Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Polskie grzybobranie

26 309  
55   14  
Złota polska jesień. Zeszły weekend zapowiadał się słonecznie, więc o poranku moja dziewczyna wpadła na pomysł wyprawy na grzyby. Upewniwszy się, że nie jest to jedna z tych akcji, gdy rano dowiaduję się, że jedziemy na wakacje, a następnego dnia budzę się pod namiotem w... Szwecji, ochoczo rozpocząłem przygotowania.
Nic poniżej nie jest prawdziwe – wszystko zmyśliłem.

Grzyby to nie surwiwal – przygotowałem się więc parząc herbatkę z torebki (całej – stać mnie!) w termosie oraz robiąc kanapki z konserwą – mniam! Wdziałem bojówki, buty wyprawowe na cztery sezony, wyszperałem z piwnicy wiklinowy koszyk, a wielozadaniowy nóż myśliwski zamieniłem na zgrabny (choć zakrzywiony) nożyk do grzybów. Ponieważ jestem praktycznie wieśniakiem, wyprawa za miasto do lasu to właściwie tyle, co wyjść na pole (czy na dwór?).


Po przekroczeniu linii drzew zacząłem doświadczać przyrody wszystkimi zmysłami. Wokół klasyczne odgłosy leśne: na S-ce w oddali jakiś dawca piłuje swoją szlifierkę na zamknięcie sezonu, nieco bliżej jakaś mamusia wyprowadza swoje pociechy na spacer, opowiadając jakiejś psiapsiółce na głośnomówiącym przed twarzą „co ta k*** Dżesika wczoraj nawyprawiała”. Ech, natura! Kontemplację przerwało szczekanie jakiegoś psa, którego właściciel puścił luzem, aby się wybiegał, a który widocznie zwabiony widokiem mojej chudej nogi wziął ją za kość. Prawdopodobnie oszołomiony wszechobecnym zapachem gnijących liści myślał, że to ja jestem jego źródłem. Odpędziwszy go okrzykiem, żeby mnie zostawił, bo jeszcze żyję, spuściłem wzrok i rozpocząłem poszukiwania.


Grzyby to nie surwiwal – to wyprawa! Niczym Roald Amundsen czy Jack Wolfskin należy dotrzeć do rejonów nieodkrytych przez człowieka, bo tam znajduje się najwięcej skarbów, a więc i chwała. Zmierzam więc ku swemu prawdziwkowemu biegunowi, podobnie jak inni wielcy, po drodze napotykając ślady poprzednich wypraw. Ślady te lekko mnie zaniepokoiły, bo można było zauważyć, że wcześniejsi podróżnicy nastawieni byli na długą i wyczerpującą walkę, rozbijając obozy, na których raczyli się dużą ilością płynów: energetycznych, energetyzujących oraz takich prawdopodobnie zakazanych przez grzybiarskie konwencje genewskie. Gdzieniegdzie można też było dojrzeć ślady po wysokoenergetycznych produktach spożywczych.


Moje obawy wynikały z faktu, że, po pierwsze, wiadomo, że piwo krzepi, a po drugie, mamy przecież tylko termos herbaty na dwoje (mimo że z całej torebki). Dalej jednak naszła mnie druga myśl, bardziej filozoficzna: czy po spożyciu czaju powinienem porzucić swój pojemnik, aby zrzucić zbędny balast? Wokół butelek nie ma kości podróżników, więc można wywnioskować, że poszli dalej lub wrócili. Co takiego jest w tych pustych flaszkach, że trudniej je wynieść z lasu niż przynieść doń pełne?

jacyś amatorzy, na takiej oranżadce daleko nie zajdą!

Myśl ta nie dawała mi spokoju aż do powrotu do domu, gdzie temat postanowiłem zgłębić metodami naukowymi, podczas gdy moja dziewczyna rozkoszowała się możliwością obrobienia przedchwilowych zbiorów. Zważyłem więc butelkę piwerka, po czym ją opróżniłem i zważyłem ponownie. Wbrew przypuszczeniom, lecz zgodnie z logiką, pusta butelka okazała się LŻEJSZA!


„Nie tędy droga” pomyślałem i sięgnąłem ku otchłaniom internetu w poszukiwaniu odpowiedzi. Okazało się, że nie jestem pierwszym, który postawił pytanie jak wyżej. Okazało się, że już w 1996 roku zespół naukowców Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego pod przewodnictwem dr. hab. Tomasza Murawskiego opracował monografię pt. „Człowiek i jego relacje z lasem w czasie wolnym”. Analizowano tam tak nurtujące nas na co dzień tematy, jak teoretyczne aspekty zmysłowego postrzegania oraz oceny przez człowieka środowiska przyrodniczego czy też emocjonalne aspekty związane z pobytem w lesie. [tytuły akapitów z prawdziwej pracy naukowej].

fungus chartam

Nie znalazłszy jednak jednoznacznej odpowiedzi na nurtujący problem zalegającego w lasach szkła, często zwrotnego, uczeni ci skierowali zagadnienie na drugą stronę ulicy, do bratniej Politechniki. Tamtejsi naukowcy, mając spore doświadczenie w temacie obróbki szkła, podeszli do tematu z zapałem. Przemierzywszy Trójmiejski Park Krajobrazowy wzdłuż i wszerz z podręcznym spektroskopem, skupiając się na miejscach częstego występowania poszlak ludzkiej bytności, wyciągnęli wnioski...

teren w pobliżu akademików PG po intensywnych weekendowych badaniach

Wyniki tych nowatorskich badań odbiły się głośnym echem w społeczeństwie akademickim. Przedstawiono je w genialnej pracy pod przewodnictwem dr. hab. inż. Ryszarda Burakowskiego pt. „Badanie stabilności i szerokości spektralnej widma superkontinuum oraz oddziaływania we włóknach mielinowych w zakresie dyspersji normalnej”, w której to wykazano szokujące oddziaływanie promieniowania wysokofrekwencyjnego na układ nerwowy człowieka.

odwzorowanie stref  oddziaływania wzmożonej aktywności deprywacji

Naukowcy z pomocą nowatorskiego wykorzystania transformaty Fouriera udowodnili, że, podobnie jak ma to miejsce w przypadku brązowej nuty, pewne częstotliwości elektromagnetyczne wpływają na deprywację metencephalon w układzie nerwowym, powodując hipotonię mięśniową. Dotknięty tą przypadłością człowiek pozbawiony jest praktycznie możliwości chwytnych, a pozostałe czynności ruchowe również funkcjonują w ograniczonym zakresie. Szok i niedowierzanie!

Zachęceni tymi odkryciami, inżynierowie skierowali wyniki swojej pracy do naukowców Uniwersytetu Medycznego, gdzie obecnie trwają prace nad lekarstwem na odkrytą przypadłość. Nieoficjalnie mówi się, że nowy lek o roboczej nazwie ffoyle sacculi pojawić ma się wkrótce bez recepty w aptekach...

l_19844485de716ef8.jpg

Dość tych głupot – teraz poważnie! Natrafiłem niedawno w internecie na reklamę cudownego środka mającego być remedium na wszelkie dolegliwości kardiologiczne. Dwa tygodnie brania magicznych tabletek i problemy z sercem znikają na zawsze! Używając mocnych zwrotów, mądrych słów i powołując się na znane autorytety, przekonywano o cudowności medykamentu. Wystarczy podać w formularzu swoje imię i numer, a będziemy zdrowi. Oczywiście również, niejako przy okazji, biedniejsi o kilka tysi...

Apeluję więc – zbliżają się święta (jedne, drugie...), oprócz tradycyjnej corocznej kłótni przy lampce Wina Tuska napomknijcie o nowych sposobach oszukiwania starszych: lekach, garnkach, policjantach itp. Żadne magiczne remedium na codzienne bolączki nie istnieje. Proza życia to nie lampa Alladyna, złota rybka czy Złotopolscy, to Dżuma i Ludzie bezdomni. Uświadomcie starsze pokolenie, że SMS-y o dopłacie do paczki to oszustwo, a prąd na pewno nie będzie tańszy, nawet jeśli pani przez telefon jest mocno przekonywająca. Weźcie rodzinę na spacer, bo nic nie robi lepiej na krążenie niż odrobina ruchu.

Czuwaj!
37

Oglądany: 26309x | Komentarzy: 14 | Okejek: 55 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało