Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Po co Polsce Marynarka Wojenna, część VIII: Gawron

15 230  
89   14  
Poprzedni odcinek zakończyłem konkluzją, że dopiero realizacja programu Miecznik przyniesie przełom w sprawie Orki. No to czas przyjrzeć się największemu polskiemu programowi budowy okrętów nawodnych od II Rzeczypospolitej. Ale wcześniej słynny „Gawron”!
l_205990034afa90f73364196_24183325017.jpg
Powojenny ORP Grom w miejscu zatopienia przedwojennego „Groma”

Przedwojenna Polska ambitnie podchodziła do rozbudowy floty – na miarę swoich możliwości. Już na początku lat 30. weszły do służby wybudowane we Francji niszczyciele OORP Wicher i Burza, a w 1937 roku OORP Grom i Błyskawica. Udany projekt tych drugich miał być kontynuowany w postaci budowy dwóch kolejnych okrętów, tym razem w Gdyni. Miały nosić nazwy OORP Orkan i Piorun. Prace przerwał wybuch II wojny światowej. Z gotowych blach wybudowano we wrześniu ’39 pociąg pancerny „Smok Kaszubski”.
PRL po II Rzeczypospolitej zyskała OORP Burza i Błyskawica (OORP Wicher i Grom zostały zatopione podczas działań wojennych). W drugiej połowie lat 50. po ZSRR przejęliśmy dwa kilkuletnie niszczyciele OORP Wicher i Grom, które w latach 70. zostały zastąpione kilkunastoletnim niszczycielem rakietowym ORP Warszawa, a ten z kolei w 1988 roku został zastąpiony 20-letnim kolejnym ORP Warszawa. III Rzeczpospolita kontynuowała tę tradycję i ostatni ORP Warszawa został na przełomie stuleci zastąpiony dwiema ponad 20-letnimy fregatami OHP. Biorąc pod uwagę, że niewiele brakowało, a kilka lat temu na ich miejsce weszłyby 25-letnie Adeleidy, trudno opędzić się od wrażenia, że nasi kolejni rządzący chcieli iść na rekord.

l_2059901a8e0ee70146350344_2813731528.jpg
Ostatnia podróż ORP Warszawa na złomowanie w gdańskiej stoczni

Przerwaniem tego impasu miał być program „Gawron”, o którym wspominałem już w poprzednich częściach. Sprawa jest o tyle istotna, że przypomnę ją i uzupełnię.

Zamierzchłe początki „Gawrona”

Początek prac nad projektem o kryptonimie „Gawron” miał miejsce w 1998 roku, kiedy zakupiono w Niemczech licencję na korwetę Meko A-100. Umowę na budowę ze Stocznią Marynarki Wojennej w Gdyni podpisał rząd Leszka Millera 27 listopada 2001 roku, a uroczysty początek prac miał miejsce dzień później. Kontrakt dotyczył budowy kadłuba jednostki prototypowej z opcją na budowę drugiego kadłuba oraz z opcją na budowę pięciu seryjnych jednostek. Łącznie więc miało powstać siedem korwet.

l_20599021d96bad684957129_25187895083.jpg
Model „Gawrona” w pierwotnej konfiguracji. Widoczne wyrzutnie RBS-15 Mk 3, wyrzutnie przeciwlotnicze czy śmigłowiec „Sęp” – wersja morska śmigłowca W-3 Sokół produkowanego przez PZL Świdnik

Dlaczego napisałem „kadłub”, a nie „okręt” czy „korweta”? Ponieważ literalnie to zamówiono – budowę kadłuba wraz z jednostką napędową oraz systemami łączności i nawigacji. Oczywiście wyposażenie bojowe zostało wyszczególnione w załącznikach, ale zakontraktowanie go odłożono na później.
Pierwszy kadłub miał kosztować około 600 milionów złotych i być gotowy do wodowania w 2005 roku. Od początku było to nierealne, ponieważ zleceniodawca w planie modernizacji wojska przeznaczył na ten cel zaledwie 2/3 potrzebnej kwoty. Już rok później aneksowano umowę, rezygnując z sześciu kolejnych jednostek oraz zmniejszając budżet na budowę kadłuba pierwszej. Do 2005 roku wykonano zaledwie 15% prac. Przyczyną było nie tylko zawirowanie przy umowach, lecz też fakt, że stocznia musiała zainwestować w specjalistyczne maszyny do spawania segmentów kadłuba.

l_2059903e5b8f39e315229313_3291753907.jpg
Element kadłuba „Gawrona” podczas budowy

Od tego czasu budowa zaczęła iść sprawniej. W 2006 roku było gotowych pięć z dziesięciu sekcji kadłuba, które wyposażono między innymi w siłownię okrętową. W tym samym roku MON zatwierdził plan, zgodnie z którym budowa korwety ma być kontynuowana, a łączny koszt (razem z wyposażeniem) miał wynieść nieco ponad miliard złotych. Przez następne dwa lata dobudowano pozostałe sekcje, które następnie scalono i w 2009 roku nastąpiło pierwsze techniczne wodowanie. Wcześniej – bo latem 2007 roku – rozpoczęto postępowanie celem pozyskania środków bojowych. Aż nastał rok 2008.

„Najdroższa motorówka świata”

Najpierw MON obciął do zera budżet na pozyskanie środków walki, a rok później zupełnie wstrzymał finansowanie budowy, wpędzając Stocznię Marynarki Wojennej w tarapaty finansowe. Sytuacja trwała do 12 lutego 2012, kiedy premier Donald Tusk ogłosił w Sejmie zakończenie budowy korwety, nazywając ją „najdroższą motorówką świata”. Perorował, że budowa pochłonęła setki milionów złotych i żeby ją dokończyć, trzeba wydać jeszcze miliard.
Faktycznie do czasu technicznego wodowania dotychczasowy koszt budowy zamknął się w kwocie 306 milionów. Łączny koszt budowy – a więc z pełnym wyposażeniem i uzbrojeniem – miał wynieść 1,46 miliarda złotych. Donald Tusk więc w zasadzie nie skłamał co do suchych faktów. Problemem było, że zmanipulował opinię publiczną, że niby na projekt wydano ciężkie pieniądze, a do jego dokończenia potrzeba jeszcze więcej, co stawia sensowność programu pod znakiem zapytania.

l_20599046a0272f7Saar_6_pic0016a.jpg
INS Magen korweta Sa'ar 6 podczas wystrzeliwania pocisku Barak-8

Prawda jest taka, że to nie kadłub jest najdroższy w okręcie, lecz uzbrojenie i reszta wyposażenia, toteż „Gawron” z całą pewnością w niczym się nie wyróżniał. Zakontraktowane kilka lat później izraelskie korwety Sa’ar 6, również oparte na projekcie Meko A-100, były budowane za równowartość 480 milionów euro za jednostkę, a więc ponad dwa miliardy złotych (choć gwoli uczciwości są też znacznie potężniej uzbrojone). Budowane w podobnym okresie co „Gawron” niemieckie korwety Braunschweig (konstrukcja zbliżona do Meko A-100) kosztowały po 280 milionów euro za okręt, czyli nieco ponad miliard złotych – ale były też gorzej uzbrojone.

l_2059905c92d04fbBRAUNSCHWEIG_3012.jpg
Niemiecka korweta Braunschweig

Decyzja o wstrzymaniu budowy „Gawrona” wynikała wyłącznie z niechęci decydentów do inwestowania w okręty. Świadczy o tym chociażby cała kampania medialna, jaka wówczas się przetoczyła, że nie potrzebujemy żadnych wielkich jednostek (chociaż „Gawrona” absolutnie nie można było za taką uznać). Kiedy w tamtym czasie zaczęły się porwania statków na Zatoce Adeńskiej, Sztab Główny Wojska Polskiego zaproponował MON-owi, aby wysłać jedną z naszych fregat. Na to otrzymał odpowiedź, że „nie prowadzimy polityki kanonierek”. Tydzień później MON zapytał, czy może jednak mamy co tam wysłać, bo właśnie porwano statek z polskim kapitanem…

l_2059906b23c89df55c638ffa6635_o_larg.jpg
Statek Beluga Nomination kapitana Piotra Budzanowskiego w momencie porwania. Kapitan i załoga szczęśliwie zostali uwolnieni

Niekonsekwencję ówczesnego MON-u jak w soczewce najlepiej widać w dalszych losach programu „Gawron”. Początkowo planowano sprzedać lub nawet zezłomować gotowy kadłub, ostatecznie postanowiono dokończyć okręt jako korwetę patrolową. Żeby zrozumieć bezsens tej decyzji (i każdego jego wariantu poza decyzją o dokończeniu w pierwotnym zamyśle), trzeba wiedzieć, czym „Gawron” miał być i czym ostatecznie się stał. Miał stać się wielozadaniową korwetą bojową. W tym celu planowano zamontować na śródokręciu osiem wyrzutni rakiet przeciwokrętowych RBS-15 Mk3. Do niszczenia okrętów podwodnych okręt miał mieć dwie potrójne wyrzutnie torpedowe dla torped Mu-90 oraz dwie wyrzutnie granatów SW-601. Dodatkowo pomiędzy nimi miała być umieszczona pułapka przeciwtorpedowa do samoobrony. W celu likwidowania zagrożeń z powietrza okręt miał mieć wyrzutnię pionowego startu Mk-41 z ośmioma komorami (na dziobie) na rakiety ESSM oraz RIM-116 na 21 pocisków (na hangarze zlokalizowanym na rufie). Uzbrojenie uzupełniać miała armata OTO Melara na dziobie. I tylko ona przetrwała z pierwotnej konfiguracji uzbrojenia.

l_20599071b0e491913272_16331001669132.jpg
Wiceadmirał Andrzej Karweta dowódca Marynarki Wojennej podczas wizytowania budowy ORP Ślązak

Samo uzbrojenie – nawet najlepsze – nie wystarczy, jeśli okręt pozostanie ślepy i głuchy. Tutaj również „Gawronowi” miało niczego nie brakować: dwa radary (obserwacji i kierowania ogniem), systemy swój-obcy, system wykrywania opromieniowania (ostrzegający, czy okręt nie jest namierzany), holowany i podkładubowy system wykrywania okrętów podwodnych oraz system walki elektronicznej Lemur-10 (do rozpoznawania sygnałów elektronicznego) i obrony biernej Jastrząb. Całość miała być zintegrowana oprogramowaniem Tacticos holenderskiej firmy Thales.

l_20599090ee6bb9bUSS_New_Orleans_LPD_.jpg
RIM-116

Finalnie niewiele tego zostało. Jednak zdecydowano się zostawić produkty Thalesa, czyli system Tacticos oraz radar Smart-S Mk-2 do obserwacji nawodnej i powietrznej o zasięgu 200 km. System może śledzić nawet kilkaset celów we wszystkich kierunkach, tak więc przynajmniej zadania patrolowe jednostka może wykonywać bez zarzutu. Dla porównania krążownik Moskwa mógł śledzić naraz tylko kilka obiektów i wyłącznie w paśmie 90 stopni; dlatego gdy Ukraińcy odciągnęli uwagę dronami, o rakietach rosyjscy marynarze dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy w nich uderzyły.

Żegnaj „Gawronie”, witaj „Ślązaku”!

Trzecie, tym razem ostateczne i uroczyste wodowanie pierwszego i jedynego okrętu kryptonim „Gawron” miało miejsce 2 lipca 2015 roku. Matką chrzestną była Maria Waga, wdowa po dowódcy Marynarki Wojennej admirale Romualdzie Wadze. Okręt otrzymał nazwę ORP Ślązak, co było zgodne z tradycją floty. O ile bowiem podstawowe jednostki bojowe – dawniej niszczyciele, dzisiaj fregaty – dostawały nazwy od zjawisk atmosferycznych (Błyskawica, Burza, Wicher, Grom, Orkan czy Piorun), o tyle mniejsze okręty bojowe od nazw mieszkańców regionów (wyjątków jest oczywiście od, nomen omen, groma). Pierwszym ORP Ślązak był przedwojenny torpedowiec, zezłomowany jeszcze w 1938 roku. Drugim mały niszczyciel typu Hunt, który zapisał piękną kartę wojenną: jako jedyny polski okręt osłaniał alianckie lądowania pod Dieppe w 1942 i w Normandii w 1944. W roku 1942 miał też najlepszy wynik w zestrzelonych samolotach spośród wszystkich alianckich niszczycieli. Trzecim ORP Ślązak był okręt podwodny, który służył w latach 1954-65 (wspominałem o wyjątkach?).

l_20599102b73d2d688240681_25373355831.jpg
ORP Ślązak. Rok 1943

Czwarty ORP Ślązak miałby duże trudności w powtórzeniu sukcesów swojego drugowojennego imiennika. Jego jedyne uzbrojenie, oprócz wspomnianej dziobowej armaty OTO Melara kaliber 76 mm, to dwie armaty OTO Melara Marlin-Ws kalibru 30 mm w części tylnej okrętu oraz… ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze Grom. Okręt więc nie ma większych szans na przetrwanie we współczesnym konflikcie zbrojnym i nadaje się jedynie do misji „policyjnych”, czyli patrolowania oraz kontrolowania czy odbijania statków zajętych przez sabotażystów (temu ma służyć wyposażenie okrętu w łódź abordażową). Dzięki świetnym systemom wykrywania i łączności (światowy top) może wprawdzie przekazywać namiary dla innych okrętów, Morskiej Jednostki Rakietowej czy samolotów, ale nikłe uzbrojenie obronne powoduje, że sam może się łatwo zamienić w cel.

l_2059911caccd824127512856_2763144200.jpg
Armata Oto Melara 76 mm

Czy opłacało się? Pełnowymiarowa korweta bojowa miała kosztować 1,47 miliarda złotych. Dostosowanie budowanego pod nią kadłuba na jednostkę patrolową kosztowało wiele środków i czasu – trzeba było w miejsce systemów bojowych wprowadzić balast, znaleźć miejsce na żuraw dla łodzi abordażowej, a wcześniej wszystko przeprojektować. W efekcie okręt został wcielony do służby dopiero 28 listopada 2018 roku, a całość kosztów zamknęła się w kwocie… 1,76 miliarda złotych. Zgadza się, za cenę oszczędności 300 milionów (20% kosztów) wykastrowano jednostkę bojową do jej patrolowego kadłubka.

„Miecznik”

Ironii dodaje fakt, że jeszcze w tym samym fatalnym 2012 roku, kiedy ważyły się losy „Gawrona”, rząd ogłosił projekt budowy okrętów obrony wybrzeża kryptonim „Miecznik”. Oczywiście taka klasa okrętów nie istnieje; wymyślili ją oficerowie Marynarki Wojennej (autor artykułu zachowa ich personalia dla siebie) podczas jazdy samochodem, kiedy zastanawiali się, jak sprzedać rządowi niechętnemu budowy okrętów pomysł budowy nowego okrętu. Stwierdzili, że „okręt obrony wybrzeża” nie brzmi jak coś, co nadaje się do realizacji „polityki kanonierek”, więc brzmi dobrze. Przynęta chwyciła i MON ogłosił nowy projekt, pod którym krył się okręt o wyporności około 2000 ton (tyle co „Gawron”), z możliwością przyjęcia śmigłowca (tak jak „Gawron”), uzbrojony w wyrzutnie torpedowe, rakiety przeciwokrętowe oraz uzbrojenie rakietowe do zwalczania celów powietrznych (tak jak „Gawron”). Innymi słowy, zaraz po skasowaniu „Gawrona” rząd ogłosił chęć budowy nowego „Gawrona”.

l_2059912ecd3f10d106730496_2634917626.jpg
Kadłub przyszłego ORP Ślązak

l_20599135e013e8ez18289260AMP_Wodowan.jpg
Chrzest ORP Ślązak

Przez następne trzy lata nawet nie wybrano projektu, a po zwycięstwie PiS-u nowy szef MON Antoni Macierewicz praktycznie wstrzymał program, skupiając się na „Orce” (szczegóły w poprzednich częściach cyklu). Po 2018 roku kolejny szef MON z ramienia PiS-u Mariusz Błaszczak przychylniej spojrzał na „Miecznika”, jednak mało kto spodziewał się, w jaką stronę program wyewoluuje…

„Miecznik” w następnej części cyklu!

Źródła: 1
1

Oglądany: 15230x | Komentarzy: 14 | Okejek: 89 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.04

17.04

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało