Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Mikołaj zdekonspirowany

20 224  
1   5  
Kliknij i zobacz więcej!W życiu każdego człowieka przychodzi zwykle kryzys. Nagle całkiem przypadkiem i jakby grom z jasnego nieba spada na ciebie informacja, że Mikołaj nie istnieje. Jak sobie z tym poradziłeś?

Jak byłem małym brzdącem, rodzice próbowali mi wmówić oczywiście, że Mikołaj istnieje. Dość dobrze im się to udawało - mieli ciuchy, maskę, worek oraz laskę i jedno z nich się zawsze przebierało. Oczywiście jak przyszedł "Mikołaj" to okazywało się, że np. tata musiał iść w czymś pomóc sąsiadowi. Mikołaj do nas przemawiał i dawał prezenty - no po prostu czad i składam hołd moim rodzicom, że im się chciało i że nie pękali ze śmiechu. Niestety sielanka trwała dopóty, dopóki nie dorośliśmy na tyle, że byliśmy w stanie zajrzeć za pralkę. Tam znaleźliśmy cały osprzęt Mikołaja i to ostatecznie położyło kres jednemu z fajniejszych mitów dzieciństwa.

by Dortann

* * * *

Brat strasznie się bał tego całego mikołaja. Darł japę na cały dom i chował się pod stół. Ja w sumie też miałem mieszane uczucia widząc dziwnie ubranego gościa ze sztuczną brodą, ale że to był dziadek domyśliłem się dopiero jak trochę podrosłem.

by mikmiki

* * * *

Z przedszkola pamiętam, że jednemu "mikołajowi" śmierdziało z gęby papierochami. Oczywiście powiedziałem mu o tym (minę miał pewnie "bezcenną", ale wtedy nie było MasterCard).
Kiedyś znalazłem "niechcący" u rodziców w sypialni książeczkę, którą potem mój tata podrzucił pod choinkę, jak ja byłem w swoim pokoju. Oczywiście oprawił to trzaśnięciem drzwi balkonowych, że niby Mikołaj szybko wpadł itd. Teraz żałuję, ale powiedziałem:
- Nie oszukuj tata, ja tą książeczkę widziałem u was w sypialni w szufladzie.
Ojcu się chyba przykro zrobiło, ale byłem za młody by to zrozumieć... To był koniec wierzenia w św. Mikołaja.

by hornetsky

* * * *

Był taki czas, że zagęszczenie dzieciaków (sami chłopcy) mieliśmy zawsze na Święta. I albo stół - albo choinka. Za oknem jest ogródek - padło postanowienie aby tam ustawić choinkę i oświecić. Ogródek jest ogrodzony. Prezenty odbierane były od każdego, jeszcze przed wejściem, przez "dyżurnego dorosłego", w ciemności, z piersiówką w łapkach, wypełnioną rozgrzewającym płynem o dwucyfrowej liczbie przed %. Ów dorosły na ogródku czekał z wielkimi, mocnymi pocztowymi worami. Prezenty były chowane właśnie do tych worów i zostawiane pod choinką na dworzu. "Dyżurny" wchodził jako ostatni gość.
Rozbierał się, rozgaszczał i już był komplet. Zasiadaliśmy, szuranie krzeseł, rozmowy - wiadomo - gwar. Zawsze niby się ktoś guzdrał, niby był w wc a jego zadaniem było niepostrzeżenie dla obecnych zadzwonić dzwonkiem (natarczywie zadzwonić) do drzwi. Wszyscy goście już byli, więc kazało się dzieciakom otwierać, bo to na pewno ON. Leciały, przepychały się, małe łapki się mocowały z zamkami, szukały klucza... Za późno! Jak już otworzyły drzwi - nikogo nie było. Wracały zawiedzione. Na to my: za długo otwieraliście drzwi, a ON ma dziś bardzo mało czasu, bo musi wszystkim dzieciom na świecie dać prezenty. Wam też na pewno zostawił je pod choinką. Ale tu nie ma choinki! Może sprawdźcie na dworzu? I one długą w drugą stronę! Przez balkon na ogródek! SĄ! SĄ! WORY! Dzieciarnia je na grzbiet! Do pokoju! RADOŚĆ, RADOŚĆ! Więc my dorośli drugi oddech i Święta!
Worek pocztowy można zastąpić mocnym workiem na śmieci, brak ogródka nie jest problemem, bo Mikołaj ma latające sanie i mógł rozładować je na balkonie, bo stroik na nim umieszczony pomylił z choinką - taki roztargniony i zagoniony z niego gapa.
Nigdy nie wierzyłam w NIEGO. Ale patrzeć co rok na tę radość, a zwłaszcza teraz na tych chłopców, co jak konie biegają drzwi - okno - bezcenne.
I na pewno już nie wierzą w NIEGO. Ostatnio jeden z nich w konspiracji okrutnej zapytał się, czy w tym roku będzie mógł być... "dyżurnym".

by Rudamaupa

* * * *

U mnie było banalnie i może dlatego oryginalnie.
- Słuchaj, św. Mikołaj nie istnieje.
- Nie?
- Nie, to my zawsze prezenty kładliśmy.
- Aha, dobrze.
Koniec

by faraday

* * * *

W ciężkich czasach PRLu, kiedy w sklepach nic nie było...
Mała (bodajże trzyletnia wtedy) hepi skołowana została przez rodziców, że trzeba wyjść na chwilę na korytarz, mamusia otworzy okno i Św. Mikołaj wrzuci paczkę i poleci do innych grzecznych dzieci...
Wracamy, mama zamyka okno, na podłodze przy oknie wielka paczka.
Rozpakowujemy, radości co nie miara, słodycze, jakieś jabłko, pomarańczko, pidżamka, kurteczka nowa, zabawki... i czekolada... artykuł niemalże nieosiągalny wtedy.
No ale, że bystra byłam (teraz mi chyba minęło), to pobiegłam do barku, otworzyłam go i krzyczę:
-Mamusiu, zobacz jaki ten Mikołaj to brzydki! Zabrał nam czekoladę z barku i wrzucił do prezentu...


by happy

* * * *

Jak byłem mały, chyba 4 lata czy jakoś tak...
Oczywiście Wigilia, tatuś nagle musi wyjść w nagłej sprawie do piwnicy, przychodzi Mikołaj wszystko pięknie, ładnie, prezenty itp. Tata wrócił "zdziwiony", że nie Mikołaja, nie zastał, a ja otwieram drzwi na schody do piwnicy i tekst "no dobra, a gdzie schowaliście ten strój?"

by maciek17st

* * * *

Dawno, dawno temu mój brat miał mikołajki w przedszkolu. Wrócił do domu z miną taką nie bardzo. Pytam się Młodego, jak tam Mikołaj, co mu przyniósł. Na co on: "siostra, ten Mikołaj to jakaś podróba, brodę miał z mopa, a spod czapki mu blond dredy wystawały".
Jeszcze dawniej, kiedy to miałam może z pięć lat, rodzice postanowili zrobić super przyjemność swojej, wtedy jeszcze jedynej, córci i wynajęli profesjonalnego Mikołaja, nie jakiegoś tam przebranego dziadka czy sąsiada, tylko takiego prawdziwego zawodowego Mikołaja. No i przylazł taki z wielkim workiem prezentów, a razem z nim aniołek i diabełek.
No i standardzik: ochy, achy, "a byłaś grzeczna?", "a powiedz wierszyk"...
"A usiądź Mikołajowi na kolanach"... W tym momencie spojrzałam spode łba na starego dziada w czerwonym wdzianku i wypaliłam: "a ja wolę usiąść diabełkowi, bo jest młodszy i ładniejszy".
A kiedy wychodzili, spytałam Mikołaja, czy w ramach jeszcze jednego prezentu nie mógłby mi zostawić diabełka, żebym się mogła z nim bawić...
Już wtedy było jasne, co ze mnie wyrośnie...

by agawka

* * * *

A mi kuzyn powiedział i wtedy przestaliśmy wierzyć. Tylko moja siostra (2,5 roku młodsza) płakała i upierała się, że mikołaj istnieje. A my, jak takie wredoty wmawialiśmy jej, że mikołaja nie ma i to rodzice podkładają prezenty (prawda boli). A innym razem próbowałem ręcznie zdemaskować mikołaja. Na szczęście (dla niego) był (jeszcze) silniejszy.
Ale ja byłem wredny

by JOPJ

* * * *

To, że nie ma Mikołaja odkryłem w wieku coś koło 5 lat, kiedy usiadłem mu na kolanach, pociągnąłem z rozmachem za brodę, a Mikołaj ryknął głosem stryja: "qr*a mać!!!"

by SuperLamer

* * * *

U mnie chyba standardowa dekonspiracja...
Jako bystre dziecię zauważyłam, że Mikołaj ma takie same skarpetki jak mój dziadek (który akurat gdzieś się zapodział).

by Jaiwo

* * * *

Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia jak to pacholęciem będąc zakapowałem wujka (przy całej rodzinie), odpowiadając na nieopatrznie zadane przez Mikołaja pytanie "czy byłem grzeczny", zaskakująco rozbudowanym zdaniem wielokrotnie złożonym:
- Ja tak, ale wujek nie, widziałem jak całował się z sąsiadką...
I chociaż Mikołaj nie był skory do wypytywania o szczegóły - to na pytania cioci odpowiadałem z rozbrajającą szczerością.
Wujek miał w domu ciche dni, a Mikołaj już więcej do nas nie przyszedł. Może dlatego, że to właśnie ów wujek zawsze się za niego przebierał...

by Bladerunner

* * * *

U mnie to było tak: jak mikołaj vel mama wyszedł po daniu mi upragnionych prezentów, to ja od razu do okna, żeby zobaczyć ów moment z saniami, reniferami itp. Niestety moja mama zauważyła, że patrzę więc zaczęła iść ulicą dalej. Pech chciał, że natknęła się na sąsiada - również przebranego za mikołaja. Ja - mały brzdąc - prawie się popłakałem, jak zobaczyłem DWÓCH mikołajów... Tak skończyła się piękna część mojego dzieciństwa.

by Marakuj

* * * *

W moim wypadku dekonspiracja związana była z nadprogramową liczbą mikołajów (co roku 6 XII zabawa dla dzieci w tzw. Klubie Garnizonowym - uroki życia w rodzinie wojskowej na początku lat 90-tych), a dokładniej mikołajów było 4 i co najciekawsze każdy miał buty wojskowe + spodnie moro. Po godzinie tłumaczeń typu "To pomocnicy Mikołaja, a te spodnie są typowe dla Mikołaja" w końcu rodzice pękli, a ja od razu podzieliłem się newsem z pozostałą setką dzieci. W skrócie dekonspiracja na wielką skale!

by blazoq

* * * *

W moim przypadku sprawę zakończył okrzyk kuzynki "O, a Gwiazdor ma buty cioci Maryli!" - nie płakałem, dzielny byłem.
Ciekawie było, gdy mając siedem lat postanowiłem osobiście odegrać rolę Gwiazdora - elegancko uszyty strój, druga para butów (tak, robiłem wszystko by się nie zdradzić), worek do przewożenia banknotów (niestety normalne prezenty w środku), multum waty pod nosem... Po podaniu jakiejś kompletnie bzdurnej wymówki poleciałem się przebrać na klatce schodowej i wszedłem, dzwoniąc radośnie szkolnym dzwonkiem. Nikt się nie zdradził że mnie poznał, wszyscy grzecznie i z nieskrywanym zaskoczeniem odbierali swoje prezenty - poza wujciem, który nie mogąc opanować śmiechu zamknął się z poduszką w łazience.
Na koniec obróciłem w perzynę wierzenia dorosłych zdejmując brodę ze słowami "A to byłem ja".

by bbirdy

* * * *

Mikołaj w mojej bardzo dużej rodzinie, to było wielkie święto. Przychodziły wtedy do babci wszystkie jej dzieci ze swoimi dziećmi. Gromada była dość liczna. I wtedy przychodził ON. Co prawda miał kobiecy głos i w ogóle przypominał drugą babcię mojego brata ciotecznego, ale co tam... Niemniej razu pewnego został zdekonspirowany przeze mnie. Oprócz porcji wierszyków, kolęd i piosenek Mikołaj zadawał też pytania. Mojego brata ciotecznego zawsze pytał, co robi jego babcia. I to było dla mnie podejrzane, bo nigdy mnie nie zapytał co robi mój dziadek... A to już była jawna niesprawiedliwość... W końcu nie wytrzymałam i do młodszego brata ciotecznego, który miał wtedy jakieś 3 lata i panicznie bał się Mikołaja powiedziałam: "Nie rycz, nie widzisz, że to twoja babcia?" No i tak pozbawiłam złudzeń nie tylko młodego, ale i wszystkie siostry i braci ciotecznych...

by Agun

* * * *

Ja przeżyłam nieco bardziej traumatyczną dekonspirację. Działo się to na mikołajkach pracowniczych w zakładzie mojego taty. Jak co roku do świetlicy przyszedł On, kolejno wyczytywał dzieci, które podchodziły, śpiewały bądź recytowały, po czym siadały mu na kolanach w celu odebrania reklamówki ze słodyczami. Kiedy zgodnie ze scenariuszem znalazłam się w objęciach Mikołaja poczułam... jego powalający wyziew. Pracownik, którego koledzy wbili w kostium świętego był mocno "wczorajszy". Na tyle mocno, że jako kilkuletnia dziewczynka z oburzeniem wykrzyknęłam: a od kiedy to święty Mikołaj wódę chleje?!
Nie wiem, co było większe, śmiech rodziców, czy konsternacja Mikołaja i reszty dzieciarni.

by Agaciura

* * * *

Po powrocie z kolacji wigilijnej od babci przeżyłem szok, na krześle obok choinki siedział umazany węglem i przebrany w cudowny czerwony strój mikołaj z bardzo długą brodą... Zaniemówiłem...
Jednak gdy do Niego podszedłem, nie miałem już wątpliwości, że to ściema, wnuk dziadka nie może nie poznać.
Wszystko było bardzo realne, jako że mam rodzinę w Finlandii, a dziadek był ubrany w prawdziwy strój Mikołaja z dużą czapką.

by Blackazz

* * * *

Ja zrozumiałem, że to ściema kiedy któreś święta z kolei rodzice mi powiedzieli, żebym poszedł po coś do kuchni, a jak wróciłem to prezenty już były pod choinką. Jak wyczaiłem? W pokoju z choinką nie było kominka!!!

by killer13

* * * *

Przez wiele lat spędzaliśmy święta u dziadków, w tzw. małym dużym gronie. Choinka stała, dziadek huczał kolędy, a po kolacji padało hasło: dzieci, myć rączki, bo mikołaj do brudasów nie przyjdzie. Czasochłonne zajęcie, bo łazienka mała, a że nas dzieciaków było 3, to się mieściliśmy pojedynczo przy umywalce. W międzyczasie słychać było basowe "mikołaj przyszedł!" i migało nam jakieś czerwone nakrycie głowy w okienku łazienkowym. Czar prysł, gdy najmłodszy kuzyn stanął na palcach i zobaczył, co było do zobaczenia i jeszcze w trakcie mijających nas nakrycia głowy i basowego okrzyku "mikołaja" wybiegł z łazienki ze słowami: "ej nie no, to moja czapka!"

by contezza

* * * *

Najlepsze było jak mój wujek przebrał się za najbardziej realnego mikołaja jakiego w życiu widziałem. Duży wór prezentów, broda laska itp. Ze strachu wskoczyliśmy pod fotele, a rodzinka zaliczyła rotfla. Po tym jak nas wyciągnęli spod foteli, mikołaj kazał nam zaśpiewać, pomodlić się i odpowiedzieć na sakramentalne pytanie "czy byliśmy grzeczni?’ Niestety wór okazał się dziwnie pusty po wypakowaniu wszystkich prezentów. Rodzicom udało się jednak tą wiarę utrzymać przez dłuższy czas.

by kakadu12345

* * * *

Ja kiedyś jako maluch pożyczyłem blaszany ciągnik siodłowy, z naczepą, od kolegi (tuż po komunie), a chwilę potem znajomi - rodzice kolegi zerwali kontakt z moimi rodzicami. Ja w terminie oddałem pojazd rodzicom, by oddali kumplowi, nic oczywiście nie wiedząc o sprawach dorosłych. Doznałem szoku, dostając ten sam, znudzony już pojazd od babci, która konkretnie starała się ukryć jako Święty Mikołaj. Miała wtyki w przedszkolu, stąd wdzianko.
No a w naczepie było kilka par skarpet...

by Cyklisten

* * * *

U mnie 6 grudnia Mikołaj się nie pojawiał, przynajmniej osobiście. Po prostu budziliśmy się rano z bratem i wiedzieliśmy, że ten ’stary piernik’ gdzieś schował prezenty... Stare konie już jesteśmy, bo studenty, ale jeśli się zdarzy, że 6 XII jesteśmy w domku to zawsze czeka na nas schowana paczka z łakociami...
Natomiast pod choinką prezenty zostawiała zawsze Gwiazdeczka. Dzielnie ubieraliśmy się z bratem w ciepłe płaszcze i z tatą szliśmy na zewnątrz szukać pierwszej gwiazdki. Gdy ta się pojawiła na niebie oznaczało, że prezenty dotarły bezpiecznie do celu. Oczywiście, kiedy my zafascynowani szukaliśmy pierwszej gwiazdki mama przerzucała prezenty z szafy pod choinkę. Śmiesznie było, kiedy pewnej nocy niebo zasnuły chmury... Szukaliśmy gwiazdki przez pół godziny bez ustanku... W końcu tata płaczącym dziatkom powiedział, że jedna mu mignęła zanim ponownie schowała się za chmurką. Wtedy zaczęłam nabierać podejrzeń.
Rok później obiecałam sobie, że nie zasnę i na początku grudnia podpatrzyłam, że to tatko buchnął list do Mikołaja przywiązany do klamki na oknie. Łatwiej mi było uwierzyć w słowa starszego brata, że Święty nie istnieje niż, że tatko to złodziejaszek. Wtedy rozwiał się także ostatecznie mit od Gwiazdce... Miałam 6 lat.

by porandojin

* * * *

U mnie wyglądało to mniej więcej tak, że na mikołaja zawsze prezent gdzieś znajdywałam. Nie widziałam żadnego brodatego, brzuchatego faceta. Za to na Boże Narodzenie zawsze wierzyłam, że to gwiazdka schodzi z nieba i zostawia mi prezenty pod choinką...
Wyglądało to mniej więcej tak, że wszyscy zbieraliśmy się w jednym pokoju, a mój ojczulek w trybie natychmiastowym podkładał prezenty (o czym nie wiedziałam), po czym wbiegał do pokoju gdzie znajdowała się rodzina, czekaliśmy jakieś 10 minut i było ’no to możesz iść sprawdzić czy gwiazdka zostawiła prezenty’.
Pamiętam jak pewnych świąt podczas oczekiwania zachciało mi się siusiu i musiałam przebyć drogę do wc. A że drzwi od salonu, w którym była choinka były zamknięte i posiadały wielką szybę przez, którą wszystko było widać, nie chciałam wystraszyć gwiazdki. Wpadłam na genialny pomysł, że po prostu przeczołgam się pod drzwiami i dotrę do klopa. Oczywiście czołgając się dostałam drzwiami w czoło i o mało nie zostałam rozdeptana przez ojca, który wychodził po zostawieniu prezentów pod choinką.

by Chill

* * * *

Ja z braćmi ciotecznymi zawsze po zjedzeniu kolacji itp. siedzieliśmy w drugim pokoju. Pewnego razu ktoś rzucił pomysł "dawajcie otwieramy wersalkę". No i znaleźliśmy wszystkie prezenty. Nikt nie płakał, ale żal był trochę.
A wcześniej nas robili w konia wyganiając na dwór żebyśmy szukali Mikołaja. I zawsze każdy z nas go widział za tym samym drzewem.
A jak byliśmy jeszcze młodsi to wujaszek się przebierał. I ja zawsze deklarowałem się, że "w tym roku to już na pewno go pociągnę za brodę". Ale zawsze się wstydziłem. I tak pewnie specjalnie mocno uczepili brodę żebym nie zerwał.

by kogutto86


A życzenia świąteczne już wysłane? Nie? To na co czekasz?

Klikaj i wysyłaj!       Klikaj i wysyłaj!       Klikaj i wysyłaj!       Klikaj i wysyłaj!

90 oryginalnych, zabawnych, perwersyjnych i szokujących e-kartek świątecznych dostępnych TUTAJ bez logowania!

Oglądany: 20224x | Komentarzy: 5 | Okejek: 1 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.11

18.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało