Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kobieta „urozmaica swoje życie seksualne”, a mężczyzna „zdradza” – rozmawiamy o przemilczanych męskich problemach i podwójnych standardach

48 860  
300   142  
„Jesteś samcem, powinieneś mieć cojones ze stali, znosić każdy ból i nie skarżyć się na dolegliwości! Depresja? Nałogi? Płacz? To dobre dla miękkich wafli. Witaj w męskim świecie!” Czy aby na pewno tak właśnie powinien wyglądać żywot faceta? A co jeśli narzucone nam stereotypy męskości to jeden wielki pic na wodę, który wypada teraz nieco przebudować? O samczych problemach i trochę, niestety, przemilczanych nierównościach między płciami rozmawiamy dziś z doktorem Jakubem Chabikiem – wykładowcą Politechniki Gdańskiej i prezesem Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn.
– Cześć, Kuba! Mamy wreszcie upragnione lato, a razem z nim alergie, komary i... wyeksponowane biusty. Zdarza Ci się czasem zawiesić oko na cyckach? Czy mężczyźnie w ogóle przystoi na nie patrzeć?

– Przystoi. Wiesz, jestem nie tyle hetero, co raczej monoseksualny. Kręci mnie tylko żona. Na dodatek własna!

– Wspaniały unik!

– Ciekawy fakt na temat eksponowania biustów – jest pewna znakomita komentatorka sytuacji w Rosji. Doskonale rozumie nie tylko język, ale także realia rosyjskie, potrafi prowadzić zajmujące opowieści i dowcipnie komentować bieżącą sytuację. Słowem: ma znakomity merytorycznie kanał. Ostatnio zachęciła do sesji Q&A... pokazując się w skąpej bluzce na ramiączkach od pasa do szyi. Gra więc ewidentnie swoją atrakcyjnością fizyczną, aby zwiększyć popularność kanału. Czy powinniśmy ją oceniać? Potępić? Czy to pomniejsza (bardzo wysoką) wartość merytoryczną jej komentarzy? Doprawdy, nie znam odpowiedzi na te pytania, poza oczywistą: lepiej być bogatym niż biednym, lepiej być atrakcyjnym niż nieatrakcyjnym. Wykorzystywania tego rodzaju chwytów jest po prostu rzeczywistością.

– Ja osobiście staram się walczyć z moją męską naturą, bo takie bezpardonowe wpatrywanie się w czyjeś piersi to przejaw seksizmu, podobno. Więc jedynie przelotnie tylko zerkam... Mam wrażenie, że ostatnio coraz mniej nam wolno. Poprosiłem ostatnio ChatGPT o opowiedzenie mi żartu na temat pań z nadwagą. Program nie tylko odmówił, ale i zrugał mnie za naśmiewanie się z ludzkich ułomności. Nie miał jednak problemu ze śmieszkowaniem na temat niskich facetów.

– Takie podwójne standardy obserwujemy na co dzień. Wystarczy spojrzeć do mainstreamowej prasy. Kobieta „urozmaica swoje życie seksualne”, a mężczyzna „zdradza”. Kobieta „kończy związek”, a mężczyzna „porzuca rodzinę”. Kobieta „traci cierpliwość”, mężczyzna jest „agresywny”. Wszystko zaczyna się od języka, którym jesteśmy „wychowywani” do podwójnych standardów. To działa w obie strony, tylko w innych obszarach. Tyle że tylko jeden się dostrzega i z jednym się walczy, tak jak to opisałeś na przykładzie ChatGPT.

– Nie tak dawno cała Polska zaśmiewała się z filmiku, w którym kobieta stosuje werbalną przemoc wobec męża, który bawiąc się piłką, zniszczył telewizor. Wygląda na to, że nadal cieszymy się, gdy mężczyznę „baba bije”.

– Tak, niestety istnieje także przyzwolenie na przemoc wobec mężczyzn. Również dlatego, że rodzaj przemocy, któremu podlegają w związkach – przemoc psychiczna i ekonomiczna – nie jest nawet nazywany przemocą. Istnieją świadectwa mężczyzn, którzy próbowali zgłosić, że są ofiarami przemocy na policji albo założyć partnerce niebieską kartę. Bez sukcesu – standardy działają tylko w jedną stronę.


– W opinii społeczeństwa przemoc jest wtedy, gdy facet w utytłanej żonobijce tłucze małżonkę za przypalony obiad. A przecież rodzajów przemocy jest dużo więcej. Czy zatem lansowane przez środowiska feministyczne hasło „Przemoc ma płeć” nie jest zwykłym, mizoandrycznym kłamstwem?

– Półprawdą co najmniej. Faktycznie, w oficjalnych statystykach przemocy dominują mężczyźni, z około 220 tysięcy ofiar przemocy odnotowanych w ubiegłym roku ponad 124 tysiące stanowiły kobiety, 39 tys. mężczyźni, a reszta dzieci. Tyle że ta sytuacja nie jest czarno-biała, bo – jak mówię – wiele przemocy, której mężczyźni doświadczają, nie jest nawet kwalifikowana jako przemoc. Jeśli mężczyzna pójdzie na komisariat, prędzej usłyszy, że „nie umie sobie radzić”, niż policjant przyjmie jego zgłoszenie. Wielu nawet nie wie, że może go dokonać, że krzyk, groźby, publiczne poniżanie, wyszydzanie to też przemoc.
Wspomniałem o przemocy ekonomicznej i psychicznej, ale istnieje też wyjątkowo perfidna postać przemocy wobec byłego partnera oraz wspólnego dziecka: alienacja rodzicielska. Alienacja także nie jest kwalifikowana jako przemoc, a część środowisk zaprzecza wręcz, że coś takiego istnieje.

– Widzisz zrozumienie dla spraw mężczyzn wśród kobiet?

– Wśród kobiet widzę jednak pełne spektrum postaw. Począwszy od konfrontacji i domagania się dalszych przywilejów kosztem mężczyzn (np. różowe skrzyneczki albo renta wdowia) albo obwiniania ich o wszystkie nieszczęścia świata, aż po zrozumienie i wsparcie. To ostatnie jest z reguły udziałem kobiet, które mają wokół siebie mężczyzn, na których im zależy. Ojców, synów, braci, męża, partnera – i zdają sobie sprawę, jak nierówno traktuje się mężczyzn. Na przykład jak trudno im uzyskać pomoc medyczną albo jak ciąży na nich stereotyp „facet musi iść i zarabiać”. Wśród kobiet, które okazują nam wsparcie, są przede wszystkim matki synów w szkole. Widzą, co się dzieje; widzą, jak chłopcy są spychani na margines i traktowani gorzej od dziewczynek.
Innym problemem jest język, którym mówi się o mężczyznach. Nie wypada dzisiaj w przestrzeni publicznej mówić językiem nienawiści o grupach. Nic niedobrego nie wolno powiedzieć np. o grupie definiowanej narodowością, kolorem skóry, zawodem albo wyznaniem. Nikt nie napisałby: „muzułmanie to brudasy”, „hydraulicy to złodzieje” albo „ci z Bydgoszczy to krętacze”. Ale o mężczyznach wypada. Męskość jest „toksyczna”, mężczyźni są „nieudacznikami”, „przemocowcami” itd. Nie tylko można, ale wręcz wypada o mężczyznach mówić źle. Tytuł jednego z artykułów: „Biały heteronormatywny ochrzczony Polak szkodzi planecie”, „Co uratuje planetę? Upadek wszystkiego, co w erekcji”. To ma swoją nazwę: mowa nienawiści. Posługiwanie się mową nienawiści wobec mężczyzn w przestrzeni publicznej jest dzisiaj normą. Także i z tym chcemy walczyć.

– Wspomniałeś o alienacji rodzicielskiej – chyba mało osób w ogóle zdaje sobie sprawę ze skali tego zjawiska. Zaryzykuję tezę, że to przemoc, która nie tylko jest społecznie akceptowalna, ale i wręcz prawnie. Sądy rodzinne zdecydowanie przecież faworyzują kobiety.

– To złożona sprawa i akurat ostatnią instancją, którą chciałbym stawiać pod pręgierzem, są sądy rodzinne i sędziowie. O ile wiem, zjawiska nie bada się systematycznie, natomiast z informacji, które do nas docierają, problem rodzi się dużo wcześniej: opieka społeczna, kuratorzy, ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne oraz biegli sądowi. I przede wszystkim stereotypy społeczne. Zmienia się świadomość sędziów, zwłaszcza tych młodych, wychowanych już w partnerskim modelu rodziny. Nie zakładają z gruntu, że matka to lepszy rodzic, a ojciec z definicji jest zły i przemocowy. Natomiast te zmiany zachodzą powoli. Piecza naprzemienna orzekana jest wciąż rzadko, a dobro matki często dominuje nad dobrem dziecka.
Jesienią tu, w Gdańsku, miała miejsce dramatyczna historia Natalki z namiotu. Najkrócej mówiąc, u progu zimy odnaleziono trzyletnią dziewczynkę w namiocie, w towarzystwie matki i obcych osób. Media szybko podchwyciły jej opowieść: ojciec uzależniony, musiała od niego uciekać, winny on i ogólne „społeczeństwo”. I taki poszedł przekaz. Tymczasem ojciec przyjechał, sąd przesłuchał strony i świadków, ostatecznie oddał Natalkę jemu, matce ograniczył prawa rodzicielskie i skierował ją na terapię. Z tego co mówił on (a czego zweryfikować nie jestem w stanie), matka zabrała dziecko, wywiozła w nieznane, ostatecznie trafiła do namiotu. Szkoda, że nikt nie zainteresował się tym, czy próbował zgłosić ten fakt, czy mu się udało i czy służby szukały porwanego, jak by nie było, dziecka, a jeśli nie, to dlaczego? W odwrotnej sytuacji rutynowo uruchamiany jest tzw. Child Alert, a porywającego ojca szuka cała Polska. Dalibóg, nie usprawiedliwiam porwań rodzicielskich, ale wypada zapytać, dlaczego państwo pozostaje bezradne i bezsilne wobec sytuacji, gdy analogicznych działań dopuszcza się matka. I jeszcze raz: nie wolno nam wypierać ani zaprzeczać faktom, które mają miejsce. Każde dziecko i każdy rodzic, którzy są ofiarami przemocy, zasługują na pomoc i wsparcie ze strony państwa. Każda sytuacja, w której dziecko pozostaje dręczone albo porwane, jest sytuacją, w której zawiodły instytucje i konkretni ludzie. Domagamy się równej pozycji ojców i matek, równości mężczyzn i kobiet w takich sytuacjach. Nie deklaratywnej, ale faktycznej.


– To dlatego, że takie sytuacje jednak zaburzają trochę wygodny stereotyp „ojca-oprawcy”? A może nie powinniśmy się w ogóle skarżyć? Przecież, idąc tropem feministycznej retoryki, jako mężczyźni, twórcy opresyjnego systemu patriarchalnego, sami sobie zapracowaliśmy na taki los?

– Niestety ten rodzaj przemocy wobec dziecka, czyli porwania i alienacja, pozostaje nienazwany i nieścigany przez polskie prawo, a próby są skutecznie uciszane przez partie polityczne. Bo „patriarchat”. Co to jest patriarchat? To takie słowo wytrych, które nic nie mówi, ale pozwala wyłączyć dyskusję. Na dodatek pozwala uprawiać tzw. victim blaming, czyli obwiniać ofiary o współsprawstwo.

– A czy „seksizm” to nie podobne słowo wytrych?

– Trochę tak, choć seksizm nadal lepiej jest zdefiniowany. To różnicowanie postępowania z daną osobą w zależności od tego, czy jest mężczyzną czy kobietą. Seksistowskie jest np. nasze prawo – kwalifikację wojskową przechodzą wyłącznie mężczyźni. Ilekroć próbuję się dowiedzieć, co to „patriarchat”, to słyszę zestaw jakichś niedookreślonych, arbitralnych stwierdzeń, głównie negatywnie wartościujących „świat rządzony przez mężczyzn”. Dlatego niechętnie używam tego słowa, woląc raczej nazywać rzeczy po imieniu. Odmawianie kobietom prawa do awansu zawodowego. Próby decydowanie za nich o ich ciele. Próby usprawiedliwiania przemocy wobec kobiet. To są konkretne problemy, które powinniśmy – wspólnie! – zwalczać. Jak ktoś chce walczyć z ogólnie nazwanym „patriarchatem”, to trzymam się od takiej „walki” z daleka.
Najlepszym przykładem ślepej uliczki, do której prowadzi ta narracja, jest sytuacja chłopców w szkołach. Statystyki pokazują, że ewidentnie jest problem. Chłopcy osiągają znacząco gorsze wyniki w czytaniu. Na egzaminie ósmoklasisty w 2023 roku dostali średnio o 8 pkt. mniej od dziewczynek z języka polskiego. W wynikach międzynarodowego badania PISA uzyskali wyniki 30 punktów niższe – to tyle, ile dzieli najlepsze kraje Europy od najsłabszych. Tylko około 40% studentów pierwszego roku to mężczyźni, jeszcze mniej, bo jedynie 31%, kończy studia. Częściej są też zawieszani w prawach ucznia.
A jednocześnie praktycznie cały ten system jest we władaniu kobiet. To one stanowią większość kadry pedagogicznej, zwłaszcza w niższych klasach. System jest wyjątkowo bezwzględny wobec chłopców spoza metropolii, bez kapitału społecznego, z tzw. gorszych środowisk. Szybko „wypycha” ich do ciężkiej, fizycznej pracy. Dość powiedzieć, że w grupie 18-22 lata pracuje dwa razy więcej mężczyzn niż kobiet. Kto za to odpowiada? „Patriarchat”? A może konkretne zachowania, zjawiska i uprzedzenia w domach, w społeczeństwie, ale także wśród kadry pedagogicznej.
Moje doświadczenie, jako ojca córki i syna, jest takie, że to najczęściej nieuświadamiane zachowania. Duże dziewczynki – nauczycielki – rozumieją, jak „działa” mała dziewczynka – uczennica – bo przecież same nimi kiedyś były. Nie mają pojęcia, jak działa ten drugi „model”, czyli mały chłopiec. Nie ma własnych doświadczeń, a nikt jej tego nie nauczył, bo takiego kształcenia na studiach pedagogicznych nie ma.

– Czyli nauczycielki są otwarte na rozmowę?

– Oczywiście, z wieloma z nich wystarczy zwyczajnie pogadać. I one to dostrzegają: faktycznie, panie Kubo, ma pan rację. Poszliśmy z klasą na konkurs tańca, fajnie. Ale teraz pójdźmy na budowę nowej kolei, zobaczmy, jak pracują maszyny budowlane. Zrobiliśmy kiermasz dziecięcych hobby, gdzie doceniliśmy Gosię, która jeździ konno, i Basię, która śpiewa w amatorskim zespole? Super, teraz doceńmy też Janka, który zbiera karty z piłkarzami oraz Piotrka, który wie absolutnie wszystko o samochodach Alfa Romeo. Jak mówię, wiele z tych rzeczy to nie jest jakaś złośliwość, tylko po prostu brak świadomości. Nauczycielek nikt nie uczy, jak nawiązywać więź z chłopcami, jak motywować ich np. zdrową rywalizacją. Nie rozumieją, że chłopca śmiertelnie nudzą lektury o relacjach i emocjach, chętnie przeczytają natomiast o podróżach, odkryciach i superbohaterach ratujących świat. Naszym zdaniem nieumiejętny dobór lektur w szkole to jedna z przyczyn, dla których chłopcy mniej chętnie czytają – co niestety upośledza ich na egzaminach i w późniejszym życiu.
A potem pojawia się błędne koło. Wykluczenie językowe obniża szanse dostania się do dobrych liceów – 60% uczniów ogólniaków to dziewczynki. Chłopaki idą do techników, które są różne, zarówno znakomite, jak i gorsze; ale także do szkół branżowych. Nie uczą się dbania o zdrowie fizyczne i psychiczne, korzystania z dóbr kultury, proszenia o pomoc. Brak wykształcenia to gorsza praca, proste rozrywki (telewizja, alkohol); skomplikowane relacje, depresje, choroby cywilizacyjne, krótkie życie – i wreszcie śmierć. Można więc powiedzieć, że te dramatyczne skutki zaczynają się w szkole, która zabiła w chłopcach chęć do czytania.

– Oj, zdecydowanie! Epoka romantyzmu skutecznie zabiła u mnie frajdę z czytania. I to na długie lata.

– Sądząc z opinii mojej córki, to akurat nie jest specyficzne dla chłopców :)

– A daj spokój. Ci umierający na suchoty, wychudzeni, zapłakani poeci na wygnaniu doprowadzali mnie do szału. Swoją drogą, nie masz wrażenia, że niektóre środowiska walczące o prawa mężczyzn usiłują nam „sprzedać” taki model męskości? Wrażliwy, kruchy, niebojący się płakać?

– I, prawdę mówiąc, nie ma w nim nic złego. Nie uważam, że każdy mężczyzna musi być zdobywcą. Jeśli ktoś chce być emocjonalny, słaby i kruchy, jak ten Mickiewicz, któremu łzy się polały, czyste, rzęsiste, to ja nie mam z tym problemu. Bądź sobą, to jest najważniejsze. Ten model nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych.


– Cóż, nie jest też tajemnicą, że tłamszenie emocji i usilne dopasowywanie się do społecznych norm nakazujących facetowi „być twardym” paskudnie odbija się na psychicznym zdrowiu mężczyzn. I to często w młodym już wieku.

– Tak, staramy się o tym mówić i pisać. Niestety, od prób sprostania takim normom tylko krok do frustracji... A z frustracji do depresji. Ponieważ mężczyzna jest „programowany” na taką postawę, aby „wziąć się w garść” i radzić z problemami samodzielnie, „bo przecież jesteś facetem”...

– „Nie becz jak baba”?

– No właśnie. Kończy się to depresją, brakiem pomocy, nałogiem, a często samobójstwem. Polska ma jeden z najwyższych w Europie odsetek samobójstw. I jedną z najwyższych różnic w liczbie skutecznych samobójców między mężczyznami a kobietami. Więc przyznanie facetom prawa, aby czegoś nie wiedzieli, nie radzili sobie z tym, poszukali pomocy i tę pomoc otrzymali – bez stygmatyzowania („co z ciebie za baba”) – to ważna sprawa.

– Uściślijmy więc: czy męskie jaja powinny być twarde jak awokado z Lidla czy miękkie niczym żelki? A może takie trochę al dente?

– Powinny być takie, jakie chce mieć właściciel. Twarde są OK, miękkie też są OK. Jeśli jajka już mają być jakieś, to mają być przede wszystkim regularnie badane, albowiem nowotwór jąder to kolejna sprawa zaniedbana przez społeczeństwo. Pojawił się oddolny, społeczny ruch – Movember. Chodzi o to, aby mężczyźni badali sobie jądra. Najkrócej mówiąc, jajka powinny być symetryczne. Lekko naciśnięte powodować dyskomfort, ale nie kłujący ból. Powinny przypominać jajko, a nie brzoskwinię albo najeżony kolcami rzep. Każdy facet może to zrobić sam. I powinien, bo nowotwór jąder to duży problem, zwłaszcza młodych mężczyzn. Kobiety wywalczyły sobie uwagę i finansowanie nowotworów piersi i szyjki macicy. I super! Chciałbym jednak, aby podobna uwaga była poświęcana schorzeniom męskim. Rak jąder, prostaty; nowotwory krtani, płuc, choroby krążenia... Nikt nie upomni się o to za nas.


– Jest jeszcze fala męskiej depresji i chorób psychicznych. Statystyki tu nie kłamią – jest z nami bardzo słabo. No ale sam wiesz – mężczyzna powinien być twardy, nie marudzić i absolutnie nie skarżyć się na swoje dolegliwości...

– Są trzy główne powody takiego steretypowego podejścia. Pierwszy, że chłopcy przez całe dzieciństwo i dorosłość są socjalizowani do „radzenia sobie”. „Jesteś facetem, weź się w garść!” Tak mówią wszyscy – matki, koledzy, kultura. Drugi powód to zwyczajna niedostępność pomocy, nie tylko dla mężczyzn, ale w sumie dla nikogo. Z opieką psychologiczną i psychiatryczną jest naprawdę źle; jest ona niedostępna i raczej droga. Trzeci powód to fakt, że mężczyzn nikt nie chce słuchać. Są solidnie udokumentowane publikacje, które to pokazują, nawet jak mężczyzna chce z kimś – rodzicami, partnerką, przyjaciółmi – porozmawiać o tym, że ma problemy, odbierany jest jako niesamodzielny, niezdarny, „męczący”. Kobiety są socjalizowane do posiadania przyjaciółek i zwierzania się im. Mężczyźni mają sobie radzić sami.
Dlatego m.in. jako Stowarzyszenie staramy się promować ideę klubów lub kręgów męskich. To „pierwsza linia obrony” przed problemami psychicznymi mężczyzn. Wiesz, czasami potrzeba po prostu być albo coś razem zrobić: pojechać na rower, pójść na ryby. Mieliśmy taki klub – Liga Niezwykłych Dżentelmenów. LND wyprawiała się razem na wycieczki w teren. Czasem zapraszano ciekawych ludzi, np. mieliśmy spotkanie z panem, który był harcerzem podczas Powstania Warszawskiego i innym panem, który służył w Wehrmachcie. Nasz kolega natomiast jest członkiem kręgu męskiego, który daje przedmiotom drugie życie. Nazywają to Fabryką Mężczyzn. Mają umowę z miejskim przedsiębiorstwem oczyszczania, które odkłada im co ciekawsze śmieci. Na przykład zrobili stolik do grilla z blaszanych skrzynek i siodełek z kombajnu. Spawarka, gwintownica, wiertarki, nitownica, szlifierki, malowanie...
Inny krąg, który znam, koncentruje się wokół filmów. Oglądają, rozmawiają o nich, porównują. W wielu z nich jest temat samodoskonalenia, podróży w głąb siebie. Ale moim zdaniem ważniejsza od tego wszystkiego jest po prostu obecność w grupie. Dla wielu mężczyzn to pierwsze miejsce, gdzie mogą o sobie opowiedzieć i nie być oceniani. Świat nie lubi słuchać mężczyzn opowiadających o sobie, o swoich uczuciach, potrzebach, a zwłaszcza wątpliwościach i słabościach.To – moim zdaniem – jedna z przyczyn plagi samobójstw wśród mężczyzn. Dlatego w Stowarzyszeniu traktujemy kluby męskie jako „pierwszą linię obrony” przed problemami takimi jak depresja czy nałogi. Jak coś niedobrego dzieje się z mężczyzną – koledzy to zobaczą.


– Na przykład można wspólnie ponarzekać na robotę. W Polsce mężczyznom urzędowo kradnie się pięć lat cennego życia. W ciągu połowy dekady dałoby się przecież zrobić mnóstwo przydatnych rzeczy. Chociażby nauczyć się wyrabiać krasnale ogrodowe. Może już czas zrównać ten nieszczęsny wiek emerytalny?

– Przypomnijmy, był już zrównany, ale powrót nierówności to jedno z haseł, na których PiS doszedł do władzy. Na razie wygląda to tak, że kobieta przechodzi na emeryturę w wieku 60 lat przy średniej długości życia 80 lat. Mężczyzna przechodzi w wieku 65 lat przy średniej niecałe 72 lata. Uproszczony (mocno uproszczony) rachunek jest więc taki, że kobieta żyje na emeryturze dwa i pół raza dłużej niż mężczyzna. Ale ciekawsze są inne dane: aż 27% mężczyzn nie dożywa emerytury, w porównaniu z tylko 7% kobiet. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Różnica między długością życia kobiet i mężczyzn to w Polsce 8 lat. I wszyscy uważają, że to normalne, „biologiczne”. A to guzik prawda, bo w Holandii różnica ta wynosi 3 lata. To co, u nich jakaś inna biologia? Krótkie życie Polaków to nie tyle wynik szybko przychodzącej starości, co dużej wcześniejszej śmiertelności. Przede wszystkim od tzw. chorób cywilizacyjnych. Nowotwory i choroby krążenia to główni zabójcy Polaków. Wiele można by zaradzić przez zmianę trybu życia, dlatego że główne przyczyny chorób cywilizacyjnych to dieta, brak ruchu, brak właściwej profilaktyki, nałogi. Ale zanim obwinimy mężczyzn o ich los („niech przestaną pić, palić, wstaną sprzed telewizora, pobiegają i zaczną chodzić do lekarza” – takie opinie czasami słyszę), to podkreślmy rolę odpowiedniego przygotowania i profilaktyki. Duża różnica w długości życia między wykształconymi a niewykształconymi (w Polsce jest największa w Europie!) wskazuje, że mężczyznom gorzej wykształconym, z klas pracujących, brakuje po prostu wiedzy. O tym, jak zadbać o własne zdrowie, kiedy pójść do lekarza.
Ogromną rolę ogrywa stereotyp: facet się nie skarży. Zaciska zęby i robi dalej. Zadbanie o odpowiednie wykształcenie mężczyzn albo wprowadzenie edukacji zdrowotnej do programów szkolnych (w tym technicznych – bo wielu mężczyzn na nich kończy) bardzo by pomogło. Zmniejszyłoby liczbę palaczy, spopularyzowałoby sport, ruch, lżejszą i zdrowszą dietę. Wreszcie – nauczyłoby zwracać się do lekarza. W tym psychiatry – bo jedną z przyczyn krótkiego średniego życia mężczyzn w Polsce jest zatrważająca liczba samobójstw.

– Może przydałby się nowy, szkolny przedmiot – dietetyka? A na WF-ie obsługa własnego ciała? Jak podnosić ciężkie przedmioty z ziemi i poprawnie wykonywać podstawowe ćwiczenia? Nie zapominajmy, że ponad połowa Polaków ma nadwagę.

– Niestety, to właśnie konsekwencja złej diety, braku ruchu, nałogów. Kręgi męskie też w tym mogą pomóc. Zamiast siedzieć w domu przed telewizorem, rusz się z kumplami, pograj w kosza, wsiądź na rower albo pójdź na spacer.


– To dość delikatny temat, bo jak wiadomo, otyłość niesie za sobą całe spektrum różnych chorób, a jednocześnie idea ciałopozytywności dość skutecznie przekonuje młodych ludzi, że kochanie siebie takim, jakim się jest, to jedyna droga do szczęścia...

– Każdy ma prawo do wysokiej samooceny, poszukiwania miłości i doświadczania jej, a jednocześnie nie da się zaprzeczyć, że nadwaga i otyłość są przyczynami wielu chorób. Masz za dużo tu i tam – kochaj siebie, kochaj innych, odnoś się pozytywnie do świata... ale pójdź na rower, siłownię, zjedz warzywa, odstaw piwo, aby tą radością i miłością cieszyć się jak najdłużej.

– Z jednej strony mamy mityczną niemalże „toksyczną męskość”, z drugiej delikatną, kruchą i wrażliwą „czułą męskość”, a tymczasem Wasze Stowarzyszenie proponuje coś innego.

– Chcemy pozytywnej męskości. Pierwszym obszarem naszej działalności jest wpływanie na polityki publiczne, aby dać mężczyznom równość. W edukacji, systemie ochrony zdrowia, emeryturach, dostępie do rynku pracy, wymiarze sprawiedliwości. Drugim – samoświadomość mężczyzn i doskonalenie. Aby mężczyźni wiedzieli, jak dbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne; aby mieli pozytywne wzorce; by nie wahali się szukać pomocy, gdy jej potrzebują – i otrzymywali tę pomoc. Naszym wzorcem jest mężczyzna aktywny: fizycznie, intelektualnie, społecznie. Mężczyzna wolny od nałogów i uzależnień. Zaangażowany w życie rodzinne, a przede wszystkim ojcostwo.
Chcemy wspierać mężczyzn ze środowisk nieuprzywilejowanych: z klasy pracującej, synów samotnych rodziców, a także ojców pokrzywdzonych przez niesprawiedliwy system edukacyjny i wymiar sprawiedliwości. Chcemy zadbać o świadomość i profilaktykę chorób męskich – w szczególności chorób krążenia, cukrzycy, nowotworów prostaty i jąder. One szczególnie silnie dotykają mężczyzn i zabierają tych, którzy są w kwiecie wieku i mogliby wiele pozytywnego zdziałać. Chcemy kształtować pozytywny, a jednocześnie realistyczny wizerunek mężczyzn. Mężczyzna nie musi być superbohaterem, ale może być po prostu fajnym facetem, który lubi siebie i którego inni lubią.

– Czas zatem zdjąć spandeksową pelerynę na kołek i najzwyczajniej zadbać o siebie. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

Was natomiast serdecznie zapraszam do odwiedzenia strony
Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn.

16

Oglądany: 48860x | Komentarzy: 142 | Okejek: 300 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.05

26.05

Starsze historie

Sprawdź swoją wiedzę!
Jak to drzewiej bywało