Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Prawdziwa twarz weselnych zwyczajów, czyli 7 ciekawostek o tradycjach

16 685  
81   10  
Wydawałoby się – rzecz zupełnie niewinna. Ot, kolor sukni, welon czy towarzystwo drużby. Tymczasem za każdym z tych zwyczajów kryje się pewien, nie zawsze pozytywny, kontekst.

#1. Panna na biało

20605670f46511er1.jpg

Współcześnie ze ślubem, nieodłącznie, kojarzy się biała suknia i tylko nieliczne panny młode decydują się na odważne odstępstwo od tej reguły. Tymczasem wcale nie aż tak dawno temu, zaledwie sto kilkadziesiąt lat temu, suknie mogły być w dowolnym kolorze. Tak długo przynajmniej, jak długo były odpowiednio zdobne – bo miały za zadanie upewnić pana młodego o zasobności rodziny jego wybranki. Modę na biel sukien ślubnych zapoczątkowała natomiast królowa Wiktoria. Było to podczas jej ślubu z księciem Albertem w 1840 roku, skądinąd jej kuzynem. To akurat na szczęście nie znalazło wielu naśladowców poza królewskimi rodami.

#2. Przekazanie panny

2060566adb277b2r2.jpg

Zwyczaj, w ramach którego ojciec panny młodej odprowadza córkę przez kościół, by oddać ją w ręce czekającego przy ołtarzu pana młodego, może wydawać się piękny i wzruszający… I oczywiście niesie ze sobą zdecydowanie mniej romantyczne konotacje. Wywodzi się z czasów, w których kobieta była towarem – oddanie córki mogło służyć jako spłata długu, wyraz dobrej woli wobec zwaśnionej grupy czy metoda na wkupienie się w wyższe sfery. Ciągnący pannę za ramię ojciec pilnował natomiast, aby ta – jeśli niechętna zamążpójściu – nie wybrała wolności w sposób najmniej oczekiwany.

#3. Jajo-niespodzianka

2060568aa4b8038r3.jpg

Kiedy małżeństwo nie wynika z miłości, a raczej z biznesowych transakcji – patrz: punkt wyżej – wiąże się z różnymi niewiadomymi. Do samego końca nie wiadomo np., czy nic nie pokrzyżuje planów jednej bądź drugiej strony. Nie wiadomo też – było, w dawnych latach – jak wyglądała panna młoda. A ponieważ była jedynie przedmiotem transakcji, nie chciano, aby jej wygląd zaszkodził planom. Dlatego twarze panien zasłaniane były welonem, który zdejmowano dopiero na sam koniec ślubnej ceremonii, kiedy na ucieczkę pana młodego bez większych konsekwencji było już za późno.

#4. Najlepszy drużba

2060569db700f12r4.jpg

Dzisiaj drużbą czy świadkiem zostaje najbliższy przyjaciel czy ktoś z bliskiej rodziny pana młodego, co w przeszłości byłoby nie do pomyślenia – gdyby któryś z nich miał się okazać lebiegą. Drużba, czyli best man z naciskiem na best, nie mógł być pierwszy z brzegu, ponieważ zadanie czekało na niego poważne. Miał bronić pana i panny młodej przed potencjalnym atakiem – a że kiedyś porwania sprzed ołtarza czy inne agresywne przejawy odpowiedzi na pytanie „czy ktoś ma coś przeciwko, by tych dwoje…” zdarzały się o wiele częściej, to i drużba miał więcej roboty.

#5. Bukietem w dal

2060570c1339148r5.jpg

Która z panien zdoła pochwycić rzucony za plecy bukiet panny młodej, ta w następnej kolejności stanie na ślubnym kobiercu. Nic w tym szczególnie złego, a i skuteczność nie odbiega od dowolnego innego przesądu. Co więcej, ten akurat zwyczaj wypada pochwalić, ponieważ jest on konsekwencją „ucywilizowania” obyczajów. Dawniej konsumpcja małżeństwa następowała natychmiast po przysiędze, nie tracono czasu na pierwsze tańce ani żadne takie. By jakoś zniechęcić żądnych widowiska gości od naruszania intymności młodej pary, wymyślono w końcu, że symbolicznie rzucony bukiet wystarczy. Oczywiście nie było szans, że kupią to również podpici wujkowie – i dla ich satysfakcji pan młody musiał rzucić za siebie bieliznę panny młodej, by udowodnić, że właśnie przystępuje do dzieła. Wciąż jednak lepsze to niż tabun naocznych świadków wokół łoża.

#6. Przesądów dostatek

2060571b17549d3r6.jpg

Gdy o to zapytać, prawie nikt już nie wierzy w jakiekolwiek przesądy – czasy się zmieniły, mało kto boi się diabła czyhającego za rogiem. Mało kto wierzy również, że jakiś drobny gest zapewni mu wieczne powodzenie. Chyba że mowa o tradycjach ślubnych, wówczas rozsądek całkowicie ustępuje miejsca. I stąd pomysł, by podczas ślubu mieć coś starego na znak związku z dawną rodziną, coś nowego symbolizującego połączenie z nową, coś pożyczonego od osoby w udanym małżeństwie, by – jak można – użyczyć także odrobinę szczęścia… No i oczywiście parę groszy, np. w bucie. Bo niezależnie od wszystkiego, budżet musi się zgadzać.

#7. Ryżem w nich

20605725e1d5da8r7.jpg

Obrzucenie świeżo poślubionych małżonków wychodzących właśnie z kościoła może być do pewnego stopnia satysfakcjonujące – cudze szczęście nie zawsze cieszy tak bardzo jak własne. Dla dobra (i bezpieczeństwa) ogółu warto jednak poprzestać na ryżu i trzymać się tego, iż to symbol obfitości, płodności i radości wszelkiej. Tak było od zawsze… aż w pewnym momencie ktoś wpadł na pomysł, że ryż jest niebezpieczny – bo zjedzą go ptaki, napęcznieje im w żołądku i sprawi, że… ptaszyna się rozpęknie. Oczywiście nic takiego nigdy nie miało miejsca, a ptaki od zawsze żywiły się różnego rodzaju suchymi nasionami czy zbożami. Albo więc jest to całkowicie bezpieczne, albo… najwyraźniej ptaki lubią życie na krawędzi.
6

Oglądany: 16685x | Komentarzy: 10 | Okejek: 81 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.04

14.04

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało