Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak zrobić Pentagon na 300 milionów dolarów – przepis od dwóch amerykańskich ćpunów

37 780  
195   29  
Co zrobić, jeśli nie chce ci się pracować zbyt ciężko, ale nie masz nic przeciwko zarobieniu 300 milionów dolarów? Opcji jest kilka, a najlepszą z nich znalazła dwójka miłośników marihuany z USA. Zrobili bezpieczny interes, sprzedając bardzo gorący towar – broń. Jednocześnie, żeby nie ryzykować, sprzedali go… Pentagonowi, oszukując jednocześnie wojsko na całkiem pokaźną kwotę.

Latem 2018 roku w jednym z amerykańskich sądów toczyła się niepozorna sprawa. Pewien kontrahent Pentagonu zażądał od resortu wojskowego wypłaty odszkodowania za jednostronnie zerwany kontrakt na dostawę broni. Firma wygrała sprawę i otrzymała więcej niż przyzwoitą kwotę.


Wszystko zaczęło się od tego, że mała i nieznana firma AEY wygrała przetarg na dostawę broni dla sił bezpieczeństwa Afganistanu. Jednym z konkurentów tej firmy był między innymi gigant General Dynamics, ale finalnie to AEY otrzymała kontrakt.

Zwycięzca przetargu z powodzeniem wypełnił wszystkie klauzule umowy. Cóż się jednak okazało? Cała broń tego dostawcy okazała się tandetnym chińskim towarem niskiej jakości. Części zamienne, materiały eksploatacyjne i amunicja nie były najlepszej jakości. Obiecane przez dostawców „nowości” po prostu rozpadały się w rękach i nawet rekrut miał jasność, że walka takimi badziewiami to czyste samobójstwo.

Jest jasne, że lwia część winy leżała po stronie Pentagonu. Wojsko chciało zaoszczędzić sporą sumę pieniędzy i udało im się – oferty przetargowe AEY były poza konkurencją. Jednak skąpiec płaci podwójnie, a broń dla Afgańczyków trzeba było kupić ponownie, tym razem od normalnego dostawcy.

Chińskie naboje, których Pentagon tak bardzo nie chciał

Wydawać by się mogło, że wszystko jest oczywiste i nieuczciwi handlarze chińskimi towarami niskiej jakości powinni zostać ukarani. Amerykańska Temida podeszła do sprawy dość „nietypowo”. Ławników oraz sędziów wcale nie przejęły cierpienia i katusze wysokich urzędników wojskowych. 22 czerwca 2018 roku zwyciężyła sprawiedliwość – oszukany i ponoszący ogromne straty Pentagon był winien AEY prawie kolejne 100 mln dolarów. Dlaczego to się stało? Tak, to proste – umowy, nawet z oszustami, muszą być unieważniane zgodnie z prawem, a nie jednostronnie. Skąpiec w tym przypadku zapłacił nawet nie dwa razy, a trzy razy, a w dodatku otrzymał dobrą lekcję.

Cóż to zatem za firma ta AEY, która oszukuje najpotężniejszy Departament Wojny na planecie, a następnie wygrywa od niego pieniądze w sądzie?

Dwaj upaleni kombinatorzy

Efraim Diveroli w wieku 21 lat był już szczęśliwym posiadaczem własnej firmy. Nie, nie, to nie będzie kolejna nudna i pouczająca opowieść o chłopcu, który kosił trawniki sąsiadom, z wyróżnieniem ukończył Harvard i w garażu stworzył dochodowy start-up.

Efraim Diveroli

Efraim bynajmniej taki nie był. Młody człowiek wszedł w dorosłe życie nie tylko bez wyższego wykształcenia, ale nawet z niepełnym wykształceniem średnim. W głowie młodego Diveroli hulał wiatr i dym z jointów, bez których nie wyobrażał sobie dnia. Sekret sukcesu Efraima tkwił w tym, że jego ojciec i wujek byli głównymi dostawcami broni i amunicji na potrzeby amerykańskiej policji, a AEY zostało otwarte na Ephraima, żeby młodzian w końcu wziął się w garść i zaczął się przynajmniej czymś interesować w tym życiu.

Potomek rodziny Diveroli od dzieciństwa marzył o handlu bronią. Zaczął załatwiać dla swojej firmy umowy na zaopatrzenie rządowe i czasami mu się to udawało. Sam Ephraim i jego AEY nie byli poważnym graczem w tej branży, ale Waszyngton w 2001 roku nagle zdecydował się dać zielone światło małym biznesom i to otworzyło drogę upalonemu chłopakowi z dynastii zbrojeniowej do przetargów m.in. właśnie dla Pentagonu.

Warto od razu nadmienić, że wojsko patrzyło wielkodusznie na liczne błędy popełniane przez drobnych dostawców i nie było się czego obawiać. Ale nawet w tak komfortowych warunkach leniwy i niezbyt lotny Diveroli ledwo wiązał koniec z końcem. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się w jego życiu Davida Packouza.

David Packouz

David Mordechai Packouz był o 4 lata starszy od Efraima, ale połączyła ich miłość do marihuany i imprez. Dla podkreślenia absurdalności tej historii warto wspomnieć, że dwóch playboyów spotkało się w synagodze podczas żydowskiego święta. Nowy przyjaciel żywo interesował się biznesem Efraima, chociaż historia AEY w tym czasie była więcej niż skromna.

Packouz wziął inicjatywę w swoje ręce. Do końca 2006 roku firma wygrała 149 kontraktów o wartości około 10,5 miliona dolarów. Na początku 2007 roku firma AEY wygrała wspomniany na wstępie przetarg na dostawę broni do Afganistanu. To był bardzo smakowity kąsek. Firma zobowiązała się dostarczyć 100 milionów sztuk nabojów, milion sztuk amunicji do granatników, tysiące karabinów szturmowych Kałasznikowa, karabiny snajperskie i moździerze 82 mm i wiele więcej.

Gdyby dostawy nie były realizowane do Afganistanu, nikt nie pozwoliłby dwóm naćpanym playboyom z ich AEY zbliżyć się do intratnego kontraktu. Prezydent George W. Bush był zainteresowany włączeniem do transakcji małych prywatnych firm, ponieważ nie chciano się specjalnie afiszować z dostawami na Bliski Wschód. Wymagania co do jakości broni i amunicji były niskie, a to spodobało się Packouzowi i Diveroliemu najbardziej.


Na jednym z targów bronią młodzi biznesmeni poznali Szwajcara Heinricha Thometa, który miał doskonałe kontakty wśród dostawców broni w Chinach i Europie Wschodniej. Sam Thomet nie mógł wykorzystać swoich powiązań, ponieważ mocno ugruntował swoją pozycję na „czarnej liście” Pentagonu za dostarczanie serbskiej broni armii Saddama.

Za to AEY była „czysta” i otrzymała misję dostarczenia broni o wartości 298 milionów dolarów do odległego, rozdartego wojną Afganistanu. Nawiasem mówiąc, największy konkurent chłopaków w przetargu zaoferował dostawę za 350 milionów, więc Packouz, Diveroli i Thomet wygrali z solidną przewagą.

Z 298 milionów postanowiono wydać 213 na zakupy, a 85 włożyć do kieszeni. Oczywiście dokumenty przetargowe wskazywały, że AEY osiągnie skromny zysk w wysokości 3 milionów dolarów, co w zupełności odpowiadało prowizji. Zdecydowali się na zakup broni w Albanii, Pakistanie, na Węgrzech, w Bułgarii, Serbii i na Ukrainie, gdzie było jej pod dostatkiem od czasów sowieckich.

Albański partner biznesowy AEY

Amunicja, wbrew zakazowi Pentagonu, została zakupiona w Chinach i żeby nikogo nie kłuły w oczy „krzaczki” na oznaczeniach kontenerów z nabojami, po prostu je przepakowywano. Wszystko szło jak po maśle, do tego stopnia, że Packouz i Diveroli chcieli nawet pozbyć się Thometa, który okazał się zbyt chciwy. Jednak bez Szwajcara, który miał wszystko pod kontrolą, dwóch ćpunów od razu wpadłoby w ręce albańskiej mafii i panowie musieli zrezygnować ze swego pomysłu.

Wszystko posypało się z dnia na dzień z winy mających mniejsze szczęście w przetargu, ale bardzo zazdrosnych konkurentów. Niektórzy z nich twierdzili, że AEY dostarcza chińską broń, a to było poważne oskarżenie. Gdy do biura firmy przyjechała policja z nakazem przeszukania, szczwany lis Thomet leciał już czarterem do Bośni, a dwóch naćpanych „baronów zbrojeniowych” dzieliło zarobione pieniądze.

W trakcie śledztwa wyszły na jaw bardzo nieprzyjemne fakty – w oszustwo zamieszany był albański rząd, co wywołało nawet niepokoje w kraju. Doszło do tego, że główny świadek w sprawie AEY, niejaki Kosta Trebicka, zginął w podejrzanym wypadku samochodowym. Ale ta historia miała prawdziwie amerykański happy end.


Packouz został skazany na siedem miesięcy aresztu domowego za spisek mający na celu oszukanie Stanów Zjednoczonych.

Młody Diveroli trafił do więzienia na 4 lata i stracił możliwość uczestniczenia w dostawach federalnych przez 14 lat. Po głośnym procesie z międzynarodową aferą nastąpił kolejny, prawie niezauważony, o którym wspominaliśmy już na początku. Przyniósł on Efraimowi 100 milionów dolarów, a te pieniądze z nawiązką zrekompensowały mu niedogodności związane z uwięzieniem i ograniczeniami biznesowymi.

A wiecie, że na Joe Monster dawno temu była taka zasada: "Tu się pomaga". I nic się w tej kwestii nie zmieniło. Dlatego jeśli chcesz, to dorzuć grosika do naszej Joe Monsterowej skarbonki. Pomóżmy dzieciakom, bo pomagać warto! Każda złotówka jest cenna.

4

Oglądany: 37780x | Komentarzy: 29 | Okejek: 195 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.02

02.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało