Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Internauci opisują swoje spotkania z roszczeniowymi mamuśkami

40 131  
207   49  
Na madeczkę z bombelkami można natknąć się dosłownie wszędzie. I nigdy te spotkania nie należą do przyjemnych.

#1.



W Biedronce kasjerka pyta: „Zbiera pani naklejki?”.
Odpowiedziałam: „Eee, może wezmę, albo bratankowie wezmą, albo ktoś inny chętny się znajdzie”.
Madka, stojąca w kolejce za mną, do kasjerki:
– Niech jej pani nie daje, ja je wezmę! Jak ktoś nie ma dzieci, nie powinien brać naklejek!
Mina kasjerki bezcenna.
Ja nawet nie zareagowałam, bo taka madeczka może być agresywna.

#2.



Kilka lat temu wychodzę ze sklepu, a mamusia z synkiem: „Daj mi 10 zł na chleb”. Ja zdziwiona mówię „słucham?”, a ona do mnie, że dziad jestem, bo nie chcę jej dać”.
Zaśmiałam się i spytałam, czy to nie ukryta kamera.

#3.



Zwyzywała mnie, bo jej nie przywiozłam laktatora (za darmo) na drugi koniec miasta, bo ona była w ciąży i miałam obowiązek to zrobić.

#4.



Ja: Dlaczego nie przychodzisz na zebrania rodziców?
Madka: A po co?! Tam tylko piniądze chcą.

#5.



Jestem na grupie foodsharingowej. Foodsharing polega m.in. na tym, że jeśli ugotuje się czegoś za dużo, można oddać.
Ugotowałam gar zupy. Miał być garnek, wyszedł gar.
Wrzuciłam na grupę fotkę, opis zupy i info o odbiorze.
Na priv pisze madka. Najpierw tragiczna historia o tym, że ma bombelka, niskie alimenty, nikt jej nie pomaga i że jak tak dużo gotuję, to ona mogłaby się u mnie stołować. Po prostu chciała przychodzić na wyżerkę. A w ogóle, to ona nie wie, czy ta zupa będzie jej smakować i czy mogę jej przywieźć do Piaseczna. Piaseczno to podwarszawska miejscowość, jedzie się z centrum Warszawy ok. godzinę.
Szczęśliwie jakaś pani się zgłosiła, napisałam madeczce, że ogłoszenie już nieaktualne. Po czym ją zablokowałam. Na wszelki wypadek.

#6.



Siedziałem kiedyś w pociągu, miejsce przy oknie. Połowa miejsc wolna, a madka przybiega do mnie z dzieckiem (na oko 4-5 lat) uplamionym czymś brązowym na twarzy (raczej czekolada, bo nie jechało od niego stolcem) i nie pyta, nie prosi, tylko od razu gada:
– Ustąp nam miejsca, dziecko. Mam pierwszeństwo miejsc siedzących.
– A dlaczego nie usiądzie Pani za mną?
– Bo to nie jest miejsce przy oknie, a Kacperek musi siedzieć przy oknie, żeby podziwiać krajobraz
– Przecież 2 fotele przede mną też jest wolne miejsce przy oknie.
– Nie pyskuj, dzieciaku. Tam jest za daleko od drzwi.
– Dobra, po pierwsze, nie tym tonem. Mam 19 lat, a ty jesteś ode mnie starsza pewnie tylko o kilka lat (wyglądała na max. 25 lat), więc nie mów do mnie dzieciaku. Po drugie, jak jest to dla was taki wielki problem, to jeździj taksówką, tam zawsze masz miejsce przy oknie.
Chwilę powrzeszczała, założyłem słuchawki udając, że jej tam nie ma, po czym pokazała mi środkowy palec i sobie poszła. Wysiadali na tej stacji. Tak więc podsumowując nie miała siły iść 2 fotele do przodu, ale stać 3 minuty i iść zbulwersowana na drugi koniec przedziału już tak.

#7.



W Biedrze, w sobotę, kiedy kolejki są niebotyczne, stałam za madką polką socjalną w całej okazałości. Matka z purchlęciem na oko 3 latka, a w ręku czekolada i harnasie, stała tuż przede mną. Swoje zakupy trzymała w łapach, zamiast położyć je na taśmę. Nadeszła jej kolej, a ona stoi przed taśmą z piwskiem w ręce i pokazuje dziecku kosz ze świeżakami, które były tuż przed taśmą. Spytałam ją niezwykle grzecznie, czy stoi w kolejce, bo kasjerka już do niej krzyczała, żeby podeszła, bo ludzie się niecierpliwią, a ta idąc do kasy: „dziecko się bawi, nie widzisz gówniaro”? Ja w szoku, a że konfrontacji nie lubię, to nic nie powiedziałam. Nadeszła moja kolej, kupuję kilka pierdół, wychodzę, a za kasą Madeczka klęcząca przy dziecku, wskazująca palcem na mnie i mówiąca do dziecka: „Ta pani cię nienawidzi”. Ja w szoku, pokazałam jej fioła i wyszłam, a ta fiu za mną. Biegła za mną do auta. Ostatecznie nim odjechałam zaczęła pukać mi w szybę i drzeć na mnie japę, dosłownie ciągnąć za sobą purchlaka. Odjechałam i omijałam tę Biedrę szerokim łukiem.

#8.



Mam owce i kozy. W sezonie chodzą po podwórku, czasami jak są blisko bramy to często ludzie z dziećmi się zatrzymują. Raz madka z bomblami ładuje się na podwórko. Mówię grzecznie, żeby się cofnęła, bo baran różnie reaguje na obcych, a ta do mnie, że chamstwo i „zła pani nie pozwala wam owieczek głaskać”.

#9.



Niedziela, Łazienki Królewskie w Warszawie.
W całym parku stoją tablice informujące, czym wolno, a czym nie wolno karmić zwierząt zamieszkujących park. W skrócie: nie wolno żadnego gatunku karmić pieczywem ani ciastkami.
Stoi nad kanałkiem bapka z wianuszkiem bombelków i sypie mandarynkom pokruszone ciasteczka.
Mówię jej:
– Tam jest tablica, na której jest informacja, że ciastka szkodzą kaczkom.
W tym momencie kochana babunia rozdarła ryja z takimi inwektywami, że nigdy takich nie słyszałam.
A bombelki stały i się uczyły...

#10.



Dostałam zjebkę za zaparkowanie na miejscu dla rodzin z dziećmi, bo ona ma dwoje, a ja tylko jedno i jej się bardziej należy.
Zaznaczę, że ja mam takie małe kaszojadziątko, które jakby trzeba z tego samochodu wyjąć, a typiara dwóch chłopców, jeden z 7, drugi z 5 wiosenek na karku, którzy sami sobie z tego samochodu wysiedli.

#11.



Ja raz miałam taką sytuację w Lidlu.
Stoję wózkiem zakupowym w kolejce.
Przychodzi madka z dzieckiem w wózku, mówi coś pod nosem typu przesuń się babo, nie wiem dokładnie, ale na przepraszam to nie wyglądało.
Cofnęłam się w kolejce, aby ją puścić, bo myślałam, że bez zakupów chce przejść.
Jednak zobaczyłam, że bezczelnie wlazła mi w kolejkę i zaczęła z tego wózka wyciągać rzeczy na taśmę.
Pytam się grzecznie, co pani wyprawia?
Ona do mnie, że stoję tak bez sensu w tej kolejce, że ona stwierdziła, że wejdzie tu przede mną i się wyłoży na taśmę ze swoimi zakupami.
Zanim zdążyłam jej odpowiedzieć, że czekam cierpliwie, aż będzie miejsce dla mnie na wyłożenie moich zakupów, ona se wyszła, zostawiła purchlaka w wózku i poszła dalej robić zakupy.
Tak się wkurzyłam, że wycofałam dziecko z jej zakupami na koniec, wyłożyłam swoje na taśmę przed nią. Kiedy kasjerka mnie już kończyła kasować, przyszła wku*wiona madka z mordą na mnie, że powinnam na nią poczekać, a nie kasować się przed nią.
Tak mnie zatkało, że jej tylko odpowiedziałam, że jest śmieszna.

#12.



Jako kasjerka mam dużo takich sytuacji, ale jedna mi utkwiła w głowie, jako że była jedną z pierwszych. Teoretycznie skończyłam zmianę kilkanaście minut wcześniej, ale był spory ruch i musiałam zostać jeszcze chwilę na kasie. Niby spoko. Miałam ostatnią babkę z wczesnonastoletnią córką, miały spore zakupy. Skończyłam kasować, kasa zamknięta, więc nikogo za nimi nie było. Normalnie klienci płacą i się dopiero pakują, ja wychodzę i wsio, nikt nikomu nie przeszkadza. Ale nie ta babka. Ona się najpierw pakowała i to takim ślimaczym tempem, że szybko doszłam do wniosku, że robi to specjalnie. Zapytałam ją grzecznie, czy może zapłacić, na co ona, że nie, bo się pakuje. Mówię, że OK, tylko będzie mogła dalej się pakować jak zapłaci, a ja zamknę kasę i z niej zejdę. Już nawet jej córka ją poganiała. Matka na to, że pani ma czas, odpocznie sobie, a ona się spieszyć nie będzie. Powiedziałam jej, że nie mam już czasu, bo dawno temu skończyłam zmianę i chce iść do domu, na co ona legitnie, że ch*j ją to obchodzi. Mam z nią czekać do końca. I czekałam, bo jeszcze wtedy wyszczekana nie byłam.
1

Oglądany: 40131x | Komentarzy: 49 | Okejek: 207 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.02

27.02

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało