Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zbrodniarze Trzeciej Rzeszy – Ilse i Karl Koch, część 2

18 556  
188   36  
W poprzedniej części zostawiliśmy Kochów, kiedy znajdowali się na nazistowskim firmamencie. Przejdźmy zatem do ich upadku.

Śledztwo SS i pierwsze aresztowanie

Utworzenie obozu w Lublinie nakazał 20 lipca 1941 roku Heinrich Himmler w oczekiwaniu na dużą liczbę sowieckich jeńców wojennych pojmanych podczas ofensywy na Związek Radziecki. Budowę obozu mającego pomieścić od 25 do nawet 50 tysięcy więźniów rozpoczęło 2500 sowieckich jeńców wojennych w październiku 1941 roku. Pomiędzy tymi wydarzeniami, we wrześniu, Karl Otto Koch otrzymał list z kwatery głównej SS, informujący go o przeniesieniu z Buchenwaldu do okupowanej Polski, gdzie miał zostać komendantem nowo powstającego obozu na wschodnich przedmieściach Lublina, który do historii przeszedł jako Majdanek, a którego oficjalna nazwa brzmiała Konzentrationslager Lublin, KL Lublin. Jednym z rozkazów, jakie Koch otrzymał po przejęciu obowiązków komendanta, było powiększenie obozu tak, by pomieścił od 50 do 150 tysięcy więźniów, stając się wówczas największym obozem koncentracyjnym na świecie.

Przed opuszczeniem swojego dotychczasowego królestwa w Buchenwaldzie Koch miał jeszcze ważne sprawy do załatwienia. Dość wysoką pozycję na tej liście zajmowały dwa nazwiska: Walter Krämer i Karl Peix. Obaj byli więźniami sanitariuszami, którzy leczyli Karla, gdy ten złapał syfilis podczas wyjazdu do Norwegii, którą to przypadłość komendant Buchenwaldu wolałby zachować w sekrecie. Więźniów przeniesiono do innego podobozu w kompleksie buchenwaldzkim i zabito, fałszując jak zawsze akty zgonu, w których przyczyną śmierci było zastrzelenie w czasie próby ucieczki. Zabójstwa te, chyba jako jedyne spośród niezliczonych zbrodni w jego nazistowskiej karierze, miały się Kochowi odbić czkawką.

1989523e73812f6Waldeck.jpg
Książę Waldeck

Na nazwiska te bowiem natrafił książę Josias Erbprinz Georg Wilhelm Adolf von Waldeck und Pyrmont. W czasie I wojny światowej Waldeck służył jako młodszy oficer. W 1929 roku wstąpił do partii nazistowskiej jako pierwszy niemiecki arystokrata, co pod względem propagandowym nie było bez znaczenia. Po wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku awansowano go do stopnia generała SS i generała Waffen-SS. Kiedy Trzecia Rzesza pokonała Polskę, Hitler rozkazał Waldeckowi utworzyć biuro, które miało ostatecznie stać się „Biurem germanizacji ludów wschodnich”.

l_1989524d384f675Morgen.jpg
Georg Konrad Morgen

Pod koniec 1941 SS rozpoczęło, na rozkaz Waldecka, sprawdzanie ksiąg rachunkowych KL Buchenwald, odkrywając wiele błędów i nieścisłości sugerujących, że Koch okradał kogo się dało. Waldeck przydzielił do dalszego śledztwa Georga Konrada Morgena, prawnika SS i sędziego, dla którego prawo SS było święte, a jego łamanie – największą zbrodnią. W czasie swojej kariery Morgen wniósł przed sądy SS ponad 800 spraw o morderstwo i korupcję. Ciekawa postać zasługująca na oddzielny artykuł.

W czasie rewizji przeprowadzonej bez uprzedzenia 7 grudnia 1941 roku w Villa Koch ekipa śledcza Konrada Morgena wywróciła dom do góry nogami, szukając wszelkich dowodów na sprzeniewierzanie funduszy należących do SS. Odkryto wówczas, że Ilse i Karl Koch wiodą dość burzliwe życie uczuciowe. Frau Koch prowadziła jednocześnie romans z obozowym lekarzem, Waldemarem Hovenem, a także zastępcą komendanta, czyli własnego męża, Hermannem Florstedtem, zaś Karl miał stałą relację z tancerką w Weimarze, którą regularnie odwiedzał.

Przeczuwając rychły upadek swojego męża, a za doradców mając obu kochanków, Ilse jeszcze na początku śledztwa skontaktowała się z szefem policji w Weimarze, Paulem Hennickem, i doniosła o nielegalnej działalności męża. Udając w trakcie zeznań histerię frau Koch wykrzyczała, że jej mąż jest kryminalistą i mordercą, a ona jedynie niewinną ofiarą, która nie chciała w tym uczestniczyć. Paradoksem jednak jest to, że jeszcze dzień przed rewizją, 6 grudnia 1941, Ilse napisała do inspektora obozów koncentracyjnych, Theodora Eickego, by oczyścić męża z zarzutów.

Znamiennym pozostaje fakt, co najbardziej liczyło się dla nazistów. Szczegółowe śledztwo prowadzone przez jak zwykle skrupulatnego Morgena wykazało chociażby, że 160 więźniów, których zamknięto w Bunkrze, zostało zamordowanych zastrzykami fenolu podanymi przez Hovena i Sommera, a nieznaną liczbę innych osadzonych zabito w podobny sposób w szpitalu. Przynajmniej 120 więźniów zastrzelono w kamieniołomie bez zezwolenia. Niemal we wszystkich przypadkach SS odkryło, że akty zgonu zostały sfałszowane. Mimo tych zbrodni nadrzędnym celem śledztwa nadal pozostawało sprzeniewierzenie majątku SS.

Morgen, zebrawszy dość twardych dowodów korupcji i sprzeniewierzania funduszy, okraszonych nielegalnymi zabójstwami, gotów był postawić zarzuty zarówno Karlowi, jak i Ilse Koch. W tym celu musiał się stawić przed obliczem Arthura Nebego, szefa policji kryminalnej Trzeciej Rzeszy. Nebe umył jednak ręce, mając świadomość tego, jak bardzo Koch jest lubiany przez Himmlera. Sprawę przekazano Ernstowi Kaltenrbunnerowi, szefowi RSHA. Ten z kolei wysłał Morgena do Monachium, gdzie ten rozmówił się z Franzem Breithauptem, szefem centralnego biura prawnego. Również on nie chciał mieć z tą sprawą nic wspólnego i odesłał niestrudzonego śledczego na samą górę – do Himmlera. Ten zezwolił na kontynuowanie śledztwa.

17 grudnia 1941 roku Morgen oskarżył pułkownika Kocha o korupcję, nakazał go aresztować i przekazać do pałacu w Weimarze, gdzie mieściła się kwatera Gestapo. Następnego dnia, 18 grudnia, Karl został jednak zwolniony na wyraźny rozkaz Himmlera i szefa administracji SS Oswalda Pohla. Nie został jednak uwolniony od zarzutów, a śledztwo nadal trwało.

KL Lublin, kolejne aresztowanie i wyrok

l_19895258bc1ead9Majdanek.jpg
Majdanek

1 stycznia 1942 roku Koch opuszcza Buchenwald, zostawiając tam swoją żonę i dzieci, i przenosi się na tereny podbitej Polski, gdzie obejmuje funkcję komendanta KL Lublin, gdzie spędzi pół roku. W marcu Karl wydaje zgodę na powiększenie Majdanka, dzięki czemu w obozie naraz mogłoby przebywać ćwierć miliona więźniów. Plany te jednak nigdy nie dojdą do skutku, zaczynających przegrywać Niemców nie stać po prostu na tak gigantyczne przedsięwzięcie.

Jako komendant obozu w Lublinie Koch spędzi zaledwie kilka miesięcy. Dogonią go demony przeszłości. Mimo tak krótkiego stażu dał się poznać jako hulaka, który z daleka od domu i żony urządzał szalone popijawy i orgie z udziałem SS-manów i więźniarek.

Największym cieniem na Karlu w trakcie zarządzania Majdankiem położyła się masowa ucieczka sowieckich jeńców wojennych, do której doszło 14 lipca 1942 roku. Wtedy to dwustu więźniów ruszyło szturmem na bramy. Połowy uciekinierów nigdy nie złapano i, jak wszyscy inni w takich sytuacjach, dołączyli do partyzantów lub wrócili do swoich jednostek. Za ucieczkę obwiniono Kocha i zawieszono go w obowiązkach służbowych komendanta Majdanka. Został zdegradowany i skierowany do pracy w jednostce zajmującej się kontrolą poczty w Saaz w Czechosłowacji.

Stanowisko Kocha w KL Lublin przejął Max August Kögel, SS Hauptsturmführer, który wcześniej prowadził obóz dla kobiet KL Ravensbrück. Jego z kolei zastąpił, w październiku 1942 roku, Hermann Florstedt, adiutant Kocha w Buchenwaldzie i kochanek Ilse. Niedaleko padło jabłko od jabłoni, gdyż SS aresztowało Florstedta i oskarżyło go o sprzeniewierzenie pieniędzy oraz nieuzasadnione egzekucje więźniów.

Kiedy Karl Otto Koch pracował w oddalonym od głównych wydarzeń posterunku w Saaz, SS nadal prowadziło przeciwko niemu śledztwo. Domyślając się, że nie udało się odkryć wszystkich machinacji korupcyjnych w trakcie poprzedniego śledztwa, Waldeck ponownie spuścił ze smyczy Morgena. Siłą napędową stało się podejrzenie Kocha o współpracę z Thilonem Bornscheinem, sklepikarzem i członkiem rady Weimaru. Wyszło wtedy na jaw, że Koch osobiście zabierał pieniądze z kantyny więźniów w obozie. Komendant regularnie podnosił ceny, by zyskiwać na wszystkim, co tam sprzedawano. Pobierał również haracz od więźniów, którzy sami musieli sponsorować wszelkie udogodnienia znajdujące się na terenie Buchenwaldu – od wyposażenia biblioteki, przez instrumenty muzyczne dla obozowej orkiestry, a na zwierzętach dla zoo kończąc. Więźniowie, oczywiście, nie dysponowali odpowiednimi środkami. Pieniądze pochodziły od ich rodzin, które wysyłały je do Kocha w nadziei na to, że ich bliscy, zamknięci za drutami, będą mieli lepsze warunki i po prostu uda im się przeżyć.

Śledztwo wykazało, że majątek Kochów wzrósł w 1941 roku do ponad 100 tysięcy marek, co było osiągnięciem niemożliwym, biorąc pod uwagę wysokość pensji Karla i brak innych legalnych źródeł dochodu. Sposobów na defraudację i okradanie Trzeciej Rzeszy było mnóstwo.

Żydzi aresztowani podczas Nocy kryształowej, po przybyciu do Buchenwaldu, musieli oddać wszystkie wartościowe rzeczy. Później, kiedy więźniów wypuszczano, musieli podpisać oświadczenia, że nie odebrano im ich pieniędzy, biżuterii i innych rzeczy o znacznej wartości. Oczywiście każdy Żyd miał do wyboru albo podpisać to oświadczenie, albo nigdy już nie opuścić terenu obozu. Wybór był prosty, zaś znaczna część skonfiskowanych dóbr trafiała bezpośrednio do Kochów.

Kolejnym, równie dobrym, sposobem było okradanie zmarłych. Przed kremacją specjalne oddziały więźniów miały za zadanie badanie trupów w poszukiwaniu kosztowności ukrytych w różnych otworach ciała lub po prostu połkniętych przed śmiercią. Wyrywano im również złote zęby. Raport wykazał, że z 5597 gramów złota Koch oddał SS tylko 851 gramów.

Na machlojkach męża wzbogacała się również Ilse. Morgen w raporcie zaznaczył, że frau Koch przed ślubem była wyjątkowo biedna, a jej majątek wynosił w 1938 roku zaledwie 120 marek. W 1943 roku wzrósł do ponad 25 tysięcy, co jak na osobę niepracującą, która nie posiada żadnych dochodów, było kwotą znaczną. Dzięki okradaniu trafiających do Buchenwaldu Żydów szafy Ilse pękały w szwach. Miała w nich futra, kapelusze, buty i mnóstwo sukienek. W prezencie od męża otrzymała również arenę jeździecką wybudowaną na terenie obozu rękami więźniów. Villa Koch była wspaniale wyposażona. Kiedy zwyczajni Niemcy powoli zaczynali głodować, państwo Koch mieli piwnicę wypełnioną setkami butelek przedniego wina i drogą żywnością. W samym domu znajdowały się meble najwyższej jakości, porcelana, dzieła sztuki i piękna pościel.

23 sierpnia 1943 roku Karl Otto Koch, pracujący nadal w Saaz na terenie Czechosłowacji, został ponownie aresztowany. Razem z nim aresztowano przebywającą w domu w Buchenwaldzie Ilse Koch. Podczas procesu przeprowadzonego przez SS 17 grudnia 1943 roku w Weimarze Karl został uznany za winnego, jednak nie zebrano wystarczających dowodów, by bezsprzecznie wykazać udział Ilse w sprawie korupcyjnej. Wypuszczono ją na wolność. Opuściła Buchenwald z dwójką dzieci w lutym 1944, przenosząc się do małego mieszkania przy Alte Ossweilerweg 23 w Ludwigsburgu.

Nie był to jednak koniec tej sprawy, gdyż Karl utrzymywał nadal, że jest niewinny. Drugi skład sędziowski do ponownego rozpatrzenia sprawy zebrał się w Weimarze rok później, 18 grudnia 1944 roku. Sądowi przewodniczył Richard Ende, zaś pod nieobecność Konrada Morgena prokuraturę reprezentował dr Werner Hansen. Linią obrony Kocha było twierdzenie, że wszelkie nieścisłości w księgowości Buchenwaldu wynikały z niedokładnego prowadzenia ksiąg, w co sąd nie uwierzył, biorąc pod uwagę ogromny majątek Karla, przekraczający 200 tysięcy marek. Hansen żądał dla Kocha kary śmierci, a dla Ilse za współudział i przyjmowanie skradzionych dóbr – pięciu lat więzienia. Frau Koch, sięgając po sprawdzone metody, ponownie odegrała napad histerii, a sąd oczyścił ją ze wszystkich zarzutów, pozwalając jej wrócić do domu, do dzieci. Karl został uznany za winnego korupcji i skazany na śmierć. Zamknięto go w weimarskim więzieniu, gdzie miał czekać na rozstrzelanie.

3 kwietnia 1945 roku Karla Ottona Kocha zabrano z celi więziennej i przetransportowano do Buchenwaldu, gdzie miał zostać wykonany wyrok śmierci. Pluton egzekucyjny pod dowództwem ostatniego adiutanta Kocha, Hansa Schmidta, czekał na strzelnicy SS. Karl odmówił opaski na oczy. Wyrok wykonano, a ciało byłego komendanta trafiło tam, gdzie ciała jego ofiar – do komory krematorium. Buchenwald został wyzwolony przez amerykańskie oddziały 11 kwietnia, zaledwie tydzień po śmierci Karla. W krematorium Amerykanie odnaleźli urnę z nazwiskiem Koch.

Dalsze losy Ilse Koch. Proces i kilka wyroków

l_1989526703a3d81Przesluchanie_Ilse.jpg
Zdjęcie Ilse z procesu

Wbrew zdrowemu rozsądkowi Ilse Koch wcale się nie ukrywała, nadal mieszkała w Ludwigsburgu. W swoim odczuciu nie zrobiła nic złego. Czuła się więc niewinna i niezagrożona, mimo małżeństwa ze zbrodniarzem i byłym komendantem obozów koncentracyjnych, a także związku z samym Buchenwaldem. Sprawiedliwość, choć ślepa, upomniała się jednak o frau Koch krótko po wojnie, bowiem w czerwcu 1945 roku zostaje aresztowana przez Amerykanów, a dzieci jej i Karla trafiają pod opiekę Erny Raible, wspominanej wcześniej przyrodniej siostry komendanta Buchenwaldu.

Ilse nie rozumiała, czemu została aresztowana, skoro zarzuty o sprzeniewierzanie środków, korupcję i przyjmowanie dóbr od Żydów zostały wycofane. Wtedy dowiedziała się, że zbrodnie, o które się ją oskarża, są o wiele poważniejsze od przekrętu finansowego. Została oskarżona przez amerykańską administrację o znęcanie się nad więźniami w Buchenwaldzie, zlecanie pobić, tortur i morderstw. Jej linią obrony było to, że będąc zwyczajną matką i gospodynią domową, nie miała pojęcia o tym, co działo się w Buchenwaldzie. Osadzoną w tzw. Lagrze 77, dawnych Koszarach Fromanna po wojnie przemianowanych na więzienie dla kobiet, często odwiedzali przydzieleni jej obrońcy: kapitan amerykańskich sił powietrznych Emanuel Lewis i niemiecki prawnik dr Richard Wacker.

W kwietniu 1947 roku oskarżoną przeniesiono z Lagry 77 do Dachau, gdzie w celi byłego obozu koncentracyjnego znalazła swoje więzienie. Tutaj zaszła w ciążę z nieznanym mężczyzną. W zależności od wersji mógł to być albo niemiecki więzień, który pracował w kuchni, albo polski strażnik.

11 kwietnia 1947 roku rozpoczął się proces, który przeszedł do historii jako „proces załogi Buchenwaldu”, a w dokumentach nosił nazwę „Stany Zjednoczone kontra Josias Waldeck-Pyrmont i inni, sprawa nr 000-50-9”. Paradoksalnie głównym oskarżonym był ten sam Waldeck, który uruchomił śledztwo zakończone karą śmierci Karla Kocha. Teraz miał być sądzony razem z jego żoną. Na ławie oskarżonych, oprócz Ilse Koch i Josiasa Waldecka, zasiadło jeszcze 29 osób oskarżonych o różne zbrodnie i zagrożonych karami od kilku lat pozbawienia wolności do kary śmierci włącznie.

Trybunały powojenne, w których rozstrzygano o winie nazistów, nie przypominały w niczym zwyczajnych sądów cywilnych, były raczej urządzone na wzór sądów wojskowych. Nie istniało coś takiego jak „domniemanie niewinności”, a każdy z oskarżonych był winnym z założenia – to nie oskarżyciel miał dowieść winy podsądnego, a obrońca jego niewinności.

Ilse oskarżono o znęcanie się nad więźniami i zlecanie ich mordowania. Ulubionym zajęciem frau Koch, jak zeznawali świadkowie, były przejażdżki konne po terenie obozu, w trakcie których ubrana była, zgodnie z ich słowami, prowokująco. Kiedy którykolwiek z więźniów śmiał podnieść na nią swój „lubieżny wzrok”, Ilse zapisywała jego numer w notesie, po czym następowała kara, najczęściej kilkunastu do kilkudziesięciu batów.

l_19895152ac279acskora.jpg
Wyprawiona ludzka skóra z tatuażem, będąca dowodem w trakcie procesu

Innym zarzutem, który musieli odpierać obrońcy byłej komendantowej, było kolekcjonowanie przedmiotów wykonanych z ludzkiej skóry. Świadkowie twierdzili, że znali kogoś, kto widział czy to rękawiczki, czy obwoluty na książki, czy pochwy na wieczne pióra i wiele, wiele innych, z których najbardziej znane, obrosłe do dziś legendą, okazały się abażury z ludzkiej skóry. Czy takie przedmioty istniały? Trudno stwierdzić. Dość powiedzieć, że nic takiego nie odnaleziono, mimo zapewnień więźniów. Wypowiedział się na ten temat również wspominany wcześniej Konrad Morgen. Śledczy przyznawał, że w trakcie śledztwa przeszukano posiadłość Kochów od piwnicy po strych, znajdując mnóstwo nielegalnie zgromadzonych rzeczy, nie było jednak wśród nich przedmiotów wykonanych z ludzkiej skóry. Skąd zatem ów mit? Nie podlega wątpliwości, że wśród dowodów w trakcie procesu znajdowała się wyprawiona ludzka skóra. Zgodnie z zeznaniami, zarówno ustnymi jak i pisemnymi, Ilse Koch zawsze wyszukiwała wśród nowo przybyłych więźniów tych, którzy mieli na ciele tatuaże. Więźniowie ci byli niemalże natychmiast po przybyciu do obozu uśmiercani, zdzierano z nich skórę, którą następnie garbowano. Czy coś z niej następnie wykonywano, czego nie udało się odnaleźć? Na to pytanie chyba nigdy odpowiedzi już nie poznamy.

Proces zakończył się 12 sierpnia 1947 roku. Wydano 22 wyroki śmierci, z których wykonano połowę. Pięć osób skazano na dożywocie, wśród nich znajdowała się Ilse Koch. Czterech oskarżonych skazano na krótsze wyroki więzienia.

Ilse Koch, w trakcie całego procesu będąca w ciąży, która wyrok odsiadywała w Landsbergu w Bawarii (w więzieniu znanym z tego, że to tu w 1924 roku swój wyrok odsiadywał Hitler i to tu napisał Mein Kampf), urodziła tam syna, nadając mu imię Uwe i swoje panieńskie nazwisko: Köhler. Ilse nigdy nie wyznała, kto był jego ojcem.

l_198951673989e1aClay.jpg
Generał Lucius Dubignon Clay

Zaraz po zakończeniu procesu obrońcy Ilse Koch złożyli wniosek o jej ułaskawienie do generała Luciusa Dubignona Claya, który był gubernatorem wojskowym okupowanych Niemiec i dowódcą wszystkich sił amerykańskich w Europie. Komisja rewizyjna pod nadzorem podpułkownika Clio E. Straighta zbadała każdy aspekt sprawy i uznała, że frau Koch, która mogła uczestniczyć w torturowaniu więźniów, nie była aż tak przerażającą postacią jak inni oskarżeni i wyrok dożywocia był przesadą. Obstawali za skróceniem wyroku do 4 lat, wliczając w to okres spędzony już przez nią w więzieniu. 16 września 1948 roku generał Clay przychylił się do tej rekomendacji i zdecydował się zredukować wyrok Ilse z dożywocia do czterech lat.

W odpowiedzi na skrócenie wyroku Senat Stanów Zjednoczonych zdecydował się powołać specjalną komisję, znaną jako Komisja Fergusona (jej przewodniczącym był senator Homer S. Ferguson), która miała raz jeszcze przyjrzeć się całej sprawie. W grudniu opublikowała raport, w którym stwierdziła, że „redukcja wyroku Ilse Koch do czterech lat nie była uzasadniona”.

Co zatem doprowadziło do skrócenia wyroku byłej komendantowej Buchenwaldu? Polityka. Pod koniec lat 40. Sowieci stanowili dla zachodnich aliantów coraz większy problem. Przewidywano, że może dojść do kolejnej wojny, w której Niemcy, silne Niemcy, byłyby buforem przed radziecką strefą wpływów na wschodzie. Niemieckie społeczeństwo miało już jednak dosyć ciągłego wieszania Niemców. Sam Clay w uzasadnieniu skrócenia wyroku Ilse przyznał, że zatwierdził 1090 wyroków, z których 426 to były kary śmierci. Zaczęto więc rewidować wyroki, zmieniając kary śmierci na dożywocia, dożywocia i inne kary skracając, niektórych więźniów zwalniając do domów. Ilse Koch zakończyła odsiadywanie wyroku 17 października 1949 roku.

Na szczęście wymiar sprawiedliwości Niemiec Zachodnich nie miał takiego problemu. Rząd kanclerza Konrada Adenauera ponownie aresztował Ilse Koch, kiedy została zwolniona po odsiedzeniu czterech lat. Tym razem miała być sądzona za przestępstwa popełnione wobec obywateli niemieckich, których w Buchenwaldzie również nie brakowało. Zarzutów tych w procesie załogi buchenwaldzkiej nie podnoszono.

Zaraz po zwolnieniu z więzienia, tego samego dnia, przewieziono ją z Landsbergu do Aichach, gdzie odczytano jej zarzuty: wydawanie poleceń pobicia niezliczonych więźniów niemieckich i odpowiedzialność za śmierć 24 Niemców w Buchenwaldzie. Zarzucono jej również wyselekcjonowanie latem 1940 roku grupy wytatuowanych więźniów do egzekucji w celu wygarbowania ich skóry. Jednym ze świadków był Andreas Rieser, który opowiedział, jak na jego oczach Ilse Koch spotkała grupę więźniów niosących ciężkie kamienie z kamieniołomu i bez żadnego konkretnego powodu kazała strażnikowi SS zmiażdżyć głowę jednego z nich kamieniem.

Po odczytaniu zarzutów Ilse spędziła 13 miesięcy w oczekiwaniu na proces. Ten rozpoczął się 27 listopada 1950 roku. Trwał sześć tygodni. 15 stycznia 1951 roku sędzia Georg Maginot odczytał wyrok: oskarżona jest winna jednego przypadku nakłaniania do morderstwa, jednego przypadku nakłaniania do próby morderstwa, pięciu przypadków nakłaniania do poważnego znęcania się nad więźniami i dwóch przypadków fizycznego znęcania się. Została skazana na dożywocie i ciężkie roboty w więzieniu dla kobiet w Aichach.

2 września 1967 roku robiąca standardowy obchód strażniczka nie była w stanie otworzyć drzwi do celi Ilse Koch. Coś je blokowało. Przy pomocy dwóch innych strażniczek udało się je w końcu uchylić. Jak się okazało, drzwi blokowała sama Ilse, która powiesiła się na pętli zrobionej z prześcieradła i przywiązanej do klamki od drzwi. Miała niespełna 61 lat. Jej synowi, Uwemu, który regularnie odwiedzał matkę w więzieniu, przekazano jej list pożegnalny. Ich kann nich anders. Der Tod ist für mich eine Erlösung (Nie mogę postąpić inaczej. Śmierć jest dla mnie wybawieniem). Została pochowana w Aichach. Jej pogrzeb został sklasyfikowany jako pogrzeb państwowy, przez co nagrobek był oznaczony i utrzymywany przez lata, dopóki kontrakt od miasta obowiązywał. Następnie pochłonął go czas.

Bibliografia:
1. F. Whitlock: Bestie z Buchenwaldu,
2. F. Whitlock: Ocalałem z Buchenwaldu. Moja droga przez piekło,
3. J. Hernandez: Nazistowskie bestie. Kaci z SS,
4. N. Wauchsmann: Historia nazistowskich obozów koncentracyjnych.

W poprzednim odcinku

1

Oglądany: 18556x | Komentarzy: 36 | Okejek: 188 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało