskiego środowiska tęczowe stanowczo domagają się nie tylko usunięcia tego fragmentu „Seksmisji”, ale i, pod karą więzienia, rezygnacji z tego typu żartów w kinie.


Przy okazji podniesiony zostaje też temat homofobicznego zdania „No nie róbcie z nas pederastów!”...

W międzyczasie głos zabiera rzecznik Ruchu na Rzecz Uszanowania Kultury Romskiej i Akordeonów, który to twierdzi, że większym skandalem niż transfobiczne treści jest w „Seksmisji” ewidentna wrogość wymierzona przeciw romskiej mniejszości. Chodzi oczywiście o cytat „To nas tu o mało nie wykastrowały, a ty cycki sobie, Cyganie, przyprawiasz?”, który to jawnie sugeruje, że Cyganie są oszustami. „Bagno!” – tak cygański rzecznik podsumowuje film Machulskiego w swym, pełnym emocji, oświadczeniu.


Obrażone są też przedstawicielki ruchów ciałopozytywnych, które stanowczą reakcją wzniecają kurz i okruszki po pączkach w swoim środowisku. A wszystko to przez scenę, w której pewna naga kobieta twierdzi, że ma dwa kilogramy nadwagi. „Waga to konstrukt społeczny!” – krzyczą oburzone ciałopozytywki, podkreślając jednocześnie, że postać skarżąca się na swoje nadprogramowe kilogramy w rzeczywistości wcale żadnej nadwagi nie ma, a twórcy umieszczając tę panią w filmie, promują nierealne do spełnienia kanony piękna.


Część kłócących się o zaimki Jej Ekscelencji feministek dołącza do ciałopozytywnego odłamu tego ruchu, dorzucając od siebie, że sugestia, jakoby „Chłop nie mógł z gołą babą w windzie…” jest wyrazem mizoginii i że trzeba społeczeństwo edukować tak, aby właśnie chłop z gołą baba w windzie mógł.
Tymczasem, w programie Mazurka, głos zabiera prominentna przedstawicielka studiów gender, która grzmi, że nadrzędnym przekazem filmu Machulskiego jest utrwalanie przekonania, jakoby każda pani tak naprawdę marzyła o byciu uległą mężczyznom. Wszakże, według filmowców, wystarczy jeden samczy pocałunek, aby rzekomo niezależna, silna kobieta, jęknąwszy rozkosznie, osunęła się na ziemię!


Twórcy „Seksmisji” jawnie promują też gwałty!
– unosi się ta sama badaczka. – Scena, w której jeden z bohaterów obmacuje nieprzytomną dziewczynę, a następnie zachęcany przez kolegę hasłem „Usta w usta… Albercik, nie krępuj się!”, wpycha jej język do buzi, jest obrzydliwa!


Wkrótce zwołana zostaje specjalna komisja, która ma ocenić, czy przypadkiem „Seksmisja” nie jest produkcją normalizującą przemoc seksualną i czy filmem tym nie powinna zająć się prokuratura. W plotkarskich magazynach pojawiają się też informacje, że na planie dochodziło do karygodnych nadużyć względem kobiet. Mimo wielkich nadziei ze strony lewicowych środowisk spod znaku #meetoo, żadne aktorki, które zagrały w tej komedii, nie potwierdzają jednak tych przypuszczeń. Prawdopodobnie ze strachu przed tym, że taka deklaracja wpłynęłaby źle na ich dalszą karierę.

Krótko po publicznym przedstawieniu zarzutów o promowaniu gwałtów Jaś Kapela dorzuca swoje trzy grosze, tłumacząc, że Maks żałośnie jęcząc „Kobieta mnie bije…”, sugeruje tym samym, że tylko mężczyźni mają prawo bić swoje partnerki i że społecznie nadal nie jest akceptowalna przemoc kobiet względem panów. W ramach aktu sprzeciwu wobec tych podwójnych standardów lewicowy celebryta zapowiada, że do swej kolejnej walki w formule MMA stanie przeciw zawodowej bokserce, aby z godnością przyjąć oklep na oczach całego świata.


Parę dni po premierze „Seksmisja” znika z kin, a Netflix, który jeszcze niedawno deklarował chęć wzięcia filmu pod swoje skrzydła, wycofuje się ze swych deklaracji, twierdząc, że ostatnia scena, gdzie pokazany jest pindol niemowlaka (i to białego!), mocno trąci pedofilią. Tymczasem producenci, obawiając się kolejnego skandalu, odmawiają Machulskiemu finansowania filmu o krasnoludkach, nad którego scenariuszem filmowiec ten od jakiegoś już czasu pracuje. Zamiast tego szefostwo serwisu zapowiada dwudziestą część nadwiślańskiego dzieła o przygodach ponętnej Polki tłamszącej prącie należące do bogatego sycylijskiego gangstera…
15

Oglądany: 39255x | Komentarzy: 53 | Okejek: 232 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało