Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

A co jeśli Ci powiem, że twój ulubiony bohater dzieciństwa to grobowa hiena, cyniczny złodziej i pozbawiony skrupułów szmugler?

33 598  
197   53  
Byłem małym szczylem, kiedy razem z mamą poszedłem do łódzkiego kina Iwanowo na film pt. "Indiana Jones i Ostatnia Krucjata". Seans ten sprawił, że musiałem zbierać wypełnioną mleczakami szczękę z podłogi. I ja już wtedy wiedziałem kim chcę zostać. Człowiekiem nauki. Takim co biega po opuszczonych świątyniach, szuka skarbów i bije się ze złymi panami o śmiesznym akcencie. Dopiero po latach dotarło do mnie jak złym archeologiem był mój idol...
Wiem co zaraz powiecie. "Autor pierd#li kocopoły! Nie rozróżnia filmowej fikcji od realnego życia. A w ogóle to na pewno jest sodomitą i słucha Pana Japy".
Owszem, świat kina rządzi się swoimi prawami, a praca prawdziwego archeologa polega na "nudnym" machaniu pędzelkiem nad czyjąś kością udową czy kawałkiem pękniętego garnka sprzed pół tysiąca lat. Jednakże małolat, który zobaczył właśnie dwugodzinny film o szalonym poszukiwaczu przygód, może poczuć wielki zawód, gdy skonfrontuje się z rzeczywistością. A prawda jest taka, że Indy powinien zostać zwolniony z roboty jeszcze w czasach, gdy przeczesując amazońską dżunglę, trafił do ruin opuszczonej świątyni...



Pamiętacie początek "Poszukiwaczy zaginionej arki"? Doktor Jones dotarł do niezbadanego przez żadnego białego człowieka, porzuconego setki lat wcześniej, kompleksu. Wpadł niczym dzik w żołędzie. A wszystko po to, aby dotrzeć do jednego z pomieszczeń i ukraść stamtąd złotego bożka. Niczym jakiś podły łupieżca grobów.

Prawdziwy archeolog wiedziałby, że same ruiny mogą mieć znacznie większą wartość niż "skarb" znajdujący się na końcu plątaniny korytarzy. Wnikliwie badałby płaskorzeźby na porośniętych mchem ścianach, z wielkim zainteresowaniem przyjrzałby się mechanizmom odpowiedzialnym za funkcjonowanie pułapek przygotowanych z myślą o przyszlych złodziejach łasych na tę odlaną ze złotego kruszcu figurkę. O ironio! A gdy już dotarłby wreszcie do pomieszczenia ze skarbem, to prawdopodobnie szybko by się zorientował, że... padł ofiarą oszustwa!


Czemu? Otóż zgodnie z fabułą filmu, Indy przeczesywał pozostałości świątyni należącej do przedstawicieli peruwiańskiej kultury Chachapoya. Tymczasem złoty bożek znaleziony na terenie ruin nijak się ma do wyrobów artystycznych tego plemienia. Ba, figurka ta jest wręcz inspirowana prawdziwym znaleziskiem archeologicznym... które to prawdopodobnie jest jednym, wielkim wałkiem. Chodzi o znalezioną pod koniec XIX wieku kamienną postać kobiety rodzącej dziecko.


Wielu uczonych twierdzi dziś, że zarówno sam projekt tego dzieła sztuki, jak i jego wykonanie pozwalają przypuszczać, że powstało ono krótko przed jego "odkryciem".
Wygląda na to, że wykorzystano do jej wykonania narzędzia, których dawni mieszkańcy Meksyku nie znali!
Kiedy więc już Indy znajduje swój upragniony relikt, w iście nieprofesjonalny sposób uruchamia mechanizmy kolejnych pułapek, aby na koniec galopem uciekać przed wielką, kamienną kulą efektownie obracającą ruiny w pył. A to przecież właśnie one są tu prawdziwym, archeologicznym skarbem, a nie złoty bożek, który to z dużym prawdopodobieństwem jest fałszywką.



Na dodatek figurka zostaje bohaterowi ukradziona chwilę po tym, jak ten opuszcza zniszczone wnętrze świątyni. W praktyce Jones rozwalił bezcenne dziedzictwo wymarłej kultury, ukradł kawałek, prawdopodobnie niemającego archeologicznego znaczenia, złota, a na koniec został bezceremonialnie pozbawiony swego łupu. Hej, no cóż. Każdemu może się zdarzyć wpadka. Poza tym uniwersytet zapłaci za szkody...

To jednak niejedyny dowód jak marnym archeologiem był Indy. We wspomnianej "Ostatniej krucjacie", uczony zbezcześcił czyjeś zwłoki, robiąc z ludzkiej kości pochodnię, którą oświetlał sobie drogę podczas eksploracji weneckich katakumb, a chwilę później zniszczył mogiłę jakiegoś szanowanego krzyżowca.


A pamiętacie, jak ukradł Arkę Przymierza z terenu wykopalisk? Cóż z tego, że przedsięwzięcie prowadzili naziści, którzy mieli zamiar wykorzystać swoje znalezisko do niecnych czynów? Z punktu widzenia archeologii to właśnie oni podeszli do sprawy profesjonalnie, zdobywając pozwolenie na swoje prace i wykonując je zgodnie ze sztuką, zamiast bez cienia szacunku splądrować grobowiec, ukraść skarb i uciekając zniszczyć (a jakżeby inaczej!) absolutnie bezcenne rzeźby, wypełnione misternymi malunkami ściany i pięknie zachowane mumie.


A mówiąc już o etyce zawodowej bohatera speilbergowskiej serii, to trzeba też przypomnieć, że w "Ostatniej krucjacie" obsesyjnie poszukujący świętego Graala Walter Donovan, mimo że niewątpliwie był postacią do cna złą i wyrachowaną, osobiście odwiedził lokalnego sułtana, aby prosić go o pozwolenie na przeprowadzenie badań i wywiezienie skarbu z jego kraju. Indy nigdy tego nie robił. On po prostu chaotycznie, bez żadnego przygotowania, szturmował dany obiekt, pośpiesznie kradł jakieś trofeum, a następnie przemycał je do swego kraju! A podobno, jak sam zresztą twierdził - większa część pracy archeologa polega na siedzeniu w bibliotece.


Wiemy już, że doktor Jones był grobową hieną, gotową rozpierniczyć dowolny, archeologiczny obiekt, aby tylko zdobyć jakieś większe, lub mniejsze świecidełko. Indy to też bezwzględny handlarz reliktami, które (zgodnie przecież z jego własną zasadą) powinny znaleźć się w muzeum. Na początku "Świątyni zagłady", bohater spotkał się z szanghajskim bandytą Lao Che, który to zlecił mu zdobycie skarbów pewnego chińskiego władcy. W zamian za to, Jones miał wejść w posiadanie diamentu należącego niegdyś do Aleksandra Wielkiego. W ten sposób Indiana pokazał się jako osoba, która współpracuje z mafią i robi z nią szemrane interesy polegające na nielegalnym obrocie archeologicznymi artefaktami.


Zresztą dużą część przedmiotów zdobytych na drodze okradania grobowców i czarnorynkowego handlu, Jones przez lata szmuglował do muzeum prowadzonego przez swego przyjaciela - Marcusa Brody'ego, który przecież doskonale zdawał sobie sprawę z pochodzenia tych eksponatów. No chyba, że Indy fałszował też dokumentację dotyczącą swoich znalezisk.


Tymczasem lada moment do kin triumfalnie wkroczy piąta już część przygód legendarnego archeologa. I chociaż dziś, jako dorosły widz, doskonale zdaję sobie sprawę, że bohater mojego dzieciństwa to cyniczny szubrawiec, złodziej i wykazujący się absolutnym brakiem szacunku do swego zawodu, handlarz zdobytymi w absolutnie nielegalny sposób łupami, to na samą myśl o powrocie Jonesa czuję się niczym ten naiwny szczeniak. Ten sam, który ponad 30 lat temu mało nie pękł z wrażenia podczas kinowego seansu. Z drugiej strony - bardzo chcę się też z Indianą pożegnać, bo prawdopodobnie więcej już go na ekranie nie zobaczymy.

https://youtu.be/ZfVYgWYaHmE
23

Oglądany: 33598x | Komentarzy: 53 | Okejek: 197 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało