Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zbrodniarze Trzeciej Rzeszy – Ilse i Karl Koch

25 985  
215   37  
Tym razem będzie nieco inaczej, tekst bowiem traktuje nie o jednym, a o dwojgu zbrodniarzy. Małżeństwie Koch, Karlu Ottonie i Margarete Ilse, która wolała być nazywana swoim drugim imieniem i która zasłynęła z powodu abażurów z ludzkiej skóry. Czy słusznie? Zapraszam do lektury.

Młodość i pierwsze wojskowe szlify


Karl Koch

Nikogo nie zdziwi, że o młodości Karla Kocha wiadomo raczej niewiele. Tak się jakoś złożyło, że bohater dzisiejszej opowieści nie zostawił po sobie pamiętników, a gros dokumentów administracyjnych pochłonęły dwie wojny światowe. Urodził się w Darmstadt 2 sierpnia 1897 roku jako jeden z dwóch synów urzędnika rządowego niskiego szczebla, Kiliana Kocha, i jego żony, nieznanej z imienia i nazwiska. Młody Karl w wieku ośmiu lat stracił ojca, matka zaś powtórnie wyszła za mąż, zmieniając nazwisko na Shmidt. Rodzina bardzo się powiększyła, jako że ojczym Karla i jego brata, Rudolfa, posiadał już sześcioro dzieci z poprzedniego związku – pięciu synów i córkę. Karl jako dziecko niczym się nie wyróżniał. Nie był ani przesadnie inteligentny, ani przesadnie ambitny. Ukończył szkołę podstawową, po której, w wieku lat czternastu, zatrudnił się jako praktykant handlowy.

W momencie wybuchu wojny, nazwanej potem Wielką Wojną, Otto liczył sobie siedemnaście lat i pracował w dziale księgowości niemieckiej fabryki amunicji. Jako dobry patriota odpowiedział na wołanie ojczyzny i, rzuciwszy pracę, zgłosił się do służby wojskowej. Nie musiał czekać długo, by skosztować smaku wojny, bowiem już rok później ledwie osiemnastoletni szeregowiec Koch znalazł się na froncie zachodnim w okopach pod Artois we Francji jako żołnierz 153. pułku piechoty. 4 lipca roku 1917 został ranny. W tym samym roku, w grudniu, został odznaczony Eisernes Kreuz II Klasse, czyli Krzyżem Żelaznym drugiej klasy. 20 października 1918 roku, na niecały miesiąc przed końcem wojny, został złapany przez Brytyjczyków, gdzie w niewoli spędził prawie rok, wychodząc na wolność 11 października 1919.

Wrócił do Darmstadt pod koniec tego samego roku, mając 22 lata. W okresie powojennym nie potrafił znaleźć stabilizacji, zmieniając co chwilę miejsce zatrudnienia. Pracował jako menadżer w Fabryce Grzebieni i Biżuterii do Włosów Erbacha, w dziale księgowości Darmstädter und Nationalbank, a potem w kilku innych bankach między 1922 a 1924 rokiem. Następnie został sprzedawcą ubezpieczeń, co zapewniło mu stabilizację. W 1924 roku ożenił się z Kathariną Müller i doczekał się pierwszego dziecka, syna o imieniu Manfred, który jeszcze się tu pojawi.

Początki w roli nazisty

1 marca 1931 roku Karl Otto Koch wstąpił do NSDAP, otrzymując legitymację o numerze 475586. Jednocześnie rzucił pracę sprzedawcy ubezpieczeń, zostając nazistą na pełen etat, gdyż zatrudnił się jako księgowy w siedzibie regionalnej NSDAP w Dreźnie. W tym samym roku mają miejsce jeszcze dwa ważne w jego życiu wydarzenia: rozwodzi się z żoną i składa podanie o przyjęcie go w szeregi SS. Kiedy badanie genealogiczne nie wykazuje wśród jego przodków Żydów, zostaje przyjęty w poczet tej elitarnej jednostki, otrzymując numer członkowski 14830 i stopień SS-Untersturmführera, będący odpowiednikiem podporucznika. W czerwcu 1932 roku Koch został przeniesiony do SS-Standarte 35 stacjonującego w Kassel i otrzymał rozkaz sformowania oddziału Hilfspolizei (policji pomocniczej, w skrócie Hipo). W połowie 1933 roku SS-Hilfspolizei została włączona w szeregi SS-Wachverbände (strażników obozów koncentracyjnych), tych zaś 29 marca 1936 roku przemianowano na SS-Totenkopfverbände (Oddziały Trupiej Czaszki, w Polsce bardziej znane pod nazwą Oddziałów Trupiej Główki).


Sachsenburg

Koch zdawał się spełniać w narodowym socjalizmie. We wrześniu 1933 roku otrzymał zadanie zorganizowania i objęcia dowództwa jednostki SS-Sonderkommando „Sachsen” (Specjalny Oddział SS „Saksonia”). Oddział ów został wysłany do obozu koncentracyjnego Sachsenburg, który otwarto w maju 1933 roku i który w niczym nie przypominał późniejszych obozów – zajmował bowiem jedynie obszar czteropiętrowej fabryki tkanin Tautenhahn we Frankenburgu. To w tym prowizorycznym, z perspektywy czasu, obozie Karl Otto wdrażał się w zawód obozowego strażnika.

W następnym roku miało miejsce jedno z najbardziej znaczących i ważniejszych wydarzeń w jego życiu. Stacjonując w Dreźnie, 37-letni wówczas Karl, który w międzyczasie awansował na Obersturmführera (porucznika), spotkał młodą maszynistkę pracującą w fabryce papierosów Reetsma – Margarete Ilse Köhler.


Młoda Ilse Koch

Ilse urodziła się w Dreźnie 22 września 1906 roku jako córka Emila i Anny Köhlerów. Po szkole podstawowej uczęszczała do szkoły handlowej, gdzie opanowała stenografowanie i fach sekretarki. Po szkole została stażystką w księgarni w 1922 roku, a w 1932 wstąpiła w szeregi NSDAP jako jedna z pierwszych kobiet, otrzymując legitymację o numerze 1130836. Ilse zdawała się brać bardzo serio powiedzenie „za mundurem panny sznurem”, gdyż od najmłodszych lat fascynowały ją wojskowe mundury – umawiała się, jak na dobrą narodową socjalistkę przystało, jedynie z członkami SS i SA. Ładna, zgrabna, ogniście ruda dziewczyna o zielonych oczach nie narzekała na brak powodzenia, a mimo to wybrała starszego od siebie, pulchnego, łysiejącego rozwodnika. Nie bez znaczenia był zapewne fakt, że Karl Otto Koch był wówczas oficerem.

W grudniu 1934 roku Koch został przeniesiony do Papenburga, gdzie miał przejąć dowództwo w KL Esterwegen. Następny w kolejności był Lichtenburg, zamek przekształcony w obóz, i Columbia-Haus, więzienie Gestapo. W Columbia-Haus zaczęły coraz bardziej dawać o sobie znać sadystyczne zapędy Kocha. Jeden z więźniów, Stefan Heymann, opowiadał o sytuacji, w której Karl nakazał pobitemu więźniowi zalać odbyt gorącym asfaltem, a następnie napoić olejem rycynowym wywołującym biegunkę. W kwietniu 1936 ponownie objął KL Esterwagen, by we wrześniu tego samego roku powrócić do Sachsenburga.

Komendant KL Sachsenhausen i KL Buchenwald


Sachsenhausen

W 1936 roku miały miejsce XI Igrzyska Olimpijskie w Berlinie. Na rozkaz Hitlera, któremu zależało na dobrym PR-ze za granicą, prześladowania na terenie Trzeciej Rzeszy zwolniły. Nie ustały, ale zostały znacznie ograniczone. Kiedy jednak igrzyska dobiegły końca, wszystko wróciło do nazistowskiej normy.
Himmlerowi marzył się supernowoczesny obóz koncentracyjny, różny od tych, które powstawały w Trzeciej Rzeszy jak grzyby po deszczu. KL Sachsenhausen, bo o nim mowa, zajmować miał ostatecznie powierzchnię aż 75 hektarów, a w latach jego działalności, między 1936 a 1945 rokiem, przewinęło się przez niego około 200 tysięcy ludzi, z których ponad 30 tysięcy zmarło z powodu wyczerpania, chorób, niedożywienia, egzekucji lub eksperymentów medycznych. Wyjątkowy był nawet sam projekt, gdyż odpowiedzialny za niego architekt, Bernhard Kuiper, zaprojektował obóz na kształt wachlarza. Na komendanta tej „perły” wybrano Karla Ottona Kocha.

Na miejscu wyciętego w Oranienburgu lasu powstawać zaczęły baraki, biura, kwatery strażników, kuchnia, szpital, miejsca odosobnienia, mury i zasieki z drutu kolczastego, stacja pomp, system wodociągów i wszelkich innych niezbędnych do funkcjonowania nowoczesnego obozu konstrukcji. Za ich budowę odpowiadali więźniowie z KL Esterwegen. Warunki życiowe w obozie były na wskroś prymitywne, a więźniowie padali jak muchy od szerzących się na jego obszarze chorób. Nie pomagała również brutalność strażników. Na rozkaz Kocha położono „specjalny nacisk na karanie”, można więc było stracić życie z byle powodu, wliczając w to coraz bardziej wymyślne zabawy strażników, jak choćby całonocne oświetlanie któregoś baraku mocnym reflektorem, a kiedy tylko w oknie pojawiał się cień głowy więźnia – traktowanie jej niczym tarczy strzelniczej. Koch uważał wszystko, co spotykało więźniów, za prawomocne i niezbędne dla wzrostu w siłę Tysiącletniej Rzeszy. Takim podejściem charakteryzował się już do końca swojej obozowej kariery.

Z KL Sachsenhausen wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia, bowiem w 1937 roku obóz odwiedzili szwedzcy dziennikarze, którym obozowa wierchuszka przedstawiła funkcjonowanie swej instytucji, oczywiście łżąc w żywe oczy i prezentując mocno złagodzony obraz obozów koncentracyjnych, w których więźniowie mogą podjąć uczciwą pracę w zdrowych warunkach, na świeżym powietrzu, mogąc odpokutować swoje zbrodnie i jednocześnie przysłużyć się Trzeciej Rzeszy. Nie był to ostatni raz, kiedy Zachód został oszukany przez PR-ową zagrywkę nazistów.


KL Buchenwald

W 1936 roku naziści przygotowali plany powiększenia małego więzienia w Bad Sulza na wschód od Weimaru. Namiestnikiem Rzeszy na terytorium Turyngii, w którym leżał Weimar, był Ernst Friedrich Christoph Sauckel, który otrzymał stanowisko za zasługi względem NSDAP. Sauckel bowiem był jednym z Alte Kämpfer (członkiem starej gwardii, którzy wstąpili do NSDAP przed 1933 rokiem). 20 maja 1936 spotkał się z Theodorem Eicke, inspektorem obozów koncentracyjnych, by zaproponować mu ogromne przedsięwzięcie, jakim była budowa obozu na skalę Dachau czy Sachsenhausen.

W maju 1937 roku Eicke zatwierdził lokalizację nowego obozu, którą było wzgórze Ettersberg znane przede wszystkim z tego, że na jego stoku znajdował się tzw. „dąb Goethego”, według legendy ulubione miejsce Johanna Wolfganga Goethego, w którym napisał „Fausta”. Cały teren wykarczowano, pozostawiając jedynie „dąb Goethego”, a latem rozpoczęto budowę obozu.

29 maja tego samego roku Karl Otto Koch oraz Ilse Köhler stanęli na ślubnym kobiercu, o ile można tak powiedzieć, biorąc pod uwagę ceremonię zaślubin w szeregach SS. Nocą, w blasku pochodni, 40-letni SS-Standartenführer (pułkownik) Karl i 31-letnia Ilse, po wcześniejszym sprawdzeniu rodowodów, by upewnić się, że narzeczeni mają czystą krew germańską, zostali mężem i żoną. Latem państwo Koch przenieśli się z Sachsenhausen do miejsca swojego przeznaczenia – Weimaru. Na widok bukowych lasów Koch ochrzcił nowo powstający obóz Buchenwaldem.

Budowa Buchenwaldu rozpoczęła się 15 lipca 1937 roku. Wszystkich przybywających do obozu witał napis nad bramą o treści Jedem das seine (Każdemu to, na co zasłużył), który wyróżniał się na tle innych obozów witających ludzi sloganem Arbeit macht frei (Praca czyni wolnym). Od samego początku śmierć w obozie była zjawiskiem powszechnym. Pierwszym więźniem, który zmarł w Buchenwaldzie, był Hermann Kempeck. 14 sierpnia 1937 roku popełnił samobójstwo, wieszając się. Już dwa dni później w obozie pojawiła się pierwsza ofiara „próby ucieczki”, jak strażnicy zwykli określać swoje ofiary, był nią 42-letni Richard Groschke. Do czasu, aż w 1940 roku zbudowano na terenie obozu krematorium, ciała zmarłych w Buchenwaldzie były przewożone do Weimaru, gdzie spalano je w miejskim krematorium. Trudno więc utrzymywać, że mieszkańcy byli nieświadomi istnienia miejsca, w którym ludzie padali jak muchy.

17 stycznia 1938 roku w Haus Buchenwald (zwanym również Villa Koch), siedzibie rodziny Koch, Ilse urodziła syna, Artwina. Dom Karla i Ilse, drugi po pałacu księżnej Amalii największy dom na wzgórzu Ettersberg, otaczał obszar 194 hektarów… obozu koncentracyjnego. Według pogłosek w Villa Koch odbywały się huczne przyjęcia i orgie, w trakcie których alkohol lał się strumieniami, a małżeńska wierność była nic niewartą mrzonką.


Prügelbock, narzędzie do wymierzania kary. Więzień wkładał nogi w otwory w podstawie, pochylał się, opierając tułów o ławkę, do której był przypinany, po czym w tak przygotowane pośladki otrzymywał zasądzoną przez władze obozowe karę, którą najczęściej było 25 uderzeń batem na gołe pośladki.

Karl rządził swoim królestwem żelazną ręką. Dla wzmocnienia terroru zmuszał więźniów do oglądania publicznego wymierzania kar innym osadzonym. Skazańców bito wszystkim, od pięści i pałek, przez szpicruty i bicze, po kolby karabinów, łopaty i kamienie włącznie. Regulaminową karą była chłosta na Prügelbock. Osadzonego rozbierano do naga, rozciągano na drewnianej ławie, unieruchamiano ręce i nogi, a następnie wymierzano 25 uderzeń, które więzień sam musiał liczyć. W przypadku pomyłki, do których dochodziło często, gdyż ból był trudny do wytrzymania, chłostę rozpoczynano od nowa. Inną karą, szczególnie lubianą przez Waltera Gerharda Martina Sommera, było wiązanie nadgarstków za plecami i wieszanie więźnia kilkanaście centymetrów nad ziemią, co z czasem powodowało, że ramiona skazańców wypadały ze stawów. Miejscem tej kaźni najczęściej był pobliski las, który w obozie zyskał miano „śpiewającego lasu” od krzyków cierpiących niewyobrażalny ból ludzi. Standardem były również publiczne egzekucje, kiedy to więźniów łamiących zasady panujące w obozie wieszano na szubienicy umieszczonej obok bramy, a ciała skazanych wisiały niekiedy i kilka dni jako przestroga dla innych.

29 kwietnia 1939 roku Ilse Koch urodziła drugie dziecko, dziewczynkę Gisele.
Do interesującego wydarzenia doszło 21 sierpnia tegoż samego roku, co ciekawe – w Stanach. Tego dnia bowiem magazyn „Life” opublikował dwustronicowy artykuł oparty na materiale z 3 sierpnia opublikowanym w „München Illustriete Presse”, gdzie pokazano więźniów Buchenwaldu w pasiakach, którzy wykonywali najprzeróżniejsze prace fizyczne. W niemieckim czasopiśmie trudno było znaleźć fakty, Amerykanie jednak przyłożyli się znacznie bardziej. Fragment treści artykułu głosił choćby:
„Z grupy 200 [pracowników niosących kamienie na budowę drogi] 110 zmarło lub zostało zabitych w pierwszych pięciu tygodniach [..]. Za zatrzymanie się na szklankę wody lub papierosa grozi kara 25 uderzeń długim biczem […]. Nic nie ogranicza sadyzmu brutalnych strażników, a przyjaźnie nastawieni strażnicy nie mogą interweniować […]. Więźniów wpycha się do odpływów latryn i przytrzymuje tam kolbami karabinów”.

Świat bowiem wiedział o tym, co działo się za drutami obozów, na długo nim te zostały odkryte przez wojska radzieckie i alianckie. Jednymi z pierwszych, którzy ujawniali prawdę o obozach, byli Polacy (raporty Jana Karskiego i Witolda Pileckiego). Ludzie na Zachodzie nie mogli jednak uwierzyć w to, że coś takiego ma miejsce w XX wieku, i to w wykonaniu narodu cywilizowanego, za jaki uważano Niemcy. Nie wierzyli w to nawet Polacy, a nawet sami Żydzi, od wielu już lat stłoczeni i umierający w gettach na terenie całej okupowanej Europy. To jeszcze można zrozumieć, w niektóre rzeczy naprawdę trudno jest uwierzyć. Dużo trudniej zrozumieć tych, którzy wiedzieli, ale postanowili w to nie wierzyć lub nic z tym nie robić. Jan Karski osobiście przedstawił swój raport Franklinowi Rooseveltowi, ówczesnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Ale to temat na zupełnie inną historię.


Piece krematoryjne Buchenwaldu już po wyzwoleniu obozu

Bardzo ważnym wydarzeniem w życiu Buchenwaldu było wybudowanie obozowego krematorium. Wraz z ciągłym wzrostem liczby zgonów – zgodnie z dokumentacją w 1940 roku w obozie przetrzymywano 7440 więźniów, z których śmierć poniosło 1772 osoby – SS uznało, że oszczędniej będzie wybudować własny przybytek do spalania trupów na terenie obozu, niż opłacać użytkowanie miejskiego krematorium w Weimarze. Krematorium obozowe nie było tak ogromne, jak późniejsze krematoria choćby w Auschwitz-Birkenau, ale też nie było aż takiego zapotrzebowania. Zawierało w linii dwa rzędy po trzy ceglane piece. W każdym piecu mieściły się trzy ciała, w sumie więc mieściło się w nich 18 ciał. Spalenie takiego „ładunku” trwało do 20 minut. Buchenwaldzkie krematorium było w stanie zmienić na popiół prawie 1300 ludzi na dobę.

W grudniu 1940 roku Ilse urodziła trzecie dziecko, córkę Gudrun. Niedługo później dziecko zmarło. Był marzec 1941. Ilse i Karl udali się na narty, a niemowlę zostawili pod opieką przyrodniej siostry Karla, Erny Raible. W czasie nieobecności rodziców dziecko zachorowało. Erna wszelkimi możliwymi sposobami próbowała przekonać brata i szwagierkę do powrotu, na co ci jednak nie chcieli się zgodzić. Mała Gudrun zmarła z dala od rodziców, dla których chore dziecko nie stanowiło dostatecznego powodu do powrotu i przerwania wypoczynku.


Szczęśliwa para przed Villą Koch

Można tu wspomnieć również o wydarzeniu, które miało miejsce wcześniej, w roku 1939. Wtedy to bowiem do Buchenwaldu przyjechał wspomniany na początku tekstu Manfred Koch, wówczas już dwunastoletni syn Karla z pierwszego małżeństwa, chcący spędzić z ojcem trochę czasu. Podczas jednej z rodzinnych sprzeczek Manfred odpyskował swojej macosze, co tak rozsierdziło Karla, że ten zaciągnął chłopca do Bunkra – więzienia w więzieniu, gdzie w pojedynczych celach przetrzymywano więźniów oczekujących na karę śmierci i tych poddawanych najwymyślniejszym torturom – i zamknął go w jednej z pustych cel. Za karę. O tym, jaki to miało wpływ na umysł dziecka, można się przekonać z dalszej historii Manfreda Kocha, który jako dorosły człowiek cierpiał na ciężkie problemy emocjonalne i został zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych. Jak widać, Karl Koch miał tyle samo litości dla więźniów, co dla własnych dzieci.

Koniec części 1.

W poprzednim odcinku: Piękna Bestia

1

Oglądany: 25985x | Komentarzy: 37 | Okejek: 215 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.02

07.02

06.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało