Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sławomir Mentzen głośno zastanawia się skąd młodzi ludzie mają wiedzieć... i przy okazji odsłania ignorancję polityków na temat seksualnej edukacji

27 679  
277   151  
Jedna mała „pigułka po”, a wywołała w szeregach prawych polityków ból tyłka, jaki mógłby im towarzyszyć po nieświadomym przyjęciu wrzuconej im do drinka „pigułki przed”. I dobrze! Emocjonalna wypowiedź pewnego krawaciarza bardzo ładnie odsłoniła smutną prawdę o pilnej potrzebie wprowadzenia edukacji seksualnej do programu szkolnej nauki.
Wyobraźcie sobie, że młody, charyzmatyczny polityk, którego elektorat składa się głównie z zafascynowanych nim gołowąsów, w krasomówczym stylu oznajmia przed kamerami, że Ziemia nie jest kulą, ale dorodnym sześcianem, a za grypę nie odpowiadają żadne wirusy, ale powietrze morowe, które wiatr porywisty z bagien przywiał. Każdy normalny popukałby się w czoło i odesłał takiego pacana do szkoły. Gdybyśmy właśnie w placówkach edukacyjnych uczeni byli o podstawach antykoncepcji, to może równie radosnym parsknięciem zareagowalibyśmy na słowa Sławomira Mentzena, który z pełną powagą oznajmił podczas wywiadu dla RMF FM:

Mamy tę pigułkę dzień po, która może być szkodliwa dla organizmu, która nie była badana na 15-, 16-latkach, która według producenta nie powinna być zażywana przez ludzi poniżej 18. roku życia.

Mam wrażenie, że politycy Konfederacji, a także i byłego już obozu rządzącego, głośnym sykiem i obfitym ślinotokiem reagują na jakiekolwiek zagadnienie dotyczące ludzkiej seksualności. Do tego stopnia, że z jednej strony wiedza ta jest im obca, a z drugiej – mają jaja, aby głośno się na jej temat wypowiadać. I w ten sposób powstają właśnie takie „wypociny szarego umysłu”, jak cytat powyżej. Odczarujmy zatem te demoniczne pigułki, które zgodnie z wizją Sławka 15-letnie dziewczynki będą za chwilę łykać niczym tik-taki.

Przede wszystkim należy rozróżnić ten lek od środków wczesnoporonnych. Głównym składnikiem pigułek nazywanych także „awaryjną antykoncepcją” jest lewonorgestrel – związek chemiczny, który działa na endometrium, czyli najbardziej wewnętrzną ściankę szyjki macicy. Powoduje on dość szybkie zagęszczenie się śluzu w drogach rodnych, co skutkuje utrudnieniem migracji plemników. Często też w składzie takich leków znajduje się octan uliprystalu, który prowadzi do całego szeregu istotnych zmian w gospodarce hormonalnej. W tym przypadku skutkuje to znacznym opóźnieniem owulacji, przez co plemniki zwyczajnie giną, zanim jajeczko gotowe już będzie do zapłodnienia.

Zasada jednak jest taka, że jedyną rolą tego leku jest niedopuszczenie do powstania zarodka. Mimo że produkt ten zwykło się nazywać tabletkami „dzień po”, to największą skuteczność specyfik na bazie lewonorgestrelu wykazuje w pierwszych 72 godzinach (czyli w okresie do 3 dni) po niezabezpieczonym stosunku seksualnym. Nieco więcej czasu mają zaś osoby sięgające po pigułki z ulipristalem octanu – tutaj zaleca się stosowanie leku aż do 5 dni od zbliżenia. Należy jednak pamiętać o zasadzie „im szybciej, tym lepiej”, bo czas gra tu pierwsze skrzypce.


Nie można jednak zestawiać tego leku z tabletkami wczesnoporonnymi, których działanie jest zupełnie inne. Tu już nie ma mowy o tym, aby takie preparaty nazywać „awaryjną antykoncepcją”, bo jest to nic innego, jak forma farmakologicznej aborcji. W Polsce do obrotu dopuszczono środki na bazie mizoprostolu, których rolą jest zahamowanie rozwoju zarodka i wydalenia go z ciała kobiety. Takie tabletki stosuje się do 24 tygodnia ciąży. A zatem, jeszcze raz – piguła „po” ma zapobiec zapłodnieniu, a tabletka wczesnoporonna ma za zadanie przerwać ciążę na wczesnym jej etapie.

Skąd natomiast pogląd, jakoby „awaryjna antykoncepcja” nie była badana na osobach poniżej 18. roku życia? To już wie chyba tylko Sławek. Może faktycznie w magicznym świecie polityków Konfederacji skuteczność tego leku zaobserwowano jedynie u osób dorosłych, natomiast dziewczyny młodsze, które zaliczyły wpadkę, po połknięciu takiej piguły błyskawicznie ewoluują w rozjuszone borsuki, albo (o, zgrozo!) zmienia im się orientacja seksualna! Przypomnijmy – w Polsce wiek przyzwolenia na seks wynosi 15 lat. Mniej więcej w tym momencie większość młodych dziewczyn osiąga już dojrzałość płciową, a co za tym idzie – istnieje prawdopodobieństwo, że po odbyciu stosunku seksualnego zajdą w ciążę. I nie, nie istnieją żadne przesłanki ku temu, aby twierdzić, że badań nad wpływem leku na bardzo młode kobiety nigdy nie prowadzono.


Co dalej rzekł pan Mentzen podczas wspomnianego wywiadu? Cóż, linka od balonika pękła niczym sparciały kondom i polityk poszybował w stronę stratosfery...

Nie chciałbym, aby piętnastolatka będąc w drugim miesiącu ciąży, albo po pierwszym miesiącu ciąży, mogła kupić tabletkę, która uszkodzi dziecko.

Tu już ignorancja polityka ukazała się w pełnej krasie. Przede wszystkim widać, że Sławek ma problemy z odróżnieniem „pigułek po” od leków wczesnoporonnych – leki oparte na lewonorgestrelu i ulipristalu octanu nie mają żadnego wpływu na przebieg ciąży. A w każdym razie jak dotąd nie odnotowano żadnego przypadku, aby spóźnienie się z przyjęciem awaryjnej antykoncepcji doprowadziło do rozwinięcia się jakichś anomalii w zbitce komórek nazywanych dumnie „dzieckiem”. Prowadzone na zwierzętach badania wykazały działanie teratogenne (czyli negatywne na płód) w momencie przyjmowania iście końskich dawek lewonorgestrelu. No chyba że polityk wie o czymś, o czym my nie wiemy. Dobrze by jednak było, aby podzielił się źródłami tych rewelacji, jeśli takowe posiada.

Na szczęście, w pewnym momencie, po ponownym podkreśleniu bujdy o rzekomym złym wpływie leku na życie poczęte, Sławek nagle zaczął gadać z sensem. Chyba nie do końca świadomie, ale to nie ma znaczenia. Oto bowiem złotousty polityk zadał retoryczne pytanie:

Skąd taka piętnastolatka ma wiedzieć, czy jest dzień po, czy miesiąc po?

I tu dochodzimy do głównego źródła problemu. Skąd młodzi ludzie mają cokolwiek wiedzieć o seksie, antykoncepcji, lewonorgestrelach, kondomach i najbardziej podstawowych funkcjach ludzkiego układu płciowego, skoro dzięki właśnie takim politykom jak Mentzen i jego koledzy z Konfederacji edukacja seksualna przedstawiana jest jako patologiczna, lewacka do cna, praktyka podduszania pacholąt gumowymi kutasami?


No właśnie – skąd taka piętnastolatka ma wiedzieć przede wszystkim jak w najmniej inwazyjny sposób zabezpieczyć się przed ciążą, aby potem nie sięgać po ostatnią deskę ratunku w postaci „pigułki po”? Z kim te dzieciaki mają rozmawiać o swoich problemach, skoro bufony u władzy z równą finezją zakazały zabiegów przerywania ciąży, jak i skutecznie dążą do tego, aby odciąć młodych ludzi od wiedzy na temat samego zabezpieczania się przed ciążą? Z jednej więc strony przedstawiciel Konfederacji pyta „Skąd piętnastolatka ma wiedzieć…?”, a z drugiej jego partyjny kolega, niczym jakąś chorą mantrę, wyrzyguje z siebie teksty w stylu: „Jestem zdecydowanie przeciwny tzw. „edukacji seksualnej” w szkołach, która w praktyce sprowadza się do seksualizacji dzieci i przedmiotowego traktowania tak intymnych i delikatnych kwestii”.

Jednocześnie też często podkreśla się to, że to mamy i ojcowie powinni być tymi nauczycielami, którzy powiedzą swoim pociechom o kwiatkach i pszczółkach. No i wszystko fajnie, pytanie tylko, czy naprawdę wierzymy, że rodzice są wystarczająco kompetentni do tego, aby wiedzę na ten temat przekazywać?

Weźmy za przykład takiego Sławka. On, jak widać, kompetentny nie jest...
26

Oglądany: 27679x | Komentarzy: 151 | Okejek: 277 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.04

18.04

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało