Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kapelusz przed pocztą zdejm...

24 180  
6   17  
Wejdź dalej...Kiedy najszybciej można załatwić coś na poczcie? Uważasz, że w nocy na całodobowej? Nic bardziej mylnego...

Była ciemna, burzliwa noc. Wróć. Była ciepła, wrześniowa noc. Nasz bohater
postanowił wielkim nakładem sił i środków zapłacić w ostatnim momencie
drugą ratę ubezpieczenia OC. Ważność pierwszej upływała bowiem o północy. A
było już około dziewiątej wieczór.

Gdzie we Wrocławiu złożyć PIT w ostatniej minucie kwietnia? Gdzie kupić
kopertę o dowolnej porze dnia i nocy? Gdzie opłacić obowiązkowe
ubezpieczenie żeby mieć stempel na kwicie? Oczywiście w całodobowej poczcie
tuż przy Rynku.

Dygresja. Kiedyś całodobowa była poczta przy Dworcu Głównym. Kilka lat temu
przestała. Może dlatego, że stali bywalcy dworca mogli być uciążliwi. Może
dlatego, że w Rynku więcej ludzi potrzebuje kupić znaczki. A może po prostu
dlatego, że urząd obok Głównego był za duży i za wygodny.

Ale do rzeczy. Na pocztę dotarłem około dziesiątej. Kto był ten wie jak
jest - nocą czynna jest tylko mała salka obok wejścia (taki pokoik 4x4
metry) i dwa okienka. Pomyślałem sobie, że mam szczęście, bo w krótszej
kolejce byłem czwarty, więc stanąłem i zacząłem czekać.

Początek dyskusji Łysego z panią biurwą niestety opuściłem. Z kontekstu
wynikało, że chciał zapłacić ZUS za pracowników na gotowych druczkach które
przyniósł ze sobą. Ale nie miał tam przystawionej pieczątki firmowej, więc
pani kazała mu na wszystkich tych małych karteczkach podopisywać pełną
nazwę firmy, adres, telefon i tysiąc innych rzeczy. Łysy próbował bronić
się Argumentem Indukcyjnym, tj. wykazać, że miesiąc temu zapłacił w
dokładnie taki sam sposób i było dobrze, bo w sumie na druczku i tak
najważniejszy jest NIP, ale pani jednym ruchem brwi obaliła tę wątłą
konstrukcję. Łysy poprosił o długopis, dostał goły wkład i poszedł na
stronę dopisywać.

Drugi w kolejce był Facet w Kurtce. Poprosił 96 znaczków za dwa złote.
Odpowiedź cytuję tak dosłownie, jak ją tylko pamiętam: "Co? Ile? Panie, w
dzień pan przyjdzie. Tyle znaczków to ja na pewno nie mam. Nie w nocy. Rano
będą". Facet w Kurtce miał większe doświadczenie, bo nie podjął dyskusji
tylko od razu zażądał wezwania kierownika zmiany. Odpowiedź pani była
zaskakująca: "No dobra, zamówię te znaczki". Kolejka (wówczas już
dziesięcioosobowa, akcja dzieje się wolniej niż się o tym czyta) popatrzyła
po sobie z pewnym zdziwieniem. Upewniłem się u pani, że Poczta Polska
sprzedaje jeszcze znaczki, bo po wizytach u siebie na osiedlu miewam czasem
wątpliwości. Można tam bowiem kupić pudełka, znicze, kalkulator (jeden,
musi słabo schodzi), dużą liczbę zestawów Sami Swoi z telefonem i bez oraz
kilka innych artykułów. Ale pani potwierdziła, że tak, znaczki to na
poczcie czyli u niej. Ale nocą to nie tyle sztuk, bo ona dostaje w awansie
nocą mało.

Mniej wyedukowanym czytelnikom przytaczam czwarte (wg. Słownika Języka
Polskiego PWN) znaczenie słowa awans - suma pieniężna stanowiąca zaliczkę
na rachunek jakichś należności.

Kolejka, gdy tylko to usłyszała, zaczęła życzyć pani jak największego
awansu a pani poczuła się zdopingowana i zaczęła klikać zamówienie. Chwilę
to musiało trwać, bo pamiętam, że piętnaście czekających osób zdążyło
przedyskutować zalety gospodarki planowej nad łże-kapitalizmem ("dwa kilo
schabu, służę uprzejmie, już wypisuję zamówienie"). Pani wydrukowała
komplet niezbędnych papierów i... udała się do sąsiedniej przegródki. Nie
było za bardzo widać i słychać, co tam robi, ale trochę to trwało.

Nie wspomniałem wcześniej - trzeci w kolejce stał Niemiec, na oko 70 lat.
Wiadomo, że Niemiec, bo jego żona stała w kolejce do sąsiedniego okienka i
trochę sobie rozmawiali. Też chcieli znaczki, ale nie uprzedzajmy faktów.
Niemiec stał, wszystko uważnie oglądał a minę miał taką, jak odkrywca
nieznanej cywilizacji. Albo Tytus, Romek i A’Tomek na wyspach nonsensu.

Pani wróciła, wrócił Łysy. Poskarżył się, że jego wkład przestał pisać.
Dostał długopis i znów opuścił centrum wydarzeń. Pani przyniosła arkusz stu
znaczków, co było dowodem, że nie bardzo potrafi myśleć o przyszłości.
Spytała, czy Facet w Kurtce życzy sobie fakturę. Facet sobie życzył.

Pani uczciwie ostrzegła, że będzie to trochę trwało.

Nie będę opowiadał, ile trwało. Pewnie się domyślacie.

Ludzi w naszej kolejce już nie przybywało. Byli ludźmi małej wiary i koniec
ogonka opuszczali po minucie lub dwóch. Ja wciąż byłem czwarty. Mijał drugi
kwadrans.

Potem akcja nagle przyspieszyła. Bez kolejki wpuściliśmy Młodą, która miała
list polecony z kwitkiem, znaczkami, adresem, naklejkami, brakowało jej
tylko stempla. Młoda tłumaczyła, że przed wysłaniem musiała jeszcze pójść
skserować zawartość, co jej chwilę zajęło. Ksero. Grubo po 22:00.
Szacuneczek. Nikt nie protestował.

Facet w Kurtce podał NIP do faktury. Firma wskoczyła na ekran
automatycznie. Pani nie uwierzyła i kazała Facetowi głośno powtórzyć
wszystkie dane. Nic nie szkodzi, że Facet widział ekran i to, że na ekranie
wszystko jest w porządku. Wydrukowała się faktura, Facet pożyczył pieczątkę
"priorytet" i poszedł na stronę pieczętować swoje 96 kopert. W tym czasie
wrócił Łysy. Oddał długopis, trochę się poskarżył że ten też nie pisał za
dobrze, więc wskutek doznanych krzywd pani pozwoliła mu opłacić składki.

Przyszła kolej na mnie. Uważny czytelnik spyta, co z Niemcem? Ano Niemiec
był z żoną, która w sąsiednim okienku kupiła znaczki troszkę wcześniej i
oboje sobie poszli. Tak więc pani spytała, co dla mnie. Bez zmrużenia oka
odpowiedziałem, że sto znaczków za dwa złote. Kolejka wstrzymała oddech,
pani spojrzała uważnie. "Żarcik" - dodałem i zarechotałem, podając kwit
przelewu. Kolejka zachichotała cokolwiek nerwowo.

Mój kwit oczywiście też się nie nadawał, bo brakowało adresu i kwoty
słownie. Kwit ma się rozumieć drukowany maszynowo, ale kogo to obchodzi.
Ucieszyłem się, że miałem prostą liczbę złożoną z prostych słów. Jeśli się
śmiejecie, że nie umiem pisać, to spróbujcie umieścić słowną transkrypcję
liczby 1999 w dwudziestu sześciu prostokątnych kratkach, cwaniaki. Zgodnie
ze zwyczajem wpuściłem do okienka następną osobę i udałem się na stronę
uzupełnić braki.

Potem już tylko wróciłem, zapłaciłem, pożegnałem znajomych z kolejki i raz
jeszcze życzyłem pani rychego dużego awansu.

Następne OC dopiero w marcu. Jak kiedyś się będę nudził, to spróbuję
zarejestrować radioodbiornik, chwilę później go wyrejestrować a następnie
zgłosić utratę książeczki abonamentowej. Z radiem grającym w kieszeni. O
czwartej rano.


Autor:
Tomek Z.


Oglądany: 24180x | Komentarzy: 17 | Okejek: 6 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.11

25.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało